Książulo w środę w zeszłym tygodniu zamieścił relację z wizyty w restauracji Ewa Zaprasza w miejscowości Sasino niedaleko Łeby. Influencer nie mógł nachwalić się zamówionych dań, co podkreśla już tytuł nagrania: "To zaszczyt nakleić tu Muala. Najlepsza restauracja, w jakiej byłem.
Materiał przez tydzień zanotował 1,7 mln odtworzeń (sam kanał Książula ma 2,3 mln subskrybentów).

We wtorek 7 lipca na profilu facebookowym Ewa Zaprasza opisano, jak pochwały od Książula przełożyły się na zainteresowanie restauracją. – Pierwszego dnia przyszło 646 rezerwacji i to pomimo, że po 3 godzinach wyłączyliśmy z systemu pierwsze dwa tygodnie. W następne dwa dni przyszło kolejne 477 rezerwacji – wyliczono.
Jak wygląda oblężenie restauracji, którą pochwalił Książulo
– Normalnie wpisujemy rezerwacje do kalendarza "na ślepo" i na jakiś tydzień przed rozpisujemy je na plan stołów na konkretny dzień. Wyjątkiem jest tutaj weekend majowy, Poniedziałek Wielkanocny, czy Boże Ciało, gdy taką szczegółową rozpiskę robimy mniej więcej miesiąc wcześniej… No więc teraz Boże Ciało mamy do końca sierpnia – dodano.
– Rozpisanie pierwszej tury rezerwacji zajęło Szymonowi i mi dwa dni (żegnaj Openerze), z drugiej tury wygrzebaliśmy się dopiero w poniedziałek rano, mimo, że przychodziliśmy do pracy 4 godziny wcześniej i wpisywaliśmy rezerwacje na dwa komputery. A mówimy tylko o rezerwacjach internetowych – zaznaczono.

Takie oblężenie ze strony klientów wiąże się też z problemami: pracownicy nie dawali rady przyjmować wszystkich rezerwacji telefonicznych. – Staraliśmy się odbierać połączenia od 9 do 12, w niedzielę od 12 do 19 mieliśmy prawie 600 połączeń. Nie mogliśmy odbierać, bo raz, że fizycznie nie dalibyśmy rady, dwa, że mieliśmy cały czas koło 200 niewpisanych, wcześniejszych rezerwacji. Bez ich wpisania, nie wiedzieliśmy czy mamy jakiekolwiek wolne stoły na następne dni, a zawsze staramy się wpisywać rezerwacje chronologicznie. Ponadto 90 proc. odebranych połączeń wyglądało identycznie – "bardzo mi przykro, ale niestety nie mamy wolnych miejsc podlegających rezerwacji na najbliższy tydzień".
Zaznaczono, że restauracja pracuje nad uruchomieniem wirtualnej centralki telefonicznej.
Wskazano, że pojawiła się też grupa niezadowolonych osób. – Goście, którzy się nie dodzwonili; przyjechali 300 km i musieli czekać 2 godziny na stolik; przyjechali 200 km i nie dostali steka; stwierdzili, że 2 godziny czekania na stolik to lekka przesada (a dzieci głodne); zawsze przyjeżdżali i czekali 20 minut a teraz 2 godziny; to była "ich Ewa", a teraz takie tłumy – wyliczono.

– W pełni rozumiemy rozczarowanie i frustrację, sam w każdym z powyższych przypadków byłbym wkurzony. Robimy co w naszej mocy, ale pewnych rzeczy nie przeskoczymy. Nie jesteśmy w stanie obsłużyć wszystkich, nie jesteśmy w stanie zwiększyć liczby steków 10-krotnie – a tyle by w tej chwili poszło, nie mamy absolutnie żadnego wpływu na długość kolejki – dodano.
Stwierdzono, że "kuchnia i reszta zespołu pracuje w tej chwili zdecydowanie ponad siły, powoli niektórym puszczają nerwy", a "taki ultra szczyt sezonu zwykle trwał 2-3 tygodnie z pikiem w okolicach 15 sierpnia, teraz wygląda na to, że będzie trwał pełne dwa miesiące".
– Jesteśmy już trochę zmęczeni, ale na razie też podjarani. Cieszy docenienie naszej pracy, goście w 99% są zadziwiająco wyrozumiali. Żal nam stałych klientów, którzy nie będą mogli zarezerwować w najbliższym czasie stołu, a kolejka się wydłuży do nierozsądnych rozmiarów – przyznano.

Już w zeszłym tygodniu restauracja pochwaliła się, że bardzo pozytywnie ocenił ją Książulo. – Jak wiecie w sezonie i tak zwykle brakowało nam wolnych miejsc, rezerwacje trzeba było robić 4–5 dni wcześniej a bez rezerwacji pozostawało oczekiwanie w kolejce. Zwykle było to około pół godziny, teraz może być znacznie dłużej – przypomniano.
– Z góry przepraszamy, za to, że pewnie nie wszystkich będziemy w stanie obsłużyć, wolimy jednak obsłużyć mniej gości, ale zachować dotychczasową jakość. Zakładamy, że przez najbliższe kilka-kilkanaście dni będziemy pracowali w trybie "kryzysowym" – dodano.
Jadłodajnia zamknięta, rozgłos od Książula za duży
Konsekwencje pochwał od Książula nie zawsze są głównie pozytywne. W marcu zeszłego roku działalność zamknęła się mała jadłodajnia na warszawskim Żoliborzu, którą Książulo bardzo pozytywnie ocenił jesienią 2024 roku.

– Książulo narobił nam sporo kłopotów. Odkąd tyle osób usłyszało o naszej jadłodajni, to codziennie mamy ręce pełne pracy. [...] Jestem już zmęczona tym rozgłosem – mówiła właścicielka lokalu zaraz po zamieszczeniu relacji przez influencera.
Podobnie uzasadniała kilka miesięcy później decyzję o zamknięciu jadłodajni. Lokal działał przez trzy dekady.












