Łukasz Warzecha dostał zakaz wjazdu na Ukrainę. Mówi o sabotażu i geście Kozakiewicza

Publicysta "Do Rzeczy" Łukasz Warzecha w poniedziałek nie został wpuszczony na terytorium Ukrainy, gdzie miał uczestniczyć w wizycie studyjnej polskich dziennikarzy, organizowanej przez Centrum Mieroszewskiego i Instytut Ukraiński. Na decyzję władz Ukrainy czekał kilka godzin na przejściu granicznym. – Ktoś ewidentnie postanowił wytknąć język, pokazać gest Kozakiewicza i udowodnić, że jego będzie na górze – skomentował Warzecha.

Tomasz Wojtas
Tomasz Wojtas
Udostępnij artykuł:
Łukasz Warzecha dostał zakaz wjazdu na Ukrainę. Mówi o sabotażu i geście Kozakiewicza
Łukasz Warzecha, fot. kadr z youtube'a

Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.

Łukasz Warzecha był w grupie polskich dziennikarzy, którzy w poniedziałek po południu mieli pojechać na wizytę studyjną na Ukrainę. Jednak na przejściu Dołhobyczów – Uhrynów, po odbyciu kontroli granicznej po polskiej stronie, został zatrzymany przez ukraińskich pograniczników.

Ci zabrali paszport Warzechy i pytali go m.in., czy był już na Ukrainie i w jakim celu teraz chce wjechać. Ostatecznie publicysta trafił na kilka godzin do poczekalni, a pozostali uczestnicy wyjazdu po ponad dwóch godzinach odjechali. – Byłem cały czas w kontakcie m.in. z panem doktorem Łukaszem Adamskim, wicedyrektorem Centrum Mieroszewskiego, który mówił mi, co tam się dzieje, jakie najważniejsze czynniki są poruszane – opisał Warzecha w materiale na swoim kanale youtube’owym.

– No i tak siedziałem sobie w tej salce, czas mijał, robiło się ciemno, nikt oczywiście do mnie nie przyszedł, w ogóle stracono jakiekolwiek zainteresowanie mną. Miałem świadomość, że tam coś się odbywa – gdzieś w tych kręgach politycznych, że poruszane są jakieś ważne struny: polska ambasada w Kijowie, MSZ – polski, ukraiński – relacjonował.

Łukasz Warzecha zawrócony z przejścia granicznego na Ukrainę

Publicysta zaznaczył, że wydawało mu się, że otrzyma zgodę na wjazd na Ukrainę. Jednak po godz. 20 oficer graniczny poinformował, że wydano wobec niego 3-letni zakaz wjazdu na Ukrainę.

– Wszystko odbywało się w spokojnej atmosferze: nikt tam na mnie nie nastawał, nie krzyczał, nie robił mi żadnych przykrości. Po prostu pan wypełniał polecenia, które gdzieś tam z góry dostał – opisał Łukasz Warzecha.

Publicysta został odprowadzony na polską stronę. Do Warszawy wrócił późno w nocy.

Centrum Mieroszewskiego: przyjęliśmy tę decyzję z zaniepokojeniem

Do sytuacji w poniedziałek wieczorem odniosło się Centrum Mieroszewskiego. W obszernym wpisie na X poinformowało, że wyjazd był organizowany wspólnie z Instytutem Ukraińskim (podlegającym tamtejszemu resortowi spraw zagranicznych), a lista zaproszonych dziennikarzy "została wcześniej uzgodniona przez obie instytucje, a następnie przekazana właściwym organom państwowym Ukrainy". – Na etapie przygotowań nie zgłoszono wobec niej zastrzeżeń – zaznaczyła organizacja.

– Przyjęliśmy tę decyzję z zaniepokojeniem. Niezwłocznie po uzyskaniu informacji o trudnościach red. Warzechy z przekroczeniem granicy polsko-ukraińskiej Centrum powiadomiło o sytuacji ministerstwa spraw zagranicznych Ukrainy i Polski oraz ukraińskich współorganizatorów. Pomimo podejmowanych interwencji i sygnałów wskazujących na możliwość pozytywnego rozwiązania sprawy, po siedmiu godzinach oczekiwania należało uznać, iż wysiłki te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów – opisała.

Wskazała, że wizyta dziennikarzy będzie kontynuowana, o czym zdecydowano po konsultacji z pozostałymi uczestnikami. – Nie zmienia to naszego dużego zaniepokojenia odmową wjazdu red. Łukaszowi Warzesze – zaznaczyła.

Centrum Mieroszewskiego podało, że to szósta wizyta studyjna dziennikarzy organizowana wspólnie z Instytutem Ukraińskim. Wyliczyło, że celem jest umożliwienie polskim dziennikarzom bezpośredniego poznania sytuacji na Ukrainie, rozmów z przedstawicielami różnych środowisk oraz lepszego zrozumienia wyzwań, przed którymi stoi ukraińskie społeczeństwo.

– Od początku zależało nam na udziale dziennikarzy reprezentujących różne redakcje i perspektywy. Miesiąc wcześniej Centrum Mieroszewskiego zorganizowało wizytę studyjną opiniotwórczych dziennikarzy ukraińskich w Polsce. W jej trakcie uczestnicy spotkali się z przedstawicielami najwyższych władz państwowych oraz kierownictwem instytucji publicznych zaangażowanych w kształtowanie relacji polsko-ukraińskich – przypomniała organizacja.

Zaznaczyła, że szanuje "suwerenne prawo Ukrainy do decydowania o wjeździe na jej terytorium", ale "ograniczenia dotyczące pracy dziennikarzy mogą wywoływać szeroki rezonans medialny i stwarzać przestrzeń dla komentarzy niekorzystnie wpływających na dobrosąsiedzkie relacje polsko-ukraińskie".

Łukasz Warzecha o "geście Kozakiewicza"

W komentarzu na swoim kanale Łukasz Warzecha ocenił, że takie okoliczności niewpuszczenia go na Ukrainę wskazują na sprzeczne nastawienie różnych organów tamtejszych władz.

– Jest jakaś frakcja, która stara się ucywilizować ten obraz państwa ukraińskiego na zewnątrz. I jest frakcja, która zachowuje się tak, jak zachowywała się organizacja ukraińskich nacjonalistów przed II wojną światową, która miała taką metodę, że jeżeli tylko pojawiał się ktoś, kto miał bardziej ugodowy stosunek do Ukraińców, no chociażby taki jak pan minister Pieracki, to natychmiast następowało uderzenie w tę osobę. Właśnie dlatego, żeby pobudzić niechęć, żeby wzmóc niechęć, żeby uniemożliwić jakiekolwiek umiarkowane kontakty pomiędzy Polakami a Ukraińcami – opisał.

Jako odpowiedzialną za decyzję w jego sprawie wskazał Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy. – Chodziło o absolutne zasabotowanie wszelkich wysiłków na rzecz otwarcia, budowania porozumienia również z udziałem osób nastawionych, powiedziałbym, ukrainosceptycznie. Do takich zaliczam również siebie, natomiast absolutnie nie zgodzę się na to, żeby nazywać mnie jakimś ukrainożercą, czy mówić, że ja pluję na Ukrainę, jak niektórzy twierdzą – stwierdził.

– Czyli ktoś ewidentnie postanowił wytknąć język, pokazać gest Kozakiewicza i udowodnić, że jego będzie na górze. No a kto? No SBU – podkreślił.


WIDEO

– Pojechałem w najlepszej woli, w najlepszej woli zostałem zaproszony, miałem nadzieję na ciekawe rozmowy, a tutaj trzy lata zakazu. Jeżeli ktoś taką decyzję doręcza po tych siedmiu godzinach oczekiwania na granicy, to raczej robi to celowo – zwrócił uwagę. – Nie jest to kwestia bałaganu, to kwestia decyzji przemyślanej, której celem jest włożenie kija w szprychy czy sypanie piasku w tryby – zaznaczył Warzecha.

Na X publicysta podziękował wszystkim za oferowaną pomoc i wyrazy otuchy. – W szczególności dziękuję @michalkarnowski za koleżeńską postawę, dziękuję panu prezydentowi Chełma za propozycję pomocy po cofnięciu z granicy, dziękuję Zbyszkowi Parafianowiczowi, dziękuję profesjonalnej i bardzo życzliwym funkcjonariuszom polskiej Straży Granicznej na przejściu Dołhobyczów-Uhrynów, a także wszystkim Ministrom oraz Posłom, którzy zabrali głos w mojej sprawie – wyliczył.

– Można się różnić, ale miło, że są sytuacje, gdy te różnice grają mniejszą rolę. Dziękuję także wszystkim dyplomatom, polskim i ukraińskim, którzy próbowali spowodować, abym mógł wjechać na Ukrainę – dodał.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Czy Google narusza prawa wydawców prasowych? Unijny Trybunał zabrał głos ws. Gemini

Czy Google narusza prawa wydawców prasowych? Unijny Trybunał zabrał głos ws. Gemini

OMD wygrywa przetarg na obsługę mediową Wedla

OMD wygrywa przetarg na obsługę mediową Wedla

Polsat organizuje sylwestra we Wrocławiu. Znamy lokalizację imprezy [NASZ NEWS]

Polsat organizuje sylwestra we Wrocławiu. Znamy lokalizację imprezy [NASZ NEWS]

Z RASP żegna się szefowa strategii marek. Stawia na długowieczność

Z RASP żegna się szefowa strategii marek. Stawia na długowieczność

Agora wchłonęła spółkę zależną. Chodzi o uproszczenie struktury

Agora wchłonęła spółkę zależną. Chodzi o uproszczenie struktury

TVN na sprzedaż? "Jeśli pojawi się dobra oferta, to myślę, że z niej skorzystają"

TVN na sprzedaż? "Jeśli pojawi się dobra oferta, to myślę, że z niej skorzystają"