Jurorskie trzy punkty dla Rumunii i zero dla Ukrainy, sąsiadów Mołdawii, oburzyły mołdawską opinię publiczną. Zwłaszcza nisko oceniona przez jurorów z Kiszyniowa tegoroczna propozycja Rumunii, najbliższego kulturowo i językowo kraju Mołdawii, wywołała prawdziwy skandal.
Jurorskie punkty na Eurowizji od zawsze traktowane są jako wyraz narodowych sympatii między krajami, a tzw. sąsiedzkie głosowanie jest niepisaną regułą. Tym bardziej że tegoroczne oceny mołdawskiego jury, które wyróżniło Polskę 12 punktami, a Izrael 10, kompletnie rozminęły się z głosami eurowizyjnej publiczności, która swoją maksymalną notę dała Rumunii, a 10 punktów Ukrainie, całkowicie pominiętej w jurorskim głosowaniu.
Rzeczniczka jury Margarita Druță, która na żywo ogłaszała wyniki Eurowizji, przyznała w sieci, że niemal odmówiła ich odczytania. Po tym, jak setki fanów zaprotestowały w mediach społecznościowych, Vlad Țurcan, dyrektor Teleradio-Moldova, podał się do dymisji.

Szef mołdawskiej telewizji krytycznie ocenił krajowe jury, zarzucając jurorom, że nie dostrzegli wrażliwych relacji łączących Mołdawię i Rumunię. Zapewnił też, że nastawienie Mołdawii do Ukrainy, swojego największego sąsiada, to wcale nie jest "zero punktów". I choć Țurcan starał się zdystansować od głosowania jurorów, przyznał, że to on ponosi odpowiedzialność za zamieszanie wokół tegorocznego głosowania, które komentowali nie tylko miłośnicy imprezy, ale i najważniejsze osoby w państwie, od ministrów po prezydent Maię Sandu.
Jak relacjonuje m.in. brytyjski "The Guardian", mołdawski minister kultury Cristian Jardan zażądał w weekend wyjaśnień dotyczących sposobu głosowania siedmioosobowego jury, a były mołdawski minister obrony Anatol Șalaru stwierdził, że liczy się wyłącznie głos publiczności – "głos braci".

Wspomniana prezydent Mołdawii starała się tonować nastroje, podkreślając jednak, że najważniejszy jest głos publiczności, a nie jury. "Nie powinniśmy pozwolić, by cokolwiek lub ktokolwiek naruszył relacje między naszymi krajami" – stwierdziła.
O wyciszenie emocji apelował także tegoroczny reprezentant Mołdawii, raper Satoshi, wzywając fanów, by nie "podsycali nienawiści", bo Rumunia i Mołdawia były i pozostaną przyjaciółmi.
Zamieszanie wokół głosowania mołdawskiego jury skomentowała także 22-letnia wokalistka z Rumunii Alexandra Căpitănescu, która z utworem "Choke Me" zajęła trzecie miejsce w tegorocznej Eurowizji.

"Nie mamy żalu do mołdawskiego jury, które oceniło wykonawców według własnego uznania" – napisała w mediach społecznościowych, dziękując Mołdawianom za oddane na nią głosy.
Źródło: Guardian, Reuters













