Znak towarowy, o którym mowa, to chłopiec w charakterystycznym fezie oraz napis: Julius Meinl. Tak oznaczoną kawę spotkacie głównie w hotelach, restauracjach i… Żabkach.
Producent certyfikowanych, jakościowych ziaren i popularna, w zasadzie niedroga, sieciówka – to brzmi jak osobliwa para. Jak jednak przekonuje Christina Meinl, jeśli kawiarnia chce odnieść sukces, musi inwestować w jakość – i to niezależnie od tego, czy bardziej przypomina Wiener Kaffeehaus, czy sklep wielobranżowy, w którym ustawiono samoobsługowy automat.
Jako przedstawicielka piątego już pokolenia sprawującego pieczę nad marką Julius Meinl, Christina doskonale zdaje sobie sprawę, że fundamentem długotrwałych relacji z kontrahentami jest dobry produkt i zaufanie do marki.
Jesteś przedstawicielką piątego pokolenia rodziny Meinl w kawowym biznesie… Zapytam wprost: jakie to uczucie?

Z jednej strony jestem dumna i szczęśliwa. Ale oczywiście jest też presja. Z tego, co wiem, jesteśmy najstarszą rodzinną firmą, nadal działającą w branży. Wszyscy inni zdecydowali się sprzedać swoje biznesy, my tego nie zrobiliśmy. To zobowiązuje. Musimy chronić to, co zbudowały poprzednie pokolenia oraz dbać, aby kolejne mogły to rozwijać. Jednocześnie musimy też strzec wartości, które nasza firma reprezentuje: od jakości produktu po zaufanie, jakim klienci darzą naszą markę.
Dlaczego nie sprzedaliście firmy?
Prosta odpowiedź: za bardzo ją kochamy. W naszą pracę wkładamy całe serce, podchodzimy do niej z ogromną pasją. Kawa to niezwykły produkt. Naszym zamiarem jest – tak długo jak będzie to możliwe – utrzymać firmę w rękach rodziny.
Czy takie podejście – pełne zapału i pasji do kawy – to efekt wychowania? Rodzina zaszczepiła Ci dumę z nazwiska i tego, co sobą reprezentuje?

Kawa zawsze była częścią naszego życia, choć ja sama początkowo wybrałam inną ścieżkę zawodową. Wydaje mi się, że ważniejsza od dumy była tu świadomość obowiązku, który się z tym wiąże. A to nie jest coś oczywistego.
Jako firma jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za własną rodzinę, ale za co najmniej 1,1 tys. innych, rozsianych po całym świecie. Bywa, że nasz pracownik jest jedynym żywicielem, więc każda decyzja, którą podejmujemy, ma naprawdę ogromne znaczenie. To odpowiedzialność, którą traktujemy bardzo poważnie i która każdego dnia motywuje nas do podejmowania właściwych decyzji, z myślą o naszych pracownikach, naszych klientach oraz przyszłości firmy.
Tak, jestem dumna z mojego nazwiska. Jeszcze bardziej jednak czuję się zaszczycona, że mogę mieć swój udział w kształtowaniu przyszłości firmy, która tak wiele znaczy dla tak wielu osób.

Jakie są Twoje najwcześniejsze wspomnienia związane z kawą? Kiedy zrozumiałeś, że Twoja rodzina działa w specyficznym biznesie?
Mój ojciec zawsze przynosił do domu nowe ziarna, wspólnie przygotowywaliśmy kawę, próbowaliśmy. Za każdym razem odkrywaliśmy coś nowego, było w tym dużo zabawy. Od czasu do czasu chodziliśmy też do firmy, podglądaliśmy, jak funkcjonuje, z czym wiąże się ta praca. Widziałam, że kawa jest dla mojego ojca ważna. To dzięki temu stała się ważna również dla mnie.
Zanim jednak dołączyłaś do firmy, poszłaś zupełnie inną ścieżką – zostałaś lekarką. Rodzina postrzegała Cię jako buntowniczkę?
Mój ojciec zawsze chciał, żebym została w biznesie, ale czułam, że dla mnie lepiej będzie, jeśli najpierw spróbuję czegoś innego. I cieszę się, że tak zrobiłam. To był niezwykle szczęśliwy okres w moim życiu. Dał mi też pewność, że jestem w stanie poradzić samodzielnie, bez wsparcia.

Ostatecznie jednak kawa to piękny biznes. Kocham ludzi, kocham z nimi przebywać, kocham podróżować. I tak naprawdę kiedy mówię, że wyjeżdżam służbowo, to wcale się tak nie czuję. Owszem, odwiedzam hotele i restauracje na całym świecie, ale po to żeby się spotykać z ludźmi, jak z przyjaciółmi – nawet jeśli widzę kogoś pierwszy raz w życiu.
Mam zasadę, że w restauracjach nie zamawiam niczego konkretnego. Mówię po prostu: "Podajcie mi to, co macie najlepszego". Próbuję, poznaję ludzi i kultury, spotykam nasze zespoły. To sprawia, że moja praca jest naprawdę wyjątkowa.
Co jest najważniejszym elementem budowania marki rodzinnej?
Najważniejsze jest zaufanie. Budujesz je latami, więc nie możesz pozwolić sobie na to, aby je stracić. I dotyczy to zarówno ludzi w zespole, jak i klientów. Głęboko wierzę, że właściwie każdy biznes opiera się na zaufaniu.

W tym tygodniu byłam w Austrii, w miejscu, które serwuje naszą kawę od 100 lat. Od czterech pokoleń! Tu nie chodzi o dobicie szybkiego dealu, chodzi o budowanie partnerstwa, które przetrwa dekady.
W dzisiejszych czasach, gdy sytuacja polityczna i ekonomiczna jest niepewna, biznes ma szansę przetrwać tylko dzięki zaufanym partnerom - takim, którzy wiedzą, że gdy ich do czegoś przekonujesz, to tylko dlatego, że uważasz daną rzecz za właściwą, a nie zyskowną.
Inna sprawa, że firma notowana na giełdzie może myśleć krótkoterminowo, ale my, jako firma rodzinna, nie możemy sobie na to pozwolić. Twoje nazwisko jest na każdym opakowaniu, na każdej filiżance. Moim zadaniem jest zadbać o to, aby każda filiżanka naszej kawy była najlepszą możliwą.
Założenie jest zrozumiałe, ale Ty jesteś jedna, a Wasza kawa – dostępna w 70 krajach na świecie. Zadbanie o "każdą" filiżankę musi być trudne.

Oczywiście, to praca zespołowa. Pasja do jakości jest naprawdę zaraźliwa. Nieraz słyszałam, że w naszej firmie pracują niesamowici ludzie. Znów: to zasługa zaufania. Ja ufam im, oni to wiedzą - prosta zasada, na której warto budować i życie, i biznes.
Zespół jest jak rodzina. Zdarza się, że właściciele lokali witają naszych sprzedawców mówiąc: "Dzień dobry, panie Meinl", więc to coś znaczy (śmiech). Ten sprzedawca, tak samo jak ja, chce zaoferować najwyższą jakość, bo jego relacje też są tu na szali. Na samej chęci zysku nie zajedzie daleko. Dlatego tłumaczy, opowiada, szkoli, wyjaśnia i w ten sposób buduje zaufanie. Finalnie partner zaczyna mu wierzyć, przystaje na jego propozycje, bo wie, że ten pierwszy w nie wierzy.
Jasne, ale Ty sama chyba też sporo pracujesz? Pytam o to, czy w firmie takiej jak Julius Meinl, rodzinnej, trudno wyzbyć się tendencji kontrolowania wszystkiego?

W firmie rodzinnej pracuje się 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu (śmiech). Ale jestem osobą, która bardzo ufa ludziom i daje im dużo wolności. Lubię pytać: "A gdyby to była twoja firma, to co byś zrobił?" Wtedy łatwiej podjąć właściwą decyzję. Nigdy nie upieram się, że jeśli robiliśmy coś w określony sposób przez 160 lat, to dzisiaj też jest to najlepsza droga. Pracownicy muszą mieć przestrzeń, aby podważać zastany stan rzeczy. Dzięki temu wszyscy stajemy się lepsi. I praca staje się bardziej ekscytująca.
Brzmi łatwo, ale w czasach kiedy prawdziwe relacje często zastępuje ułuda social mediów, markom coraz trudniej przekonać klientów, że to co sobą reprezentują, jest prawdziwe.
Kawa pomaga nawiązywać relacje między ludźmi. Właśnie na tym polega tradycja wiedeńskiej kawiarni, z której się wywodzimy: na więzi i rozmowie. To wciąż jest najważniejsze: opowiadanie sobie nawzajem historii przy filiżance kawy. W epoce cyfrowej, przepełnionej fake newsami, prawdziwe relacje stają się jeszcze ważniejsze, jeszcze bardziej potrzebne.

A kawa zawsze nam w tym towarzyszy. Kiedy mówisz: "Idziemy na kawę?", to nie chodzi ci tylko o sam produkt. Jasne, pewnie wolisz napić się czegoś dobrego, ale tak naprawdę mówisz: "Porozmawiajmy". Na tym polega piękno kawy. Buduje więzi, przełamuje bariery, nie zna granic, tworzy społeczności. Wierzę, że te idee przetrwają także w świecie cyfrowym.
Jak trudnym biznesem jest dzisiaj kawa? W tej branży szczególnie odczuwa się zmiany związane z kryzysem klimatycznym.
Zmiany klimatu są coraz bardziej widoczne. To bardzo ważny dla nas temat. Dochodzi do tego zmienność i trudności ekonomiczne. Ale ja jestem optymistką. Chcę wierzyć, że dobro zawsze zwycięża, dlatego wolę postrzegać problemy w kategoriach wyzwań.
Kiedy pijemy kawę Julius Meinl, możemy mieć pewność, że pochodzi ona ze zrównoważonych upraw?

To cel, do którego dążyliśmy z ogromną konsekwencją. Obecnie 100 proc. kawy pozyskiwanej na potrzeby naszych zakładów produkcyjnych w Wiedniu i Vicenzie ma oznaczenie: "Responsibly Selected Coffee", czyli pochodzi ze źródeł objętych programami uznawanymi przez GCP i zgodnymi z Coffee Sustainability Reference Code. Ten ostatni definiuje 12 kluczowych zasad w trzech wymiarach: ekonomicznym, społecznym i środowiskowym i zapewnia uporządkowane podejście do oceny oraz poprawy wyników w zakresie zrównoważonego rozwoju w całym łańcuchu dostaw.
Dziś możemy dokładnie prześledzić, skąd pochodzi nasza kawa. To kolejna zaleta bycia firmą rodzinną: kiedy wyznaczamy sobie cel, konsekwentnie do niego dążymy, ponieważ, koniec końców, to nasze nazwisko jest powiązane ze wszystkim, co robimy.
Czy w tym kontekście nie martwi cię zjawisko greenwashingu? Wasza firma działa etycznie, dba o zrównoważony rozwój, ale obok jest kilka innych, które tylko udają, że to robią. Irytuje Cię to?

Greenwashing jest problemem. Obecnie wdrażane są regulacje, które mają to zjawisko ograniczyć, ale tak, jest to trudny temat.
Do zrobienia wciąż jest wiele, ale jesteśmy zdecydowani, aby krok po kroku budować lepszą przyszłość branży kawowej.
Chodzenie na skróty opłaca się na krótką metę. My biegniemy maraton. Chcę, żeby naszą firmę prowadziło jeszcze pięć kolejnych pokoleń. Poza tym mam dzieci, które rozliczą mnie z moich obietnic, a obiecałam im, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby decyzje, które podejmujemy jako firma, były właściwe. Nie mam pełnej kontroli nad wszystkim, ale w tej kwestii nie pójdę na kompromisy. Wierzę, że szansę na przetrwanie mają tylko zrównoważone biznesy i że w dłuższej perspektywie to jest jedyna słuszna droga.
Gdy rozmawiamy, za nami trwają zmagania baristów w Julius Meinl Barista Cup 2026. Jak ważne są dla ciebie takie wydarzenia?
Barista Cup to inicjatywa bardzo bliska mojemu sercu. Byłam prezeską Specialty Coffee Association (SCA), która znajduje się w centrum świata kawy specialty. Nasz Barista Cup reprezentuje wszystko, co wiąże się z tym terminem: jakość, pasję i pokonywanie kolejnych granic. Do udziału etapie międzynarodowym wielu baristów przygotowuje się przez cały rok, i to równolegle do swojej normalnej pracy!
Uwielbiam też poczucie wspólnoty, jakie rodzi się na takich imprezach. Możemy ze sobą rywalizować, ale tak czy inaczej tworzymy społeczność, której zależy na tym, aby kawa była przygotowywana w najlepszy możliwy sposób. Ważny jest też element storytellingu: każdy barista musi umieć opowiedzieć o tym, jak pracuje, o kawie, jakiej używa. Dla mnie to wszystko cudownie się łączy i reprezentuje wszystko to, co w kawie uwielbiam.
Czy fakt, że nasza miłość do kawy tak ostatnio rozkwitła, był dla ciebie zaskoczeniem? 20 lat temu ludzie nie planowali przyszłości jako "bariści".
Nie byłam zaskoczona, bo ja żyłam tym światem już wcześniej. Gdy zaczynałam w Specialty Coffee Association, jeździłam na każde wydarzenie, chłonęłam jego atmosferę. I jeśli choć trochę rozumiesz kawę, szybko stanie się dla ciebie jasne, jak niesamowity jest to świat.
Cieszę się, że ludzi zainteresowanych kawą przybywa, bo to oznacza, że przywiązują też większą wagę do jej jakości. Tam gdzie pojawia się pasja, na dalszy plan schodzi cena. Bo w kawie nie chodzi o to, ile kosztuje - jeśli chcesz się napić taniej kawy znajdziesz ją bez problemu. W kawie chodzi o jakość. To naturalny produkt; te same ziarna możesz zaparzyć na pięć różnych sposobów i otrzymać zupełnie inny smak. Zabawa tkwi właśnie w tym, co robią tutaj bariści.
Czy twoim zdaniem "zajawka na kawę" nie została jednak po części wykreowana przez duże firmy?
Nie, nie sądzę, żeby szał na kawę specialty został w ogóle w jakiś sposób wykreowany przez duże firmy. Wziął się z pasji ludzi, którzy się kawą zajmują. Barista nie tylko podaje ci filiżankę kawy. On opowiada historię, która za nią stoi; mówi, skąd kawa pochodzi, kim jest farmer, który ją uprawia. To właśnie jest zaraźliwe i interesujące. Duże firmy kawowe tego nie zbudowały. Być może teraz to wspierają, ale trend istniał już dużo wcześniej.
Julius Meinl jest firmą średniej wielkości. Macie w swoim portfolio również kawę specialty. Gdzie wobec tego ustawiacie poprzeczkę jakości dla całej marki?
Jakość jest naszym najwyższym priorytetem. Zanim dana partia kawy trafi do naszych opakowań, robimy cztery rundy cuppingu. Nasze standardy dla zielonej kawy są takie same, jak standardy SCA. Jakość to podstawa.
W Polsce dostarczacie kawę głównie dla branży HoReCa. Czym różni się marketing kawy dla tego właśnie sektora od oferty, jaką przygotowujecie do sprzedaży detalicznej?
Klientom indywidualnym komunikuje się przede wszystkim smak, bo to właśnie, koniec końców, kupują. W HoReCa jest inaczej. Są różne ziarna, bo i potrzeby są różne. To może być kwestia tego, czy lokal znajduje się np. nad morzem, gdzie poziom wilgotności jest zupełnie inny, albo czy jest zimno, a może gorąco? Liczy się też, ile kawy serwujesz dziennie, jaki to rodzaj lokalu…
Tu pojawia się to partnerstwo, o którym mówiłam: nie chcę ci sprzedać byle jakiej kawy, tylko patrzę na twój lokal i mówię: "Twoja sytuacja jest taka i taka; oto, czego potrzebujesz: aby serwować swoim konsumentom kawę najlepszej jakości".
Warto wspomnieć, że konsumenci w poszczególnych krajach bardzo się od siebie różnią. Kawa nie jest "gotowcem", tylko półproduktem. Butelka wina czy puszka napoju - one są prostsze w sprzedaży, bo nic się w nich nie zmieni. Kawa jest inna. W swoim portfolio mamy około 250 różnych rodzajów. Można więc znaleźć kawę idealną dla konkretnego lokalu, atmosfery czy grupy ludzi. Próbujesz i wiesz: właśnie ta będzie tu najlepiej pasować.
Dla jakich miejsc najtrudniej dobrać kawę? Jacy klienci są najbardziej wymagający?
Jeśli ciężko ich zadowolić, to świetnie, bo to oznacza, że cenią jakość. Lubię takie wyzwania. Najtrudniejszy klient to tak naprawdę ten, któremu nie zależy. Wtedy mamy problem, bo ja, owszem, mogę za ciebie pomyśleć o kawie: dostarczyć ziarna, wyszkolić obsługę, zapewnić maszyny i serwis techniczny. Ale jeśli tobie tak naprawdę nie zależy na tym, czy kawa, którą podajesz jest dobra czy kiepska, to ciężko będzie się dogadać, bo ja wkładam w moją pracę całe serce.
Wasza kawa jest dostępna w Żabce, jednej z największych sieci sklepów, ale też kawiarni typu grab-and-go w Polsce. Jak czujesz się mając takiego klienta w portfolio? Jak podchodzicie do tego rodzaju sprzedaży?
Żabka od wielu lat jest cenionym i strategicznym partnerem Julius Meinl. O sukcesie tej współpracy decyduje przede wszystkim nasze wspólne zaangażowanie w dostarczanie kawy najwyższej jakości oraz nieustanne odpowiadanie na zmieniające się oczekiwania konsumentów.
W ostatnich latach obserwujemy, że klienci stali się znacznie bardziej wymagający, a Żabka podziela nasze ambicje, by zapewniać im wyjątkowe doświadczenie związane z kawą. Cenimy sobie bliską współpracę z zespołem Żabki, którego przedstawiciele regularnie odwiedzają naszą palarnię, aby wymieniać się wiedzą i doświadczeniami z naszymi ekspertami ds. kawy. To właśnie ten stały dialog i wspólne dążenie do najwyższej jakości stanowią fundament naszego silnego partnerstwa.
Uważasz, że my, klienci, rzeczywiście staliśmy się bardziej wymagający?
Tak, zdecydowanie. Konsumenci stali się znacznie bardziej świadomi i wymagający, jeśli chodzi o kawę. Coraz więcej osób inwestuje w lepsze ekspresy do kawy i wybiera wyższej jakości ziarna do przygotowywania kawy w domu, co w naturalny sposób podnosi ich oczekiwania wobec kawiarni. Ten sam trend obserwujemy również w Polsce.
Bardzo cieszy mnie ten rosnący nacisk na jakość, ponieważ wiem, ile wiedzy, doświadczenia i rzemiosła kryje się za przygotowaniem naprawdę wyjątkowej filiżanki kawy. Zainteresowanie kawą wciąż rośnie. Coraz więcej osób chce wiedzieć, skąd pochodzi kawa, którą piją, i jak przebiega proces jej obróbki. Zawsze z przyjemnością uczestniczę w takich rozmowach, a szczególnie fascynuje mnie sytuacja, gdy ktoś chce porozmawiać o takiej kawie jak Indian Monsooned Malabar. To pokazuje, jak bardzo miłośnicy kawy stali się dziś ciekawi i świadomi.
Czy da się utrzymać tak wysoką jakość, kiedy sprzedaje się kawę takim dużym sieciom jak Żabka?
Zdecydowanie. Utrzymywanie najwyższej jakości stanowi fundament wszystkiego, co robimy – niezależnie od skali naszej działalności. Na każdym etapie drogi, jaką przebywa kawa, stosujemy rygorystyczne procedury kontroli jakości, aby zapewnić najwyższe standardy. Dzięki temu nasi partnerzy mogą mieć pewność, że niezmiennie dostarczamy kawę najwyższej jakości.
Wspomniałeś o swoich dzieciach. Czy przygotowujesz je do pracy w firmie?
Mają jeszcze czas, muszą się jeszcze wiele nauczyć. Ale staram się zarazić je moją pasją – do kawy i do życia. Jeśli mi się to uda, będę bardzo szczęśliwy.
Na koniec opowiedz mi o swojej wymarzonej filiżance kawy: gdzie jesteś, co pijesz?
To nie musi być konkretny rodzaj. Wystarczy barista z pasją. Wyobrażam sobie, jak się śmiejemy, rozmawiamy, jak próbujemy razem czegoś nowego.
W zasadzie taka sytuacja ma miejsce często, gdy jestem w biurze. Ktoś przychodzi i mówi: "Mam nowe ziarno, wczoraj spróbowałem. Idealnie wypalone, chcesz?" Potem rozmawiamy o pochodzeniu tej kawy, o smaku… To jest właśnie moja ulubiona kawa.











