Zapytałem, ile Łódź wydaje na media samorządowe. Dostałem "wezwanie"

Prasa samorządowa ma swoją informacyjną rolę do spełnienia. Ale jest też konkurencją dla niezależnych mediów lokalnych. Często wyniszczającą, bo podkupuje dziennikarzy z rynku, dając im lepsze stawki z publicznych pieniędzy. Postanowiłem sprawdzić, ile samorządy wydają na media. I w Łodzi zderzyłem się ze ścianą.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Zapytałem, ile Łódź wydaje na media samorządowe. Dostałem "wezwanie"
Gazeta Łódź.pl. Montaż Wirtualnemedia.pl

Niedawno głośno było o ustawie medialnej, z której w ostatniej chwili wykreślono zapisy dotyczące zakazu wydawania prasy samorządowej. Co to oznacza dla prasy lokalnej? Niezależni wydawcy, którzy i tak borykają się z najgorszą sytuacją po 1989 roku, muszą dodatkowo mierzyć się z konkurencją ze strony samorządówek. I chodzi nie tylko o małych lokalnych przedsiębiorców, ale także koncerny takie jak Agora i Polska Press. A jest to konkurencja, z którą na dłuższą metę nie mają wielkich szans.

Samorządy mogą korzystać z publicznych środków, by pozyskiwać dziennikarzy, oferując im wynagrodzenia powyżej stawek rynkowych. Mogą też dystrybuować gazety: w Łodzi czy Wrocławiu w nakładach sięgających kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.

Informowaliśmy o tym w obszernym tekście na łamach Wirtualnemedia.pl. Oba łódzkie dzienniki wydawane przez Polska Press – "Express Ilustrowany" i "Dziennik Łódzki" – w zeszłym roku sprzedawały średnio po około 3,2 tys. egzemplarzy. – Oddział "Wyborczej" w Łodzi dziś jest malutki, kiedyś był silny – mówił mi wówczas Andrzej Andrysiak, szef Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.

Tymczasem bezpłatna gazeta wydawana przez miasto – Łódź.pl – rozprowadzana jest w nakładzie 60 tys. egzemplarzy. Tak podaje profil samorządówki na LinkedIn. Jej koszty szacowane są na miliony złotych.

Formalnym wydawcą gazety jest Biblioteka Miejska, która otrzymała od miasta dotację w wysokości 35 mln zł. Na wydanie "Łódź.pl" przewidziano ponad 6 mln zł.

Zapytałem jako dziennikarz Wirtualnemedia.pl o te wydatki, powołując się na prawo do informacji publicznej. Chciałem znać globalny koszt, ale też koszty jednostkowe: druku, kolportażu, składu, materiałów redakcyjnych, pensji itp.

Pytałem też o procent wpływów z reklam i ogłoszeń z urzędów samorządu Łodzi, spółek miejskich czy jednostek z nimi powiązanych.

"Wezwanie" do wskazania strony postępowania

Odpowiedź przyszła po tygodniu. Ściślej było to "WEZWANIE" do wskazania w terminie 7 dni od doręczenia dokumentu "czy stroną postępowania jest Pan jako osoba fizyczna, czy występuje pan w imieniu podmiotu trzeciego".

"Jeśli stroną postępowania jest podmiot trzeci należy wskazać jaki jest to podmiot i przedstawić jego numery identyfikacyjne (tj. KRS albo numer w ewidencji, wypis z CEIDG)" – wyjaśniano.

Biblioteka dalej tłumaczyła, że "nie wiadomo, czy Stroną jest osoba fizyczna czy inny podmiot bowiem użyto również sformułowania "dziennikarza Wirtualnemedia.pl", a jej określenie jest kluczowe dla analizy zaistnienia przesłanek z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej – w sytuacji, gdyby informacja żądana byłaby informacją przetworzoną. Do przesłanego wniosku nie zostało załączone pełnomocnictwo dla R. Badowskiego wykazujące umocowanie do działania w imieniu podmiotu trzeciego w związku z czym Biblioteka Miejska w Łodzi nie jest w stanie ustalić czy osoba, która złożyła wniosek działa jako osoba fizyczna we własnym imieniu czy jest osobą reprezentującą odrębny podmiot".

I tak dalej. Łącznie półtorej strony drobnym drukiem.

Wezwanie z Biblioteki Miejskiej Łodzi.
Wezwanie z Biblioteki Miejskiej Łodzi. © Licencjodawca | Biblioteka Miejska w Łodzi.

"Nie wykonałbym wskazania urzędu"

O zdanie zapytaliśmy Krzysztofa Jakubowskiego, prezesa zarządu Fundacji Wolności. To niezależna organizacja pozarządowa, której celem jest między innymi walka o jawność życia publicznego i wpływ mieszkańców na samorząd.

Prawo informacji jest podstawą i przysługuje każdemu. Jeśli pan pyta o wydatki, nie ma znaczenia, kim pan jest, dlaczego pyta, czy występuje w swoim imieniu. Nie ma znaczenia, czy jest pan osobą prywatną. Urząd nie ma prawa roztrząsać tej informacji. Taka postawa może wynikać z niechęci do udzielenia odpowiedzi na pytanie.

Krzysztof Jakubowski
prezes zarządu Fundacji Wolności, wydawca portalu jawnylublin.pl

– Nie wykonałbym wskazania urzędu, bo nie ma ku temu podstawy prawnej. Zwróciłbym uwagę, że domaga się informacji, do której nie ma prawa, i podkreśliłbym, że mogę podjąć kroki prawne. Jeśli urząd przegra jedną czy drugą sprawę, być może wyciągnie wnioski – radzi Krzysztof Jakubowski.

Prezes Fundacji Wolności dodaje, że sam także często spotyka się z murem, gdy prosi o dostęp do informacji publicznej, na przykład dotyczącej wydatków na promocję, reklamę i ogłoszenia w mediach.


– Spotykam się z odmowami, ale są też samorządy, które udzielają informacji, nawet w ciągu dwóch, trzech dni, inne wyrabiają się w ciągu dwóch tygodni – opowiada.

Watchdog Polska: jest kuriozalna linia orzecznictwa NSA

Nieco inaczej widzi tę kwestię Szymon Osowski z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, pozarządowej organizacji pożytku publicznego. Wskazuje na niekorzystny dla dziennikarzy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2016 roku.

Miasto Łódź nie jest chętne do jawności. A jedna z linii orzeczniczych NSA głosi, że jeśli dziennikarz pójdzie do sądu w związku z nieudzieleniem informacji publicznej, musi mieć upoważnienie redaktora naczelnego do złożenia tego wniosku. To kuriozalne, bo od 1 lipca będzie centralny rejestr umów. Wszystkie wydatki samorządowców będą dostępne na jednej stronie.

Szymon Osowski
prezes zarządu Watchdog Polska

Szymon Osowski wskazuje, że mimo że jest artykuł 3a prawa prasowego, który mówi o dostępie dziennikarzy do informacji publicznej, to niestety będą zdarzać się instytucje wykorzystujące wspomnianą, niekorzystną linię orzeczniczą NSA.


O jakie orzecznictwo tu chodzi? To wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 26 lutego 2016 roku, I OSK 749/15, LEX nr 2036137.

"Przypomnieć trzeba, że zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - prawo prasowe dziennikarz jest uprawniony do uzyskania informacji w zakresie, o którym mowa w art. 4. Aby wniosek składany w trybie art. 4 ust. 1 u.p.p. mógł być rozpoznany zgodnie z przepisami ustawy - Prawo prasowe, nie jest wystarczjące powołanie się przez kogokolwiek na fakt bycia dziennikarzem konkretnego tytułu prasowego, jak i na upoważnienie redaktora naczelnego. Koniecznym jest wykazanie, że wniosek ten pochodzi od prasy w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 1 u.p.p. W sytuacji zatem, gdy wnosi go osoba niebędąca redaktorem naczelnym i powołująca się na fakt bycia dziennikarzem konkretnego dziennika, winna tę okoliczność udokumentować stosownym dokumentem. Powinna zatem wykazać, że jest osobą zajmującą się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem artykułów prasowych, pozostającą z redakcją w stosunku pracy albo zajmującą się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Konieczność udokumentowania działania w imieniu prasy istnieje także wówczas, gdy wniosek dotyczy udzielenia prasie informacji publicznej w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, co wynika z art. 3a u.p.p".

Osowski przyznaje jednak, że to tylko jedna z linii orzeczniczych, a wszystko zależy od tego, na jaki sąd się trafi.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Nowy Instagram dla biznesu? Marki zaczynają płacić za promocję na LinkedIn

Nowy Instagram dla biznesu? Marki zaczynają płacić za promocję na LinkedIn

TOP 20 kanałów w marcu. TVN liderem w obu grupach

TOP 20 kanałów w marcu. TVN liderem w obu grupach

Sakiewicz o "kolejnym ataku na Republikę". Kancelaria premiera żąda zwrotu dotacji

Sakiewicz o "kolejnym ataku na Republikę". Kancelaria premiera żąda zwrotu dotacji

Śniadaniówki gotowe na święta. Tak będą wyglądać wielkanocne wydania

Śniadaniówki gotowe na święta. Tak będą wyglądać wielkanocne wydania

Debet na koncie — co to jest?
Materiał reklamowy

Debet na koncie — co to jest?

Zmiany w ramówce Radia 357. Wiadomo, co zamiast "Patronautyki"

Zmiany w ramówce Radia 357. Wiadomo, co zamiast "Patronautyki"