Niedawno głośno było o ustawie medialnej, z której w ostatniej chwili wykreślono zapisy dotyczące zakazu wydawania prasy samorządowej. Co to oznacza dla prasy lokalnej? Niezależni wydawcy, którzy i tak borykają się z najgorszą sytuacją po 1989 roku, muszą dodatkowo mierzyć się z konkurencją ze strony samorządówek. I chodzi nie tylko o małych lokalnych przedsiębiorców, ale także koncerny takie jak Agora i Polska Press. A jest to konkurencja, z którą na dłuższą metę nie mają wielkich szans.
Samorządy mogą korzystać z publicznych środków, by pozyskiwać dziennikarzy, oferując im wynagrodzenia powyżej stawek rynkowych. Mogą też dystrybuować gazety: w Łodzi czy Wrocławiu w nakładach sięgających kilkudziesięciu tysięcy egzemplarzy.
Informowaliśmy o tym w obszernym tekście na łamach Wirtualnemedia.pl. Oba łódzkie dzienniki wydawane przez Polska Press – "Express Ilustrowany" i "Dziennik Łódzki" – w zeszłym roku sprzedawały średnio po około 3,2 tys. egzemplarzy. – Oddział "Wyborczej" w Łodzi dziś jest malutki, kiedyś był silny – mówił mi wówczas Andrzej Andrysiak, szef Stowarzyszenia Gazet Lokalnych.

Tymczasem bezpłatna gazeta wydawana przez miasto – Łódź.pl – rozprowadzana jest w nakładzie 60 tys. egzemplarzy. Tak podaje profil samorządówki na LinkedIn. Jej koszty szacowane są na miliony złotych.
Formalnym wydawcą gazety jest Biblioteka Miejska, która otrzymała od miasta dotację w wysokości 35 mln zł. Na wydanie "Łódź.pl" przewidziano ponad 6 mln zł.
Zapytałem jako dziennikarz Wirtualnemedia.pl o te wydatki, powołując się na prawo do informacji publicznej. Chciałem znać globalny koszt, ale też koszty jednostkowe: druku, kolportażu, składu, materiałów redakcyjnych, pensji itp.
Pytałem też o procent wpływów z reklam i ogłoszeń z urzędów samorządu Łodzi, spółek miejskich czy jednostek z nimi powiązanych.
"Wezwanie" do wskazania strony postępowania
Odpowiedź przyszła po tygodniu. Ściślej było to "WEZWANIE" do wskazania w terminie 7 dni od doręczenia dokumentu "czy stroną postępowania jest Pan jako osoba fizyczna, czy występuje pan w imieniu podmiotu trzeciego".

"Jeśli stroną postępowania jest podmiot trzeci należy wskazać jaki jest to podmiot i przedstawić jego numery identyfikacyjne (tj. KRS albo numer w ewidencji, wypis z CEIDG)" – wyjaśniano.
Biblioteka dalej tłumaczyła, że "nie wiadomo, czy Stroną jest osoba fizyczna czy inny podmiot bowiem użyto również sformułowania "dziennikarza Wirtualnemedia.pl", a jej określenie jest kluczowe dla analizy zaistnienia przesłanek z art. 3 ust. 1 pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej – w sytuacji, gdyby informacja żądana byłaby informacją przetworzoną. Do przesłanego wniosku nie zostało załączone pełnomocnictwo dla R. Badowskiego wykazujące umocowanie do działania w imieniu podmiotu trzeciego w związku z czym Biblioteka Miejska w Łodzi nie jest w stanie ustalić czy osoba, która złożyła wniosek działa jako osoba fizyczna we własnym imieniu czy jest osobą reprezentującą odrębny podmiot".

I tak dalej. Łącznie półtorej strony drobnym drukiem.
"Nie wykonałbym wskazania urzędu"
O zdanie zapytaliśmy Krzysztofa Jakubowskiego, prezesa zarządu Fundacji Wolności. To niezależna organizacja pozarządowa, której celem jest między innymi walka o jawność życia publicznego i wpływ mieszkańców na samorząd.
Prawo informacji jest podstawą i przysługuje każdemu. Jeśli pan pyta o wydatki, nie ma znaczenia, kim pan jest, dlaczego pyta, czy występuje w swoim imieniu. Nie ma znaczenia, czy jest pan osobą prywatną. Urząd nie ma prawa roztrząsać tej informacji. Taka postawa może wynikać z niechęci do udzielenia odpowiedzi na pytanie.

– Nie wykonałbym wskazania urzędu, bo nie ma ku temu podstawy prawnej. Zwróciłbym uwagę, że domaga się informacji, do której nie ma prawa, i podkreśliłbym, że mogę podjąć kroki prawne. Jeśli urząd przegra jedną czy drugą sprawę, być może wyciągnie wnioski – radzi Krzysztof Jakubowski.
Prezes Fundacji Wolności dodaje, że sam także często spotyka się z murem, gdy prosi o dostęp do informacji publicznej, na przykład dotyczącej wydatków na promocję, reklamę i ogłoszenia w mediach.
– Spotykam się z odmowami, ale są też samorządy, które udzielają informacji, nawet w ciągu dwóch, trzech dni, inne wyrabiają się w ciągu dwóch tygodni – opowiada.
Watchdog Polska: jest kuriozalna linia orzecznictwa NSA
Nieco inaczej widzi tę kwestię Szymon Osowski z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, pozarządowej organizacji pożytku publicznego. Wskazuje na niekorzystny dla dziennikarzy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 2016 roku.

Miasto Łódź nie jest chętne do jawności. A jedna z linii orzeczniczych NSA głosi, że jeśli dziennikarz pójdzie do sądu w związku z nieudzieleniem informacji publicznej, musi mieć upoważnienie redaktora naczelnego do złożenia tego wniosku. To kuriozalne, bo od 1 lipca będzie centralny rejestr umów. Wszystkie wydatki samorządowców będą dostępne na jednej stronie.
Szymon Osowski wskazuje, że mimo że jest artykuł 3a prawa prasowego, który mówi o dostępie dziennikarzy do informacji publicznej, to niestety będą zdarzać się instytucje wykorzystujące wspomnianą, niekorzystną linię orzeczniczą NSA.
O jakie orzecznictwo tu chodzi? To wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 26 lutego 2016 roku, I OSK 749/15, LEX nr 2036137.
"Przypomnieć trzeba, że zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - prawo prasowe dziennikarz jest uprawniony do uzyskania informacji w zakresie, o którym mowa w art. 4. Aby wniosek składany w trybie art. 4 ust. 1 u.p.p. mógł być rozpoznany zgodnie z przepisami ustawy - Prawo prasowe, nie jest wystarczjące powołanie się przez kogokolwiek na fakt bycia dziennikarzem konkretnego tytułu prasowego, jak i na upoważnienie redaktora naczelnego. Koniecznym jest wykazanie, że wniosek ten pochodzi od prasy w rozumieniu art. 7 ust. 2 pkt 1 u.p.p. W sytuacji zatem, gdy wnosi go osoba niebędąca redaktorem naczelnym i powołująca się na fakt bycia dziennikarzem konkretnego dziennika, winna tę okoliczność udokumentować stosownym dokumentem. Powinna zatem wykazać, że jest osobą zajmującą się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem artykułów prasowych, pozostającą z redakcją w stosunku pracy albo zajmującą się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji. Konieczność udokumentowania działania w imieniu prasy istnieje także wówczas, gdy wniosek dotyczy udzielenia prasie informacji publicznej w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej, co wynika z art. 3a u.p.p".
Osowski przyznaje jednak, że to tylko jedna z linii orzeczniczych, a wszystko zależy od tego, na jaki sąd się trafi.











