Zmowa milczenia. Sprawdziłem, ile samorządy wydają na media propagandowe

Ile pieniędzy wydają prezydenci i burmistrzowie na swoje media? Jak się okazuje – niemało. A na pewno bardzo wiele w porównaniu z budżetami lokalnych gazet, które mają się najgorzej po 1989 roku. Wydawcy największych mediów samorządowych niechętnie dzielą się tą wiedzą.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Zmowa milczenia. Sprawdziłem, ile samorządy wydają na media propagandowe
Ile samorządy wydają na media? Sprawdzamy w Wirtualnemedia.pl. (zdjęcie poglądowe)

Z ustawy medialnej wykreślono niedawno zapisy o zakazie wydawania prasy samorządowej. Dla wielu niezależnych wydawców to gwóźdź do trumny. I tak mają ogromne problemy, by utrzymać się na rynku. Z powodzeniem za to działają na nim tzw. samorządówki, czyli periodyki udające gazety. Utrzymywane są z pieniędzy podatników, często podkupują dziennikarzy z rynku.

Aleksandra Hac to była dziennikarka łódzkiej "Gazety Wyborczej". W tekstach wielokrotnie krytykowała władze miasta. A później została... pierwszą redaktor naczelną samorządówki prezydent Hanny Zdanowskiej – Łódź.pl (w latach 2021-2024). Była też dyrektorką biura promocji urzędu miasta Łodzi.

Marcin Masłowski, także były dziennikarz łódzkiej "Wyborczej", został potem rzecznikiem prasowym prezydent Zdanowskiej. Takich przykładów w Łodzi jest więcej.

Łódź.pl to bezpłatny periodyk rozprowadzany w każdy poniedziałek, środę i piątek w 60 tysiącach egzemplarzy w autobusach, tramwajach oraz w czerwonych skrzynkach na przystankach.

Zdaniem niektórych wizualnie przypomina nawet jedną z łódzkich gazet. To zresztą nieprzypadkowe skojarzenie z dawniej potężnymi tytułami — "Expressem Ilustrowanym" i "Dziennikiem Łódzkim", wydawanymi przez Polska Press. Dziś jednak trudno stawiać je w jednym szeregu z samorządowym wydawnictwem. Oba dzienniki sprzedawały się w ubiegłym roku średnio w nakładzie około 3,2 tys. egzemplarzy. Podobnie wygląda sytuacja niewielkiego dziś łódzkiego oddziału "Gazety Wyborczej".

Łódź.pl to gazeta prezydent Hanny Zdanowskiej.
Łódź.pl to gazeta prezydent Hanny Zdanowskiej. © Licencjodawca | screeny okładek

6 mln złotych na łódzką samorządówkę

Ale wielokrotna przewaga liczbowa to jedno. Bo miasto nie jest też chętne do jawności, o czym przekonałem się osobiście. I pewnie nie ma co się dziwić. Bo formalny wydawca Łódź.pl – Biblioteka Miejska – otrzymał od urzędu miasta w Łodzi w 2025 r. dotację na ten cel w wysokości ponad 6 milionów złotych.

Ile, dla porównania, wynosi roczny budżet lokalnej gazety? – Między 400 tysiącami a milionem złotych, to zależy od wielkości wydawcy – szacuje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Andrzej Andrysiak, szef Stowarzyszenia Gazet Lokalnych i wydawca "Gazety Radomszczańskiej".

Zapytałem Bibliotekę Miejską w Łodzi o wydatki na samorządówkę, powołując się na prawo do informacji publicznej. Chciałem znać globalny koszt, ale też te jednostkowe: druku, kolportażu, składu, materiałów redakcyjnych, pensji. Pytałem też o procent wpływów z reklam i ogłoszeń z urzędów samorządu Łodzi, spółek miejskich czy jednostek z nimi powiązanych.

W odpowiedzi otrzymałem wezwanie do wskazania w terminie siedmiu dni, czy występuję w sprawie jako osoba fizyczna, czy reprezentuję podmiot trzeci.

Wskazałem, że zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej oraz wyrokami sądów nie ma takiego warunku, a o informację publiczną może wystąpić każdy obywatel. BM krótko odpowiedziała, że wobec "nieusunięcia braków formalnych wniosku" został on pozostawiony bez rozpoznania.

A ile kosztowało wydawanie Łódź.pl w poprzednich latach? Dotarliśmy do danych, z których wynika, że w 2022 roku było to 3 mln zł. To kwota przeznaczona wyłącznie na miejską gazetę. Bo miasto wydaje też portal.

Na większą otwartość nie wydają się też gotowe inne duże miasta, znane z rozbudowanej prasy i portali samorządowych.

Zrzut ekranu ze strony głównej Gdansk.pl.
Zrzut ekranu ze strony głównej Gdansk.pl. © Licencjodawca | Gdańsk.pl

Gdansk.pl to dobry przykład tego, jak samorządowy portal udaje lokalne medium. Znajdziemy tam nie tylko newsy sportowe czy kulturalne z Trójmiasta i okolic, treści poradnikowe z zakresu zdrowia, ale także reportaże czy rozbudowane artykuły. A to właśnie w założeniach do ustawy medialnej (w ostatniej chwili wykreślonych) opisano precyzyjnie ograniczenia dotyczące tytułów samorządowych.

Chodziło o to, by były to wyraźnie oznaczone biuletyny, które mają możliwość informowania mieszkańców o istotnych sprawach, także na stronach internetowych. Takie biuletyny mogłyby się ukazywać od 6 do 12 razy w roku. Nie należałoby w nich natomiast publikować dłuższych form dziennikarskich jak np. reportaż.

O koszty zapytałem Gdańskie Centrum Multimedialne, czyli wydawcę jednego z najprężniejszych mediów samorządowych. Tak jak w przypadku Łodzi, nie dostałem jednak żadnych konkretów.

Brak jest możliwości określenia globalnego (łącznego) kosztu wydawania portalu www.gdansk.pl (spółka nie prowadzi i nie jest w stanie prowadzić takiej analityki). Wynika to w szczególności z faktu, że koszty rodzajowe, wchodzące w skład kosztów łącznych, w tym koszty hostingu, prac graficznych, informatycznych, promocyjnych, redakcyjnych, są ponoszone zbiorczo dla różnych projektów realizowanych przez spółkę (bez możliwości ich rozbicia na te projekty), w szczególności członkowie personelu spółki współgenerujący te koszty otrzymują niepodzielne wynagrodzenie za ich jednoczesne zaangażowanie w różne projekty w okresie zatrudnienia".

Gdańskie Centrum Multimedialne w odpowiedzi na pytania Wirtualnemedia.pl

Wiadomo jednak, ile kosztowało wydawanie portalu w poprzednich latach. Według informacji, do których dotarliśmy, w latach 2022-2024 miało być to 15 mln złotych, czyli średnio 5 mln złotych rocznie. To podobna kwota jak we Wrocławiu.

Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, wydawca Wroclaw.pl, przekazała mi 7 kwietnia, że nie jest możliwa odpowiedź na pytania dotyczące portalu i gazety w przeciągu dwóch tygodni. I poinformowała, że zostanie udostępniona do 22 maja, czyli prawie dokładnie po dwóch miesiącach od czasu wysłania pytań.

I rzeczywiście odpowiedź przyszła po dwóch miesiącach, na dzień przed wskazanym terminem. Okazuje się, że globalny koszt wydania papierowego biuletynu Wrocław.pl wyniósł w 2024 roku 3,36 mln zł. Na tę sumę złożyły się:

– druk (1 711 692 zł);

– współpracownicy biuletynu – korekta tekstu, skład DTP, autor krzyżówek, fotografie (153 495,64 zł);

– kolportaż (486 754,12 zł);

– wynagrodzenia pracowników – zespół redakcji biuletynu, zespół dystrybucji, zespół foto (1 012 895,69 zł).

Do tego dochodzą wydatki na Wroclaw.pl. Jego globalny koszt w 2025 roku to 3,28 mln zł brutto. Złożyły się na niego:

– hosting serwerów oraz usług konfiguracji i utrzymania infrastruktury serwerowej (189 558,99 zł);

– współpracownicy redakcji portali (autorzy tekstów, tłumaczenia na język migowy, autorzy nagrań wideo (177 586,17 zł);

– narzędzia IT wspierające pracę redakcji (262 033,05 zł);

– wynagrodzenia pracowników (zespół redakcji portalu, zespół grafików, zespół IT i contentu, zespół video, zespół foto) (2 771 032,66 zł).

Warto dodać, że suma wydatków na portal i biuletyn wyniosła 6,64 mln zł. To i tak nieco mniej niż rok wcześniej, o czym poniżej.

Zapytałem również o wpływy z reklam i ogłoszeń publikowanych w serwisach Wroclaw.pl oraz "Wrocław.pl". W przypadku portalu wyniosły one 238 228,88 zł brutto, natomiast biuletyn nie odnotował żadnych przychodów z tego tytułu.

Ponadto przekazano, że w 2025 roku 53,4 proc. wpływów z reklam i ogłoszeń w ramach portalu Wroclaw.pl pochodzi ze spółek miejskich bądź jednostek z nimi powiązanych.

A jak działał Wrocław.pl w kontekście pieniędzy i innych liczb w ostatnich latach? Miasto stworzyło już kilka lat temu Centrum Komunikacji Społecznej w Agencji Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, które zatrudniało 47 osób (stan na 2022 rok). Jego głównym zadaniem jest wydawanie kontrolowanych przez prezydenta mediów. Na zadania zlecone CKS otrzymało w 2021 roku 13 mln złotych.

Ta bezpłatna gazeta samorządowa rozprowadzana jest co tydzień w nakładzie 140 tysięcy egzemplarzy (stan na 2024 rok) w ponad 150 punktach na terenie miasta.

Jej nakład wzrósł dwukrotnie w porównaniu do lat 2022-2023, kiedy wynosił 60-80 tysięcy egzemplarzy. Całkowity koszt wydania papierowego biuletynu oraz utrzymania portalu Wroclaw.pl w 2024 roku wyniósł łącznie 7 mln 450 tys. zł brutto. To więc nieco więcej niż dane, które podano nam za 2025 roku.

Dla porównania: "Gazeta Wrocławska" wydawana przez Polska Press, sprzedawała średnio w 2024 roku niespełna 2,5 tys. egzemplarzy dziennie. To liczba znacznie niższa niż rok wcześniej, gdy średnia sprzedaż dziennika wynosiła niespełna 3 tys. egzemplarzy.

A co z Warszawą? Stolica dotąd nie dała się poznać z masowej, propagandowej prasy samorządowej. – Ale Rafał Trzaskowski ma bardzo dobrą załogę od mediów społecznościowych. Poza tym z powodzeniem wykorzystuje na przykład ekrany w autobusach i inne podobne przestrzenie – wskazuje Andrzej Andrysiak.

Wydatki na samorządówki w innych miastach

A jak to jest w nieco mniejszych ośrodkach? Jak poinformował nas wydawca samorządówki "Gazeta Ustrońska", jej globalny koszt wyniósł w 2025 roku 581 515,94 zł. Najwięcej stanowiły koszty osobowe, zbiorczo 471 738,69 złotych. Wpływy z reklam i ogłoszeń do "Gazety Ustrońskiej" wyniosły w 2025 roku 48 639 złotych.


Warto dodać, że koszty w przypadku tej gazety konsekwentnie rosną. Jeszcze w 2019 roku zamknęły się w kwocie niespełna 233 tys. złotych, by dwa lata później wzrosnąć do prawie 278 tys. złotych.

Jak dowiedzieliśmy się w Zakopiańskim Centrum Kultury, wydawcy informatora zakopane.pl (w wersji drukowanej), łączny koszt jego wydawania wyniósł w 2025 roku 67 958,70 zł brutto. Wpływ z tytułu reklam (w tym w rozliczeniu barterowym) to 12 915 zł brutto, natomiast koszty osobowe wyniosły 20 100 zł brutto.

Koszty wydawania portalu Zakopane.pl w zakresie strefy turystycznej w roku 2025 wyniosły 8 307,56 zł brutto. Hosting wyniósł 9 594,00 zł brutto, serwis strony: 29 298,60 zł brutto, a koszt utrzymania domeny: 1968 zł brutto.

Natomiast globalny koszt wydawania ukazującego się co dwa tygodnie informatora Urzędu Miejskiego "Wiadomości Ratuszowe" w Cieszynie to w 2025 roku 121 719 złotych brutto. Jak poinformowała nas burmistrz miasta Gabriela Staszkiewicz, na tę kwotę składa się koszt umowy na wykonanie druku i dostawy 26 numerów "Wiadomości Ratuszowych".

W 2021 roku koszt wydawania "Wiadomości Ratuszowych" wynosił 110 tys. zł brutto, co oznacza wzrost o blisko 12 tys. zł na przestrzeni czterech lat.

Pozostałe działania związane z wydawaniem gazety, takie jak skład, korekta, tworzenie materiałów redakcyjnych, obróbka plików czy zdjęć, realizowane są w ramach etatowych obowiązków pracowników Wydziału Kultury i Promocji Miasta Urzędu Miejskiego w Cieszynie, podobnie jak kolportaż. Nie sposób więc – jak przekonuje wydawca – oszacować ich dokładnych kosztów. Koszt wydawania portalu cieszyn.pl wyniósł w 2025 roku 7286,52 zł brutto.


Radomsko wydawało w ostatnich latach około 10 tysięcy złotych na jeden numer gazety "Nasze Radomsko Informacje". Bydgoszcz zaplanowała w 2023 roku na wydawanie własnych mediów 650 tys. złotych, nie wliczając pensji urzędników wcielających się w rolę dziennikarzy.

"Karykatura rzeczywistości"

O doświadczeniach konkurowania z prasą samorządową pytamy Daniela Długosza, redaktora naczelnego "Nowej Gazety Trzebnickiej".

Są bardzo złe. Periodyk burmistrza to jedna wielka tuba propagandowa władzy. Nie patrzy jej na ręce. Przedstawia ją w świetle, w jakim ta władza chce być przedstawiana. To karykatura rzeczywistości. Łącznie na periodyk idzie około miliona złotych rocznie: 150 do 200 tys. zł rocznie na druk, swoje zarabiają urzędnicy w dziale promocji urzędu miejskiego, bo pracują też jako fotografowie i przygotowują rolki

Daniel Dlugosz
wydawca "Nowej Gazety Trzebnickiej"

Dwutygodnik samorządowy "Panorama Trzebnicka" wydaje burmistrz gminy Marek Długozima (wydawcą jest GCKiS czyli gminna jednostka), który funkcję tę pełni nieprzerwanie od 2006 roku. Wówczas startował z poparciem Platformy Obywatelskiej. Po latach założył własny komitet, by około 2015-2016 roku zbliżyć się z Prawem i Sprawiedliwością, a potem z nieistniejącą już Suwerenną Polską. Obecnie wciąż najbliżej mu do polityków z kręgu Zbigniewa Ziobry czy Beaty Kempy.

Marek Długozima w marcu 2026 bieżącego roku został zatrzymany przez policję. Prokuratura Okręgowa w Opolu postawiła mu zarzuty związane z siedmioma przypadkami przyjęcia korzyści majątkowych i nieprawidłowościami w funkcjonowaniu gminy. Grozi mu nawet 10 lat więzienia.

– Samorządowa gazeta szkodzi, bo jest to przykład nieuczciwej konkurencji. Pieniądze na nią idą z naszych podatków. Jest rozdawana za darmo w sklepach czy instytucjach na stojakach, w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy, dwukrotnie przekraczającym liczbę adresów w gminie, których jest około 5 tysięcy, łącznie z firmami czy instytucjami – mówi nam wydawca "Nowej Gazety Trzebnickiej", której nakład – dla porównania – wynosi 2 tysiące egzemplarzy – dodaje Daniel Długosz.

Jak tłumaczy, gazeta samorządowa nie ma prawa przyjmować płatnych czy bezpłatnych ogłoszeń. Wynika to wprost z ustaw o samorządzie gminnym i gospodarce komunalnej. Gmina może prowadzić tylko taką działalność, której nie może zapewnić podmiot prywatny i która jest niezbędna dla życia mieszkańców, czyli np. może mieć zakład oczyszczania miasta.

Sprawą zajmowała się wrocławska Regionalna Izba Obrachunkowa, która wskazała, że przyjmowanie przez samorządówkę płatnych czy bezpłatnych reklam i ogłoszeń jest sprzeczne z prawem. Kontrolowano właśnie trzebnicki samorząd. Problem tylko w tym, że nikt się tą uchwałą RIO nie przejmuje.

– Prasa samorządowa stosuje ceny dumpingowe, a to pole do korupcji. Gdy przedsiębiorca chce dostawać zlecenia z gminy, to daje reklamy do gazety burmistrza, po różnych cenach, najczęściej bardzo niskich. Reklama na pół strony potrafi kosztować 50, ale i 300 złotych. A gazeta idzie do każdego domu. Reklamodawcy mówią nam wprost: nie mogę się u was ogłosić, bo gdy burmistrz zobaczy nasze reklamy w niezależnej gazecie, to odetnie nas od zleceń. Mieliśmy też pewnego roku nieoficjalne sygnały od sklepikarzy, że naciskano na nich, by nie sprzedawali naszej gazety – mówi wydawca "Nowej Gazety Trzebnickiej".

Długosz dodaje, że jego periodyk stracił też wielu drobnych reklamodawców, którzy wolą zamieszczać bezpłatne ogłoszenia drobne w gazecie burmistrza.

Kto pracuje w samorządówce? W Trzebnicy są to urzędnicy, często na dwóch etatach. Naczelnik wydziału promocji Sebastian Hawryliszyn ma drugi etat w Gminnym Centrum Kultury i Sztuki jako redaktor naczelny. Zarabia łącznie około 7-8 tys. złotych na rękę. Zdarzało się, że "redaktorzy" samorządówki wcześniej pracowali w mediach lokalnych, jak jeden z dziennikarzy "Nowej Gazety Trzebnickiej", który obecnie jest fotografem w samorządówce burmistrza.

To, jak działa samorządowa gazeta, pokazuje też przykład radnego Mirosława Marca, który wytoczył Markowi Długozimie prywatny akt oskarżenia. Decyzją sądu dostał 19 tysięcy złotych odszkodowania. Gazeta burmistrza miała przeprosić go na pierwszej stronie. Zrobiła to na samym dole, pod masą innych ogłoszeń, które zamieściła wyjątkowo w tym wydaniu na pierwszej stronie. A nakład numeru z przeprosinami zmniejszył się z 10 tysięcy egzemplarzy do... 1 tysiąca.

Daniel Długosz przyznaje, że prasa samorządowa pełni też rolę informacyjną, jednak tylko teoretycznie.

– Co prawda ludzie przeczytają w niej, że gdzieś został położony chodnik i wyremontowana ulica, ale to tylko dodatek do propagandy. Pieniądze publiczne wydawane na gazetę samorządową są wyrzucone w błoto. Bo idą na promocję danego włodarza. Pokazują go jak przecina wstęgi i wyłącznie chwalą. W jednym numerze potrafi być kilkadziesiąt zdjęć burmistrza. W czasach PRL-u komitety centralne odpowiadały za propagandę mediów. Nic się nie zmieniło, dziś robi to samorząd, tylko na poziomie lokalnym – podsumowuje wydawca "Nowej Gazety Trzebnickiej".

"Samorządówki odbierają nam reklamodawców"

W gminie Świdnica samorząd także, jak w wielu innych ośrodkach, wydaje dwutygodnik. Formalnie wydawcą "Mojej Świdnicy" jest miejska biblioteka. Wysłałem pytania, jak do wielu innych wydawców samorządówek, o koszty wydawania dwutygodnika "Moja Świdnica".

Usługi graficzne, druk i kolportaż wyniosły w 2025 roku łącznie 129 050,76 złotych – dowiedziały się Wirtualnemedia.pl. Zapytałem też o wpływy z reklam i ogłoszeń w poprzednim roku. Wydawca nie był w stanie udzielić odpowiedzi z rozbiciem na biuletyn informacyjny i stronę internetową. A to dlatego, że znaczna część ofert obejmuje jednoczesną publikację zarówno w wydaniu drukowanym, jak i online i jest realizowana jako pakiet. Łączna kwota wpływów netto wyniosła 197 962,88 złotych – przekazała nam Miejska Biblioteka Publiczna w Świdnicy.

Kto tam pracuje? "Pracownicy Działu Promocji Książek i Czytelnictwa są zatrudnieni na podstawie umów o pracę i umów cywilnoprawnych. Pracownicy działu, w ramach wykonywania obowiązków pracowniczych, wykonują na rzecz MBP przede wszystkim inne prace niezwiązane z prowadzeniem biuletynu" – poinformował Wirtualnemedia.pl wydawca "Moja Świdnica".


Jak czytamy w odpowiedzi na nasze pytania, pracownicy zaangażowani w przygotowanie oraz prowadzenie portalu internetowego wykonują równolegle szereg obowiązków służbowych, często o zróżnicowanym charakterze i zakresie.

Rozmawiamy z Markiem Kowalskim, długoletnim wydawcą portalu Swidnica24.pl. Tak mówi o samorządówce, która podobnie jak jej odpowiednik z Trzebnicy, skupia się wokół osoby o dużej elastyczności politycznej.

– "Moja Świdnica" to chwalenie miasta i pani prezydent Beaty Moskal-Słaniewskiej, która jest członkinią Nowej Lewicy, ale do niedawna tworzyła koalicję z PiS-em. Według narracji gazety nic złego się w mieście nie dzieje, Świdnica płynie mlekiem i miodem. Ukazuje się 15 tysięcy egzemplarzy każdego numeru dwutygodnika. Dystrybuują na terenie miasta Świdnicy 13,200 egzemplarzy. Co się dzieje z pozostałymi? Do niedawna rozprowadzane były w ościennych gminach. W dniu dzisiejszym dyr. Miejskiej Biblioteki Publicznej udzieliła informacji o zaprzestaniu dystrybucji do gmin ościennych. Skąd wcześniejsza dystrybucja? Pani prezydent nie może już startować w kolejnych wyborach na urząd prezydencki. Zostaje więc sejmik dolnośląski albo start do rady powiatu – analizuje Marek Kowalski.

Również w jego mieście widać duży wpływ oficjalnych mediów samorządowych na rynek reklamowy. Twierdzi, że gdyby nie było takich gazet, lokalnym wydawcom byłoby dużo łatwiej na tym rynku przetrwać.

Samorządówki odbierają nam reklamodawców. W gazecie wydawanej przez miasto pani prezydent z panem przewodniczącym rady miejskiej z PiS-u składali ostatnio życzenia świąteczne w ramach reklamy. Reklamują się tam spółki miejskie. Są drobni reklamodawcy, których znam od lat. Boją się konfliktów z władzą i tacy u nas nie zamieszczają reklam. To absolutnie nieuczciwa konkurencja, bowiem oprócz reklam na utrzymanie otrzymuje pieniądze z budżetu miasta i biblioteki, nie musi wynajmować pomieszczeń, kupować sprzętu. Niezależni wydawcy utrzymują się wyłącznie z reklam, nie mamy żadnego wsparcia.

Marek Kowalski

Marta Ringart-Orłowska wydaje gazetę "Kurier Gmin" (ukazuje się od 1990 roku) w trzech gminach w powiecie wołowskim na Dolnym Śląsku. – Daniel ma "Panoramę Trzebnicką", a ja miałam "Panoramę Brzegu Dolnego" – śmieje się w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Miała, bo w wyniku krytyki mieszkańców powiatu, ten samorządowy biuletyn propagandowy od półtora roku już się nie ukazuje.

"Panorama Brzegu Dolnego" wychodziła przez osiem lat co dwa tygodnie. Miała 40 stron. – Gdy wybory wygrał aktualny burmistrz, mówił, że zlikwiduje gazetę i słowa dotrzymał. Ludzie bardzo ostro krytykowali periodyk, bo zasypywał w swoim najlepszym czasie całe miasto w liczbie 10 tys. egzemplarzy (liczba ludności Brzegu Dolnego to obecnie ok. 12,5 tys. mieszkańców) – mówi mi wydawczyni "Kuriera Gmin".

Gmina wydawała rocznie pół mln zł tylko na druk i skład, bez kolportażu. – Gdy prosiliśmy o dostęp do informacji publicznej, nie chciano nam jej udzielić w tym aspekcie. Nad gazetą pracowały całe wydziały, nie tylko promocji, ale także oświaty. Redaktor naczelną była kierowniczka tego pierwszego – słyszę.

Marta Ringart-Orłowska prowadzi jedyną niezależną gazetę w powiecie, z nakładem około 3 tysięcy.

Gdy wychodziła "Panorama Brzegu Dolnego", moja gazeta była na pograniczu opłacalności. Ale właśnie w tych czasach wzmocniliśmy portal kuriergmin.pl, który krytykował władze powiatu wołowskiego. To eden z najmniejszych powiatów w Polsce, ma ponad 40 tys. mieszkańców, a portal około 40 tysięcy użytkowników.

Marta Ringart-Orłowska 

Jednak gazetę wciąż kupują tradycyjni czytelnicy, raczej starsi. Ma 36 lat historii.

– To świadomi czytelnicy, gdy zlikwidowaliśmy dodatek telewizyjny, pytali o to starsi czytelnicy. To często mieszkańcy wykluczeni cyfrowo, z miejsc, gdzie nie ma internetu. Mamy swój kolportaż i rozwozimy gazetę do każdej wioseczki. Nie mamy gdzie się sprzedawać, gdyż wszystkie kioski się pozamykały. Jesteśmy w lokalnych spożywczakach – tłumaczy mi Marta Ringart-Orłowska.

Jak wspomina czasy, gdy ukazywała się samorządówka? – Siadł nam cały dział ogłoszeń drobnych, bo oni zamieszczali je za darmo. Teraz go powoli odbudowujemy, tak jak sprzedaż. Wówczas burmistrz potrafił zadzwonić do nas i mówić: to my wam dajemy ogłoszenia o przetargach, a wy nas krytykujecie? Potrafiono ostrzegać mieszkańców, by nie udzielali nam informacji, a instytucje, by nie wpuszczały nas na imprezy publiczne. Nasi dziennikarze byli zastraszani, że nie znajdą żadnej pracy, bo krytykowali władze.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Polski rynek reklamy dalej rośnie. TV linearna traci na rzecz internetu

Polski rynek reklamy dalej rośnie. TV linearna traci na rzecz internetu

KRRiT zarzuca Polskiemu Radiu brak pluralizmu

KRRiT zarzuca Polskiemu Radiu brak pluralizmu

WPP uruchamia HEX. Będzie zapełniać lukę kompetencji AI

WPP uruchamia HEX. Będzie zapełniać lukę kompetencji AI

Nike rusza z kampanią na mundial. W spocie nie tylko gwiazdy piłki

Nike rusza z kampanią na mundial. W spocie nie tylko gwiazdy piłki

Porównywarki finansowe - jak proste narzędzia stały się źródłami wiedzy?
Materiał reklamowy

Porównywarki finansowe - jak proste narzędzia stały się źródłami wiedzy?

Coca-Cola zaczyna globalny przetarg mediowy. WPP kontra Publicis

Coca-Cola zaczyna globalny przetarg mediowy. WPP kontra Publicis