SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Adam Wajrak: Dziennikarstwo ekologiczne w Polsce nie istnieje

- Tematyka ekologiczna jest realizowana w polskich mediach bardzo źle. W porównaniu z mediami zachodnimi, wypadamy marnie -mówi nam Adam Wajrak, laureat Nagrody im. A. Woyciechowskiego za artykuły z „Gazety Wyborczej” o obronie Doliny Rospudy.

Adam Wajrak: Dziennikarstwo ekologiczne w Polsce nie istnieje

– W Polsce kompletnie zniknęło coś takiego, jak specjalizacja dziennikarska. Dziennikarstwo bardzo się spłyciło i według mnie jest to bardzo zły trend. Owszem, istnieją tzw. media branżowe, zajmujące się tematyką ekologiczną, ale są one bardzo niszowe. Natomiast w dziennikach, tygodnikach opinii, radiu, telewizji czy internecie tematyka ekologiczna istnieje tylko okazjonalnie i to na ogół w kontekście większych wydarzeń czy problemów związanych ze sprawami ekonomicznymi –  mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Adam Wajrak, dziennikarz „Gazety Wyborczej”.

– Niestety, muszę powiedzieć, że tematyka ta realizowana jest po łebkach i bardzo źle. Jest to bardzo niedobre, ponieważ środowisko jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie nas otaczają. Z drugiej strony, jeśli się porówna to z mediami zachodnimi, które mają bardzo dobre analizy środowiskowe, wyglądamy marnie. Za granicą panuje nie tyle większa świadomość tematu, co po prostu świadomość mediów, które nie są tylko od rozrywki, jak to się u nas zrobiło, ale od dostarczania informacji – zauważa Adam Wajrak.

Laureat Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego zaznacza, że jest pod szczególnym wrażeniem artykułów ekologicznych, jakie pojawiają się m.in. w „Guardianie” oraz „New York Timesie”. – Są to naprawdę dobrze napisane, pogłębione artykuły. Powiedziałbym, że jest to troszkę memento mori dla polskich dziennikarzy, bo proszę pamiętać, że nam ten czytelnik właśnie ucieka na zachód. Mnóstwo osób świetnie czyta po angielsku, do tego ma dostęp do internetu, lektura zachodnich artykułów nie jest już żadnym kłopotem. Zła ocena polskich mediów jest przez to pogłębiona, że ludzie mają duży kontakt z mediami zachodnimi, które są, niestety, lepsze – uważa Wajrak.

Z Wajrakiem rozmawialiśmy także o ekologicznych tematach tabu. Jako przykład przytoczyliśmy problem stanu koni, które jeżdżą w zaprzęgach na drodze do Morskiego Oka.
– Nie wiem, czy dziennikarze boją się poruszać pewne tematy. To jest też tak, że niektóre rzeczy bardzo trudno zweryfikować i jak się nie ma twardych dowodów, można strasznie polec z takim tematem. Podejrzewam akurat, że przy koniach jeżdżących do Morskiego Oka, byłoby dość łatwo zdobyć wszelkie dowody, gdyby ktoś chciał; wystarczy spojrzeć, co się tam dzieje. Ale myślę, że w wielu wypadkach są jakby takie bardzo oczywiste rzeczy, a z braku twardych dowodów nie możemy o nich pisać w gazecie – podkreśla Wajrak.


Z Adamem Wajrakiem, jednym z najbardziej znanych w Polsce dziennikarzy ekologicznych związanym m.in. z „Gazetą Wyborczą”, rozmawiamy o sposobie relacjonowania przez polskie media tematyki związanej z przyrodą i ekologią, tematach tabu, których dziennikarze boją się podejmować oraz o układach w mediach regionalnych, które często uniemożliwiają rzetelne opisywanie problemów i zjawisk ekologicznych.


Krzysztof Lisowski: Można powiedzieć, że za sprawą licznych artykułów Pana autorstwa poświęconych obronie Doliny Rospudy, za które otrzymał Pan m.in. Nagrodę im. A. Woyciechowskiego, jest Pan w Polsce twarzą tzw. „dziennikarstwa ekologicznego”. Czy nie ma Pan jednak poczucia, że oprócz Pana i poza kilkoma wyjątkami takie dziennikarstwo w naszym kraju w ogóle nie istnieje?

Adam Wajrak, dziennikarz „Gazety Wyborczej” oraz laureat Nagrody im. Andrzeja Woyciechowskiego: Jest dokładnie tak, jak Pan powiedział. Jeśli chodzi o kwestię ochrony środowiska, to takiego dziennikarstwa nie ma. Moim zdaniem, u nas jakby kompletnie zniknęło coś takiego, jak specjalizacja dziennikarska. Kiedy zaczynałem pracę, w moim dziale w „Gazecie Wyborczej”, były – oprócz mnie od spraw środowiska – jedna osoba od tematów wojskowych, jedna od kościoła, dwie osoby od ubezpieczeń, kilka od edukacji i chyba dwie lub trzy osoby od spraw politycznych. Teraz większość dziennikarzy jest od spraw politycznych. Dziennikarstwo bardzo się spłyciło i według mnie jest to bardzo zły trend.

Może wynika to z tego, że wydawnictwa nie mają pieniędzy i chcą, aby dziennikarze byli specjalistami od wielu tematów jednocześnie?

Wynika to z tego, że się oszczędza, z tego, że media bardziej służą rozrywce niż informacji. Jest to zły trend, ponieważ media powinny być swoistym łącznikiem opisującym w detalach świat otaczający ludzi. Dziennikarz, który nie jest specjalistą w danym temacie, pewnych niuansów nie wyłapie.

Nie ma Pan poczucia, że tematyka ekologiczna w najbardziej poczytnych mediach prawie nie istnieje?

Owszem, istnieją tzw. media branżowe, zajmujące się tematyką ekologiczną, ale są one bardzo niszowe. Natomiast w dziennikach, tygodnikach opinii, radiu, telewizji czy internecie tematyka ekologiczna istnieje tylko okazjonalnie i to na ogół w kontekście większych wydarzeń czy problemów związanych ze sprawami ekonomicznymi. Niestety, muszę powiedzieć, że tematyka ta realizowana jest po łebkach i bardzo źle. Jest to bardzo niedobre, ponieważ środowisko jest jedną z najważniejszych rzeczy, jakie nas otaczają. Z drugiej strony, jeśli się porówna to z mediami zachodnimi, które mają bardzo dobre analizy środowiskowe, wyglądamy marnie.

Mimo to po serii artykułów o Dolinie Rospudy stał się Pan poniekąd dziennikarskim symbolem ochrony przyrody…

Ale nie jestem osobą, która zna się na wszystkim; wybrałem ze środowiska szczególną działkę, która dotyczy przyrody i leśnictwa. Widzę też, że moi koledzy dziennikarze traktują mnie jako swoistego ekologicznego celebrytę i np. zamiast dzwonić do specjalistów, dzwonią do mnie. Szczerze mówiąc ta rola mi bardzo nie odpowiada, szczególnie w tematach, na których się nie znam. Mogę opowiedzieć Panu taką historię: zadzwoniła do mnie młoda dziennikarka z jakiejś gazety z zapytaniem, co sądzę na temat energii atomowej. Odparłem, że mam swój prywatny pogląd, ale ponieważ nie jestem specjalistą, nie będę się wypowiadał na ten temat. Ona na to, że jestem przecież ekologiem, na co odpowiadam, że owszem, ale ekologia to dziedzina zajmująca się wieloma rzeczami, a ta część, którą ja się param, zajmuje się zwierzętami, ochroną przyrody, lasami, parkami narodowymi, nie energetyką - i bardzo trudno było mi wytłumaczyć tej pani, że nie chcę mówić na temat rzeczy, na której się nie znam.

Wydaje się, że często tematyka ekologiczna jest wykorzystywana przez dziennikarzy jako swoisty „chłopiec do bicia”. Przykładem jest „Natura 2000”, o której pisze się najczęściej krytycznie jako o blokerze inwestycji …

Dziś dziennikarz piszący o ekologii idzie do polityka i podstawia mu mikrofon, a polityk najczęściej mówi, że dany problem ekologiczny blokuje inwestycje, bo zawsze jest dobrze znaleźć jakiegoś winnego diabła, który stoi za tym, dlaczego się nie rozwijamy. Przyroda – czy Natura 2000 – bardzo dobrze się do tego nadaje, bo za tą tematyką nie stoi żadne lobby i jest to taki łatwy chłopiec do bicia. Dziennikarze poza tym nie weryfikują informacji. Pamiętam, jakie bzdury wypisywano przy temacie Rospudy. Tylko dlatego, że ktoś coś powiedział, było to bezmyślnie przepisywane. Nie dobre jest to, że dziennikarze nie potrafią dziś weryfikować rzeczy, które mówią im politycy. Druga sprawa to to, że stosują coś takiego, co nazywam fałszywym obiektywizmem.

Na czym polega „fałszywy obiektywizm”?

Polega to po prostu na tym, że mówi się „jako dziennikarz jestem obiektywny, bo jedna i druga strona jakiegoś konfliktu mówi mi tyle samo, tu dwa zdania, tu dwa i pół, tutaj trzy itd.” Wydaje mi się, że obowiązkiem dziennikarza nie jest cytowanie (nie jesteśmy przecież jakimś komputerem), ale weryfikowanie, kto mówi prawdę, a kto kłamie w tych wszystkich historiach. Zwykle przy tematyce przyrodniczej bardzo szybko udaje się dojść do tego, kto kłamie. Pamiętam sytuację, która miała miejsce podczas burzy medialnej wokół obrony Doliny Rospudy. Dziennikarze pisali wtedy, że jeśli zostanie zrealizowany wariant ekologiczny budowy autostrady, to zajdzie konieczność wyburzenia kilkunastu wiosek. Wszyscy dziennikarze to powtarzali. Podczas, gdy wystarczyło spojrzeć na mapę, by okazało się, że jest to w ogóle nieprawda. Wydaje mi się, że weryfikacja źródeł jest bardzo ważną rzeczą.

Czy jest jakieś medium, które obecnie – Pana zdaniem – przygotowuje profesjonalne materiały ekologiczne?

Bardzo dobre materiały reporterskie, poświęcone ekologii robi „TVN Uwaga”. Innych sobie nie przypominam ... „TVN Uwaga” czasami przygotowuje interwencyjno-śledcze programy z dziedziny ekologii i robią to dobrze, co muszę przyznać, bo zajmują się tym dziennikarze, którzy są dobrymi dziennikarzami śledczymi. Widzę w tym dziennikarstwo, a nie „showmeństwo”, mam do nich duży szacunek. Poza tym, jeśli chcę uzyskać jakieś informacje dotyczące ochrony środowiska, czytam głównie zachodnie media.

Na czym polega w tej kwestii różnica pomiędzy rynkiem polskim i zagranicznym?

Za granicą panuje nie tyle większa świadomość tematu, co po prostu świadomość mediów, które nie są tylko od rozrywki, jak to się u nas zrobiło, ale od dostarczania informacji. Gdy patrzę np. na artykuły na temat ochrony środowiska w „Guardianie”, czy „New York Timesie”, są to naprawdę dobrze napisane, pogłębione artykuły. Powiedziałbym, że jest to troszkę memento mori dla polskich dziennikarzy, bo proszę pamiętać, że nam ten czytelnik właśnie ucieka na zachód. Mnóstwo osób świetnie czyta po angielsku, do tego ma dostęp do internetu, lektura zachodnich artykułów nie jest już żadnym kłopotem. Zła ocena polskich mediów jest przez to pogłębiona, że ludzie mają duży kontakt z mediami zachodnimi, które są, niestety, lepsze.

Myśli Pan, że TVP i Polskie Radio wywiązują się z misji w zakresie przygotowywania programów ekologicznych?

Trudno wypowiadać mi się na temat misyjności w zakresie przyrody, jeśli chodzi o Polskie Radio i TVP, ponieważ przez jakiś czas miałem program w Telewizji Polskiej, a w tej chwili go nie ma. Nie chciałbym tylko narzekać, dużą nadzieję pokładam w młodych dziennikarzach. Młodzi dziennikarze – coraz częściej spotykam się z tym – traktują swój zawód jako coś w rodzaju misji. Misji i przygody. I to jest chyba ważne. Mam nadzieję, że pojawią się też tacy od środowiska.

Czy nie uważa Pan, że ze względu na tzw. „układy”, istnieją tematy tabu, dziennikarze pewnych tematów boją się podejmować. Kilka lat temu wiele szumu zrobiono wokół sytuacji, kiedy na drodze do Morskiego Oka padł z wycieńczenia koń. Owszem, miała wtedy miejsce burza medialna. Są jednak głosy, że sytuacja ta mimo wszystko nie została załatwiona do końca. Ale jakoś żaden dziennikarz ekologiczny nie chce zająć się tym tematem ponownie…

Nie wiem, czy dziennikarze boją się poruszać pewne tematy. To jest też tak, że niektóre rzeczy bardzo trudno zweryfikować i jak się nie ma twardych dowodów, można strasznie polec z takim tematem. Podejrzewam akurat, że przy koniach jeżdżących do Morskiego Oka, o których Pan mówi, byłoby dość łatwo zdobyć wszelkie dowody, gdyby ktoś chciał; wystarczy spojrzeć, co się tam dzieje. Ale myślę, że w wielu wypadkach są jakby takie bardzo oczywiste rzeczy, a z braku twardych dowodów nie możemy o nich pisać w gazecie.

Wielu dziennikarzy opiera się na poszlakach …

Ale trzeba mieć tych poszlak bardzo dużo, co nie jest łatwe. Ja nie jestem dziennikarzem śledczym; zajmowałem się paroma tematami śledczymi, ale muszę Panu powiedzieć, że to nie jest łatwe. To jest np. tak, że wiem o wielu, wielu rzeczach, przypuszczam z 90- procentową pewnością, że tak jest, ale nie mam tych 10 procent , które dałyby mi całkowitą pewność. Tutaj trzeba być bardzo ostrożnym i – w tym wypadku – jakoś też rozumiem pewną ostrożność prasy. Proszę też pamiętać, że w mediach lokalnych dziennikarze są bardzo zależni od lokalnych władz. Podejrzewam, że pewne tematy nadają się dla mediów ogólnopolskich, które nie są zależne od lokalnych układów i układzików. Brak niezależności w lokalnej prasie to też olbrzymi problem, który często blokuje możliwość opisania tematów ekologicznych.

Jest Pan dziennikarzem, ale pisze Pan również wiele książek o tematyce przyrodniczej, które tez często ukazują się jako dodatek do „Gazety Wyborczej”. Ma Pan jakieś nowe plany w tej kwestii?

Ukazała się już moja książka dla dzieci o tropieniu i podglądaniu przyrody jesienią. Zacząłem pisać pierwsze słowa do książki o zimie, którą, mam nadzieję, szybko uda mi się ukończyć.

O rozmówcy
Adam Wajrak – dziennikarz „Gazety Wyborczej”, współpracujący z Animal Planet, TVP i RMF FM. Pisze głównie o zwierzętach, które są jego pasją od dzieciństwa i ochronie przyrody. Od 14 lat na mieszka w Teremiskach w Puszczy Białowieskiej. Jak sam mówi, poza pisaniem dość często musi się zajmować wraz z żoną Nurią całą masą osieroconych zwierząt, które do ich domu znoszą czytelnicy. Wspólnie wychowali już sowy, bociany, jaskółki, kruki, jerzyki, jeże, kuny oraz wydrę i nietoperza. Był uczestnikiem wypraw polarnych na Spitsbergen i Grenlandię. W 2005 został uznany przez magazyn „Time” „Bohaterem Europy”. Za działania na rzecz ocalenia Doliny Rospudy otrzymał Nagrodę im. Andrzeja Woyciechowskiego, a przez brukselski dziennik „Europen Voice” został uznany za jedną 50 osób, które wywarły największy wpływ na Europę w 2007 roku.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Adam Wajrak: Dziennikarstwo ekologiczne w Polsce nie istnieje

10 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Ekoterrorysta
Dzieki dzialalnosci opisywanego pana, przez koleny rok gina ludzie w augustowie, a ulicami miasteczka dzien i noc jada tiry. W imie ekologii i milosci do zabek.
9 9
odpowiedź
User
japa
Wajrak jest żałosny. Gdzie był pan panie Wajrak i pana koledzy, gdy Rosjanie i Niemcy budowali na dnie Bałtyku Gazociąg Północny? Nie było ani jednego protestu w tej sprawie, a tyle żyjątek padło.
9 9
odpowiedź
User
ekolog
Panie Wajrak! Nie wypłynąłby Pan bez kochanki z Hiszpanii-dr nauk biologicznych i lansu GW. Przeciez pisze Pan o ptasich kupach i ich piórkach,Rospude wylansila wyborcza. Czekam na tekst analityczny Pana autorstwa o energetyce wiatrowej w POlsce albo biogazowniach.JUz widzę jak się Pan leń i lansiarz zabierze do roboty.Łatwiej napisąc,ze lisek zrobił kupkę.
9 9
odpowiedź
User
Eli Marmur
No i zaczyna się polskie piekiełko w komentarzach.
8 8
odpowiedź
User
astanislawski
Czytać w szkole nie nauczyli?

'ekologia to dziedzina zajmująca się wieloma rzeczami, a ta część, którą ja się param, zajmuje się zwierzętami, ochroną przyrody, lasami, parkami narodowymi, nie energetyką - i bardzo trudno było mi wytłumaczyć tej pani, że nie chcę mówić na temat rzeczy, na której się nie znam.'

po drugie kochanka z Hiszpanii jest żoną A. Wajraka.

Nikt Ci ekologu nie broni napisać tekst analityczny i nakręcić cykl reportaży o energetyce wiatrowej, który zdobędzie popularność wśród dzieci i dorosłych i choć na chwilę zainteresuje ich tą tematyką.
Czekamy


"ekolog" napisał(a): Panie Wajrak! Nie wypłynąłby Pan bez kochanki z Hiszpanii-dr nauk biologicznych i lansu GW. Przeciez pisze Pan o ptasich kupach i ich piórkach,Rospude wylansila wyborcza. Czekam na tekst analityczny Pana autorstwa o energetyce wiatrowej w POlsce albo biogazowniach.JUz widzę jak się Pan leń i lansiarz zabierze do roboty.Łatwiej napisąc,ze lisek zrobił kupkę.
9 9
odpowiedź