SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Blogerzy krytykują wykluczenie wydatków z kosztów ich działalności. „To nieporozumienie, kuriozum”

- Fiskus nie rozumie do końca, na czym polega prowadzenie bloga, dlatego zdarzają się niedorzeczne interpretacje przepisów. To jakby powiedzieć sklepowi spożywczemu, że wydatki na energię elektryczną czy personel to nie koszt uzyskania przychodu, bo placówka ta uzyskuje przychód z handlu towarami, a nie ze świadczenia usługi oświetlenia pomieszczenia czy z tytułu utrzymywania stanowisk pracy - niedawną interpretację przepisów podatkowych dotyczącą działalności blogerskiej oceniają dla Wirtualnemedia.pl autorzy popularnych blogów.

fot. Shutterstock.comArticle

W ubiegłym tygodniu poinformowano o dziwnej interpretacji przepisów w kwestii prowadzenia bloga dokonanej przez Izbę Skarbową w Bydgoszczy. W ocenie bydgoskich urzędników bloger nie może włączyć do kosztów uzyskania przychodu wydatków, które są praktycznie niezbędne do prowadzenia jego działalności. Chodzi np. o zakup niezbędnych akcesoriów i materiałów czy wydatki przeznaczone na zbudowanie i prowadzenie strony internetowej.

- Wnioskodawca uzyskuje przychód z tytułu dzierżawy strony internetowej, na której umieszczane są reklamy, a nie z tytułu prowadzenia bloga. Zatem wydatki związane z prowadzeniem bloga nie mogą stanowić kosztów uzyskania przychodów z działalności gospodarczej wnioskodawcy, której przedmiotem jest udostępnianie powierzchni na stronie internetowej - podsumował swoją interpretację przepisów podatkowych bydgoski fiskus.

Urzędnicy nie rozumieją blogosfery

Wirtualnemedia.pl zapytały polskich blogerów jak oceniają kontrowersyjną interpretację przepisów przez Izbę Skarbową w Bydgoszczy i jak oni sami radzą sobie w gąszczu nie do końca jasnych przepisów podatkowych.

Jednym z blogerów najostrzej oceniających relacje fiskus - jest bloger Artur Kurasiński, autor AK74.pl. - Kwestie rozliczeń i kwalifikacji kosztów prowadzenia bloga to temat rzeka - uważa. - Ale znając upór urzędów skarbowych w upraszczaniu życia przedsiębiorcom, raczej nigdy nie doczekamy się sytuacji, kiedy urzędnik zaakceptuje fakt, że kupno biletu lotniczego w wyniku którego bloger poleciał na wydarzenie, z którego napisze recenzję sponsorowaną, to koszt - przewiduje Kurasiński.

Nasz rozmówca podaje jednak przykład z blogosfery dowodzący, że walka z urzędniczą interpretacją podatkowych przepisów w niektórych wypadkach może jednak zakończyć się sukcesem. - Znam historię pewnego przedsiębiorcy, który miesiącami tłumaczył urzędnikom, że zakup łóżeczka dla dziecka poprawia jego komfort pracy (dziecko mniej płacze więc on ma lepszą wydajność a pracuje w domu). Finalnie mu się to udało - kończy Kurasiński.

Kilkoro blogerów, z którymi rozmawiały Wirtualnemedia.pl przyznało, że prowadzenie bloga jest związane z ich firmami lub działalnością gospodarczą, nie zajmują się bezpośrednio kwestiami podatkowymi i niewiele o tym wiedzą. Prowadzenie rachunków i rozliczeń z fiskusem powierzają wyspecjalizowanym biurom rachunkowym, które w ich imieniu kontaktują się ze skarbówką.

Tak jest także w wypadku Magdy Grzebyk, współautorki bloga Krytyka Kulinarna, która relacje z fiskusem ocenia nieco lepiej niż Artur Kurasiński. - Krytyka Kulinarna jest firmą, a w takiej sytuacji najlepiej zlecić prowadzenie ksiąg profesjonalistom, co znacznie zmniejsza problemy z klasyfikacją kosztów uzyskania przychodów - radzi Magda Grzebyk. - Oprócz bloga prowadzę także własną firmę i obsługa księgowa jest mi niezbędna do sprawnego funkcjonowania - zaznacza.

Grzebyk mówi, że według jej wiedzy np. blogerki modowe jako koszty działalności zapisują wydatki na takie usługi jak fryzjer czy kosmetyczka. - Ich wygląd jest także ich wizytówką, więc to zrozumiałe - podkreśla nasza rozmówczyni.

- W moim przypadku, a mówimy tu o blogu, na który trafiają teksty o charakterze podróżniczym, recenzje restauracji czy hoteli, kosztem będą bilety lotnicze, restauracje etc. Z jednej strony mówi się, że przepisy nie są klarowne, a z drugiej wystarczy wybrać się do właściwego sobie Urzędu Skarbowego, aby dowiedzieć się bardzo dokładnie, jakie wydatki są w naszym przypadku kosztem uzyskania przychodu. Z tego co wiem US nie robi tu żadnych problemów -zaznacza Grzebyk.

Stanowisko skarbówki to kuriozum

W ocenie Marii Wolnej-Pasek i Jakuba Paska, twórców bloga Oczekujac.pl, nie ulega wątpliwości, że stanowisko fiskusa w sprawie kosztów uzyskania przychodów przez blogerów jest błędne i świadczy o całkowitym braku zrozumienia tego, czym jest blog.

- To oczywiście interpretacja sprzeczna z in dubio pro tributario a więc taka, która ma być z (pozorną) korzyścią dla budżetu państwa a nie dla podatnika - podkreśla Maria Wolna-Pasek. - To jasne, że gros poniesionych wydatków przez twórcę bloga musi zaistnieć po to by blog mógł w ogóle funkcjonować, a więc by mogła się odbyć jego właściwa działalność zarobkowa, czyli zamieszczenie wpisu komercyjnego, reklamy czy banneru.

Jakub Pasek wyjaśnia, że blog musi mieć serwer, layout, oprawę, autor musi dysponować odpowiednim sprzętem: laptopem czy aparatem fotograficznym, często też samochodem. - Musi odbywać podróże, spotkania, szkolić się, zlecić jakieś prace na zewnątrz - to wszystko może wydarzać się w związku z tworzeniem treści niekomercyjnej, która to treść ma stanowić istotę bloga, na którym treści płatne pojawią się z czasem, lub pomiędzy nimi - wymienia Pasek.

Nasi rozmówcy oceniają, że stanowisko urzędu, w którym uzasadnia się, że określone wydatki nie mają bezpośredniego związku z przychodem, to kuriozum. - To tak jakby o zwykłej placówce handlowej - sklepowi spożywczemu powiedzieć, że koszt energii elektrycznej czy personelu to nie jest koszt uzyskania przychodu, bo placówka ta uzyskuje przychód z handlu towarami, a nie ze świadczenia usługi oświetlenia pomieszczenia czy z tytułu utrzymywania stanowisk pracy - porównują autorzy bloga Oczekujac.pl. - Tak jak w przypadku spożywczaka te koszty i działania są niezbędne by mógł on funkcjonować, tak i w przypadku bloga jest wiele z pozoru pobocznych aktywności, bez których ów blog nie ma szans istnieć a są one wprost inwestycją w niego - dodają.

Zdaniem pary blogerów w sytuacji tak krzywdzących interpretacji przepisów należy mocno zastanowić się, czy chce się prowadzić bloga w oparciu o działalność gospodarczą, jeśli to tylko blog miałby być jej przedmiotem. Długi czas inwestycji do czasu uzyskania pierwszych dochodów, ich nieregularność i zróżnicowana wysokość wobec wysokich kosztów stałych - to powoduje, że jest to ryzykowne przedsięwzięcie.

- Z mojej perspektywy łatwiej prowadzić tego typu działalność w oparciu o umowy cywilno-prawne: umowę o dzieło lub umowę zlecenie. Przepisy tu są jasne, istnieje też możliwość rozliczenia pewnych wydatków jako koszt uzyskania przychodu - ocenia Pasek.

Brak jasnych przepisów

Wszyscy blogerzy komentujący dla Wirtualnemedia.pl interpretację prawa przez bydgoski fiskus są zgodni, że jest ona błędna. Potwierdza to także Katarzyna Dworzyńska, autorka bloga Dworzynska.com, która przy okazji zwraca uwagę na błędy systemowe, czyli brak precyzyjnych przepisów podatkowych dostosowanych do blogów internetowych.

- Urzędnicy, którzy stwierdzili, że nie ma związku pomiędzy poniesionymi na prowadzenie bloga kosztami a uzyskiwanymi z niego przychodami, wykazali się niezwykłą krótkowzrocznością - ocenia Katarzyna Dworzyńska. - Musimy ustalić jedno: im atrakcyjniejszy blog, im ciekawsze materiały, które publikuje na nim autor, tym większa szansa na pozyskanie reklamodawcy, zainteresowanego współpracą.

Jak zdobyć atrakcyjny materiał? - pyta w rozmowie z nami Dworzyńska. - Wszystko zależy od kategorii bloga. Smacznie skomponowane przepisy przyciągną czytelników bloga kulinarnego, modne stylizacje i obecne trendy - czytelników bloga modowego, relacje z eventów branżowych - czytelników bloga marketingowego - wylicza blogerka. - Te wszystkie działania wiążą się z wydatkami. Bloger kulinarny, aby ugotować, musi zakupić produkty, blogerka modowa - ubrania, a bloger marketingowy - wejściówkę na konferencję. To są realne wydatki, które ponoszą blogerzy z tytułu prowadzenia swojej działalności. Do tego dochodzą koszty zakupu domeny, szablonu, hosting, administracja strony... To nie są małe kwoty. Natomiast całość tych działań wpływa na pozycjonowanie blogera wśród reklamodawców oraz równie często - na jego wynagrodzenie - opisuje Katarzyna Dworzyńska.

Jej zdaniem niewiązanie poniesionych kosztów z uzyskiwanymi przychodami, które głównie pochodzą właśnie z reklam, artykułów sponsorowanych, testów produktów czy innych, niestandardowych akcji, jest zwykłym nieporozumieniem.

- Szkoda, że w Polsce nie ma jasnych przepisów określających w jaki sposób bloger powinien rozliczać się z fiskusem - żałuje nasza rozmówczyni. - Na początku tego roku przeczytałam w jednej z gazet artykuł dotyczący uznania przez skarbówkę kosztów poniesionych z tytułu prowadzenia bloga lifestylowego. W tamtym przypadku urzędnicy nie mieli problemu z uznaniem, że wydatki na wystawę sztuki, z której relacja pojawiła się na blogu, były bezpośrednio połączone z kosztami poniesionymi w celu osiągnięcia przychodu.

Katarzyna Dworzyńska przyznaje, że do tej pory nie napotkała problemów z rozliczeniem działalności blogerskiej. - Wystawiam i sama proszę o wystawianie faktur VAT. Jeszcze nie było sytuacji, w której moja księgowa kwestionowałaby którąś z faktur, a mam bardzo dobrą księgową. Wydaje mi się, że wszystko jest kwestią odpowiedniego rozliczenia oraz dokładnego zrozumienia na czym polega działalność blogerska przez urzędników - podsumowuje Dworzyńska.

Dołącz do dyskusji: Blogerzy krytykują wykluczenie wydatków z kosztów ich działalności. „To nieporozumienie, kuriozum”

23 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
FIRMOWA
"Grzebyk Grzebyk mówi, że według jej wiedzy np. blogerki modowe jako koszty działalności zapisują wydatki na takie usługi jak fryzjer czy kosmetyczka. - Ich wygląd jest także ich wizytówką, więc to zrozumiałe - podkreśla nasza rozmówczyni".

Jako przedsiębiorca pracujący non stop z ludźmi (kontrahenci, potencjalni nowi klienci itd) też mogę wliczyć zabiegi u kosmetyczki czy w SPA do kosztów? Przecież to, jak wyglądam, też jest moją wizytówką, nie tylko blogerek modowych...?
odpowiedź
User
Masz i kara
Kwalifikować koszty trzeba z głową. Uczciwie. To wystarczy w każdym urzędzie skarbowym. A jeśli ktoś czyta internetowe tips and tricks, jak optymalizować podatki, to sam jest sobie winny, że dostaje po tyłku
odpowiedź
User
xD
Dobra, dobra, przyznajcie się ile łykacie pod stołem bez faktur. Pieprzeni hipokryci. Jak Pan wyżej napisał jak już coś chcecie w koszta wrzucić to róbcie to z głową, chociaż jedna czy druga kontrola was otrzeźwi.
odpowiedź