"Gazeta Wyborcza" postanowiła zgłosić do prokuratury przypadki internetowej nienawiści i gróźb skierowanych w stronę Natalii Waloch. Wszystko zaczęło się po publikacji jej artykułu dotyczącego pierwszej damy.
Hejt po publikacji wywiadu
Tekst Natalii Waloch ukazał się po wywiadzie pierwszej damy Marty Nawrockiej dla TVN24. W swoim artykule dziennikarka otwarcie wyraziła krytyczne stanowisko wobec wypowiedzi Nawrockiej. Artykuł spotkał się z dużym odzewem w mediach społecznościowych, w tym z falą hejtu i gróźb, które często przybierały formę ataków personalnych.
Czytaj także: Naczelny "Rzeczpospolitej" przeprasza Hołownię
Roman Imielski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego "Gazety Wyborczej", podkreślił: "Znakomita większość autorów to teoretycznie mężczyźni między 30. a 40. rokiem życia, co sugeruje działalność kontrolowanych trolli". Dodał też, że wiele z komentarzy to wulgarne wyzwiska z konotacjami seksualnymi.

Sprawa w prokuraturze
Redakcja "Gazety Wyborczej" zdecydowała się na zgłoszenie sprawy do prokuratury. Jak czytamy na stronie "Wysokich Obcasów": "Redakcja "Wyborczej" potępiła tą skandaliczną i niebezpieczną falę nienawiści. To jednak niewiele zmieniło. Natalia Waloch każdego dnia otrzymuje kolejne groźby, a hejterzy próbowali nawet ustalić miejsce zamieszkania dziennikarki czy publikowali w sieci zdjęcia jej rodziny."
Wcześniej Imielski pisał: "nasza redakcja i sama Natalia nie boi się krytyki, nawet ostrej. Ale nie ma i nie będzie naszej zgody na prawdopodobnie zorganizowaną – falę hejtu połączoną z groźbami karalnymi".











