SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Co dałaby rezygnacja z emerytury w ZUS? Niewiele, trzeba więcej pieniędzy inwestować

Nawet gdyby pieniądze, które obecnie trafiają do ZUS-u, inwestować we własnym zakresie, szanse na godziwą emeryturę nie byłyby duże. I tak trzeba by odkładać więcej.

Co dałaby rezygnacja z emerytury w ZUS? Niewiele, trzeba więcej pieniędzy inwestować

Na ubezpieczenie społeczne co miesiąc odprowadzane jest mniej więcej 30 proc. tzw. wymiaru składki, czyli tego, co dla zatrudnionych na podstawie umowy o pracę jest pensją brutto. Najwięcej z tego trafia na ubezpieczenie emerytalne – 19,52 proc. Przy czym połowę opłaca płatnik (pracodawca), a połowę ubezpieczony. Większą jej część, dokładnie 12,22 proc., zatrzymuje Zakład Ubezpieczeń Społecznych, z czego 1 pkt proc. zasila Fundusz Rezerwy Demograficznej, a reszta ZUS-owski I filar, czyli Fundusz Ubezpieczeń Społecznych (FUS). Te pieniądze nie są inwestowane, tylko przeznaczane na bieżące wypłaty emerytur.

Informacja o wpłaconych składkach jest przechowywana w postaci zapisu na indywidualnych kontach, co w przyszłości posłuży do wyliczenia wysokości emerytury z I filaru. Gromadzony w ten sposób kapitał jest regularnie waloryzowany, czyli powiększany o wskaźnik wyliczany w oparciu o wzrost średniego wynagrodzenia w gospodarce. W latach 2000-2009 wskaźnik waloryzacji średnio wyniósł 7,6 proc.

Pozostała część składki – 7,3 proc. – trafia do OFE, które, działając jak fundusze inwestycyjne, lokują środki pozyskiwane od przyszłych emerytów na rynku finansowym, inwestując głównie w obligacje i akcje spółek notowanych na warszawskiej giełdzie. Zatem tylko ta część, w sposób mniej lub bardziej efektywny, uzależniony od koniunktury rynkowej, pracuje na przyszłą emeryturę. W latach 2000-2009 średnia stopa zwrotu OFE wyniosła 9,5 proc.

Taki stan rzeczy najprawdopodobniej nie potrwa długo. Planowana przez obecny rząd „racjonalna korekta” systemu emerytalnego nie zmieni wysokości obciążeń, czyli cały czas na ubezpieczenie emerytalne będziemy odprowadzać 19,52 proc. podstawy wymiaru, tylko pieniądze te będą w inny sposób dzielone: składki do OFE będą mniejsze (docelowo od 2017 roku mają wynieść 3,5 proc.), a do ZUS-u większe (w sumie 16,02 proc.).

Na tej zmianie, według szacunków, przyszli emeryci stracą ok. 10 proc. O tyle bowiem niższe będą emerytury wypłacane im łącznie z I i II filaru. Zatem stopa zastąpienia, czyli wskaźnik, który pokazuje stosunek świadczenia emerytalnego do ostatniej pensji (do tej tuż przed przejściem na emeryturę), w optymistycznym wariancie znajdzie się w przedziela ok. 35-55 proc. (przy obowiązujących jeszcze przepisach te szacunki mieszczą się w granicach 40-60 proc.). Aby uzupełnić ten niedobór i zbliżyć się do 100 proc., trzeba by samodzielnie inwestować przynajmniej jedną dziesiątą swoich dochodów brutto przez cały okres aktywności zawodowej.

Gdyby np. założyć hipotetyczną sytuację, że mamy wolny wybór i możemy zdecydować czy chcemy, aby nasze pieniądze trafiały do ZUS-u i OFE, czy wolelibyśmy oszczędzać na emeryturę we własnym zakresie, to sytuacja wcale nie musiałaby przedstawiać się dużo lepiej. Wszystko zależy bowiem od oczekiwanych zysków, a te zależą od wielu czynników. Inwestując na rynkach finansowych, w produkty ubezpieczeniowo-inwestycyjne, fundusze czy obligacje albo lokaty, do wszelkich obliczeń obejmujących okres kilkudziesięciu lat lepiej podchodzić w sposób zachowawczy, przyjmując średnią roczną stopę zwrotu rzędu 4-5 proc. Czyli podobnie do tego, jak przyjmuje się w większości obecnych szacunków dotyczących emerytur z I i II filaru. A przy takim założeniu, wyniki w obu tych przypadkach byłyby zbliżone, a nawet można zaryzykować przypuszczenie, że z ZUS-u i OFE moglibyśmy liczyć na więcej, bo koszty są zdecydowanie niższe niż w większości komercyjnych produktów inwestycyjnych, dostępnych na rynku.

Dopiero przy założeniu, że udałoby się osiągnąć średnią roczną stopę zwrotu zbliżoną do 7 proc., moglibyśmy liczyć na to, że odkładając jedna piątą zarobków brutto, po przejściu na emeryturę nasze dochody pozostaną na poziomie względnie podobnym do tego, jaki był w czasach aktywności zawodowej. Choć takie oczekiwania co do wysokości średniej stopy zwrotu należy uznać za bardzo optymistyczne, to nie można też całkowicie przekreślać szans na ich realizację. Polska giełda ma stosunkowo krótką historię, ale można posłużyć się przykładem USA, gdzie indeks Dow Jones Industrial, w swojej blisko 120-letniej historii notuje średnią stopę zwrotu na poziomie 7,4 proc., a warto pamiętać, że okres ten obejmuje przecież dwie wojny światowe oraz wiele mniejszych i większych kryzysów.

Spekulacje o tym, co by było gdyby z ZUS-u można było zrezygnować, można jednak włożyć między bajki, bo nie ma na to najmniejszych nawet szans. Nasze składki, zgodnie z zasadą solidarności międzypokoleniowej, finansują bowiem świadczenia wypłacane obecnym emerytom, a zmiany planowane przez rząd tylko cementują taki stan rzeczy.

Celem przeprowadzonej ponad dziesięć lat temu reformy systemu emerytalnego było między innymi poradzenie sobie właśnie z niekorzystnymi zmianami demograficznymi, sprowadzającymi się do rosnącej armii emerytów i malejącej grupy osób aktywnych zawodowo. W takim układzie system oparty na wspomnianej solidarności międzypokoleniowej stawałby się coraz bardziej niewydolny, a obciążenia finansowe osób pracujących musiałyby ciągle rosnąć, bo przecież każdy z nich miałby „na utrzymaniu” coraz więcej emerytów. Pociąga to za sobą ryzyko wystąpienia na tym tle w przyszłości napięć społecznych – pracujący młodzi będą się buntowali przeciwko takiemu stanowi rzeczy, zaś starzy, których będzie więcej, broniąc swojej pozycji, będą w wyborach popierać polityków chroniących ich interesy.


 



Bernard Waszczyk, Open Finance
 

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Co dałaby rezygnacja z emerytury w ZUS? Niewiele, trzeba więcej pieniędzy inwestować

4 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
olka
inwestuje w fundusze, w noble banku maja duzy wybor i kazdy moze znalezc cos odpowiedniego dla siebie, a zyski zapenia mi spokojna przyszlosc
8 8
odpowiedź
User
ZUS nie dla dziennikarzy
pracując do końca życia na umowę o dzieło za stawki spadające z szybkością światła nie będzie się miała emerytury ani z ZUSu, ani tym bardziej Noble banku. A jak w GW piszą jeszcze, że to normalne, to proponuję, aby reszta redaktorstwa, która tam została na etatch i pszcza takie bzdury dla przykłądu sama zrezygnowała z etatów i honoraria dostawała uznaniowe, czyli od wyników sprzedaży
8 9
odpowiedź
User
niesłychane
Szkoda że ten Pan co pisał owy artykuł nie uwzględnił procentu składanego, wtedy sytuacja diametralnie by się zmieniła i okazałoby się że odkładanie nawet na te 4-5 % na lokacie byłoby o niebo lepsze niż emerytura z zus, aż dziw bierze, że człowiek z open finance nie zna się na podstawach ekonomii.... Czyżby artykuł był sponsorowany?? ;p
8 8
odpowiedź
User
kolo
Wszystko ok, ale odkładając pieniądze samemu można je inwestować na wiele sposobów, a nie tylko w obligacje. Inwestując porównywalne środki w nieruchomości jesteśmy w stanie uzyskać 7%. ZUS to dziura nie do zasypania. Nikt głośno tego nie mówi, ale liczba płatników maleje, a emerytów rośnie. Ten system się nie sprawdzi. Tajemnicą Poliszynela jest, że ZUS pędzi po równi pochyłej, a kolejne rządy stają na głowie żeby ukryć ten fakt w statystykach. Nie wspominam nawet o tym, że haraczem dla ZUS obciąża się mikroprzedsiębiorców nawet gdy nie mają wystarczających przychodów. Ot naliczają takiemu dług gdy nic nie udało mu się zarobić- to ma być "ubezpieczenie społeczne" Dziękuję i do widzenia.
8 8
odpowiedź