SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Dyrektywa DSM „szansą na wyrównanie zachwianej równowagi rynkowej”

Resort kultury chce „jak najszybciej” zaimplementować unijną dyrektywę o prawie autorskim i prawach pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym (DSM). Polska to jedyny kraj Unii Europejskiej, który wciąż tego nie zrobił. Czym jest DSM i jakie korzyści wynikną z jej wprowadzenia? O tym rozmawiamy z Markiem Frąckowiakiem, prezesem Izby Wydawców Prasy.

fot. Shutterstock.comfot. Shutterstock.com

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pracuje obecnie nad nowelizacją ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych oraz niektórych innych ustaw. Projekt nowelizacji opublikowano na stronach Rządowego Centrum Legislacyjnego 15 lutego.

Celem jest implementacja dwóch dyrektyw Unii Europejskiej, w tym dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/790 z dnia 17 kwietnia 2019 r. w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE (dyrektywa DSM – Digital Single Market, czyli jednolity rynek cyfrowy).

Dyrektywa DSM wprowadza m.in. nowe formy dozwolonego użytku utworów, przedmiotów praw pokrewnych i baz danych. Tworzy też nowe prawo pokrewne dla wydawców prasy do korzystania z ich publikacji online. DSM ma także zapewniać twórcom i wykonawcom przenoszącym swoje prawa lub udzielającym licencji godziwe wynagrodzenie oraz ułatwiać jego egzekwowanie.

W życie DSM weszła w 2019 roku, ale do dziś Polska jest jedynym państwem UE, który jej nie zaimplementował. Termin implementacji upłynął w czerwcu 2021 roku.

Ministerstwo kultury niedawno podkreślało, że dyrektywę w życie chce wprowadzić „jak najszybciej”. 

Frąckowiak: Interes wydawców przekłada się na interes czytelników.

O dyrektywie rozmawiamy z Markiem Frąckowiakiem, prezesem Izby Wydawców Prasy, która apelowała do rządu o jej implementację.

Jacek Stawiany: Czym tak naprawdę jest dyrektywa DSM, czego (i kogo) ona konkretnie dotyczy?

Marek Frąckowiak: Dyrektywa w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym wprowadza szansę na wyrównanie zachwianej równowagi rynkowej, wynikającej z dominacji wielkich platform cyfrowych, które narzucają własne, korzystne dla siebie warunki. Nie ponosząc kosztów wytworzenia treści, w pełni z nich korzystają i na nich zarabiają. Dyrektywa wprowadza zasadę „jeśli zarabiasz na cudzych utworach, podziel się zyskiem”. Jest to przyznanie wydawcom prasy praw, które mają od dawna inni producenci treści – słownych, wizualnych, muzycznych…

Daje wydawcom szansę na odzyskanie choć części nakładów ponoszonych na to, by powstały treści prasowe. Treści, dzięki którym w różny sposób, głównie poprzez zamieszczane przy nich reklamy, zarabiają wielkie, globalne platformy cyfrowe – pośrednicy w dostępie do tych treści, a raczej dziś już – jak się ich słusznie nazywa – „strażnicy dostępu”. Podkreślmy: ci „strażnicy” są jednocześnie sojusznikami wydawców i nikt o zdrowych zmysłach nie chce ich wykluczać. Chodzi jednak o to, by nasza współpraca odbywała się na uczciwych warunkach.

Dlaczego Polska wciąż nie zaimplementowała dyrektywy? Kiedy może to nastąpić?

Opóźnienie Polski wynosi już prawie trzy lata, dyrektywa powinna bowiem zostać zaimplementowana najpóźniej do 7 czerwca 2021 roku. Przez większość tego czasu opóźnienie wynikało chyba z niezrozumienia przez poprzednie władze, że – wbrew narracji przeciwników dyrektywy – w niczym nie ograniczają wolności słowa ani praw użytkowników, ale wprost przeciwnie: w istocie przyczyniają się do osłabienia krajowych wydawnictw i redakcji, do ograniczenia dostępu do profesjonalnych treści prasowych. Do strat ekonomicznych, społecznych i osłabiania polskiej kultury.

Obecne kierownictwo MKiDN zapewnia, iż prace implementacyjne będą teraz postępować szybko i projekt już wiosną trafi do parlamentu. Istnieje zatem szansa, iż przepisy dyrektywy zostaną wdrożone do polskiego porządku prawnego jeszcze w tym roku.

Czy w państwach, które już wprowadziły DSM, doszło do znaczących zmian? W jakim zakresie?

We wszystkich pozostałych krajach UE dyrektywa już została zaimplementowana. W wielu trwają w tej chwili negocjacje pomiędzy reprezentantami twórców a platformami. W kilku państwach wydawcy otrzymują już rekompensaty na podstawie bezpośrednich umów bądź za pośrednictwem właściwej organizacji wydawców. Na pewno wszędzie tam, gdzie dyrektywa zaczyna już „działać”, oznacza to wzmocnienie krajowych wydawców.

Co wejście w życie dyrektywy będzie oznaczać dla wydawców? A co dla odbiorców treści, czytelników?

Nasi czytelnicy mogą spać spokojnie. Dla odbiorców bowiem nie zmieni się nic w dostępie do treści. Będą oni mogli korzystać z utworów tak, jak do tej pory. To na zarabiające na cudzych utworach podmioty nakłada się obowiązki, by w odpowiednim stopniu rekompensowały wydawcom nakłady poniesione na stworzenie treści. Prawa pokrewne istnieją wszak już od dawna. Posiadają je nadawcy radiowo-telewizyjni, producenci filmów, muzyki, programów i gier komputerowych.

Dzięki dyrektywie DSM, takie prawa (choć, niestety, bardzo ograniczone w porównaniu z innymi producentami) otrzymają wreszcie także wydawcy prasy, którzy częścią rekompensat podzielą się z dziennikarzami. Oznaczać to będzie wzmocnienie profesjonalnych wydawnictw i redakcji, tych, którzy najczęściej dostarczają czytelnikom wiarygodnych i pogłębionych informacji. Bardzo prosto więc interes wydawców przekłada się tu na interes czytelników.

Dołącz do dyskusji: Dyrektywa DSM „szansą na wyrównanie zachwianej równowagi rynkowej”

2 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
cypis
Nie chodzi o równowagę, ale pretekst by ogolić korporacje z zysku, który zdaniem socjalistów z UE jest niesprawiedliwy społecznie.
odpowiedź
User
copis
A skoro nie chcą się podzielić dobrowolnie, trzeba uchwalić prawo, dzięki któremu będzie można im zabrać.
odpowiedź