SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Eksperci o Google+: kręgi i wideo OK, będzie walka z Facebookiem

Specjaliści z branży interaktywnej pozytywnie oceniają uruchomiony serwis Google+. Większość z nich uważa, że za jakiś czas może on skutecznie rywalizować z Facebookiem.

Eksperci o Google+: kręgi i wideo OK, będzie walka z Facebookiem

Integracja z różnymi usługami Google’a - tę zaletę Google+ wymieniają wszyscy pytani przez nas eksperci z polskich agencji interaktywnych. Wśród narzędzi, z których łatwo można skorzystać w nowym portalu, wymieniane są nie tylko poczta mailowa Gmail czy serwis zdjęciowy Picasa. Paweł Olchowik z Grupy ClickAd zwraca uwagę, że z nowym serwisem jest też zintegrowany system reklamowy AdSense i system mobilny Android. - Zadanie, które stoi przed twórcami Google+, to połączenie tego w logiczną całość w celu stworzenia spójnej platformy - uważa Michał Górecki z Heureki.

>>> Google+ ma już 10 mln użytkowników, wkrótce dwa razy więcej

Tak silna integracja Google+ nie wszystkim się jednak podoba. Bartłomiej Juszczyk z Grupy Adweb zwraca uwagę, że w serwisie mogą zarejestrować się tylko użytkownicy Gmaila. Katarzynie Żydek z Eura7 nie podoba się, że portalowi trzeba zezwolić na udostępnienie zdjęć ze swojego konta w Picasie.

>>> Dzięki Google+ rynkowa wartość Google+ wzrosła o 20 mld USD

Wszystkie pytane przez nas osoby pozytywnie oceniają też działającą w Google+ opcję kręgów, w ramach której znajomych przypisuje się do różnych grup i można zamieszczać wpisy dla konkretnej grupy. Mariusz Pełechaty z Adv.pl podkreśla, że znajomych można grupować w kręgi już na etapie ich zapraszania. Paweł Woszkowski z Netizens Peppermint zauważa, że takie rozwiązanie jest bardziej zbliżone do świata realnego. Z drugiej strony Dominika Dworak z K2 zwraca uwagę, że mając coraz więcej znajomych, ciężko będzie się w kręgach połapać, szczególnie, że można je samemu tworzyć, a jedną osobę przypisywać do wielu kręgów.

>>> Google do firm: nie twórzcie profili w Google+ (wideo)

Wygląd i użyteczność Google+ zebrały mieszane oceny wśród naszych ekspertów. Kilka osób zauważa, że swoje wpisy można edytować już po zamieszczeniu, co jest niedostępne na Facebooku. Magda Czarnecka z Interactive Solutions ocenia, że opcja Sparks może z powodzeniem zastąpić desktopowy czytnik RSS. - Brakuje wyróżników graficznych poszczególnych sekcji, przez co treści gorzej się eksponują niż na Facebooku - ocenia z kolei Paweł Olchowik.

>>> Google: koniec z prywatnymi profilami

Czy Google+ w przyszłości może skutecznie rywalizować o użytkowników z Facebookiem? Na to pytanie nasi eksperci odpowiadają różnie, zauważając przy tym, że w nowym serwisie nie ma jeszcze wielu opcji działających na Facebooku, m.in. gier i aplikacji, profili firmowych oraz widgetów. - Jeśli twórcy G+ nie zaproponują użytkownikom jakichś nowych, niedostępnych gdzie indziej rozwiązań, to kariera tego serwisu nie będzie zbyt długa - przestrzega Katarzyna Żydek. - Jeśli Google do zawartości G+ doda ambitny i agresywny plan przechwytywania użytkowników z Facebooka oraz „uwolni” mail - wróżę szaloną rywalizację między G+ a FB - ocenia z kolei Bartłomiej Juszczyk. Hubert Wawrzyniak z Symetria Creative zauważa, że Google błyskawiczne reakcje na opinie testerów G+ i zapowiedział już wprowadzenie w serwisie wielu usprawnień.

- Oba serwisy są stale rozwijane, co sprawia, że wszelkie prognozy stają się tylko medialną zabawą - konkluduje Paweł Woszkowski z Netizens Peppermint. Natomiast Michał Górecki zwraza uwagę, że Paul Adams, projektant idei kręgów działających w Google+, pracuje obecnie dla Facebooka... .


Opinie polskiej branży interaktywnej na temat Google+


Paweł Olchowik, interactive director w Grupie ClickAd

Google+ ma duży potencjał i w perspektywie długofalowej może zagrozić Facebookowi, odbierając mu pozycję światowego lidera wśród serwisów społecznościowych. Istotną przewagą nowego serwisu może okazać się z jednej strony postępująca integracja z usługami Google, a z drugiej strony ciekawe rozwiązania z zakresu zarządzania siecią znajomych i dzielenia się informacjami. Serwis jest przy tym bardzo intuicyjny, co uprzyjemnia poruszanie się po nim.

Można przypuszczać, że Google+ będzie skupiał całą zawartość Google począwszy od wideo, wiadomości i zdjęć, po integrację z platformą AdSense. Koncern Google stworzył lub przejął wcześniej wiele narządzi, np. edytor dokumentów, w którym może pracować on-line kilka osób, przeglądarkę newsów, serwis pocztowy Gmail, serwis Picasa do zarządzania zdjęciami, portal YouTube, translator, Blogger itp. Dzięki temu osoby, które mają konto w Google i założyły własny profil w Google+ będą mogły zarządzać całością z jednego poziomu i dzielić się tym ze swoimi znajomymi. Natomiast zdjęcia i filmy zrobione smartfonem z systemem Android będą automatycznie przesyłane do folderu w Google+. Dzięki temu dzielenie się informacjami z wybranymi osobami będzie odbywało się dużo łatwiej i szybciej. Przyzwyczajenie użytkowników do narzędzi Google może stanowić istotny bodziec do przejścia z Facebooka na Google+.

Ciekawym rozwiązaniem w nowym serwisie jest możliwość kategoryzowania znajomych w tzw. kręgi. Możemy stworzyć wiele grup, którym będziemy udostępniali zupełnie inne informacje, co nie jest do końca intuicyjne na Facebooku.

Pod względem wizualnym (układu strony) Google+ przypomina Facebook, choć szata graficzna jest nieco uboższa. Brakuje wyróżników graficznych poszczególnych sekcji, przez co treści gorzej się eksponują niż w FB. W Google+ elementy w kolumnach trochę się zlewają, co męczy oko. Podobnie jest też z komentarzami i wpisami - są mniej czytelne niż w FB.

Niewątpliwą zaletą Google+ jest opcja Hangouts (Spotkania), która umożliwia przeprowadzenie rozmów wideo z wieloma osobami jednocześnie. Serwis powinien zostać uzupełnione o widgety, które sprawią, że będzie jeszcze bardziej użyteczny. Na chwilę obecną Google+ nie ma wszystkich funkcjonalności, które ma FB, np. kont firmowych, na których są aplikacje z quizami, gry, konkursy itp. Wynika to prawdopodobnie z tego, że jest to wersja testowa i można przypuszczać, że wprowadzenie takich elementów jest tylko kwestią czasu.

Twórcy serwisu są na dobrej drodze, mają silne zaplecze i dobre pomysły, które widać w nim już teraz.


Bartłomiej Juszczyk, CEO Grupy Adweb

Patrząc na Google+ jak i wcześniejsze, głównie nieudane próby Google’a, by dogonić uciekający „social internet”, jestem zafascynowany praktycznym odniesieniem do tego, jak szybko zmienia się rzeczywistość, w której żyjemy. Do niedawna inspirująca firma - która obecnie zdominowała rynek wyszukiwarek, a w segmencie wideo musiała słono zapłacić, by się liczyć - próbuje zachęcić użytkowników do swojej społeczności. Trochę jednak na to za późno. Co więcej,  przy rejestracji w Google+ trzeba mieć konto mailowe w domenie gmail.com. Przypomina mi się, nomen omen, dyskryminujący innych użytkowników pomysł braci Winklevoss, współzałożycieli Facebooka, na posiadanie maila w domenie harvard.com przy zakładaniu konta na FB, co zlikwidował ostatecznie Mark Zuckerberg.

Będę kibicować Google+, bo jego sukces pociągnie za sobą na pewno rozwój dominujących serwisów społecznościowych. Obecnie w portalu najlepsza opcja to kręgi znajomych, czyli przydzielanie swoich kontaktów-przyjaciół do grup. Paręnaście dni temu w jednym z serwisów branżowych ja i inni praktycy internetu zżymaliśmy się na temat dodawania kontaktów zawodowych do prywatnych profili. W tym kontekście rozwiązanie takie jak kręgi zachęca mnie do pozostania w Google+. Rzecz druga - wideokonferencje, które zapewne z czasem umożliwią szybszą, a na pewno „głębszą”, komunikację ze znajomymi. Skoro nasz świat się „cyfryzuje”, a w internecie coraz ważniejszą rolę odgrywa wideo, to bez dwóch zdań taka komunikacja będzie w przyszłości wymogiem serwisów społecznościowych.

Suma sumarum, Googe+ to przede wszystkim przyjazny panel, integracja z innymi usługami Google, szukanie synergii pomiędzy nimi oraz kilka funkcji, które wyprzedzają Facebooka. Jeśli Google doda do tego ambitny i agresywny plan przechwytywania użytkowników z Facebooka oraz „uwolni” mail - wróżę szaloną rywalizację między G+ a FB, na której my jako userzy z pewnością zyskamy.


Katarzyna Żydek, new business & PR manager w agencji interaktywnej Eura7

Google+ nie zachwyca, ani pod względem wizualnym, ani przede wszystkim biorąc pod uwagę jego funkcjonalności. Póki co odnoszę wrażenie, że szum wokół serwisu jest mocno na wyrost.

Porównywanie Google+ z Facebookiem jest nieuchronne, przy czym nie wypada na korzyść tego pierwszego serwisu. Google+ póki co nie proponuje użytkownikowi niczego nowego. Jego funkcjonalności są bardzo podobne (a niekiedy nawet identyczne) do tego, co już wcześniej wprowadził Facebook, a modyfikacje facebookowych rozwiązań wydają się nie do końca udane. Ze względu na to uderzające wprost podobieństwo rozwiązań do Facebooka, użytkownik z przyzwyczajenia szuka pewnych elementów w miejscach, w którym znajdował je na Facebooku.

To, co mi się podoba w Google+, to tzw. kręgi, dzięki którym użytkownik może przypisać znajomych do różnych grup. Znacznie łatwiej może potem np. określić, kto będzie widział zdjęcia i inne dodawane przez niego treści. Nie podoba mi się z kolei to, że trzeba zezwolić serwisowi Google+ na udostępnienie zdjęć, które znajdują się na zintegrowanym z Gmailem koncie w Picasie. Ponadto w kontekście uruchomienia Google+ negatywnie oceniam zapowiadane przez Google usuwanie wszystkich założonych dotychczas profilów prywatnych Google po to, by użytkownicy Google+ mogli łatwiej znaleźć swoich znajomych i nawiązać z nimi kontakt w tym serwisie.

Ogółem mnie Google + nie zachwycił. Póki co działa efekt nowości, ale wydaje mi się, że jeśli jego twórcy nie zaproponują użytkownikom jakichś nowych, niedostępnych gdzie indziej rozwiązań, to kariera tego serwisu nie będzie zbyt długa. Facebook zagrał Google na nosie, udostępniając funkcję wideorozmów, które miały być atutem konkurencyjnym Google+. Czekam na dalsze odsłony rywalizacji tych serwisów, na razie jednak do Google+ podchodząc z rezerwą.

Hubert Wawrzyniak, creative group head w Symetria Creative

Mimo, że Google+ został udostępniony do testów zaledwie nieco ponad 2 tygodnie temu, a jego oficjalny start zaplanowano na 31 lipca, już zdążył potężnie wstrząsnąć światem social media. W przeciwieństwie bowiem do swoich poprzedników, jeśli chodzi o platformy społecznościowe ze stajni Google (Wave oraz Buzz), wygląda na naprawdę przemyślane, solidnie dopracowane i trafiające w potrzeby internautów narzędzie.

Pierwsze wrażenie po zetknięciu się z Google+ może być, że to taki drugi Facebook - nawet wygląda podobnie. Podstawowe funkcjonalności są bowiem mniej więcej takie same. Im głębiej się jednak przyjrzymy, tym bardziej dostrzeżemy, że Google+ oferuje praktycznie wszystkie zalety Facebooka, unika jego wad i jeszcze dodaje coś od siebie. Czy to wystarczy, by myśleć o dogonieniu imperium Marka Zuckerberga? Wiele na to wskazuje.

Najważniejszą i najbardziej zauważalną różnicą pomiędzy obydwoma serwisami jest typ relacji powiązanych użytkowników. W przypadku Facebooka jest to relacja synchroniczna - kogokolwiek ja mam w znajomych, ten ma mnie wśród swoich znajomych w takim samym stopniu - ze wszystkimi tego konsekwencjami. W przypadku Google+ mamy do czynienia z relacją asynchroniczną, którą umożliwia dodawanie osób do różnych kręgów. To narzędzie umożliwia swobodną kontrolę nad treściami, które w danym momencie możemy chcieć udostępnić węższemu lub szerszemu gronu osób i to my mamy wpływ, która osoba w jakim kręgu się znajduje (w przypadku Facebooka wszyscy są na tym samym poziomie). Można więc mówić o pewnego rodzaju hybrydzie Facebooka i Twittera. Kręgi rozwiązują jeden z podstawowych problemów, jakie użytkownicy mieli z Facebookiem, więc samo to może się okazać wystarczającym powodem do dłuższego obcowania z Google+

Co więcej - funkcjonalności Google+ wydają się znacznie lepiej dopracowane i przyjazne użytkownikom niż te na Facebooku. Wystarczy wspomnieć o prostej możliwości edycji napisanego postu, łatwiejszym zarządzaniu prywatnością czy swobodnym wyborze wiadomości, które chcemy oglądać na „stronie głównej” (na podstawie kręgów). A wszystko to w przejrzystej, bardzo czytelnej i intuicyjnej formie (korzystania z Facebooka trzeba się było uczyć, z Google+ się po prostu korzysta).

Trzeba jeszcze wspomnieć o jednym. Google+ już teraz integruje pozostałe usługi wyszukiwarkowego giganta, a to dopiero początek. Jeśli więc dotychczas opisane zalety mogły nie przekonać do przesiadki na Google+, to posiadanie w jednym miejscu map, dokumentów, czytnika, albumu zdjęć, maila itd. - i to świetnie połączonych z G+ - może przesądzić sprawę. Oczywiście za tym idzie - wcale niepozbawiona podstaw - obawa o przekazywanie potężnej ilości danych osobistych jednej firmie, ale użyteczność tego rozwiązania może przewyższyć strach.

Pozostaje czekać na to, co Google+ wymyśli na potrzeby marek, które będą chciały być tam, gdzie ich klienci. Facebook ma fanpage, Google jeszcze nie udostępnia takiej możliwości, ale... już zapowiedział, że intensywnie nad tym pracuje i efektów możemy się spodziewać już niedługo. Czy czeka nas wielka migracja użytkowników? Na pewno walka będzie bardzo zacięta. Imponujący start, błyskawiczne reakcje na opinie testerów (Google+ już zapowiedział zrealizowanie długiej listy zmian usprawniających) i olbrzymi potencjał sprawiają, że Facebook może poczuć się mocno zagrożony.


Paweł Haltof, research & strategy director w Artegence

Pierwsze wrażenie jest dość pozytywne - z jednej strony wiele ciekawych funkcjonalności, z drugiej przerost ilości funkcji. Zawsze są przy tym jakeś minusy. Wydaje się, że Google nie rozumie interakcji w społeczności, jednak świetnie zna się na aplikacjach, narzędziach online i wyszukiwaniu.

Kręgi to dobre metafory, ale ich działanie jest znacznie lepsze w Facebook. Za to brak wybierania postów na wallu G+ to chyba dyskwalifikujący brak, na ścianie wpada wszystko co się tylko pojawi u innych, także spam. Rekomendacje na Facebooku działają bardzo dobrze, w G+ muszą zostać dodane.

Za to dostępne w G+ sparki i potencjalne połączenia z Gmail czy Docs mogą zrewolucjonizować wykorzystanie internetu. Skorzystają na tym małe firmy i ludzie pracujący z użyciem wyszukiwarek, kalendarzy czy dokumentów online. Problemy dopiero trzeba rozwiązać, bo nowa sematyka „+1” i trudności w nazewnictwie mogą odstraszać.

Sama idea kręgów jest genialną metaforą moich znajomości. Nie przekłada się to jednak na ostateczny odbiór kręgów w G+. Niestety to użytkownik musi decydować, który krąg czyta. W porównaniu do Facebooka  mój wall już został oczyszczony (przez sukcesywne ukrywanie postów znajomych). Jednak w G+ nie mogę ukryć wszystkich postów niektórych znajomych, muszę co najwyżej ich zablokować lub usunąć. Przecież większość ludzi publikuje byle co, dlatego nie chcę być ciągle spamowany, czy mam więc ich nie dodawać do kręgów?

Moje pierwsze dni w G+ to rosnący problem spamu. Moja ukochana skrzynka Gmail, przeżywa mocną zadyszkę. Co więcej, nawet nowe filtry Googla
powiadomień nie usuwają powiadomień z G+! Jestem zawalony aktualizacjami kręgów i nowych osób – jest to mocno irytujące.

Google+ to nie Facebook! Nowemu serwisowi znacznie bliżej do Twittera niż do Facebooka. Nie ma potwierdzania znajomości, jedynie dodawanie. Śledzę już np. prezydentów i innych polityków, ale nie muszą oni być moimi znajomymi jak na Facebooku.

Google+ wydaje mi się cudem, ale tylko dla polskich nerdów. Pewnie bardzo dobrze przyjmie się za granicą, w Polsce nie sądzę aby w ogóle miał szansę zagrozić Facebookowi. Polacy są zbyt zamknięci i chaotyczni, aby działać w G+. Nawet małe poczucie, że moja prywatna informacja będzie w jakimś stopniu publiczna, rodzi strach. Facebook zbudował sobie dużo większe zaufanie, a i tak coraz więcej osób blokuje i ukrywa swoje walle przed nieznajomymi.

Przeciętni Polacy nie pokochają G+, bo to serwis dla zaawansowanych internatów. Czas pokaże, jak firmy wykorzystają G+ do promocji i jak dołączą do prywatnych kręgów czy sparków. Czas pokaże...
 


Mariusz Pełechaty, social media manager w agencji Adv.pl

Możemy się dwoić i troić w szukaniu niuansów, różnic i porównywaniu Google+ do Facebooka, ale dla osoby niezwiązanej zawodowo z internetem, nowymi technologiami i marketingiem to jest drugi Facebook. Po prostu. W związku z tym największym wyzwaniem dla Google jest w tej chwili poinformowanie całego świata, dlaczego powinienem zacząć korzystać z G+, i wykreowanie globalnej mody na Google.

To, co podoba mi się najbardziej w G+, to możliwość grupowania swoich znajomych już na etapie ich zapraszania. Facebook teoretycznie ma podobną opcję, ale dotarcie do niej to sport ekstremalny. Małą rzeczą, która ogromnie cieszy, jest również możliwość edycji postów. Facebook niestety nie pozwala nam poprawiać literówek pod postem innym niż zawierający zdjęcie…
W G+ mam wrażenie, że mam łatwą kontrolę nad tym, kto czyta moje posty. Mam szybki dostęp do albumów Picasy, na której za kilka dolarów rocznie trzymam wszystkie swoje zdjęcia. Mogę korzystać z tego samego chata, z którego od pięciu lat korzystam z poziomu Gmaila i aplikacji desktopowej. I tym G+ mnie urzeka - cały generowany przeze mnie i moich znajomych kontent mailowy i zdjęciowy jest w jednym miejscu.

Ale G+ w wersji, którą widzimy dzisiaj to jeszcze za mało, by konkurować z Facebookiem. Jest ładnie, czysto, ale brakuje rozrywki. Szczególnie gier społecznościowych, które miały i nadal mają ogromny wpływ na powracalność na Facebooka. Strumień to podstawa - i tutaj słowa uznania, ale... co dalej?

Magda Czarnecka, social media account director w Interactive Solutions

Stało się. Wydawałoby się, że Facebookowi nic nie zagrozi. Społecznościowy potentat rósł w siłę, zrzeszając coraz większą rzeszę użytkowników.  Na szczęście na horyzoncie pojawił się Google i jego G+.

Trudno powiedzieć, jak silną pozycję uzyska Google+. To, co jest pewne to, niezaprzeczalnie mocne fundamenty, na których jest budowany, czyli Youtube, Google Maps czy Picassa. Z takimi podwalinami Google + może śmiało konkurować z wszechobecnym Facebookiem już w momencie startu.

Po pierwszych dniach używania śmiało mogę stwierdzić, że moim faworytem jest funkcja Sparks. Z powodzeniem zastąpiły desktopowy czytnik RSS. Mniej fascynują mnie kręgi – być może adresowanie treści jest bardziej intuicyjne niż to ma miejsce w Facebooku, ale nie zaskoczyło mnie niczym nowym ani odkrywczym.

Ciekawą opcją jest też korekta wpisów w strumieniu – zdecydowanie może się przydać, zwłaszcza jeśli publikuje się posty pod wpływem impulsu. Z pozostałych funkcjonalności nic na razie nie zachwyca ani nie irytuje. Fajnie i intuicyjnie zrobione i tylko czekać, co będzie dalej.
 


Michał Górecki, digital strategist w agencji Heureka

Do tej pory wszelkie poczynania Google’a w zakresie mediów społecznościowych nie oszałamiały. Orkut nie zrobił oszałamiającej kariery na świecie (poza Brazylią i Indiami), a inne projekty firmy z Mountain View w tym zakresie, takie jak Buzz czy Wave, też nie okazały się sukcesem. Czy Google wyciągnął z tych porażek nauczkę?

Na pierwszy rzut oka wygląda, że tak. Nowy serwis zdaje się być dość podobny do Facebooka jednocześnie uderzając w jego słabe punkty oraz wykorzystując dotychczasowy potencjał wyszukiwarkowego giganta.

Pierwsza duża różnica to osławione kręgi znajomych. Google wyszedł z założenia, że tak jak w prawdziwym życiu, nie ze wszystkimi chcemy dzielić się wszystkimi informacjami. Dlatego w Google+ znajomych można uporządkować według kręgów, a wybrane informacje udostępniać wybranym kręgom. Co innego pokażemy rodzinie, co innego kolegom z pracy, a co innego najbliższym przyjaciołom. Koncepcja słuszna, choć może okazać się trochę skomplikowana w realizacji.

Druga silna strona Google+ to przyjazny interfejs i chęć słuchania użytkowników. Google co chwilę pyta użytkowników o zdanie i zdaje się te wnioski brać pod uwagę. Ma też zdecydowanie bardziej przyjazny interfejs, który nigdy nie był mocną stroną Facebooka.
Po trzecie wreszcie - Google ma mnóstwo narzędzi, z których od wielu lat korzystają miliony ludzi na całym świecie  Od najlepszej na świecie wyszukiwarki, przez zdjęcia na Google Picasa, po pocztę Gmail i dokumenty w Google Docs. Zadanie, które stoi przed twórcami Google+, to połączenie tego w logiczną całość w celu stworzenia spójnej platformy.

Do tego dodać trzeba funkcjonujący od niedawna przycisk „+1” będący odpowiednikiem facebookowego „lubię to”, mający jednak nad nim tę przewagę, że jego kliknięcia automatycznie pozycjonują daną treść w wyszukiwarce, a to jak wiadomo jest nie do przecenienia.

Google+ ma więc potencjał, jest jednak na razie dość „surowy” i przypomina Facebooka sprzed kilku lat. Nie ma na nim reklam, nie ma profili biznesowych, nie ma aplikacji. Trzeba jednak przyznać, że Google nie zasypia gruszek w popiele - profile biznesowe mają pojawić się lada dzień, na pewno udostępnione też zostaną inne możliwości działań dla firm. 

Warto więc trzymać rękę na pulsie i śledzić rozwój Google+. Zapowiada się ciekawa walka - tym razem Google uderzył dość mocno i raczej łatwo nie odpuści. Firmy, które zaistnieją na platformie jako pierwsze, dostaną dodatkowy bonus w postaci postrzegania ich jako innowacyjne. A Facebook? Ten pewnie poczuje oddech na plecach i zacznie uciekać do przodu. Tym bardziej, że Paul Adams, projektant idei kręgów, odszedł z Google i pracuje obecnie dla Facebooka


Paweł Woszkowski, multimedia manager w Netizens Peppermint

Google+ w ciągu dwóch tygodni od premiery przekroczył barierę 10 mln zarejestrowanych użytkowników, mimo że Google nie ułatwiało zaistnienia w swoim nowym serwisie, wpuszczając użytkowników stopniowo. Jest to więc pierwszy sukces, chociaż na razie w G+ można znaleźć głównie osoby z branży IT. Fenomenem jest również ogromne zainteresowanie mediów, setki artykułów oraz… niemal brak negatywnych opinii na temat nowego dziecka Google.

Google faktycznie stanął na wysokości zadania. Stworzył bardzo przejrzysty serwis, spinający wiele swoich usług. Można powiedzieć, że G+ to bardziej rozbudowany Buzz zintegrowany z Picasa i Talk. Z G+ łatwo wyślemy także maila i opublikujemy film z YouTube’a. Nie można pominąć znakomitej integracji z mobilnym systemem Android. Dzięki aplikacji Google+ zdjęcia i filmy są automatycznie synchronizowane z serwisem i możemy je łatwo publikować. Mamy także Huddle, który może zagrozić SMS-om.

Głównym konkurentem Google+ jest oczywiście Facebook, więc nieuniknione są porównania obu serwisów. To, co odróżnia G+ od konkurencji, to kręgi znajomych. Treści publikowane w G+ udostępniamy wszystkim lub tylko wybranym kręgom. Jest to rozwiązanie bardziej zbliżone do świata realnego.

Na razie trudno stwierdzić, czy i w jakim stopniu Google+ będzie w stanie zagrozić Facebookowi. Zapewne osoby, które dołączyły do G+ będą przez jakiś czas śledzić strumienie pochodzące z obu serwisów. W obecnym kształcie Facebookowi brakuje mechanizmów do lepszego zarządzania udostępnianą informacją, natomiast G+ nie udostępnia narzędzi marketingowych dla firm. Można by więc przypuszczać, że w niedalekiej przyszłości za pośrednictwem G+ będziemy kontaktować się ze znajomymi i rodziną, natomiast Facebook stanie się miejscem interakcji z publicznymi osobami, markami i organizacjami, pełniąc także rolę czytnika informacji. Pamiętajmy jednak, że oba serwisy są stale rozwijane, co sprawia, że wszelkie prognozy stają się tylko medialną zabawą.


Dominika Dworak, social media consultant w K2

Kilkanaście dni działania Google+ pokazuje, że użytkownicy Facebooka już są podzieleni na optymistów i sceptyków, a to przecież dopiero początek. Ja sama mogę spokojnie powiedzieć, że Google+ lubię. Wielu znajomych (szczególnie z branży) jest już aktywnych w tym serwisie, więc mój strumień nie świeci pustkami.

A co podoba mi się najbardziej w Google+? Po kolei.
Integracja z pozostałymi produktami Google’a. Tego chyba nie trzeba szerzej tłumaczyć - przełączanie się nimi jest znacznie łatwiejsze i nie wymaga przelogowania. Co jest fajne? Że z pozycji Gmaila widzę powiadomienia z G+ oraz że czat gmailowy w pełni zsynchronizował się z G+-owym. Drugim mocnym akcentem jest to, że udostępniać treści możemy również tym znajomym, którzy jeszcze w G+ nie działają (e-mailowo :).

Możliwość edycji postu – mała rzecz, a cieszy! Przyznam, że zdarzyło mi się kilka razy usuwać i wklejać raz jeszcze wpis na Facebooka z powodu byle literówki. W G+ lepiej to rozwiązano.

Świadomość, że gdy zechcę zniknąć z Google+, to po prostu wykasuję swoje konto i zniknę, co w przypadku Facebooka - jak wiemy - nie jest takie proste i oczywiste.

Kręgi - choć w miarę użytkowania mam coraz więcej obiekcji do tego rozwiązania. Początkowo faktycznie wydawało mi się, że pozytywnie wpłynie to na tzw. zarządzanie prywatnością, które na Facebooku kuleje - choć przecież Facebook również daje szereg funkcji pozwalających ograniczyć dostęp do naszych treści osobom niepowołanym.

Kręgi budzą moje wątpliwości z kilku powodów. Sądzę, że mając coraz więcej znajomych, ciężko będzie się w tych kręgach połapać, szczególnie, że można je samemu tworzyć, jak również przypisywać jedną osobę do wielu kręgów. Po drugie - działam na G+ od kilku dni i nie zastanawiam się, do którego kręgu dana informacja powinna trafić, a do którego nie. Może to mój błąd. A może nie jest to aż tak istotne. Kręgi jednoznacznie przywodzą mi na myśl podobną funkcjonalność wykorzystywaną przez niedziałający już sixdegrees.com.

Podsumowując - z Google+ korzysta się przyjemnie, serwis jest mocno intuicyjny, jakość użytkowania podnosi integracja z pozostałymi usługami Google’a, a całości dopełnia fakt, że wielu znajomych już tam jest, więc faktycznie jest z kim wchodzić w interakcję. Jak na kilkanaście dni działania serwisu - myślę, że to niezłe wyniki.

Największe zainteresowanie budzi oczywiście to, jakie możliwości i rozwiązania G+ przewiduje dla marketerów. Już sam „+1” pozwala obstawiać, że będzie się działo, a przed nami kolejny ciekawy rozdział wielkiej księgi mediów społecznościowych :). Kolejną falę ekscytacji wzbudzi zapewne uruchomienie stron/profili firmowych , a to ponoć już w ciągu najbliższych dwóch tygodni.


Agnieszka Wiącek, strategy planner w OS3 multimedia

Najbardziej użyteczną funkcjonalnością Google+ okazują się kręgi, które pozwalają w łatwy sposób zarządzać różnymi grupami kontaktów i udostępnianych treści. Nie bez znaczenia jest również nowoczesna technologia, wysoki poziom usability i łatwe, intuicyjne połączenie serwisu z innymi Google’owymi narzędziami, takimi jak Picasa, poczta Gmail, Google buzz, mapy i wiele innych, co daje ogromne możliwości. Google+ jest jednak projektem w fazie rozwoju, brakuje mu funkcjonalności angażujących użytkowników oraz możliwości marketingowych dla firm i marek.

Jednakże w porównaniu z Facebookiem, który powstał niejako „oddolnie”, jest to projekt dużej korporacji, będący częścią spójnej strategii kolonizacji sieci prowadzonej przez Google i jako taki może budzić opór. Co więcej, wątpliwości budzi kwestia prywatności. Google wie o nas tak dużo, a w tym przypadku udostępniamy także najbardziej prywatną część naszego sieciowego życia, co więcej - łącząc ją z innymi, bardziej „prywatnymi” narzędziami Google, takimi jak Gmail czy Google Docs.

Należy jednak dodać, że współczesny internet zmierza ku coraz większej jawności tożsamości, czego wyrazem jest także Facebook ze swoją otwartą architekturą, masowością i licznymi połączeniami z innymi miejscami w sieci. Tak więc być może bycie w sieci związane jest z koniecznością rezygnacji z części prywatności, jednocześnie jednak konsekwentne bycie poza siecią - z rezygnacją z wielu możliwości.
 

Michał Sierakowski, SEM manager w Hypermedia Isobar

Google+ - - obecnie w fazie testów zamkniętych - nie jest jeszcze tak rozbudowany jak Facebook. Jednak Google zazwyczaj po uruchomieniu projektów zbiera informacje od użytkowników, co oznacza, że w najbliższym czasie możemy spodziewać się implementacji kolejnych funkcjonalności. Z zapowiedzi rynkowych wynika, że już w najbliższym czasie w Google+ pojawią się pierwsze udoskonalenia w postaci zmian systemu zaproszeń. 

Pierwsza myśl, jaka przychodzi do głowy po zalogowaniu się do Google+, to prosty w obsłudze interfejs, przypominający wyglądem Facebooka. Na chwilę obecną brakuje tu możliwości przesyłania wiadomości prywatnych - które oferuje od niedawna Facebook - ale z drugiej strony Google+ posiada kilka innych, ciekawych funkcjonalności. Jedną z nich są kręgi, które w bardzo intuicyjny sposób pozwalają klasyfikować znajomych w grupy, czy to bliższych znajomych czy kręgi zainteresowań. To, do jakiego kręgu dołączamy naszych znajomych, zależy tylko od nas. Google+ daje możliwość większej kontroli nad treściami, jakie chcemy udostępniać naszym znajomym w ramach poszczególnych kręgów.

Drugą ciekawą usługą dostępną w ramach Google+ jest Hangouts (Spotkania). Daje ona możliwość przeprowadzenia wideo rozmów z wieloma użytkownikami (do 10 osób) jednocześnie, w czasie rzeczywistym, z dowolnego miejsca na świecie. Zresztą Facebook w ostatnich dniach zaprezentował podobny produkt, który powstał we współpracy z firmą Skype.

Na uwagę zasługuje też usługa Sparks (Iskry), która przypomina w swoim działaniu czytnik RSS, bądź Google Alerts. Dzięki Sparks możemy śledzić ciekawostki, na temat interesujących nas tematów, bądź dzielić się własnymi zainteresowaniami tworząc, swój kanał zainteresowań i skupiając wokół niego innych użytkowników.

Google+ jest również dostępny do zainstalowania w formie aplikacji na urządzenia mobilne - w chwili na telefony z systemem Android. W niedalekiej przyszłości możemy spodziewać się tej aplikacji również na inne systemy. W aplikacji Google+ na telefon mamy dostęp do profilu, kręgów, zdjęć oraz do ciekawej usługi Huddle (Narada). Ta ostatnia daje możliwość zorganizowania na telefonie komórkowym czatów z wybranymi przez nas znajomymi.

Podsumowując, Google+ na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się spośród konkurencji. Jeśli jednak Google zintegruje w ramach jednej platformy wszystkie swoje dostępne usługi, to będzie można śmiało powiedzieć, że jest czymś znacznie więcej niż serwisem społecznościowym. Warto dodać, że już teraz granice między wyszukiwarkami a sieciami społecznościowymi zacierają się - te dwa kanały komunikacji wzajemnie się przenikają, a w dobie integracji mediów ich połączenie jest tylko kwestią czasu.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Eksperci o Google+: kręgi i wideo OK, będzie walka z Facebookiem

11 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
ekspert
i po co to komu?
żenada....
8 8
odpowiedź
User
medikoo
"Bartłomiej Juszczyk z Grupy Adweb zwraca uwagę, że w serwisie mogą zarejestrować się tylko użytkownicy Gmaila."

Nieprawda, można się zarejstrować jakimkolwiek adresem email.
8 8
odpowiedź
User
niekoniecznie
Że ludziom się chce z własnej woli korzystać z tych serwisów... Dla mnie FB to element pracy, po prostu platforma marketingowa. Teraz dojdzie Google+ i tylko przybędzie roboty. Masakra, oby G+ nie zrobiło furory. Marzenia ściętej głowy.
8 8
odpowiedź
User
killer
Co to za eksperci? Jakiś nowy narybek z imponującym, półtorarocznym doświadczeniem w branży? Pierwszy raz widzę na oczy tych "ekspertów".
8 8
odpowiedź
User
Trzepak
Rzeczywiście, tzw. "eksperci" porażają, zwłaszcza swoim długoletnim doświadczeniem w branży. Korzystam od wczoraj z Google +. Uważam, że tak jak wszystkie usługi Google, jest toporna (jedyny wyjątek potwierdzający tę regułę to Gmail), słaba graficznie, a funkcjonalność nie powala. Nic dobrego Google + nie wróżę.
8 8
odpowiedź