SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

„Plan lekcji” z Piotrem Witkowskim wylądował na Netfliksie. Recenzja polskiej nowości filmowej na platformie

„Plan lekcji” Daniela Markowicza to idealny produkt Netfliksa. Film napisany przez algorytm teoretycznie ma wszystko, aby podobać się międzynarodowej widowni. Czy jednak to wystarczy aby dotrwać do napisów końcowych?

„Plan lekcji”, NetflixArticle

Zerwijmy od razu plaster. „Plan lekcji” to dzieło kuriozalne i ostatkiem sił próbuje ratować je tylko Piotr Witkowski. Jest świetnym aktorem i dzięki jego obecności możliwe jest dotrwanie do końca seansu. Widzowie, którzy pamiętają Witkowskiego z filmu „Proceder” albo serialu „Klangor” (dostępnego na Canal+ Online) mogą chcieć sprawdzić nową produkcję z jego udziałem, uprzedzam więc że to nie jest nawet w jednej czwartej tak udana pozycja jak wcześniejsze z udziałem aktora.

Film miał potencjał na to, żeby opowiedzieć ciekawą historię o polskich nastolatkach, ale niestety tym razem nie wyszło. Nie jest to jednak problem tylko filmu Markowicza. Z jakiego powodu polscy twórcy często demonizują młodzież w swoich obrazach. W „Planie lekcji” część uczniów i absolwentów uczestniczy w działalności gangsterskiej i dystrybucji fentanylu produkowane w szkolnej pracowni chemicznej. Czy komuś odjechał peron? Najwyraźniej spotkało to scenarzystę filmu, czyli Daniela Bernardiego. Nie zdziwię się jeśli za kilka lat film będzie omawiał Masochista na swoim kanale You Tube.

Scenariusz jak ser szwajcarski

Scenariusz to bardzo duży problem „Planu lekcji”. Składa się z klisz, które oglądaliśmy już w filmach lat 90., jak „Młodzi gniewni”, ale i „Młode wilki”. Zdegenerowana młodzież i kilku przyzwoitych rówieśników, którzy usiłują postąpić etycznie. Tak Bernardi widzi polską młodzież. W jakimś sensie podobny obraz nastolatków oglądaliśmy w polskim serialu Netfliksa, pt. „Zachowaj spokój”, ale nawet tam nie natrafiliśmy na tak wynaturzonych i pozbawionych grama przyzwoitości bohaterów. Poza tym, takie widzenie młodzieży – jako grupy freaków o bardzo zaburzonych osobowościach – brzmi jak smutna diagnoza, która na szczęście nie jest prawdziwa.

Przedmiotowe widzenie kobiet

Kolejnym problemem jest to, jak twórcy widzą kobiety. Agata (Antonina Jarnuszkiewicz), czyli nauczycielka ze szkoły, gdzie jest duży problem z dystrybucją fentanylu, gdy tylko poznaje nowego kolegę z pracy czyli Damiana (w tej właśnie roli wystąpił Piotr Witkowski) praktycznie od razu szuka okazji żeby z nim flirtować i nawiązać romans. Brzmi to niewiarygodnie jeśli weźmiemy pod uwagę, że w dniu gdy się poznali, padła ofiarą brutalnego ataku i ledwie uszła z życiem. Mamy więc Agatę, albo panią sekretarkę, która tylko przynosi dokumenty i umawia spotkania. W tej roli oglądamy Milenę Lisiecką, czyli niezapomnianą Bożenkę z „The Office PL”.

Z kolei najmłodsza bohaterka, czyli Emi rzuca poważne i nieprawdziwe oskarżenia wobec Damiana co czyni z niej niegodną zaufania desperatkę. Takie uprzedmiatawiające widzenie bohaterek kobiecych sprawia, że trudno całą historię traktować serio. Zresztą są ku temu jeszcze inne powody, o których niżej.


Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby mając na planie tak dobrych aktorów, jak Piotr Witkowski, Marcin Bosak, Jan Wieczorkowski i Rafał Zawierucha nie wykorzystać ich możliwości, talentu i nie dać im czegoś do zagrania? Bosak (jako Szymon Makowiecki) znika dosyć szybko ponieważ jako nauczyciel, który chciał poznać prawdę o szkolnych dilerach, został pospiesznie zneutralizowany. Damian, to jego przyjaciel, były policjant, chce więc pomścić śmierć Szymona i ukarać winnych. W ten sposób z fałszywym dyplomem ukończonych studiów historycznych, wkracza do szkoły jako nauczyciel na miejsce swojego poprzednika, czyli Szymona Makowieckiego.

Chuck Norris w natarciu

Nie mogę także przemilczeć kwestii sztuk walki. Ten film to jedna wielka potyczka na kije, gołe pięści i wszystko co znajdzie się pod ręką. Twórcy potraktowali je nieco ironicznie i nie chcą, żebyśmy te sekwencje scen traktowali śmiertelnie poważnie, ale nawet w takim ujęciu ten zamysł się nie broni. Damian nie potrafi nawet iść do sklepu monopolowego, żeby nie skopać kilku przypadkowych złodziejaszków, albo nie jest w stanie zamówić piwa przy barze bez wszczynania bójki.

Pamiętacie „Seks w wielkim mieście”? Carrie Bradshaw spotykała się przez chwilę z mężczyzną, który ciągle inicjował kłótnie, najpierw była pod wrażeniem, że tak walczy o krzesło dla niej, przepuszczenie jej przez drzwi, ciszę w kąciku restauracyjnym, ale szybko zrozumiała, że to zwykły awanturnik, który szuka tylko pretekstu do kłótni. Być może Damian Nowicki ma pecha, albo po prostu to lubi. Oceńcie sami.

Zły do szpiku kości

Czarne charaktery w filmie wzbudzają raczej śmiech, ale ilość traum która spada na Nowickiego, jego znajomych i współpracowników jest porażająca. Fabuła jest bardzo pretekstowa, chodzi głównie o wspomniane już sceny walki, ale i pokazanie zdegenerowanych do cna nastolatków i suspensu, w którym swój udział ma bohater grany przez Jana Wieczorkowskiego.

Czy warto obejrzeć?

Punkt wyjścia, w którym Damian Nowicki traci żonę, pracę i popada w alkoholizm a później chce wyjaśnić tajemnicę śmierci przyjaciela, brzmi jak wstęp do rasowego kryminału. Niestety ten wstęp jest bardzo mylący i jeśli oczekujecie historii rodem z powieści Mankella, to nie ten adres. To nawet nie jest poziom powieści Harlana Cobena, bo te potrafią zaskakiwać.

Pozornie ten film ma wszystko, aby się podobać – bohatera z trudną przeszłością, ciekawe miejsce akcji czyli szkołę gdzie uczniowie i nauczyciele mają swoje tajemnice, zmowę milczenia i dużo muzyki sugerującej, że to powtórka z „Młodych gniewnych”, ale mimo wszystko ta historia nie prowadzi nas donikąd i będziecie co chwila nerwowo zerkać na zegarek podczas seansu. Chętnie zobaczyłabym serial z czwórką aktorów „Planu lekcji”, ale napisany przez Macieja Maciejewskiego (autora scenariusza serialu „Glina”) i wyreżyserowany przez Jana Holoubka. Netfliksie, pomyśl o tym!

Film „Plan lekcji” dostępny jest na platformie Netflix.

Dołącz do dyskusji: „Plan lekcji” z Piotrem Witkowskim wylądował na Netfliksie. Recenzja polskiej nowości filmowej na platformie

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Mr
Oglądałem. Film klasy Z.
odpowiedź
User
Zocha
Algorytm dobrego scenariusza Ci nie napisze.... Wiekszosc produkcji Netflixa, ktore nie sa w pelni autorskimi projektami, jak np. "Wielka woda", to straszna sieczka, ktora trudno strawic... taka jest prawda
odpowiedź
User
Seba
Ile Netflix płaci za te laurki?
Jakoś o innych platformach czy też kanałach NTC cisza... nic ciekawego nie pokazują?
odpowiedź