SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Iwona Schymalla: Groźby nie robią na mnie wrażenia

- Historia zatacza koło: od politruków - do politruków. Wszystko musiało się zmienić, aby pozostać takim, jakim było - tak o TVP mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Iwona Schymalla, odwołana przez prezesa Juliusza Brauna ze stanowiska szefowej telewizyjnej Jedynki.

Iwona Schymalla, fot. TVP

Iwona Schymalla, fot. TVP

- Złożyłam dymisję ze stanowiska dyrektora Programu 1 Telewizji Polskiej w lipcu br. (nie została wówczas przyjęta). Teraz - po udzieleniu mi dymisji - złożyłam rezygnację z pracy w TVP (mimo otrzymania propozycji pozostania na stanowisku redaktora odpowiedzialnego w TVP1 - przyp. red.). Obie decyzje dowodzą (wbrew różnym kombinacjom), że nie chodziło mi ani o zaszczytne tytuły, ani o honoraria, tylko o moją firmę. Tak, ona jest moja, bo zostawiłam w niej 20 lat życia. Jest ona przede wszystkim i nade wszystko tych, którzy od lat w niej pracują, a nie tych, którzy od czasu do czasu ją najeżdżają w poszukiwaniu materialnych korzyści lub łatwej sławy - wyjaśnia nam Iwona Schymalla.

Jak dodaje, nie obawia się, że zarząd TVP będzie chciał wyciągnąć przeciwko niej konsekwencje za „zbyt emocjonalne” oświadczenie, które wydała po odejściu z TVP. - To taka nowomowa: „jestem zdumiony”, „jestem zasmucony”, „ jest rozżalona”, „wszyscy się uczymy”, albo „wszyscy jesteśmy zdenerwowani”. Należy do minionej epoki i jej środowiska. Zawsze chodzi o zdeprecjonowanie adwersarza, zanim ten zdąży zabrać głos. Taka sztuczka. Groźby nie robią na mnie wrażenia. Grożą tylko słabi ludzie. W oświadczeniu nie odnoszę się do TVP (nie krytykuję swojej firmy, co starają się wmawiać politrucy), tylko do nieformalnych struktur władzy. Do tego, że decyzje w najważniejszych sprawach - merytorycznych, finansowych i personalnych (obsada stanowisk) nie zapadają na Woronicza - stwierdza Schymalla.

Po 20 latach pracy w TVP Schymalla tak mówi o telewizji publicznej: „Bywały lepsze i gorsze czasy”. - Osobiste refleksje pozostawiam sobie i wspomnieniom, także literackim. Poza tym swojej opinii za nieomylną nie podaję… (…) Historia zatacza koło: od politruków - do politruków. Wszystko musiało się zmienić, aby pozostać takim, jakim było - mówi Iwona Schymalla.

- Po blisko 20-latach doświadczeń moja recepta, choć nie łatwa, jest taka: chcesz pracować w Telewizji, chcesz kiedyś nią zarządzać, przyjdź do niej i pokaż, co jesteś wart. To nie utopia, to prosta logika, która powinna dotyczyć ministerstwa, urzędu, firmy, farmy etc. A Wy, którzy nigdy nie dzieliliście naszego losu, nie najeżdżajcie nas, bo - prawdę mówiąc - nie macie pojęcia o tej pracy. Jesteście pozorantami, którzy po wyniesieniu z Telewizji Polskiej znacznych korzyści materialnych, odejdą i zostaną… medioznawcami - mówi Wirtualnemedia.pl Iwona Schymalla.

>>> Iwona Schymalla oskarża TVP, Juliusz Braun odpiera zarzuty


Z Iwoną Schymallą, byłą szefową telewizyjnej Jedynki, podczas krótkiego wywiadu rozmawiamy o kulisach jej zwolnienia ze stanowiska dyrektora Programu 1 TVP oraz o sytuacji w Telewizji Polskiej.


 Krzysztof Lisowski: Minęło już troszkę czasu od momentu, kiedy – po otrzymaniu dymisji – złożyła Pani rezygnację z pracy w TVP, mimo że padła propozycja pracy jako redaktor odpowiedzialny w Jedynce. Patrząc z perspektywy, dlaczego Pani odeszła?

Iwona Schymalla: Złożyłam dymisję ze stanowiska dyrektora Programu 1 Telewizji Polskiej w lipcu br. (nie została wówczas przyjęta). Teraz – po udzieleniu mi dymisji – złożyłam rezygnację z pracy w TVP. Obie decyzje dowodzą (wbrew różnym kombinacjom), że nie chodziło mi ani o zaszczytne tytuły, ani o honoraria, tylko o moją firmę. Tak, ona jest moja, bo zostawiłam w niej 20 lat życia. Jest ona przede wszystkim i nade wszystko tych, którzy od lat w niej pracują, a nie tych, którzy od czasu do czasu ją najeżdżają w poszukiwaniu materialnych korzyści lub łatwej sławy.

Prezes Braun stwierdził, że Pani oficjalne oświadczenie w tej sprawie jest emocjonalne oraz negatywne, zagroził nawet wyciągnięciem konsekwencji. Co Pani na to?

Tak, to taka nowomowa: „jestem zdumiony”, „jestem zasmucony”, „ jest rozżalona”, „wszyscy się uczymy”, albo „wszyscy jesteśmy zdenerwowani”. Należy do minionej epoki i jej środowiska. Zawsze chodzi o zdeprecjonowanie adwersarza, zanim ten zdąży zabrać głos. Taka sztuczka. Groźby nie robią na mnie wrażenia. Grożą tylko słabi ludzie. W oświadczeniu nie odnoszę się do TVP (nie krytykuję swojej firmy, co starają się wmawiać politrucy), tylko do nieformalnych struktur władzy. Do tego, że decyzje w najważniejszych sprawach – merytorycznych, finansowych i personalnych (obsada stanowisk) nie zapadają na Woronicza.

>>> Iwona Schymalla oskarża TVP: “Najazd politycznego pionu z resortu”

Czy w związku z zaistniałą sytuacją (odwołaniem ze stanowiska szefowej TVP1 oraz negatywną atmosferą wokół tego tematu) nie jest Pani przykro? Jest Pani związana z TVP przecież aż od 20 lat.

Pracuję w Telewizji Polskiej blisko 20. lat. To kategoria zawodowa, a nie emocjonalna. Nie jest mi przykro.

Jak Pani zdaniem zmieniała się telewizja publiczna w tym czasie? Jak było 20 lat temu, 10 lat temu, jak jest teraz?

Bywały lepsze i gorsze czasy. Ten wywiad nie może zanudzać czytelników. Osobiste refleksje pozostawiam sobie i wspomnieniom, także literackim. Poza tym swojej opinii za nieomylną nie podaję… Ale pyta Pan, więc odpowiem – historia zatacza koło: od politruków – do politruków. Wszystko musiało się zmienić, aby pozostać takim, jakim było.

Ostatnie lata pokazują, że w TVP zmienia się wszystko wraz z kalendarzem zmian na arenie politycznej. Czy w ogóle jest możliwe, aby telewizja publiczna była niezależna? Może jakimś rozwiązaniem byłoby oddanie poszczególnych anten konkretnym partiom - wtedy wszyscy byliby zadowoleni (taką propozycję przedstawił jeden z moich rozmówców w jednym z wywiadów - przyp. red.)?

Nie wszystko się zmienia. Czasem ci sami politrucy pracują dla różnych opcji. Tak jest teraz… Anteny dla poszczególnych partii?!? A gdzie wówczas będą pracowali dziennikarze, producenci i twórcy telewizyjni? Też dla partii? Partie dostały od nas – obywateli i podatników – za dużo. To cały problem.

Była Pani szefową Jedynki i to Jedynka jest postrzegana jako „królowa anten”. Co Pani myśli o sytuacji telewizyjnej Dwójki?

Ocena pracy kolegów Programu 2 TVP do mnie nie należy. Nie byłam prezesem Telewizji Polskiej, tylko dyrektorem pierwszej anteny.

W geście solidarności z Panią wypowiedzenie złożyła Małgorzata Wyszyńska, szefowa „Wiadomości”. Jak Pani ocenia poziom tego programu w ostatnich miesiącach? Co może się teraz zmienić w „Wiadomościach”?

Co może się zmienić, nie wiem. Doświadczenie ludzkie nie opiera się na tym, czego się spodziewamy, tylko na tym, co się wydarzyło. „Wiadomości” były redagowane profesjonalnie, nie było w nich absurdalnych, ani stronniczych informacji. To nie moja ocena, tylko renomowanych, pozarządowych instytucji opiniotwórczych. Z sondażami oglądalności nie zamierzam polemizować. Sukcesy i porażki zależą od zbyt wielu czynników, na które nie mamy wpływu. Nie grzeszę pychą, ani wstydem.

Mówi się o tym, że TVP jest naszpikowana osobami z rozdania politycznego, które pojawiły się tam za czasów SLD? Że od kilku lat zmiany są tylko na stanowiskach najbardziej widocznych, ale tak naprawdę wewnątrz firmy karty rozdają cały czas te same osoby. Czy to prawda?

Mówi Pan o pracownikach, czy politrukach? Pracownicy mogą być tylko zawodowcami. Pozorantów wykluczy samo środowisko firmy. Politrucy wracają i są dokuczliwi. To relikt komuny, ale ich czas mija. Świat będzie należał do profesjonalistów.

Jak Pani postrzega sytuację ”Kawy czy herbaty”, której jest Pani w końcu współtwórcą. Czy nie chciałaby Pani zostać i robić coś w ramach tego programu?

Jedną z wielu, którzy przez lata ten program redagowali i prowadzili. Decyzję o powołaniu do życia porannego pasma TVP1 podjęli pan prezes Janusz Zaorski i pani dyrektor Aleksandra Frykowska. Na pytanie, czy mogę zostać, już odpowiedziałam. Mogłam, ale nie zostałam.

Jako osoba związana przez tyle lat z TVP, jak Pani ocenia ofertę TVN oraz Polsatu?

Zawarta w moim kontrakcie klauzula dotycząca zakazu konkurencji, nie pozwala mi na takie oceny do końca sierpnia 2012 r.

Z jakimi odczuciami opuszcza Pani TVP?

Po blisko 20-latach doświadczeń moja recepta, choć nie łatwa, jest taka: chcesz pracować w Telewizji, chcesz kiedyś nią zarządzać, przyjdź do niej i pokaż, co jesteś wart. To nie utopia, to prosta logika, która powinna dotyczyć ministerstwa, urzędu, firmy, farmy etc. A Wy, którzy nigdy nie dzieliliście naszego losu, nie najeżdżajcie nas, bo – prawdę mówiąc – nie macie pojęcia o tej pracy. Jesteście pozorantami, którzy po wyniesieniu z Telewizji Polskiej znacznych korzyści materialnych, odejdą i zostaną… medioznawcami. Co jeszcze chce Pan usłyszeć? Kto będzie dyrektorem Jedynki „wybranym” w wyniku zapowiedzianego „konkursu”? To proste. Odpowiem w następnym wywiadzie.

Telewizja Polska po odwołaniu Pani ze stanowiska szefowej Jedynki, złożyła Pani ofertę objęcia stanowiska redaktora odpowiedzialnego w TVP. Co TVP musiałaby zrobić, aby Pani tę ofertę przyjęła? Dlaczego nie chce Pani jej przyjąć?

Wiem, że to trudne, ale..., proszę sobie wyobrazić, że są ludzie, których żaden pion polityczny nie może kupić.

Stwierdza Pani, żedecyzje w najważniejszych sprawach merytorycznych, finansowych i personalnych (obsada stanowisk) nie zapadają na Woronicza. Zatem Pani zdaniem – gdzie zapadają te decyzje?

To już powiedziałam. Teraz w jednym z resortów i Krajowej Radzie.

O rozmówcy
Iwona Schymalla z TVP związana była o 1993 roku. Na początku pracowała w Telewizji Edukacyjnej, by potem związać się już na stałe z redakcją oprawy Jedynki. Była prezenterką anteny, a także prowadziła m.in. relacje z pielgrzymek papieskich do Polski. Jest jednym z twórców porannego magazynu „Kawa czy herbata?”, który przez wiele lat prowadziła. Schymalla po raz pierwszy pełniła funkcję szefa Jedynki pomiędzy od lipca do października 2009 roku.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej