SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Michał M. Lisiecki: za mało polskiego kapitału w mediach, Agora prorządowa, taśmy „Wprost” antybiznesowe

Wydawca „Wprost” i „Do Rzeczy” Michał M. Lisiecki skrytykował zbyt duży udział zagranicznych wydawców w polskim rynku prasowym, zarzucając im niepodejmowanie trudnych tematów. Agorę z „Gazetą Wyborczą” określił jako zależne od rządu, a „W Sieci” jako „przedsięwzięcie quasi-polityczne”. Dodał, że publikacja w ub.r. przez „Wprost” zapisów podsłuchanych rozmów polityków przyniosła negatywne skutki biznesowe.

Michał M. Lisiecki, większościowy akcjonariusz PMPG Polskie Media / fot. Beata Jarzębska Article

W rozmowie z „Nowym Dziennikiem”, polonijną gazetą wydawaną w Nowym Jorku, Michał M. Lisiecki, prezes spółki PMPG Polskie Media, do której należą m.in. tygodniki „Wprost” i „Do Rzeczy”, wyjaśnił, że zamierza prowadzić działalność w Polsce tylko do pewnej skali.

- Chcę w Polsce zachować biznes, który rozwinie się tylko do pewnej skali, mniej więcej 100 mln zł przychodu. Uważam, że to wystarczy. Większy biznes jest zbyt zależny od rządu, a to nie jest dobre - stwierdził. - W Polsce odbywa się wieczne gnębienie polskich przedsiębiorców. Rząd robi wszystko, żeby przedsiębiorca nie mógł rozwinąć swoich skrzydeł. Zamiast płynąć pod prąd w Polsce i mocować się z regulacjami, opasłą dokumentacją, po prostu lepiej jest robić biznes tam, gdzie jest to mile widziane - dodał.

Przypomnijmy, że w ub.r. PMPG Polskie Media zanotowała 58,4 mln zł wpływów (o 10,15 proc. mniej niż rok wcześniej) i 4,3 mln zł zysku netto (zobacz szczegóły). Pod koniec ub.r. znaczna część działalności spółki została prawnie przeniesiona za granicę, co Lisiecki tłumaczył nieprzyjaznymi warunkami dla przedsiębiorców i wysokimi podatkami w Polsce (więcej na ten temat). Jednocześnie wydawca podjął współpracę z amerykańskimi menedżerami Evą Blaisdell i Grantem Blaisdellem w celu reaktywacji magazynu „Machina” jako międzynarodowej platformy multimedialnej (więcej o tym).

W wywiadzie dla „Nowego Dziennika” Lisiecki podkreślił kluczowe znaczenie niezależności mediów i trudność w jej osiągnięciu na polskim rynku przez duże podmioty.

- Duży biznes musi być zależny od rządu. To widać świetnie na przykładzie Agory i „Gazety Wyborczej”, która była świetną gazetą, wychowałem się na niej. Ale ponieważ dzisiaj media drukowane stały się problematyczne i łatwo stracić płynność, Agora stara się za wszelką cenę bronić rządu - ocenił prezes PMPG Polskie Media. Ocenił, że w sytuacjach takich jak afera taśmowa czy kłopoty polityków z kilometrówkami media powinny „walić w rządzących jak w bęben”. - Tymczasem „Gazeta Wyborcza” szuka uzasadnienia, dlaczego można było knuć przy stolikach za publiczne pieniądze i że nie wypada i jest niezgodne z prawem, żeby nagrywać rozmowy - zaznaczył.

Według niego proporcje między etyką dziennikarską a biznesowymi aspektami działania mediów zostały zachwiane na korzyść tych drugich. - Duże media, duże koncerny muszą bronić linii rządu albo przynajmniej być neutralne, nie zajmować się trudną tematyką. Trochę robimy z Polski kraj dywanowy, mamy największe dywany na świecie, pod które staramy się zamiatać trudne rzeczy - stwierdził.

Pytany o ostateczny bilans dla wydawcy publikacji we „Wprost” zapisów podsłuchanych rozmów polityków i biznesmenów w czerwcu ub.r. oraz tekstów o nadużyciach Kamila Durczoka w lutym br., Lisiecki ocenił, że jest raczej negatywny.

- To jest antybiznesowe zachowanie. Mimo, że zrealizowaliśmy naszą obietnicę do inwestorów dotyczącą wyników, to okupiliśmy to ogromną pracą i kosztem. Straciliśmy bardzo dużo przychodów, które mielibyśmy, gdybyśmy nie opublikowali taśm. Sprzedaż staje się wyższa, ale tylko w pikowych momentach, a liczy się średnia, która jest mniejsza przy publikacji tych trudnych materiałów - opisał. - Jeżeli czytelnika przyzwyczai się do tego typu dziennikarstwa, to on będzie oczekiwał, że takie dziennikarstwo będzie co tydzień, a to jest niewykonalne, nikt na siłę nie będzie szukał afer - zaznaczył, dodając, że dziennikarstwo śledcze jest najdroższym typem dziennikarstwa, także ze względu na procesy wytaczane wydawcy i dziennikarzom przez bohaterów krytycznych artykułów.

Mimo że w czerwcu ub.r. „Wprost” sprzedawał się średnio w 133 tys. egz., a drugie wydanie ze stenogramami taśm rozeszło się w rekordowej liczbie 216 tys. egz. (zobacz szczegóły), w całym ub.r. średnia sprzedaż tygodnika wynosiła 58,2 tys. egz. (zobacz wyniki wszystkich tygodników opinii). Natomiast artykuły o Kamilu Durczoku w lutym br. zapewniły tytułowi dwa razy wyższą sprzedaż (więcej o tym), ale też dwa pozwy od Durczoka przeciw dziennikarzom i wydawcy „Wprost” na łączną kwotę odszkodowania wynoszącą 9 mln zł i prywatny akt oskarżenia o zniesławienie (więcej na ten temat).

- Zarzucano, że „Wprost” w pewnym momencie stał się bardzo tabloidowy. Teraz od tego odchodzimy, idziemy w strategię spokojną, bardziej będziemy jak „The Economist” - gazetą patrzącą przez pryzmat pieniędzy, wydatków publicznych, tego co politycy robią z naszymi pieniędzmi - opisał ostatnie zmiany w tygodniku Michał M. Lisiecki. - „Wprost” często zmienia swój wizerunek, bo robi wiele rzeczy, które zaskakują - zaznaczył.

Prezes PMPG Polskie Media negatywnie ocenił to, że większość polskiego rynku prasowego, a także całego rynku medialnego, kontrolują firmy zagraniczne. W sektorze prasowym udział polskich wydawców oszacował na 24 proc., a niemieckich i szwajcarskich - na 74 proc.

- Ma to ogromne znaczenie. Niemcy chcą robić biznes, nigdy nie będą zajmowali się naszymi problemami, nie będą wyciągali rzeczy, które są niewygodne dla rządu, które naruszają ich interesy - ocenił Lisiecki. - Szkoda, że tak słabo dbamy o to, co polskie. Powinno być lepiej. Świetnie, że mamy wolny rynek, ale z większym udziałem kapitału polskiego i rozwijaniem polskiej przedsiębiorczości - podkreślił. Dodał, że na dużej obecności zagranicznych firm traci też polski system podatkowy, ponieważ „są one jak odkurzacze”. - ich zadaniem jest zebrać jak najwięcej pieniędzy z rynku i wypłacić dywidendę za granicę. Te pieniądze wychodzą z Polski. Co z tego, że zapłacą VAT - to jest za mało - powiedział.

Z rodzimych konkurentów w segmencie tygodników opinii Michał M. Lisiecki gorzej niż „Politykę” ocenia „W Sieci” (wydawany przez Fratrię). - Mam zastrzeżenia co do źródeł finansowania. To jest bardziej przedsięwzięcie quasi-polityczne, finansowane w celach politycznych - stwierdził. - Ale dobrze, że jest, konkurencja mobilizuje. Wolałbym, żeby było trudniej i żeby więcej było w polskich rękach - zaznaczył.

Symbolem nierównej walki polskich i zagranicznych wydawców dla prezesa PMPG Polskie Media jest to, że kiedy pod koniec kwietnia Fratria wprowadziła na rynek zapowiadany wcześniej tabloidowy tygodnik „ABC”, Ringier Axel Springer Polska nieoczekiwanie tego samego dnia wystartował z podobnym tygodnikiem „Od A do Z” (więcej na ten temat), a Fratrii wytknął skopiowanie w „ABC” layoutu „Bild am Sonntag” (więcej o tym).

- Niemiecki kapitał, którego jest tak dużo, są bogaci i stać ich na zaatakowanie polskiego przedsięwzięcia bez pardonu, wprost, robiąc wszystko co należy, żeby zniszczyć konkurencję - podsumował to Lisiecki. - Myślę, że polski kapitał nie wygra z tak dużym niemieckim kapitałem. To się nazywa wolny rynek, z którego powinniśmy korzystać mądrzej - dodał.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Michał M. Lisiecki: za mało polskiego kapitału w mediach, Agora prorządowa, taśmy „Wprost” antybiznesowe

6 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Polak
W tym kraju jest jeszcze coś polskiego? Wszystko już sprzedane.
28 13
odpowiedź
User
Donald von Ambergold
Dopóki ostatni złodziej z PO nie zgnije w kryminale do tego czasu tak będzie
27 16
odpowiedź
User
Analityk1
Jeżeli decyzje w wydawnictwie tego pana są podejmowane na podstawie tak przenikliwych ocen, to musiało się skończyć zatrudnieniem we "Wprost" Wróblewskiego i małej sfory umęczonych swoją martyrologia prawicowych erudytów, którzy jak nikt inny potrafią zniechęcać do wszystkiego, co nosi znamiona tzw. polskości
14 19
odpowiedź
User
el wichura
Proponuję zrobić z wprost dodatek ekonkonomiczny do do rzeczy lub z do rzeczy dodatek publicystyczny do wprost. Wydawnictwo stało się ostoją prawicy i krypto prawicy, więc po co tworzyć pozory różnorodności.
14 20
odpowiedź
User
plusk
Pod nowy kierownictwem Wprost mocno skręca w prawo stając się bardziej lightową wersją Do Rzeczy.
14 20
odpowiedź