SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google RSS Twitter

W politycznym sporze dziennikarze coraz częściej są rzecznikami i aktywistami, a ci bezstronni uchodzą za symetrystów

Środowisko dziennikarskie podzieliło się za sprawą sytuacji politycznej, ale i ekonomicznej, z którą muszą mierzyć się redakcje. Niektórzy dziennikarze zachowują się jak rzecznicy partii politycznych, a to jeszcze bardziej pogłębia podziały. Takie oceny stawiają w rozmowach z portalem Wirtualnemedia.pl dziennikarze, którzy pracując w różnych redakcjach, starają się nie opowiadać po żadnej stronie politycznego sporu.

Article

Ważną wiadomością w poniedziałek dla części mediów była wizyta Bartosza Misiewicza w nocnym klubie w Białymstoku. Gdy emocje w tej sprawie sięgały zenitu, głos w obronie rzecznika MON zabrał na Twitterze Samuel  Pereira. „Rzecznik MON poszedł na imprezę. Nikogo nie pobił, nie robił awantury. Co nie przeszkodziło Faktowi zrobić z tego okładkę”. A gdy protestujący blokowali  Jarosławowi Kaczyńskiemu wjazd na Wawel, Pereira stanął w jego obronie: „Co miesiąc atakują człowieka, który idzie na grób swoich bliskich. Jak długo politycy PO, Nowoczesnej i część dziennikarzy będzie milczeć???”.

Z drugiej strony niektórzy dziennikarze nie ukrywają swojego poparcia dla środowisk opozycyjnych. Publicysta „Polityki” Jacek Żakowski parę tygodni temu, gdy wyszyły na jaw faktury wystawione KOD-owi przez firmę Mateusza Kijowskiego i jego żony, zakończył rozmowę z Kijowskim w TOK FM stwierdzeniem: „Niech się pan trzyma!”. Ponad rok temu zaległości lidera KOD-u w płaceniu alimentów tłumaczył w wywiadzie dla „Super Expressu”: „W Polsce od pokoleń mężczyźni zostawiają kobiety z dziećmi i idą na wojnę”.

Z kolei redaktor naczelny „Newsweek Polska” Tomasz Lis mocno wspierał niedawny protest posłów PO i Nowoczesnej na sali plenarnej Sejmu. - Prawdziwa opozycjo z PO i Nowoczesnej. Ten protest ma sens! Nie słuchajcie byłych PIS-owców i pseudoznawców. Twardo, do przodu!!! - napisał na Twitterze 7 stycznia. 16 grudnia przemawiał do manifestujących przed Sejmem i nie chciał zgodzić się na przerwanie blokady terenu parlamentu. - Polacy! Trwa zamach stanu! Teraz! - stwierdził na Twitterze.

Dla dziennikarzy przełomem był Smoleńsk

Podobnie ostrzy w sądach bywają Jacek Karnowski, Przemysław Szubartowicz, Rafał Ziemkiewicz, Dawid Wildstein, Michał Rachoń czy Agnieszka Kublik. Podział przebiega pomiędzy dziennikarzami tzw. „mediów niepokornych” (nazwa pozostała z czasu rządów PO, gdy dziennikarze byli zwalniani m.in. z „Rzeczpospolitej” i TVP i zakładali nowe media, które obecnie są przychylne obozowi rządzącemu) a dziennikarzami mediów sprzyjających niegdyś PO, teraz ogólniej: opozycji, natomiast mocno krytycznych wobec PiS.

Publicysta Onetu Andrzej Stankiewicz, w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl mówi, że pierwsze podziały między dziennikarzami zaczęły pojawiać się mniej więcej po 2005 roku. - Do końca rządów SLD dziennikarze mieli swoje sympatie polityczne, ale szanowali zdanie adwersarza i potrafili ze sobą rozmawiać. Potem była wyczekiwana przez wszystkich współpraca pomiędzy PO a PiS-em. Gdy do niej nie doszło, podziały zaczęły się pojawiać na serio - mówi Stankiewicz.

Zdaniem dziennikarza Onetu przełomem w tym kontekście była katastrofa smoleńska. - Bo to był ten moment kluczowy, gdy środowisko musiało opowiedzieć się po którejś ze stron. Powstał podział na zasadzie „kto nie z nami, ten przeciw nam”. To niedobry podział. Od tego momentu nie ma już spokojnej dyskusji, a przeciwnika należy zniszczyć. Na to naturalnie nałożył się jeszcze spadek czytelnictwa i to przeświadczenie, że tylko odbiorca wyraznie zdeklarowany może zapewnić gazecie przetrwanie - podsumowuje Stankiewicz.

Jacek Nizinkiewicz, dziennikarz „Rzeczpospolitej”, mówi portalowi Wirtualnemedia.pl, że podziały generują głównie ci, którzy do zawodu dziennikarza trafiają z polityki. – Bardzo szybko robią kariery, chociaż jeszcze niedawno byli powiązani z konkretna opcją polityczną. Wygląda to trochę tak, jakby byli wysłani przez partię na odcinek medialny. Dopóki oni będą w mediach, nie zasypiemy podziałów - uważa dziennikarz.

Podobnego zdania jest Andrzej Stankiewicz. - Dziennikarzy nie da się już zjednoczyć łatwo, bo jesteśmy kalką środowiska politycznego, a tu na zgodę nie ma na razie szans. Zmiana może dokonać się tylko pokoleniowo - stwierdza.

Symetryści w każdej redakcji

Zarówno Jacek Nizinkiewicz, jak i Andrzej Stankiewicz, uchodzą w środowisku za tzw. symetrystów - dziennikarzy nie opowiadający się ostro po żadnej stronie politycznego sporu. Za symetrystę uchodzi też Grzegorz Sroczyński z „Gazety Wyborczej”, ale - jak stwierdza w rozmowie z portalem Wirtualnemedia.pl - to określenie bardzo go denerwuje. -  Symetryzm jest idiotyzmem, mówiąc najprościej. Pałką, którą niektóre redakcje starają się trzymać swoich dziennikarzy w szeregu - podsumowuje.

Z kolei Rafał Woś z „Polityki”, kolejny starający się zachować bezstronnność, nie jest już tak ostry w sądach: - Zależy, jak ten symetryzm zdefiniować. Jeżeli jako wysłuchiwanie różnych stron konfliktu i nie stawanie po żadnej z nich, to nie widzę w tym nic złego. W każdej redakcji powinno być miejsce na ludzi środka, bo to oni próbują zasypywać podziały. Trzeba pokazywać, że jest inny sposób patrzenia na rzeczywistość, niż „czarne-białe”. Można patrzeć na nią na przykład poprzez socjalny ogląd rzeczywistości - mówi Woś dla portalu Wirtualnemedia.pl.

Zdaniem Jacka Nizinkiewicza odwrotnością symetrystów są dziennikarze, zachowujący się jak rzecznicy partii. – Niedobrze, kiedy dziennikarz zaczyna zajmować się rzecznikowaniem na korzyść jednej opcji politycznej. To nie jest rola dziennikarza, on ma patrzeć władzy na ręce, a nie opowiadać się po jej stronie czy po stronie opozycji. To właśnie taka postawa prowadzi do podziałów w środowisku - kończy rozmowę Jacek Nizinkiewicz.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: W politycznym sporze dziennikarze coraz częściej są rzecznikami i aktywistami, a ci bezstronni uchodzą za symetrystów

28 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
wujek
To już nie dziennikarze, a raczej soft-politykierzy, stojący gdzieś w przedsionkach danych partii. Swoją drogą, z 10 lat temu wywalili Lisa za poglądy polityczne (ich obecność) i plotki o aspiracjach politycznych. Dziś by go mianowali szefem stacji.
30 3
odpowiedź
User
Edgar
Sroczyński i Woś - uciekam na widok ich tekstów, wyłaczam radio/tv jesli coś mówią. Jeszcze nie są tak żałosni jak Jan Wróbel ale już są blisko
23 26
odpowiedź
User
Racjonalny
W Polsce dziennikarze to pracują chyba wyłącznie w lokalnych redakcjach, gdzie naprawdę patrzą miejscowym politykom każdej opcji na ręce. W wielkich mediach - od GW do Do Rzeczy i od TVP 1 do TVN - działają już wyłącznie politruki i siepacze pióra, a nie dziennikarze.
36 7
odpowiedź
User
Gag
Oportuniści typu Nizinkiewicz Stankiewicz - zapraszani do TVP bo ta wie ze przyczepia sie do detali ale nigdy nie skrytykują istoty sprawy i nigdy nie powiedzą ze mamy do czynienia z zamachem na demokracje.
14 29
odpowiedź
User
Gag
Oportuniści chcący "zachować cnotę" nazywają swój oportuNizm obiektywizmem. Nie, to po prostu zwykły, żenujący strach przed nazywaniem rzeczy po imieniu.
12 17
odpowiedź
User
Ipn
Sroczynskiego uwielbiam, z takim przejęciem i egzaltacja opowiada te swoje lewicowe androny. Jakby tylko PIS przestał wierzyć w Boga, to Sroczynski składałby deklaracje członkowska.
15 4
odpowiedź
User
Ała
Bo symetrii nie ma. Symetria w ujęciu wielu dziennikarzy sprowadza się do stwierdzenia, że parafrazujac piosenkę, wszyscy k*y i złodzieje, nie wyłączając nas.
A prawda jest zazwyczaj ukryta w odcieniach. Wg. jednej z redakcji, oublikujacej od lat spisy nepotów na stanowiskach, nepotów mieli wszyscy. I mozna byloby na tym poprzestać. I to bylby symetryzm.
A mozna zrobić krok w stronę prawdy. I powiedzieć: wedle listy jedni dorobili się listy 400 nepotów w 8 lat. Kolejni tysiąca nepotów w rok.

Symetryzm zazwyczaj jest kłamstwem. Komparatystyka (porównawczość) daje lepsze efekty. Tylko trzeba się napracować przy danych.
16 10
odpowiedź
User
Ała
W Polsce dziennikarze to pracują chyba wyłącznie w lokalnych redakcjach, gdzie naprawdę patrzą miejscowym politykom każdej opcji na ręce. W wielkich mediach - od GW do Do Rzeczy i od TVP 1 do TVN - działają już wyłącznie politruki i siepacze pióra, a nie dziennikarze.


Przesada.

****
Ps. Miernikiem potocznym wypowiedzi fałszywej, jest wedle Kotarbińskiego, użycie słów: wyłącznie, tylko, wszyscy, nikt, 90% Polaków.
17 5
odpowiedź
User
Ała
Ps. Czy tweet Lisa nie jest fejkowy? Obserwuję Lisa na Tweeterze i nie zauważyłem takiego. Ale mogłem spać lub być zajęty czymś innym, niż wiecznym śledzeniem ulotnych ćwierknięć. I fejków.
28 4
odpowiedź
User
to ja
ale to prawda, że dziennikarze z lokalnych mediów ostro zasuwają, a warszawka spija śmietankę z ich roboty. Przykład? program Interwencja w Polsacie, który na maksa zżyna tematy z lokalnych mediów, żenada!!!
14 0
odpowiedź
Zobacz więcej w kategorii: Reklamy / Marketing