SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

„Sztuczne pary” w social mediach tworzone dla reklamodawców to nic nowego (opinie)

„Fake love”, czyli związki kreowane i tworzone sztucznie w social mediach przez znane w sieci osoby to zdaniem większości ekspertów zajmujących się komunikacją w internecie nic nowego. „Pary” się bowiem lepiej klikają, generują zasięgi, lajki itp. - uzasadniają. Z tego też powodu coraz więcej influencerów czy youtuberów otrzymuje oferty udawania w sieci „uczuciowych związków” na potrzeby kampanii zainteresowanych tym marek. Istnieje jednak ryzyko sztuczności końcowego efektu w kanale, w którym marka powinna być jak najbardziej naturalna. Kolejne ryzyko to potencjalna sytuacja kryzysowa, gdyby influencer ujawnił nazwę marki krytykując pomysł na akcję.

Jacek Gadzinowski Article

Jacek Gadzinowski, producent video i ekspert komunikacji, youtuber znany jako Jack Gadovsky kilkanaście dni temu zdradził kulisy propozycji, jaką złożyła mu jedna z agencji (jej nazwy nie ujawnił). Zaproponowano mu, by na potrzeby kampanii dla określonej marki zgodził się na wspólne zdjęcia ze znaną Instagramerką i wspólne z nią filmy na jego kanale na YouTube. Nie napisał wprost, że miałoby to wyglądać na związek dwojga ludzi, ale z jego wpisu można to wywnioskować.

- „Fake love - „wielka miłość” za pieniądze w social mediach. Zastanawiałem się czy napisać o zjawisku, do momentu jak sam nie dostałem takiej propozycji (!!!) Ostatnio jedna z agencji rekl. zaproponowała mi kontrakt, gdzie częścią moich świadczeń (na rzecz marki) były wspólne zdjęcia na instagramie w stylizowanych, odważnych zdjęciach oraz występy w filmach video na moim YT z popularną instagramerką, z niedopowiedzeniem o "związku". Wszystko by "stworzyć" nową fit „power couple” – która by trafiała do 30-40 latków. Połączenie 2 osobowości, miłośników sportu. Oczywiście tzw. „związek” – byłby „non consumatum”, to opisane było w kontrakcie. Nie jest tajemnicą, że są takie sytuacje gdzie influencerzy dogadują się na „sztuczne związki” by mieć więcej likes, zasięgi i popularność. W ten sposób mają kontrakty reklamowe. Są też umowy w sławnych parach, gdzie związki są nawet sztucznie utrzymywane na pokaz mimo, że ich dawno nie ma - świadczenia reklamowe obowiązują. Propozycji nie przyjąłem: odrzuciłem ją, obrażała moja godność i była bardzo „słabymi nićmi szyta”. I to jest ten kolejny etap "rozwoju" rynku twórców internetowych? - napisał Gadzinowski..

O podobnej ofercie do tej, której otrzymał Jacek Gadzinowski wspomniał niedawno Sylwester Wardęga, który zdradził, że „ twórcy internetowi potrafią nawet udawać związki uczuciowe na potrzeby swoich profili w mediach społecznościowych. - Kilka lat temu, zaraz po „Psie-pająku”, miałem ofertę od jednej z popularniejszych polskich (…), żeby stworzyć związek. Bo na przykład miłość się na Instagramie strasznie dobrze sprzedaje - statystyki praktycznie zwiększają się o 50 proc., a wtedy stawki idą w górę. Odrzuciłem tę ofertę i powiem wam, że inny youtuber wybrał tą ofertę i chyba są, jakoś to się kręci” - powiedział. 

Ambicją agencji - kreowanie romansów w social mediach

Anna Robotycka, managing partner w F11 Agency przyznaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że na tego rodzaju pomysły wpadają zarówno agencje, jak i klienci. - Jednak to rolą dobrej agencji jest odwodzenie klienta od realizacji takich pomysłów, zwłaszcza jeśli są one wręcz szkodliwe dla marki. Jest to symptomatyczne i jednocześnie smutne, że wcześniej agencje za cel stawiały sobie wykreowanie trendu, a teraz ich ambicją jest kreowanie romansów na Instagramie - mówi Robotycka.

Przyznaje, że takie "oferty" są jednak dość popularne, tak jak np. wypożyczanie dzieci od znajomych do kilku wpisów influencera, który co prawda własnych dzieci nie ma, ale ma zlecenie od firmy z np. kategorii zabawki dla dzieci.

- Oczywiście część marketerów i agencyjnych social media ninja przekonanych jest, że połączenie w parę dwóch celebrytów będzie działało jak kumulacja zasięgów. Tak się jednak zazwyczaj nie dzieje, co wynika nie tylko z błędnych założeń i taktyki, ale także braku umiejętności przełożenia szumu wokół influencera na faktyczne zainteresowanie marką. Czasami nietrafione pomysły to wynik braku doświadczenia i strategicznego myślenia osób odpowiedzialnych za social media (tak jak na PRze, każdy też zna się na social media) zarówno po stronie agencji jak i klienta. Obawiam się, że jeszcze wiele razy będziemy mieć do czynienia z przykładami nie marketingu, ale swoistego patomarketingu - zaznacza nasza rozmówczyni.

- Tego typu działania kłócą się z moim postrzeganiem influencerów, którzy mają w założeniu być prawdziwsi, bliżsi zwykłego człowieka niż celebryci z pierwszych stron gazet, a tym samym być bardziej wiarygodni dla odbiorcy - podkreśla w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Adam Ścibior, social media director w Get More Social.

Przyznaje, że jego agencji zdarza się otrzymywać briefy z oczekiwaniem współpracy np. z parą influencerów lub rodzicem i dzieckiem. - Zdarza się, że to od nas wychodzi tego typu propozycja, bo idealnie wpisuje się w strategię przygotowywaną dla marki, ale zawsze rozwiązaniem jest wtedy research wśród już istniejących opcji, a nie tworzenie sztucznego bytu. Nie potrafię sobie wyobrazić wysyłania do Jacka Gadzinowskiego czy kogokolwiek innego propozycji takiego kontraktu i jeśli otrzymałbym takie zlecenie od marki, to starałbym się ją od tego za wszelką cenę odwieść - zapewnia nasz rozmówca.

Wyjaśnia, że pierwsza rzecz to ryzyko sztuczności końcowego efektu w kanale, w którym marka powinna być jak najbardziej naturalna. - To nie reklama telewizyjna, w której konwencja z góry przewiduje grę aktorską. Mimo, że badania pokazują drastyczne spadki wiarygodności influencerów, to wciąż całkiem sporo obserwujących chce wierzyć, że oglądają czyjeś prawdziwe życie. Drugi argument i drugie ryzyko to potencjalna sytuacja kryzysowa, gdyby influencer ujawnił nazwę marki (a przy okazji agencji) krytykując pomysł na akcje- przestrzega Adam Ścibior.   

Monika Czaplicka z Wobuzz przypomina, że były przecież kampanie, gdzie Maffashion udawała okradzioną, żeby zareklamować usługę chmury, pewna dziewczyna szukała polskiego chłopaka, a znany bloger wizualizował się z Ellen DeGeneris. - W każdym przypadku podstawą danej kampanii było oszustwo i zawsze wzbudzało to mieszane uczucia w odbiorcach. Ale w przypadku związku nikt nie musi wiedzieć, że to sztuczka na potrzeby akcji. A dwoje celebrytów wydaje się lepszym rozwiązaniem niż jeden. Nie jest to popularne, ale pojawia się od czasu do czasu -– uważa ekspertka.

Udawana para to nie takie duże oszustwo?

Zdradza, że takie pomysły padają zarówno ze strony klientów, jak i agencji. Uważa, że w takiej sytuacji nikt nie myśli o sztuczności, bo liczy się tylko efekt - jak wpłynie to na kampanię. - Z resztą - powyższe przykłady dużo bardziej oszukiwały klientów niż udawana para. Cel uświęca środki dla niektórych - uważa Monika Czaplicka.

Dlaczego udawany w social mediach na potrzeby kampanii związek wzbudza sensację, a w reklamie telewizji jest czymś normalnym i akceptowanym? Zdaniem naszej rozmówczyni wynika to z tego, że widz wie, że w reklamach telewizyjnych grają aktorzy, którzy mają pewną rolę. - To tak jak wiemy, że pary w serialach są na potrzeby scenariuszy. W social mediach mamy związek, który udaje prawdziwy, a jest na potrzebę kampanii. Gdyby to było powiedziane od razu - byłoby inaczej. Ale, paradoksalnie, nie wiadomo jak zareagowałaby publiczność - dodaje Czaplicka.

Z jakiego powodu nie wykorzystuje się już tego, co w social mediach jest „prawdziwe” (w przynajmniej takie wydaje się być) tylko próbuje się tworzyć nową „fake’ową” rzeczywistość? - Nie mogę odpowiadać za pomysłodawców akcji, ale wydaje mi się, że wychodzą z założenia, że trzeba się wyróżnić, a dwoje celebrytów wydaje się lepszym pomysłem. Poza tym - aby wykorzystać social media trzeba mieć strategię, a nie tylko pomysł. No i się więcej napracować niż jadąc na plotkach w stylu „są w związku czy nie”. Dlatego wiele gwiazd (nie tylko internetu), zamiast organicznej pracy wizerunkowej bazuje na byciu okładką „Faktu” czy top story w Pudelku. Ale to nie znaczy, że wszyscy tak robią - podkreśla ekspertka Wobuzz.

Miłość i seks się sprzedają

Łukasz Skalik, prezes Video Brothers przyznaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że choć sam z podobną propozycją się nie spotkał, to czasem słyszy, że pojawiają się na rynku. - Jeśli już się takie propozycje pojawiają i są proponowane twórcom to oznacza ze rynek inluencerów wszedł w podobne stadium rozwoju, co regularny showbiznes - stwierdza nasz rozmówca.

Twierdzi, że tego rodzaju oferty i pomysły powstają dlatego, że pary inflencerów budzą większe emocje, co widać w statystykach, niż pojedyncze osoby. - Par pozujących wspólnie jest po prostu mniej w social mediach, a skoro mamy tutaj popyt - to i jest odpowiedź rynku - mówi Łukasz Skalik.

Dodaje, że piękni ludzie razem, wspólne aktywacje, sport, plaża, podróże, pocałunki – „seks się sprzedaje" zwłaszcza w wydaniu tzw. power couples. - To generuje więcej serduszek, follow i dyskusji. Założenie, że być może tabloidy podejmą temat i będą go dalej "pompować", równolegle - marki pragną rozgłosu, wiec agencje próbują różnych sposobów. Również tych wątpliwych etycznie - uważa Łukasz Skalik.

Według niego nikt nie traktuje tych „fejkowych par” jako coś sztucznego, tylko jako naturalne przedłużenie prawideł popkulturowych jakich pełno np. na rynku muzycznym (vide: tworzenie zespołów muzycznych, grup twórców czy kolektywów). - Dlaczego w tym przypadku pojawiło się tyle emocji? Być może dlatego, że twórca odrzucający ofertę został potraktowany jak przedmiot i element projektu, który wycenia się po stawkach rynkowych z dodatkiem odważnych zdjęć na Instagramie.Niemniej dobrze byłoby wiedzieć, która konkretnie agencja na rynku tworzy tak kreatywne koncepty i czy działa za zgodą marki. Bardziej obstawiam, że taka agencja "produkuje" swoją gwiazdę na potrzeby rynku, czyli tworzy słup reklamowy do późniejszego lokowania. Nie sądzę, aby ktoś chciał tutaj tworzyć taki duet do jednego produktu - dodaje Skalik.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: „Sztuczne pary” w social mediach tworzone dla reklamodawców to nic nowego (opinie)

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
takjest
Najlepiej by takie pary biły się w klatce później doskonały przykład upadku cywilizacji białego człowieka
4 1
odpowiedź
User
Pho
Odkrycie Ameryki w konserwach. Tam przynajmniej za to dają dobra pengę.
0 3
odpowiedź
User
Azaliż
Jeśli ekspert nie widzi różnicy między duetem muzycznym a udawanym związkiem, to może powinien zmienić zawód na alfonsa.
59 2
odpowiedź
User
prawo
Zdelegalizować Youtube
2 0
odpowiedź
User
sfd
TW jarosław Balbina i totalny płaszczak to autentyczna para. ale o tym się w pissie nie mówi głośno bo pisie sÓwereny nie lubią gejostwa (oficjalnie bo nie oficjalnie najwięcej gejów w pisim elektoracie)
0 2
odpowiedź