SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Unia zmusi internet do szybkiego załatwiania sporów z użytkownikami. „Ukłon w stronę internautów”

Unia Europejska pracuje nad ustawą o usługach cyfrowych (DSA), która zmusi firmy technologiczne do przyjęcia większej odpowiedzialności za treści pojawiające się na ich platformach. Częścią regulacji jest stworzenie przez dostawców zewnętrznych platform arbitrażowych do rozwiązywania sporów dotyczących treści. - Wdrożenie przepisów nie tylko usprawni pracę administratorów i dostawców, ale przede wszystkim jest ukłonem w kierunku zwykłych użytkowników internetu. Obecnie nie istnieją platformy, które np. są w stanie rozstrzygać spory w zakresie, czy dany wpis lub konto zostało słusznie usunięte z mediów społecznościowych - ocenia w rozmowie z Wirtualnemedia.pl dr hab. Przemysław Polański z Katedry Metod Ilościowych i Zastosowań Informatyki Akademii Leona Koźmińskiego.

fot. Shutterstock.comArticle

Dezinformacja, naruszanie dóbr osobistych oraz prywatnych, nękanie, tworzenie fałszywych filmów (deep fakes), łamanie zasad związanych z nagością i erotyką, a także podszywanie się pod marki i sprzedawanie produktów opatrzonych cudzym logotypem – sieć stała się miejscem nadużyć na dużą skalę, także na platformach e-commerce.

Tymczasem od 22. lat w Unii Europejskiej obowiązuje dyrektywa 2000/31 o handlu elektronicznym w niezmienionej postaci. Oparte na jej podstawie krajowe przepisy w sposób ograniczony regulują, jak postępować wobec nadużyć w sieci.

Będzie inaczej

Sytuacja zmieni się w czerwcu br. Regulacje unijne, które powstają w zakresie nowego rozporządzenia – Digital Services Act (DSA), zakładają stworzenie mechanizmu „notice and action”, czyli procedury blokowania bezprawnych treści. Umożliwi to podjęcie sprawnych działań przeciwko dezinformacji. DSA nakłada także ograniczenia dotyczące reklam. Chodzi o targetowanie osób nieletnich oraz z wykorzystaniem danych wrażliwych.

Nowe przepisy nakładają także na dostawców internetowych usług obowiązek posiadania zewnętrznej platformy do rozwiązywania sporów internetowych (ang. ODR, Online Dispute Resolution) z zastosowaniem arbitrażu.

Nowy krajobraz sieci

Dr hab. Przemysław Polański z Katedry Metod Ilościowych i Zastosowań Informatyki Akademii Leona Koźmińskiego jest autorem koncepcji, która, jak twierdzi, doprowadzi do zbudowania w Europie platformy do rozstrzygania sporów internetowych (ang. ODR, Online Dispute Resolution).

Polański specjalizuje się w zakresie prawa informatycznego, prawa europejskiego i informatyki w zarządzaniu. Wraz z zespołem przeanalizował rozwiązania, które już istnieją i są stosowane, tj. arbitraż online czy wsparcie w pisaniu skarg przy pomocy odpowiednich formularzy, oraz edukacja w zakresie praw i obowiązków użytkownika danego portalu.

Jednak stworzenie takiej platformy wyłania wyzwania z trzech perspektyw: cyberbezpieczeństwa, dostępności rozwiązania dla osób z niepełnosprawnościami oraz zapewnienie ochrony użytkowników na etapie jej projektowania. W szczegółach Przemysław Polański tłumaczy to w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Czytaj także: Jak rząd chce walczyć z dezinformacją w internecie? "Profesjonalizm, obiektywizm, praca ponad podziałami"

- DSA to rozporządzenie, które będzie miało daleko idące skutki w zakresie wolności słowa, handlu elektronicznego oraz wyświetlania reklam – przewiduje Polański. - Wymusi przyjęcie przyjaznych interfejsów graficznych stron internetowych oraz da dostęp badaczom do bazy reklam dużych przedsiębiorstw. Jednak z perspektywy moich badań kluczowa jest też kwestia rozstrzygania sporów online. Obecnie w Unii Europejskiej, w niezmienionej postaci od 22 lat, obowiązuje dyrektywa 2000/31 o handlu elektronicznym. Tymczasem przez ten czas internet ewoluował, a obecnie mamy do czynienia z różnorodnymi nadużyciami w tej przestrzeni. Jest to m.in. dezinformacja, ale również naruszanie dóbr osobistych oraz prywatnych, nękanie, tworzenie fałszywych filmów (deep fakes), łamanie zasad związanych z nagością i erotyką, a także podszywanie się pod marki i sprzedawanie produktów opatrzonych cudzym logotypem.

Zdaniem eksperta nowe przepisy, jeżeli wejdą w życie, będą nakładały na dostawców internetowych usług obowiązek posiadania zewnętrznej platformy do rozwiązywania sporów internetowych (ang. ODR, Online Dispute Resolution) z zastosowaniem arbitrażu.

- Jej wdrożenie nie tylko usprawni pracę administratorów i dostawców, ale przede wszystkim jest ukłonem w kierunku zwykłych użytkowników internetu – zauważa Polański. - Obecnie nie istnieją platformy, które np. są w stanie rozstrzygać spory w zakresie czy dany wpis lub konto zostało słusznie usunięte z mediów społecznościowych.

Zdaniem naszego rozmówcy, DSA wprowadza przede wszystkim procedurę blokowania nielegalnych treści, która w sposób zasadniczy wpłynie na wolność słowa w internecie i z pewnością wywoła spory co do legalności blokady komentarzy czy wpisów.

- Na pewno ta zaawansowana procedura w sposób daleko idący wpłynie na model moderowania dyskusji prowadzonych w internecie w szczególności na dużych platformach internetowych, takich jak Facebook i Twitter – zaznacza Polański. - Nowe prawo ujednolici sposób radzenia sobie z nielegalnymi treściami nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach Unii. Projekt rozporządzenia przewiduje arbitraż o bardzo ogólnym zarysie. Akt zakłada, że będzie on formą rozstrzygania sporów online przez serwis internetowy, niezależny od administratorów stron. Z projektu wynika, że zwykli użytkownicy nie będą ponosić kosztu arbitrażu. Z drugiej jednak strony rozporządzenie milczy w kwestii opłat, które będą należne platformie za rozstrzyganie sporów. Można jednak przypuszczać, że nie będą to koszty większe niż sądowe rozstrzyganie konfliktów. Przewiduję, że będzie to opłata na poziomie kilkuset złotych (spory na tle praw autorskich mogą być droższe niż naruszenia w zakresie wolności słowa). Jednak dopiero praktyka pokaże jak ukształtują się stawki za rozstrzyganie sporów tylko w rzeczywistości wirtualnej.

Już teraz wiadomo, że ten konstrukt prawny będzie funkcjonował schodkowo, czyli im większa platforma internetowa, tym większa odpowiedzialność za publikowane tam treści.

- Takie podejście z pewnością jest dobrą informacją dla mniejszych stron, które nie posiadają takich zasobów jak chociażby Facebook – przyznaje Polański. - Jest to też rewolucja, która pozwoli na walkę z szeroko rozumianą dezinformacją. Obecne rozwiązania prawne promują usuwanie treści radykalnych, ostrych dyskusji politycznych, a jednocześnie nie potrafią zatrzymać hejtu. Dlatego celem arbitrażu online jest przede wszystkim dochodzenie do prawdy – zarówno z perspektywy użytkownika, jak i administratorów stron. Platforma będzie zawierała odpowiednie formularze i opisy procesów, jak postąpić w przypadku konkretnej sytuacji, np. usunięcia posta przez Twittera. Z kolei dla administratorów stron to również szansa na zarządzanie fake newsami na swoich stronach.

Czytaj także: Ministerstwo Sprawiedliwości odpowiada na zarzuty ws. ustawy o wolności w mediach społecznościowych

Obecnie w Polsce podejmowanie są pierwsze kroki w kierunku wdrażania platform do rozstrzygania sporów w sieci. - Jesteśmy nawet pierwszym krajem w Europie, a drugim po Japonii na świecie, gdzie działa elektroniczny sąd rozstrzygający spory na tle technologii blockchain. Jednak nie posiadamy niezbędnych narzędzi do walki z dezinformacją. Nowe rozporządzenie DSA może być dobrym pretekstem do zmian w tym kierunku – podsumowuje Polański.

Dołącz do dyskusji: Unia zmusi internet do szybkiego załatwiania sporów z użytkownikami. „Ukłon w stronę internautów”

4 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
słowo
ależ ten Internet to miekiszon: żeby dać się Unii...
odpowiedź
User
Łapy precz
Dlaczego wolność słowa tak bardzo przeszkadza Eurokratom...tak bardzo krzyczą o wolności słowa w Polsce a sami ingerują w internecie
odpowiedź
User
f
Platforma do rozstrzygania sporów? Litości. Najpierw musi się zmienić amerykańskie prawo, a na to się nie zapowiada. Big tech mają taką przewagę nad biurokracją UE, że nie ma o czym mówić. Wystarczy jeden sprzeciw (słuszny) np. Polski i po kłopocie. pan doktor chciałby świat w którym jakiś podmiot miałby prawo ocenienia np. co jest prawdą a co kłamstwem i to pod paradolem Unii. Oby nigdy do tego nie doszło.
odpowiedź