SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Kościół nie radzi sobie z problemem pedofilii. "Nie pamiętam, nie znam, nie wiedziałem"

We wtorkowej rozmowie „Fakty po Faktach” kardynał Stanisław Dziwisz na większość pytań Piotra Kraśki dotyczących pedofilii w polskim Kościele odpowiadał: "nie pamiętam, nie znam, nie wiedziałem". Zdaniem ekspertów ten wywiad doskonale wpisuje się w dotychczasową politykę komunikacyjną Kościoła - bezradności, unikania konfrontacji, łagodzenia zarzutów, bagatelizowania problemu. Oceniają, że Kościół w Polsce od dawna ma problem z własnym wizerunkiem. Jest instytucją zamkniętą, nieczułą na krytykę, która nie słucha i nie wyciąga wniosków. - Trudne pytania, z którymi mierzy się dziś Kościół w Polsce odsłaniają jego komunikacyjne braki i zwyczajnie nieprzygotowanie, zwłaszcza hierarchów, do reagowania na sytuacje kryzysowe - komentuje dla Wirtualnemedia.pl ks. Kazimierz Sowa.

Kardynał Stanisław Dziwisz, fot. TVN24Article

We wtorek 20 października gościem Piotra Kraśki w programie „Fakty po Faktach” w TVN 24 był kardynał Stanisław Dziwisz. Rozmowa w głównej mierze dotyczyła tematu pedofilii w Kościele.

Piotr Kraśko poruszył sprawę 48-letniego obecnie Janusza Szymika, który w latach 80. był przez pięć lat wykorzystywany seksualnie przez ówczesnego proboszcza parafii w Międzybrodziu Bialskim, księdza Jana Wodniaka. Mężczyzna w 2008 roku przekazał sprawę ks. Tadeuszowi Isakowiczowi-Zaleskiemu. Ten z kolei miał 4 lata później odwiedzić kurię w Krakowie i wręczyć osobiście kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi dokumenty, w których znajdowała się dokładnie opisana sprawa Szymika oraz jego dane kontaktowe. Kardynał z Januszem Szymikiem nigdy się jednak nie skontaktował.

Kraśko zapytał kardynała Dziwisza o rozmowę z ks. Isakowiczem-Zaleskim, ten jednak zaprzeczył, by miało do niej dojść. Stwierdził, że Isakowicz-Zaleski "przychodził do niego nieraz". - Ale rozmowy na ten temat sobie nie przypominam. Zwłaszcza że ta sprawa nie należała do mnie. Sprawa należała zawsze do biskupa ordynariusza diecezji bielsko-żywieckiej - mówił. Gdy dziennikarz dodał, że Szymik zapewne szukał prawdy, pomocy w dramacie, który przeżył, kardynał odpowiedział, że "nie orientuje się, jak to było w Bielsku".

Gospodarz „Faktów po Faktach” zapytał też swojego rozmówcę o sprawę ojca Marciala Maciela Degollado, która trafiła do Watykanu w 1998 roku, w trakcie pontyfikatu Jana Pawła II. Chodziło o wykorzystywanie seksualnie co najmniej 175 dzieci. - Pierwszy raz o tym słyszę. O tych danych wszystkich i tak dalej - odpowiedział kardynał Dziwisz. Kraśko nie krył zaskoczenia taką odpowiedzią. Dopytywał, czy aby na pewno nikt o tym nie wiedział. - No takie szczegóły absolutnie. Jak to wybuchło. Przynajmniej ja nie słyszałem o tych rzeczach będąc przecież na miejscu tam - twierdził kardynał.

Kardynał przyznał też w rozmowie w TVN24, że nie oglądał filmu braci Sekielskich "Zabawa w chowanego" o nadużyciach w Kościele.

Kardynał chowa się za instytucją

Artur Sporniak, kierownik działu Wiara w "Tygodniku Powszechnym" w programie „Wstajesz i wiesz” w TVN24 odnosząc się do rozmowy dziennikarza z kardynałem Stanisławem Dziwiszem stwierdził, że kardynał schował się za instytucją.

- Instytucja Kościoła funkcjonuje w taki sposób, że to prowadziło, prowadzi i będzie prowadzić do nadużyć i krzywdy ludzkiej - skomentował. - Nie łudźmy się, że apelowanie do jednego czy drugiego hierarchy, który ma olbrzymią władzę i autorytet i mógłby taką sprawę załatwić, że takie sprawy będą załatwiane – dodał. Powiedział, że władza biskupa jest olbrzymia i właściwie poza kontrolą. - Jest poza kontrolą wspólnoty i nad biskupem jest tylko papież, ale on pod sobą ma pięć tysięcy biskupów. To tylko teoria, że papież może kontrolować poszczególnego biskupa i to, co się dzieje w jego diecezji. A dzieją się różne rzeczy, rzeczy straszne - powiedział.

- Jeśli kardynał Dziwisz zakładał, że coś wywiadem z Piotrem Kraśką wyjaśni lub wyłagodzi to głęboko się pomylił. Liczba zaklęć "nie pamiętam" lub "nie wiedziałem" robi przygnębiające wrażenie - skomentował na Twitterze Piotr Semka.

Tomasz Terlikowski napisał z kolei: Doszły mnie słuchy, że powstał sztab kryzysowy, który próbuje obronić wizerunek kardynała Dziwisza. Na razie się nie udało. Mam radę w trzech punktach: 1. dość ściemniania; 2. prawda; 3. przeprosiny i zadośćuczynienie. Niby niewiele, ale to załatwi sprawę. Ściemnianie ją pogorszy.”

Reakcja Kościoła na negatywne zjawiska zawsze pasywna

Zdaniem Piotra Czarnowskiego, prezesa First PR wywiad z kardynałem Dziwiszem świetnie ilustruje generalne zjawisko.

- Kościół w Polsce różni się od innych zwłaszcza z trzech powodów: Polacy są bardzo tradycyjni i mało podatni na zmiany, istnieje bardzo silne wsparcie Państwa i wreszcie nasz Kościół jest Kościołem cierpienia a nie miłości. Te wszystkie różnice moim zdaniem powodują, że reakcja Kościoła na wszelkie negatywne w nim zjawiska, w tym pedofilię, jest pasywna. I taka sama jest też chęć zmian. O ile Kościół na świecie nieustannie ewoluuje, zwłaszcza od czasu Franciszka, o tyle u nas żyje ciągle przeszłością, w której absolutna nieomylność, stanie ponad społeczeństwem i tajemnica czynią dialog z nim, także w trudnych sprawach, niemożliwym albo nieefektywnym. Kardynał Dziwisz doskonale wpisuje się w ten obraz - on nie musi nic wiedzieć, za nic nie odpowiada, jest ponad to i może wszystko ignorować. Pedofilia bardzo poważnie nadszarpnęła  na świecie zaufanie do Kościoła - instytucji i księży - ale wydaje się, że w Polsce nie przyniosła tak silnego efektu właśnie z trzech wspomnianych powodów - komentuje nasz rozmówca.

Podkreśla, że do zmiany obecnego wizerunku i reputacji Kościoła potrzeba w Polsce dużo więcej czasu, ale kiedyś do tego dojdzie. - Trudno jednak przewidzieć, czy Kościół pierwszy zauważy, że musi iść z duchem czasu czy raczej dramatycznie wymuszą to na nim wierni - dodaje ekspert.

Kościół komunikacyjnie zamknięty, nieczuły na krytykę

Podobne spostrzeżenia ma Adam Mitura, właściciel agencji InPlus Media, który zaznacza, że Kościół katolicki w Polsce od dawna ma problem z własnym wizerunkiem. - Podobnie jak Donald Trump, jest zamknięty, nieczuły na krytykę, nie słucha i nie wyciąga wniosków. I tak jak Trump może przegrać wybory w Stanach Zjednoczonych, tak kościół w Polsce może pogłębić wśród wiernych kryzys instytucji i wiary. Szczególnie tych, którzy dziś trzymają się na uboczu kościoła,  jednocześnie jeszcze od niego definitywnie nie odchodząc - mówi Wirtualnemedia.pl Mitura.

W jego ocenie wywiad z kardynałem Dziwiszem doskonale wpisuje się w dotychczasową politykę komunikacyjną Kościoła – bezradności, unikania konfrontacji, łagodzenia zarzutów, bagatelizowania problemu. - Nie pamiętam, nie znam, nie wiedziałem – te same słowa padają wielokrotnie od kościelnych hierarchów w filmach braci Sekielskich. W wywiadzie odnajdujemy tę samą, jakże znajomą, narrację. Trudno powiedzieć czy jest to przemyślana strategia, efekt ignorancji czy efekt braku przygotowania do rozmowy.  Niemniej szkoda. I dla kościoła, który miał swoją szansę w nieprzychylnej mu przecież telewizji i dla wizerunku kardynała, który postrzegany był do tej pory jako ta sympatyczna twarz kościoła - komentuje nasz rozmówca.

Dodaje, że z punktu widzenia budowania wizerunku, niezmiernie przykro patrzeć jak Kościół, instytucja z ogromnym doświadczeniem, potencjałem, możliwościami, nie jest w stanie wyjść z komunikacyjnego impasu. Jego zdaniem zmiana wymaga podjęcia strategicznych decyzji, a do tego potrzeba odwagi, chęci, myślenia długofalowego i - wiele na to wskazuje - czasu.

Komunikacyjne braki, oderwanie od rzeczywistości

Według ks. Kazimierza Sowy, publicysty, komentatora tematyki religijnej w mediach prywatnych, trudne pytania, z którymi mierzy się dziś Kościół w Polsce odsłaniają jego komunikacyjne braki i zwyczajnie nieprzygotowanie, zwłaszcza hierarchów, do reagowania na sytuacje kryzysowe.

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl ks. Sowa podkreśla, że przyczyny tego są wielorakie. - Z moich obserwacji wynika, że kluczową jest swoiste oderwanie się ludzi Kościoła od tego, czym żyje współczesny świat i zamknięcie się w bezpiecznej bańce alternatywnej rzeczywistości. Dodatkowo, żywe przekonanie dużej części duchowieństwa, że media tylko czekają na każde potknięcie i przejęzyczenie, bo generalnie są Kościołowi nieprzychylne, a to wystarcza jako jedyna wymówka, żeby z nimi nie rozmawiać. Rzecz jasna, nie zamierzam nikomu dyktować co ma czytać i oglądać, ale jeśli coś staje się przedmiotem wręcz ogólnopolskiej debaty to obowiązkiem każdego księdza i biskupa jest zapoznanie się z tym filmem czy artykułem, niezależnie czy został umieszczony w mediach tradycyjnych czy w internecie choćby po to, żeby mieć wyrobione własne zdanie i móc się odnieść do meritum problemu. Tym bardziej do konkretnych zarzutów jakie się w takich materiałach zwykle pojawiają - analizuje ks. Kazimierz Sowa.

Dodaje, że udawanie, że jeśli czegoś nie obejrzę lub czegoś nie przeczytam to jestem automatycznie od tego uwolniony jest jakąś formą samookłamywania się.

Nasz rozmówca zwraca też uwagę na drugie zjawisko, które obserwuje czytając różne wystąpienia ludzi Kościoła. - To jakaś zła tendencja, którą nazywam swoistą „solidarnością zawodową”. W myśl tego, księdzu czy biskupowi znacznie łatwiej zrozumieć sprawcę niż ofiarę. A tego już dziś nikt nie przyjmuje! To tylko powiększa cierpienie, zgorszenie i niezrozumienie. Po prostu ani księdzu ani tym bardziej biskupowi nie wolno bardziej cenić „przyjaźni z Platonem niż z prawdą” – zaznacza ks. Kazimierz Sowa.

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl podkreśla też, że w opisanym przypadku milczenie jest co najwyżej ucieczką, i to w popłochu. Mówi, że jeśli ktoś z biskupów czasem pyta go czy ma rozmawiać z mediami zawsze odpowiada, że  tak, że to wręcz obowiązek, bo przez dziennikarza dziś księdza czy biskupa pytają jego wierni, zwłaszcza ci, którzy już nie wierzą, że można zapytać w inny sposób.

- Dziennikarz rozmawiając z biskupem nie jest ani od robienia wywiadu na klęczkach ani od „rozstrzeliwania” przepytywanego gradem czasem efektownie brzmiących haseł, ale dość ogólnych publicystycznych zarzutów. Jest od skonfrontowania się pytanego z przedstawionymi faktami i konkretami. Jednocześnie chciałbym też zaznaczyć, że dziennikarz musi się choć trochę orientować w kościelnej rzeczywistości - to nie jest tak, że jak ktoś jest kardynałem to inni biskupi muszą go słuchać, a on sam może wszystko! - argumentuje duchowny.

- Niestety, to tak nie działa. Kościół jest instytucją wprawdzie zhierarchizowaną, ale jednocześnie działa wedle zasady: każdy proboszcz jest biskupem w swojej parafii, a każdy biskup papieżem w swojej diecezji. Tłumacząc to na język konkretu: za to co dzieje się w danej diecezji odpowiedzialny jest jej biskup i to wobec niego Watykan podejmuje konkretne decyzje. Zaś w przypadku Watykanu choć papież jest jego władcą absolutnym, to jednak działa tam cała struktura - zanim konkretna sprawa trafi na najważniejsze biurko musi zostać „zakwalifikowana” jako „ta ważna”. Mówiąc wprost - łatwo oskarżać dziś kardynała Dziwisza zarzucając mu, że jako sekretarz papieski blokował przekazywanie jakichś informacji bezpośrednio Janowi Pawłowi II, ale przecież w tym czasie działała cala watykańska biurokracja! Trzeba więc pytać gdzie był i co robił Sekretariat Stanu? Jakie dokumenty przekazywała Kongregacja ds. Duchowieństwa czy Biskupów? Co raportowali nuncjusze z danych krajów? Jeśli ktoś nie zadaje tych pytań, a od razu ma gotowe odpowiedzi np. wobec kardynała Dziwisza to jest to co najmniej nieprofesjonalne - podsumowuje ks. Kazimierz Sowa.

Wywiad mocno wpłynie na dotychczasowy wizerunek kard. Dziwisza

Rafał Czechowski, managing director agencji Imago PR mówi wprost, że podejście do kwestii pedofilii, zaprezentowane przez kard. Dziwisza w rozmowie z Piotrem Kraśko znacząco wpłynie na postrzeganie postaci duchownego, który do tej pory świecił głównie światłem odbitym jako osoba bliska Janowi Pawłowi II i powiernik papieża Polaka.

- Oglądając wywiad i odbierając słowa kardynała równolegle z sygnałami pozawerbalnymi, trudno się było oprzeć wrażeniu, że nie w każdej odpowiedzi duchowny jest szczery. Wrażenie to wspierają dodatkowo znane fakty, których istnienie obniża wiarygodność Stanisława Dziwisza. Istotniejsze jest chyba jednak to, że gość TVN dość wyraźnie, choć nie wprost zaznaczył, co w tej trudnej dla Kościoła kwestii jest dla niego samego najważniejsze. I nie była to troska o pokrzywdzone dzieci i ich późniejsze losy, tudzież dążenie do wyjaśnienia tych bolesnych spraw, ale raczej pozostawanie poza problemem - ocenia nasz rozmówca.

Rafał Czechowski dodaje, że gdyby zasłanianiu się nieprawdą towarzyszyła empatyczna postawa, zgodna z hierarchią wartości, jaką przypisujemy osobom prawym i głęboko moralnym, do których zapewne można zaliczyć wielu przedstawicieli Kościoła, możnaby interpretować zachowanie kard. Dziwisza na przykład jako dążenie do ochrony pamięci Jana Pawła II i dbałość o jego legendę. - Stanisław Dziwisz wysłał jednak zbyt wiele sygnałów, które widzom trudno zinterpretować inaczej, niż jako wyraz egoizmu i przyjęcie dość zachowawczej postawy osoby bez pamięci - komentuje Rafał Czechowski.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kościół nie radzi sobie z problemem pedofilii. "Nie pamiętam, nie znam, nie wiedziałem"

22 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
GG
Nie "nie radzi", tylko "wie i ordynarnie kłamie", choć kłamstwo to grzech ciężki. Najwyraźniej księża świetnie zdają sobie sprawę, że Boga nie ma i trzeba bać się konsekwencji ziemskich.
odpowiedź
User
Nick
Nawet łgać dobrze nie umie
odpowiedź
User
Dag
Może ma słabą pamięć...
odpowiedź