Dziennikarz o kulisach pracy w BBC. "W Polsce dostrzegam wiele chorób branżowych"

– Gdy pracowałem nad tekstem o zmianach w TVP, to rozmawiałem z Samuelem Pereirą i Michałem Adamczykiem. I zszokowała mnie swoboda, z jaką polscy dziennikarze mediów publicznych wypowiadają się o swoich poglądach. W brytyjskich mediach sytuacja, w której ktoś realizuje prywatną agendę polityczną za publiczne pieniądze, jest nie do pomyślenia – mówi nam Bartosz Kielak, który pracuje dla brytyjskich mediów.

Dominik Senkowski
Dominik Senkowski
Udostępnij artykuł:
Dziennikarz o kulisach pracy w BBC. "W Polsce dostrzegam wiele chorób branżowych"
Bartosz Kielak

BBC, Sky News, "The Times" jak trafia się do takich newsroomów?

Krótka odpowiedź: przypadkiem. Dłuższa: tak jak we wszystkich zawodach obsadzonych przez społeczne elity – trafia się przez znajomości. Z wielkim żalem odkryłem to dopiero po studiach. Na City University od pierwszego roku uczą studentów, że podstawą dziennikarstwa są relacje.

Nie tylko te budowane podczas pracy nad tekstami, ale przede wszystkim kontakty pozwalające wejść do branży. Moment, w którym zacząłem nad tym aktywniej pracować, sprawił, że wszystko zaczęło iść do przodu.

Pamiętam, jak przed pandemią, po studiach, pracowałem na barze. Jako polski migrant w Londynie czułem, że ludzie patrzą na mnie z góry, co nie ułatwiało wstępu do tak elitarnej branży. Łapałem się wszystkiego: fotografii, inżynierii dźwięku.

Bartosz Kielak

W przededniu pandemii pracowałem nad tekstem śledczym, który był kontynuacją tematu poruszonego przez BBC Newsnight, wtedy jedną z czołowych redakcji śledczych, dziś to raczej show komentatorskie.

Sprawdzali oni powiązania byłego ambasadora Polski w Wielkiej Brytanii Arkadego Rzegockiego oraz jego pracowników ze środowiskami skrajnej prawicy. W Polsce tekst odbił się głośnym echem, pracowała nad nim Maja Rostowska, świetna dziennikarka i córka byłego wicepremiera Jana Vincenta-Rostowskiego. Spędziłem miesiące, dłubiąc przy tym temacie, ale nigdzie nie udało mi się go ulokować.

Próbowałem w Channel 4, w BBC... Ale dzięki współpracowniczce Mai, Yasminarze Khan, i kilku innym osobom zaproszono mnie na zmiany próbne. Wtedy zaczęła się jednak pandemia, newsroomy zamknęły się na ludzi z zewnątrz i nic się nie zmaterializowało.

Pod koniec 2020 roku zacząłem własne śledztwo w sprawie Caffè Nero, które zmieniało daty na żywności. Jako ich były pracownik wiedziałem, że to się dzieje, ale problemem było udowodnienie skali zjawiska.

Rozmawiałem z ponad setką osób, zebrałem pakiet wypowiedzi. Zgłosiłem się do "The Times", ponieważ w tamtym czasie mieli umowę dystrybucyjną z Caffè Nero, a gazeta leżała w każdej ich kawiarni w Anglii.

Byłem ciekaw, co weźmie górę: interes komercyjny czy społeczny. Pierwszy redaktor mnie zignorował, ale drugi Dominic Kennedy, obecnie mój bliski przyjaciel, który w ubiegłym roku przeszedł na emeryturę – po zapoznaniu się z dowodami nie miał wątpliwości.

Opublikował materiał na piątej stronie, był to najważniejszy temat dnia, nie licząc COVID-19. Zapłacili mi 300 funtów.

Później Jakub Krupa polecił mnie Karolinie Bacy-Pogorzelskiej i razem pracowaliśmy nad dokumentem o społecznościach pogórniczych w Anglii. Wykorzystałem to, by skontaktować się ze Sky News. Po dwóch godzinach treningu robiłem już telewizję nadawaną na cały świat.

Przełomem był kryzys migracyjny na granicy białoruskiej. Byłem pierwszym dziennikarzem, który dostarczył nagranie tłumu ludzi przekraczającego granicę, zanim agencje umieściły temat. Zacząłem pracować jako zastępca redaktora spraw zagranicznych.

Pamiętam jednak wpadkę: Keir Starmer, ówczesny lider opozycji, został nazwany przez kogoś "pedofilem". Redaktor kazał dodać napisy, pracowałem nad tym z montażystą, ale literówka sprawiła, że słowo zostało błędnie zapisane.

W Sky News panuje agresywna kultura pracy i podziękowano mi za współpracę. Myślałem, że to koniec, ale odezwała się Kasia Madera z BBC. Przez następne dwa lata byłem głównym producentem większości materiałów o wojnie w Ukrainie.

Bartosz Kielak

A jak z Twojej perspektywy zmieniło się podejście Brytyjczyków do naszej części Europy?

Zmienia się profil migranta, jest mniej pracowników sezonowych. Polska w parlamencie brytyjskim jest dziś stawiana jako jeden z największych sukcesów ekonomicznych ostatnich lat. Aczkolwiek nie da się cały czas pisać o Polsce, a jedynie gdy są ku temu powody.

Czy w Wielkiej Brytanii da się robić dobre dziennikarstwo?

To jeden z najlepszych krajów do tego zawodu. Choć środków jest coraz mniej, a branża zmaga się z pokusą "dziennikarstwa influencerskiego". Wciąż jednak istnieją liczące się redakcje, które piszą po angielsku i to oddziaływuje na cały świat.

Mam też szacunek do warsztatu polskich dziennikarzy, ale zarazem w Polsce dostrzegam wiele chorób branżowych. Przykładowo: rzadko zdarza się, by redakcja wysyłała freelancera w teren, a w "The Times" miałem opłacane m.in. wyjazdy do Pragi, Polski czy Estonii.

Wyobrażasz sobie powrót do pracy w Polsce?

W kraju nie jestem rozpoznawalny, a dla redaktorów moje nazwisko niewiele znaczy. Mój dom jest w Londynie, piszę po angielsku. Bycie polskim dziennikarzem w Polsce nie było moim celem. Chociaż nie ukrywam, lubię dzielić się doświadczeniem, więc mogło by to być ciekawym projektem. Koncentruję się na współpracy z "The Times" czy innymi zagranicznymi tytułami.

W Polsce BBC stawiane jest nadal jako wzór standardów, a jak to wygląda z bliska?

BBC ma niesamowite standardy etyczne. Często sama sobie szkodzi, bo przez ogromne obostrzenia redaktorzy są tak ostrożni, że prowadzi to do oskarżeń o stronniczość. Nigdy nie spotkałem się tam z otwartym manifestowaniem poglądów politycznych. Miałem współpracowniczkę, niesamowicie uprzejmą osobę.

Po odejściu z BBC stała się jednym z najbardziej jadowitych głosów w debacie antytrans na X. Nigdy byś nie przypuszczał, że ta osoba będzie miała podobne przekonania.

Gdy pracowałem nad tekstem o zmianach w TVP, wpuszczono mnie do okupowanego budynku przy Placu Powstańców Warszawy. Rozmawiałem tam z Samuelem Pereirą i Michałem Adamczykiem. Zszokowała mnie swoboda, z jaką polscy dziennikarze mediów publicznych wypowiadają się o swoich poglądach.

Bartosz Kielak

W brytyjskich mediach sytuacja, w której ktoś realizuje prywatną agendę polityczną za publiczne pieniądze, jest nie do pomyślenia. To zjawisko oddaliło w mojej głowie perspektywę powrotu do Polski. Nie ma tu woli politycznej, by stworzyć odpowiednik BBC.

Czy Brytyjczycy rozumieli zmiany, jakie zachodziły w polskich mediach publicznych na przełomie 2023-2024 roku?

Jestem okropną osobą, żeby się o tym wypowiadać, bo moja perspektywa jest bardzo zaburzona. Nie tylko jestem byłym pracownikiem BBC, ale też wiem o tym więcej niż 99,9 proc. Brytyjczyków.

Tak więc tłumacząc ten temat Brytyjczykom musiałem wskazywać na to, że TVP cieszyło się przez lata dużym szacunkiem jako cenne źródło dostępu do sztuki, kultury czy nawet wiadomości, ale politycyzacja telewizji pozbawiła wiele osób podstawowego prawa do rzetelnej informacji.

Wiem, że zmiany w mediach publicznych były potrzebne, pod wieloma względami pewnie się sprawdziły. Ale też nie da się ukryć, że wciąż nie jest idealnie.

Brytyjskie media to nie tylko "The Times" czy "The Guardian", ale także "The Sun" oraz inne tabloidy. Jak te dwa światy współistnieją?

To trwała spuścizna Ruperta Murdocha. Brytyjskie dziennikarstwo jest bardzo agresywne. Nie wyobrażam sobie pracować w takim miejscu, jak "The Sun" czy "Daily Mail".

Mam przywilej pisać dla dobrego wydawcy, który nie wychodzi z założenia, że trzeba obrażać obiekt swojego artykułu, żeby to się "klikało". Staram się być bardzo niepolityczny, więc nie czułbym się komfortowo, pisząc teksty na zamówienie wycelowane w polityka czy inną znaną osobę.

Jak "The Times" radzi sobie z monetyzacją cyfrową?

Dobrze, większość artykułów jest zamknięta i to działa. Ale i tak rynek się zmienia. I to na niekorzyść. 20 lat temu każdy korespondent miał asystenta i mieszkanie, teraz zasoby się kurczą. Najważniejsze są obecnie segmenty wideo i podcasty.

A jak w Wielkiej Brytanii podchodzi się do AI?

BBC korzysta z niej coraz śmielej, ale "Financial Times" i "The Times" podchodzą bardzo ostrożnie. Znajomi w czołowej stacji radiowej, LBC, korzystają z ElevenLabs do klonowania głosów prezenterów czy korespondentów. Co ciekawe, program nie radzi sobie za dobrze z akcentami z Irlandii Północnej.

Sztucznej inteligencji nie można bezrefleksyjnie ufać, tak samo jak nie bierzemy informacje z Wikipedii. Używam jej do kondensowania raportów czy transkrypcji, ale nie zastąpi ona ludzi, którzy robią to, czym się zajmuję.

Jako redaktor wiadomości BBC żonglujesz dziesiątkami zespołów korespondenckich, zlecasz teksty, reportaże, myślisz o adaptacji na inne platformy. AI może ci pomóc, ale nie zastąpi w żadnym wypadku pracy korespondenckiej.

Największa stajnia lokalnych dzienników i tabloidowych klikadeł, Reach plc, kurczy się, a redakcje stawiające na jakość mają stabilną sytuację finansową. Jakość przyciąga czytelników, a krótkie teksty męczą i odstraszają.

Wiesz może jak spadły zasięgi z uwagi na Google AI Overview?

Jest to olbrzymie zmartwienie. Kiedyś redakcje inwestowały w Facebooka, ale Facebook zmienił algorytm i redakcje zaczęły tracić pieniądze. TikTok długo funkcjonował bardziej z obowiązku niż z przekonania. YouTube BBC był całkowicie wyłączony. A w tym roku otworzyli departament youtubowy, który jest najszybciej rosnącym programem newsowym.

Media muszą się zmieniać, ale kontrola nad platformą, tym, w jakiej formie i jak docierają do odbiorców, pozostaje priorytetem. Ważne, by wciąż chciały dawać szanse na pogłębione materiały.

SLAPP-y są w Polsce kolejnym problemem. Jak to wygląda w Londynie?

W ostatnich latach jest to coraz częstsze. Był to duży kłopot m.in. w związku z artykułami o rosyjskich oligarchach czy bogaczach z Bliskiego Wschodu, którzy używają takich metod procesowych, żeby zamykać usta dziennikarzom. Są prace nad zmianami w prawie, ale niewiele się na razie zmieniło.

Czy da się godnie i stabilnie żyć jako dziennikarz w Wielkiej Brytanii?

Jak najbardziej, ale rynek jest nasycony. Miejsc jest mało, absolwentów dziennikarstwa coraz więcej. Mam olbrzymią przyjemność z tego, co robię. W BBC zarabiałem bardzo dobrze. Obecnie czekam na jedną z tych rzadkich, dużych szans – może etat redaktora spraw zagranicznych lub korespondenta. Wciąż czuję, że jestem na początku i przede mną wiele lat pracy.

Co powiedziałbyś młodym polskim dziennikarzom, którzy marzą o pracy w zagranicznych mediach, ale obawiają się braku znajomości lub bariery językowej?

Jeśli marzą o produkcji telewizyjnej, bariera językowa nie jest kluczowa, bo język obrazów jest uniwersalny. Instynktu dziennikarskiego – budowania napięcia, kontrastu – nie da się podrobić. Budowanie kontaktów jest podstawową umiejętnością. Trzeba pytać, prosić o możliwość pracy przy zmianach, pisać artykuły.

W mediach zawsze jest tłoczno – wielu chętnych. Myślę, że najlepszy przykład to "The Guardian", który jest jedynym dużym dziennikiem lewicowym w Anglii. Każdy młody, ambitny dziennikarz o idealistycznych poglądach, nie myśli o tym, żeby pisać dla "Daily Mail" czy dla "The Telegraph", tylko bardziej, by pisać właśnie dla "Guardiana". Winszuję Jakubowi Krupie, który jest jednym z czołowych redaktorów w tej redakcji.

Doceniam także wielu innych polskich dziennikarzy czy podcasterów – przykładem może być Marcin Giełzak, który jest odrobinę bardziej zaangażowany politycznie, ale mało jest osób, które tak dużo czytają. Jagoda Grondecka, czołowa korespondentka, fenomenalny warsztat.

Poznałem Patryka Słowika czy Patryka Michalskiego, którzy mają olbrzymią wiedzę oraz umiejętności dobijania się do ludzi. Pracując w mediach brytyjskich zawsze ceniłem styczność właśnie z tego typu osobami.

Natomiast z perspektywy Londynu dostrzegam też wady polskiego dziennikarstwa. Gdy wchodzę na stronę czołowego portalu newsowego i widzę, że temat, o którym piszą media na świecie, jest przemilczany, w zamian wyeksponowane są tematy jasno atakujące daną opcję polityczną, to jest to szkodliwe i bolesne.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

PKO BP odświeża aplikację mobilną

PKO BP odświeża aplikację mobilną

XTB stawia na globalny storytelling. Kampania z Tysonem Furym i Zlatanem Ibrahimoviciem

XTB stawia na globalny storytelling. Kampania z Tysonem Furym i Zlatanem Ibrahimoviciem

John Malkovich odkrywa Chorwację w nowym filmie promocyjnym tego kraju

John Malkovich odkrywa Chorwację w nowym filmie promocyjnym tego kraju

"Zacznij wydziwiać" hasłem promującym nowość w ofercie Hortexu

"Zacznij wydziwiać" hasłem promującym nowość w ofercie Hortexu

Marka Kujawski z kolejną akcją pomocy pszczołom

Marka Kujawski z kolejną akcją pomocy pszczołom

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie przedłuża współpracę z LuckyYou

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie przedłuża współpracę z LuckyYou