W poniedziałek wieczorem po sieci zaczęło krążyć zdjęcie (często wraz z linkiem) do opisu kurtki-wiatrówki marki Ellesse, sprzedawanej na platformie Zalando. Była oferowana w promocyjnej cenie 267,75 zł.
Pewnie nie wzbudziłoby to większego zainteresowania, gdyby nie fakt, że obok opisu produktu na zdjęciu pojawił się model łudząco podobny do premiera Donalda Tuska.
Oprócz granatowej wiatrówki miał na sobie czapkę z daszkiem i jeansy. Lewą rękę trzymał w kieszeni kurtki.
Donaldinio i inne
Wielu internautów w komentarzach pod – udostępnianym szeroko na platformach społecznościowych – zdjęciem zaczęło kpić z sytuacji materialnej w kraju, sugerując, że premier musiał szukać dodatkowego zajęcia.
" Tak bieda w Polsce, że aż premier Tusk musi dorabiać jako model na Zalando XD" –napisał jeden z internautów. Inny skomentował: "Nie wiedziałem, że Tusk dorabia jako model w Zalando".

Na jednym z facebookowych profili modela w wiatrówce nazwano "Donaldinio". Pojawiły się też określenia w stylu "Herr Tfusek" czy stwierdzenia w rodzaju: "Young ryży wchodzi do gry" lub "Kurteczka w zestawie z 100 konkretami".
W sieci wybuchła dyskusja o autentyczności zdjęcia. Część osób wątpiła, czy jest prawdziwe, inni publikowali screeny i linki, przekonując, że to nie fejk.
Na platformie X, m.in. pod materiałem Gońca czy wpisem Krzysztofa Stanowskiego o zdjęciu Donalda Tuska na Zalando pojawiły się komentarze takiej m.in. treści: "Tusk obiecywał patriotyzm gospodarczy to i wspiera niemiecki biznes"; "kontrakt podpisał na udział w niemieckich promocjach" czy "Zalando, jako niemiecka spółka, poprosił swojego grafika, żeby tę kolekcję zaprezentował typowy Niemiec".
Oferta wiatrówki z wzbudzającym sensację modelem zniknęła ze strony Zalando we wtorek rano. Po kliknięciu w link prowadzący do strony pojawia się teraz komunikat: "Ta strona wyszła z mody".

AI bez kontroli?
Do dyskusji włączyli się też branżowi eksperci na LinkedIn. Wojtek Kardyś, ekspert ds. social media, prowokacyjnie zapytał: "Jak myślicie, ktoś nie zauważył przy generowaniu AI czy może to specjalna akcja promująca portal (na kontrowersji)?! A może Donald Tusk dorabia sobie jako model?"
"Tak się kończy AI bez kontroli" – odpowiedział mu Adrian Kruk, CEO Crococode.
Michał Mazur, specjalista od social mediów i content strategy, dodał: "Ciekawe w sumie, czy to jakiś sprytny RTM, czy może jednak ktoś zrobił im darmowy marketing, bo teraz o Zalando huczy cały polski internet".

Bardzo konkretnie i rzeczowo odniosła się do zaistniałej sytuacji Paulina Suszek, art directorka i ekspertka social mediów. Zwróciła uwagę, że tworzenie zdjęć produktowych dla multibrandów typu Zalando często jest zlecane innym podmiotom. Zauważyła, że aby fotografować taką ilość produktów, inhouse studio wyglądałoby jak kilka magazynów Amazona.
"Zalando wysyła paczki z produktami, studio odsyła paczki ze zdjęciami. Więc opracowuje się styl zdjęć, określone są standardy światła, póz etc. Wszystko idzie dobrze, gdy studio, któremu się to zleca, oraz team jest profesjonalny, casting zrobiony jest dobrze i pilnowana jest jakość zdjęć" - opisała, dodając: "W tym wypadku podwykonawca chciał zaoszczędzić na wizerunku modeli i jak widać nieumiejętnie bawił się z AI. Podejrzewam, że Zalando mogło tego nawet nie zauważyć. Preferują modeli (teraz już na pewno zwrócili uwagę). Zalando robi castingi, aby mieć kontrolę nad tym, kto pozuje i są to dość restrykcyjne castingi. Tu zawiodła weryfikacja materiału już po podpisaniu umowy z wykonawcą" – napisała Suszek.

Ekspertka oceniła, że problem nie dotyczy zabawnego incydentu z wizerunkiem przypominającym polityka, lecz systemowego wykorzystywania modeli i modelek, by minimalizować koszty.
Czy Zalando korzystało ze wsparcia zewnętrznej firmy? Dlaczego nie zauważyło podobieństwa modela do Donalda Tuska? Czy w ogóle platforma miała jakąkolwiek kontrolę nad zdjęciem, które się na niej pojawiło? I dlaczego je usunięto? Zapytaliśmy o to Zalando. Na odpowiedzi wciąż czekamy.














