Likwidator z planem na przyszłość. Szef Polskiego Radia: Zaskoczyły mnie puste korytarze [WYWIAD]

Zdarzyło się, że dzień przed wypłatami Paweł Majcher nie miał pieniędzy na wynagrodzenia dla pracowników. Dotacja przyszła na czas, ale problem z planowaniem budżetu pozostał. Prezes, likwidator i redaktor naczelny Polskiego Radia zabrał mnie w podróż za kulisy państwowej rozgłośni. Rozmawiamy o absurdach trwającej likwidacji, planowaniu budżetu przy wsparciu ministerstwa, sukcesach i planach Polskiego Radia, zmianach kadrowych, pensjach, etatach i wielu innych sprawach.

Michał Mańkowski
Michał Mańkowski
Udostępnij artykuł:
Likwidator z planem na przyszłość. Szef Polskiego Radia: Zaskoczyły mnie puste korytarze [WYWIAD]
Paweł Majcher, prezes likwidator Polskiego Radia.

Czym się różni prezes od likwidatora?

Operacyjnie niczym.

Prezes rozwija, likwidator zwija?

To, że spółka jest w likwidacji, nie oznacza, że nie mamy realizować powinności zapisanych w ustawie, która nakłada na nas obowiązek realizacji misji.

Ciężko się pracuje z oddechem permanentnej "likwidacji" na karku? To chyba mało komfortowe.

Także przy likwidacji mamy polecenie właściciela, aby tę misję realizować i dbać o stan spółki, żeby nie zmniejszyła się jej wartość. Nie będę tu narzekał na swój komfort.

To bez sensu: albo chce się coś rozwinąć, albo zlikwidować.

Dlatego zmniejszamy zatrudnienie, jest zdecydowanie mniej dyrektorów, wyprzedawaliśmy zbędny majątek. Sprzedajemy nieruchomości, mieszkania, obiekty i lokale usługowe. To wszystko działania likwidacyjne. Likwidacja nie może jednak dotyczyć konkretnych programów, bo obowiązuje nas karta powinności, a regulator nie chce zmienić tych zobowiązań.

Dla mnie najważniejsze, żebyśmy nie zlikwidowali słuchaczy. I oni mają oceniać, czy radio im się podoba, a nie zajmować się tym, czy jest w likwidacji. Słuchacze nie mogą odczuć, że jesteśmy w likwidacji.

Paweł Majcher
prezes, likwidator i redaktor naczelny Polskiego Radia

Bo może nie jest, a wszyscy zaakceptowali chwilowy wytrych prawny jako coś normalnego i stałego?

Nie. Dlaczego wytrych prawny?

No ja definicję słowa "likwidacja" rozumiem dosłownie, ale nie widzę, by Polskie Radio i TVP miały zostać faktycznie zlikwidowane.

Od czego w ogóle zaczęła się likwidacja? Od zawetowania ustawy okołobudżetowej w grudniu 2023 roku, co spowodowało utratę stabilnego finansowania. To największy problem w zarządzaniu spółką w likwidacji: nie ma stałego finansowania. Nie da się zaplanować roku, to finansowanie ad hoc. A my mamy zobowiązania, by produkować określone rzeczy.

W porównaniu z mediami komercyjnymi macie jednak nieporównywalny komfort, bo wiecie, że jak zabraknie, to ostatecznie "coś" z ministerstwa wpłynie.

Albo nie wpłynie.

Ostatecznie musi.

Dlaczego musi?

Na razie zawsze się udawało.

Nigdy nie wiem, na czym stoję. Mogę dostać 100 lub 200 milionów, teraz dostaliśmy jedną trzecią wnioskowanej kwoty. W takich realiach nie jestem w stanie planować długofalowo i to największy problem dla spółki.

Z kolei pracownicy mają kłopot z zaciąganiem kredytów przez pracę w firmie w likwidacji. To wielki problem. Nie ma spotkania z pracownikami, żebym o tym nie słyszał. Wiem, że niektóre banki już udzielają kredytów osobom pracującym w medialnych spółkach w likwidacji.

Paweł Majcher
prezes, likwidator i redaktor naczelny Polskiego Radia

To jak już banki tak robią, to trudno o większy dowód, że wszyscy zaakceptowali permanentny stan likwidacji.

O, à propos działań likwidacyjnych. Teraz, w porozumieniu z ministerstwem, staramy się wyodrębnić ze struktur spółki Orkiestrę Polskiego Radia, żeby się usamodzielniła.

Po co Wam orkiestra?

To europejska tradycja, że istnieją orkiestry czy chóry radiowe. Przez ostatnich 20 lat one stopniowo się usamodzielniały, ale nadal z nimi pracujemy.

Chór i orkiestrę ma Pan na swoim payrollu?

Wykupujemy licencje na nagrania, które emitujemy w Programie Drugim. Po to istnieje ten program, żeby emitować to, co orkiestry stworzą i zagrają. To największa filharmonia w Polsce, która ma 200 tysięcy słuchaczy każdego dnia. Mamy umowy o współprowadzeniu i płacimy za licencje.

To nie są tajemnice: NOSPR płacimy dwa miliony złotych, orkiestrze Amadeus 900 tysięcy, a chórowi – 750 tysięcy. A Orkiestra Polskiego Radia z prawie setką muzyków nadal jest w naszej strukturze. Grają, ćwiczą i nagrywają. Odnoszą wielkie sukcesy, ostatnio grali z wybitnym pianistą Lang Langiem na Centralnym Placu Muzyki przed pod Pałacem Kultury i Nauki.

Uśmiecham się, bo z perspektywy osoby zarządzającej medium – i to w likwidacji – wyobrażam sobie ciągoty do wydania tych pieniędzy inaczej.

Oczywiście, ale wyodrębniam orkiestrę nie po to, by ją zabić, tylko żeby dostała więcej tlenu. To była inicjatywa samej pani minister. Jako samodzielna jednostka – współprowadzona przez nas i ministerstwo – będzie miała większe możliwości rozwoju i pozyskiwania dodatkowych pieniędzy. Szukam jeszcze trzeciego – samorządowego – partnera.

Prezes-likwidator-redaktor naczelny. Niczym Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty w jednej osobie. Czy te role nie są sprzeczne?

Nie.

Tu biznes, tu redakcja.

To wszystko jest połączone. Realizujemy misję, ale musimy wiedzieć, dla kogo to robimy, bo nie dla siebie. Słuchalność jest dla mnie bardzo ważna. Kiedy przyszedłem, radio nie kupowało, nie było badań słuchalnościowych, co uważam za kompletną aberrację.

Dziennikarze muszą wiedzieć, do kogo mówią, mieć punkt odniesienia. Mówię zespołom, kiedy jest dobrze, a kiedy źle. Robimy szczegółowe badania jakościowe, fokusy, a także mniejsze badania ilościowe, żeby zdobyć jak najwięcej wiedzy o słuchaczach. To pomaga konstruować programy. Audycja musi być atrakcyjna dla słuchacza, a nie tylko dla autora.

Co Pana najbardziej zaskoczyło, gdy wszedł Pan do Polskiego Radia?

Na poziomie operacyjnym niewiele, byłem reporterem, wydawcą, prowadzącym, szefem całego radia, potem wiceprezesem, więc znałem je bardzo dobrze. Na poziomie ludzkim za to zaskoczyły mnie puste korytarze. Zwłaszcza w Trójce na Myśliwieckiej.

Bo tyle ludzi pozwalniano czy pracowali zdalnie?

Dało się odczuć pewien strach po tych poprzednich latach. Bardzo szybko starałem się nawiązać bliski kontakt z ludźmi, bo nie ze wszystkimi się znaliśmy. Pierwszego dnia napisałem szczery list, w którym wyjaśniłem, po co przyszedłem i co zamierzam zrobić.

Jakie były reakcje?

Odbiór był bardzo dobry. Wchodziłem do radia w bardzo specyficznym czasie. Moją poprzedniczką była osoba, która przejdzie do historii Polskiego Radia. Niestety dla niej będzie się za nią ciągnęła czarna legenda osoby, która zabiła esencję Polskiego Radia, czyli Program Trzeci.

Ludzie byli zmęczeni złymi rzeczami, które mówiło się o radiu. Jest u nas pracowniczka, która wstydziła się mówić, że pracuje w Polskim Radiu, bo to miejsce, o którym większość źle mówiła. To normalne, że ludzie chcą pracować w miejscu, które dobrze się kojarzy. Liczyli, że ten zły wizerunek się zmieni.

Udało się?

Uważam, że tak. Pracuje się zupełnie inaczej i wiem to od pracowników. Przez ostatnie trzy lata o Polskim Radiu nie mówiło się w kontekście afer czy skandali. Nie było żadnych negatywnych historii, do jakich dochodziło wcześniej.

Mówiło się za to między innymi o wielkim sukcesie podcastu o "Heweliuszu", który osiągnął ponad pięć milionów odsłuchań, co też potwierdza słuszność naszej strategii rozwoju treści na żądanie. Nawiasem mówiąc, Roman Czejarek otrzymał za tę produkcję najbardziej demokratyczną nagrodę dziennikarską "Wirtuale". To powoduje, że ludzie są bardziej zadowoleni z miejsca, w którym pracują. Oczywiście nie wszyscy tak sądzą, zawsze może być lepiej. Miałem wielkie oczekiwania, ale wiem, że popełniliśmy sporo błędów. Część rzeczy należało może przyspieszyć, część zrobiliśmy może za szybko.

Na przykład?

Zderzyłem się z tym, że w ciągu ośmiu lat poprzedzających moje przyjście słuchalność wszystkich naszych anten spadła wyjątkowo mocno: z prawie 20 do 8 procent. Straciliśmy wówczas prawie 3 miliony słuchaczy. Wierzyłem, że szybciej uda się odbudować zaufanie słuchaczy i osiągnąć zdecydowanie wyższą słuchalność. Jako doświadczony radiowiec powinienem wiedzieć, jak funkcjonuje ten rynek: o wiele łatwiej stracić słuchaczy niż ich odzyskać.

Macie też niefart, bo masa Waszych słuchaczy uciekła do Radia 357 i Radia Nowy Świat, z którymi mocno się związała.

Oczywiście. To są najwierniejsi słuchacze, tacy "heavy userzy".

I nie tylko słuchają, ale jeszcze płacą.

Tak, są bardzo zagorzali. Przypuszczaliśmy, że szybciej odbudujemy ich zaufanie i wrócą do Trójki czy innych programów, za które nie trzeba płacić. To bardzo trudna droga, którą codziennie trzeba konsekwentnie pokonywać.


Są efekty: widać już, że słuchalność Programu Pierwszego ładnie idzie w górę, ale to długofalowy proces. Ruszyła też Trójka. Zmieniliśmy trend na rosnący. A to dla nas najważniejsze. Nie wiem nawet, dlaczego liczyłem, że pójdzie szybciej, bo to było niemożliwe.

Macie zaległości w płatnościach, o których mówi się w przypadku TVP?

Nie. Raz tylko w kwietniu 2024 roku było naprawdę bardzo źle. Pamiętam, że 27 kwietnia nie miałem pieniędzy na wypłaty przewidziane na 28 kwietnia.

Ale zdążył Pan?

Tak.

Wtedy przyszły pieniądze z ministerstwa?

Tak, przyszła dotacja. Płatności dla kontrahentów łatwiej przełożyć, ale dla pracowników nie. Nasza sytuacja jest trudna także dlatego, że zasadniczą część wydatków stanowią koszty pracownicze. Tym różnimy się od telewizji. Audycje produkują przede wszystkim nasi pracownicy, a nie zewnętrzni producenci. Oczywiście ich również mamy, ale w mikroskali w porównaniu z telewizją. Utrzymujemy płynność, nie mamy zaległych zobowiązań. Wszystko idzie tak, jak powinno.

Ile dzisiaj kosztuje utrzymanie Polskiego Radia w skali roku?

Około 420 milionów złotych rocznie bez rozgłośni regionalnych, samo Polskie Radio.

Ile z tego stanowią wynagrodzenia?

Około 40–50 procent.

A reszta?

Bardzo drogie jest samo nadawanie. Nadajemy w FM, a to nie są nasze nadajniki. Głównie korzystamy z Emitela, który ma około 70 procent rynku. Jest Radiowe Centrum Nadawcze w Solcu Kujawskim i fale długie – to akurat nasz obiekt – oraz DAB+. Płacimy za możliwość emisji. To gros kosztów.

Roczny budżet wynosi około 420 milionów złotych. Składa Pan wniosek i dostaje jedną trzecią potrzebnej kwoty. Co wtedy?

To nie wygląda aż tak prosto. Nasz budżet składa się z wielu elementów. Około 150 milionów złotych rocznie to pieniądze abonamentowe z KRRiT przekazywane w transzach. W 2024 roku, za przewodniczącego Macieja Świrskiego, przez pierwszych dziewięć miesięcy nie były przekazywane.

Teraz wygrywamy te sprawy, ale pieniądze cały czas nie są zwracane. Poza tym mamy wydawnictwa płytowe, fonografia działa na zasadach komercyjnych i daje kilka milionów złotych przychodu rocznie. Agencja reklamy generuje z rynku ponad 30 milionów złotych.

Czysto komercyjnego przychodu?

Tak. Warto dodać, że zanim Trójka została zarżnięta, to było 70 milionów. Polskie Radio straciło na jej zniszczeniu około 40 milionów złotych rocznie. Była to antena z największymi przychodami reklamowymi i najbardziej atrakcyjnym dla reklamodawców słuchaczem. Radio mocno wtedy oberwało finansowo. Mamy także dotację na Polskie Radio dla Zagranicy, około 14 milionów złotych. Dochodzą współprace, granty i projekty. Pozostaje luka, którą wypełnia dotacja. Nie mogę jednak narzekać. Rozmowy z ministerstwem są trudne, ale funkcjonujemy.

I jak często Pan rozmawia z ministerstwem?

Teraz rozmawiałem nieco częściej, bo ważą się losy dotacji, ale zwykle do samego ministerstwa chodzę bardzo rzadko. Mniej więcej raz na kwartał. Poza tym dochodzi też sporo spotkań kuluarowych podczas wydarzeń kulturalnych czy okolicznościowych.

Jak takie spotkania w ministerstwie wyglądają? Robi Pan prezentację?

(śmiech). Slajdów akurat nie przygotowuję, ale opowiadam o projektach, które realizujemy. Wyjaśniam, co jest ważne i jaki ma oddźwięk.

Z jednej strony nie zazdroszczę. Z drugiej, jakie inne medium może sobie pozwolić na uruchomienie portalu bez reklam? Wy to robicie.

To akurat jest eksperyment. Kiedy przyszedłem do Polskiego Radia, prawie nie było przychodów z reklamy internetowej, więc i tak nie mieliśmy tu co stracić. W portalu PolskieRadio24.pl i naszej aplikacji postanowiliśmy spróbować z modelem w ogóle bez reklam. Jako medium publiczne musimy się czymś wyróżnić. Na antenie od razu słychać, że różnimy się od stacji komercyjnych. W portalach chciałem sprawdzić, czy odbiorca zmęczony wyskakującymi reklamami to doceni.

I po liczbach widać, że portal radzi sobie naprawdę nieźle. Macie też trochę ciekawych formatów prezentacji treści. Z boku tego nie widać.

W lipcu byliśmy po raz pierwszy liderem wśród portali stacji radiowych. Natomiast nie jest tak, że wykluczamy reklamy na zawsze. Chcieliśmy zacząć bez nich i zobaczyć, jak szeroko dotrzemy. Podobnie było z naszymi podcastami. Jesteśmy wszędzie, nie tylko u siebie, ale także na zewnętrznych platformach.

Dopiero teraz będziemy mieli pierwsze osobiste śledztwo czołowej podcasterki true crime Justyny Mazur-Kudelskiej, przeprowadzone z Kamilem Bałukiem. Fragmenty pokażemy w różnych miejscach, ale po całość trzeba będzie przyjść do nas. Chodzi też o to, by ludzie zobaczyli, jak wiele podcastów mamy.

Będzie zamknięty?

Nie. Mam filozofię, że każdy powinien mieć dostęp nawet bez logowania. Zawsze mówię, że mamy 37 milionów subskrybentów, którzy już nam płacą. Byłoby nieprzyzwoite, gdyby płacili drugi raz za to samo. Jestem przeciwnikiem pobierania przez media publiczne dodatkowych opłat od słuchaczy.

Da się oszacować, jaki odsetek waszych słuchaczy odbiera radio w FM, a jaki korzysta z treści online?

W FM jest ich wciąż znacznie więcej. Problem w tym, że słuchaczy online i tradycyjnych liczy się inaczej. Porównujemy trochę gruszki z jabłkami, bo metodologia badań jest różna. Według Radio Tracka anten Polskiego Radia słucha każdego dnia ponad 2,5 miliona osób. Produkcje internetowe nie osiągają takiej skali. W szczytach dochodzi do 500 tysięcy odsłuchań dziennie. Nie sądzę, żeby te liczby w ogóle się wyrównały.

Tradycyjne radio jest kluczowe także ze względów bezpieczeństwa kraju. Nie możemy z niego zrezygnować. Słuchaczy korzystających z niego w tradycyjny sposób ubywa, ale w sytuacji kryzysowej radio jest kluczowym elementem komunikacji państwa z obywatelami.

Paweł Majcher
prezes, likwidator i redaktor naczelny Polskiego Radia

Ludzie uwierzyli, że cyfrowe urządzenia to całe nasze życie i w razie kryzysu nas uratują. Ale kiedy nie ma prądu ani internetu, jak podczas powodzi w 2024 roku, telefon nadaje się najwyżej na podkładkę pod kubek. Radio można uruchomić zawsze i ma praktycznie nieograniczoną możliwość docierania do ludzi.

Macie procedury na szczególne wydarzenia, podobne do procedur BBC na wypadek śmierci monarchy?

Mamy procedury dotyczące alertów RCB. Wprowadzamy teraz rozwiązanie związane z alertami RCB o zagrożeniach z powietrza: w nocy będziemy regionalizować główną antenę. Gdy przyjdzie alert dla województwa lubelskiego lub podkarpackiego, przerwiemy program na nadajnikach obsługujących te regiony i wyemitujemy komunikat RCB. Procedura przewiduje, że komunikat trafia do grupy kluczowych osób; trzy z nich, w tym ja, są budzone. Tylko ja mogę wydać dyspozycję przerwania programu.

Patrzę też na te plakaty podcastów za Panem i widzę klucz. Łapiecie to, co jest popularne na Netfliksie i się od tego odbijacie do swoich produkcji.

Radio nie ma już takiej siły jak kiedyś, by samo wygenerować trend. Musi wpisać się w to, o czym wszyscy mówią. To samo robią przecież portale. Nasze produkcje muszą być planowane wcześniej, podcastu nie robi się w kilka dni. Trzeba obserwować rynek. Rok temu mówiłem współpracownikom: "Za rok wszyscy będą mówić o Lalce". Nie trzeba być wybitnym analitykiem, by wiedzieć, że kiedy powstają dwa filmy o tak znanej książce, będzie o niej głośno.

I macie coś swojego o "Lalce"?

Polskie Radio przygotowało kilka adaptacji "Lalki", czytamy ją, ale chcemy dorzucić coś nowego do dyskusji. Pracujemy nad alternatywną wersją "Lalki" i mam nadzieję, że na początku października ją wypuścimy. Podobnie było z "Heweliuszem".

Kurą znoszącą złote jajka.

O planowanej superprodukcji Netfliksa dowiedziałem się na festiwalu w Gdyni rok wcześniej. Wróciłem i powiedziałem: zróbmy swojego "Heweliusza". Mamy nagrania, jest Romek Czejarek, spróbujmy. Ale oczywiście nie spodziewałem się aż takiego sukcesu. Ze współpracownikami ciągle zastanawiamy się, co za jakiś czas będzie przyciągało publiczność. Za rok będą wybory, więc dla Polskiego Radia 24 szykujemy nowe produkcje, formaty i program. Spodziewamy się wzrostu słuchalności i chcemy zwrócić uwagę na tę całodobową antenę informacyjną. Kończymy też duży projekt z ElevenLabs.

Jaki?

Bezpłatnie przetranskrybowali całe nasze archiwum. Sześć komputerów przez dwa miesiące pracowało non stop, by to zrobić. To miliony nagrań sięgających czasów Piłsudskiego. Chcemy to uporządkować, żeby można było szukać sobie po słowach kluczowych.

Kiedy będzie można to zobaczyć i przeszukać?

Niedawno skończyła się transkrypcja. Teraz przygotowujemy katalogi i słowa kluczowe, także z pomocą sztucznej inteligencji, więc potrzebujemy jeszcze chwili.

Przerzucę piłkę na drugą stronę murawy. W 2024 roku Pana pensja wynosiła 35 tys. złotych brutto…

… i nadal tyle wynosi, nic się tu nie zmieniło.

I to wszystko? Nie ma żadnych dodatków, premii?

Nie mam dodatków ani premii. Pracuję na kontrakcie menedżerskim, który działa podobnie do umowy zlecenia. Trzeba też pamiętać, że na rękę dostaję nieco ponad połowę.

Nie za mało, jak na szefa Polskiego Radia z budżetem 420 milionów złotych i 1200 pracownikami?

Nie będę oceniał, czy to mało, czy dużo. To publiczne pieniądze. Co mam panu powiedzieć? Moi poprzednicy dostawali około 100 tysięcy złotych premii rocznej.

W porównaniu z rynkowymi stawkami szef spółki tej skali i rangi powinien zarabiać więcej niż 35 tys. zł brutto.

Rozumiem, ale nie narzekam.

Jak w tych realiach zatrudniać fachowców na najwyższe stanowiska?

A jednak się udaje. Mamy świetnych szefów stacji czy serwisów, ale fakt, bywały rozmowy z menedżerami oczekującymi dwa i pół albo trzy razy tyle. Jedna z takich osób później była gotowa zgodzić się na nasze warunki, ale miałem już kogoś na to miejsce. Nie udało mi się też ściągnąć kilku dziennikarzy, których widziałem jako twarze radia. Tu przeszkodą były pieniądze.

Jest tak jak w ratuszu, że fachowcy mogą zarabiać więcej od prezydenta?

Mogą, ale teraz pensja prezesa-likwidatora jest najwyższa.

W TVP były czystki kadrowe, a w Polskim Radiu?

Na stanowiskach dyrektorów programowych i szefów redakcji wszędzie były zmiany.

Ze środka usłyszałem, że wśród długoletnich pracowników jest żal, że mimo wszystko wciąż pracują osoby odpowiedzialne za linię redakcyjną z czasów PiS.

Patrzę na Jedynkę, Dwójkę, Trójkę, Czwórkę, 24, Polskie Radio dla Zagranicy, Radio dla dzieci, Teatr, Studio Reportażu, portal i kierują nimi osoby powołane po 2024 roku.

Może nie chodzi im tylko o dyrektorów, ale o tych, którzy polecenia wykonywali.

Wymieniłem dyrektorów, szefów redakcji i prowadzących sztandarowe programy, ale nie mogę i nie chcę mówić dyrektorom "Zwolnij tego i tego dziennikarza". To jest też odpowiedzialność dyrektorów, którzy mają pewną autonomię. Nie mogę wchodzić tak głęboko i wskazywać, kogo mają zwolnić. Pracuje tu nadal wiele osób z tamtego okresu. I nie widzę w tym niczego złego.

Czy Polskie Radio jest w bardziej komfortowej sytuacji niż Telewizja Publiczna? Wszyscy najpierw patrzą na TVP.

Powiem tak: dobrze nam w cieniu. Pieniądze potrzebne nam do funkcjonowania są nieporównywalne z tymi dla telewizji.

Jednym z głównych zarzutów wobec mediów publicznych przez lata było silne upolitycznienie. Czy dziś może Pan z czystym przekonaniem spojrzeć w lustro i powiedzieć, że w Polskim Radiu nie realizuje się jednej politycznej linii?

Absolutnie! Nikt na nikogo nie naciska, by pokazywał jedno, a pomijał drugie. Jedyne, na co naciskamy dziennikarzy, to, żeby atrakcyjnie opowiadali słuchaczom historie, a nie żeby mówili odbiorcom, co mają myśleć.

To jak to jest, że KRRiT publikuje w tym roku monitoring, w którym po analizie 50 programów zarzuca Polskiemu Radiu brak pluralizmu oraz jednostronny przekaz?

Czytałem ten raport. Pomieszano w nim gruszki z jabłkami. Był nierzetelnie przygotowany, bo jak o czymś takim rozstrzygać może to, że dziennikarz nie zareagował, gdy jeden poseł powiedział coś złego o prezydencie i uznano to za stronniczość. A tak brzmiał jeden z argumentów tego monitoringu.

Publikowałem już dane o obecności kandydatów na antenach Polskiego Radia podczas wyborów prezydenckich w 2020 i 2025 roku. Różnica jest widoczna gołym okiem. To czyste dane, ile kto był obecny i widać, że pluralizm jest teraz zachowany, czego nie można powiedzieć o kampanii w 2020 czy 2023 roku. Od początku mówiliśmy pracownikom: ma być wyważenie. Komentarz jest komentarzem, serwis jest serwisem.

Uważa Pan, że KRRiT celowo przygotowała raport podważający Pańskie dane?

Absolutnie tak, nie mam wątpliwości. Nawet jest taka hipoteza, że takie analizy robią ludzie, którzy wcześniej pracowali w Polskim Radiu. Jestem niemal pewien, że robią je osoby zwolnione stąd za propagandę.

Raport raportem. A od kogoś, kto zna Polskie Radio przed PiS, w trakcie PiS i po PiS, usłyszałem, że naciski na realizowanie jednej linii bywają dziś jeszcze mniej subtelne niż za PiS.

Trudno odnieść się do anonimowej wypowiedzi. Czy chodzi o to, że szef jakiejś anteny na kogoś naciska? Z mojego punktu widzenia: czy myśli pan, że gdybym zadzwonił do Renaty Grochal, Rocha Kowalskiego albo Jacka Czarneckiego i próbował im coś narzucić, posłuchaliby mnie? To dziennikarze z dużym doświadczeniem, nie pozwolą sobie mówić, jak mają myśleć czy prowadzić rozmowę.

Czy istnieje podział na "stare" Polskie Radio i nowych ludzi, choćby ten zaciąg z Agory/Eurozetu?

Zawsze pojawia się podział na starych i nowych, zwłaszcza gdy przyszło tak wiele osób.

I ponoć ten podział też psuje morale, bo nowi dostają etaty, a starzy mimo obietnic nadal nie mogą się ich doczekać?

To nie jest tak, że osoby pracujące tu codziennie w ogóle nie mają etatów. Zastałem jednak patologię: ludzi zatrudniano na pół etatu, choć pracowali na cały. Ich wynagrodzenie składało się z niskiej płacy zasadniczej i honorariów, które często znacznie ją przewyższały.

Zapowiedziałem, że będę dążył do zmiany, ale to musi potrwać. Co miesiąc lub dwa kolejna osoba przechodzi na pełny etat. Nowym pracownikom, którzy pracują w pełnym wymiarze, od razu dajemy cały etat, żeby nie odtwarzać tej fikcji. Natomiast, żeby mieć etat, trzeba pracować na cały etat. Jeśli ktoś luźno współpracuje z radiem i prowadzi jeden-dwa programy w tygodniu… to tak nie działa.

Zdarzył się interwencyjny SMS lub telefon od polityka w stylu: "Co Wy tam robicie?"

Wiem, że mi pan nie uwierzy, ale nie. Naprawdę sobie takiego nie przypominam.

Donald Tusk w trakcie tych trzech lat ani razu nie był w Polskim Radiu. Dlaczego?

Wielokrotnie próbowaliśmy go zaprosić. Nie wiem, dlaczego nie przyjmuje zaproszenia.

Może ma jakiś uraz z poprzedniej "kadencji"?

Nie wiem. Dziś po raz pierwszy był u nas marszałek Czarzasty, a wcześniej też odmawiał zaproszeń. To źle, bo tacy goście podnoszą rangę programu i cytowalność.

Może uważają Polskie Radio za zbyt niszowe?

Nie sądzę. Pamiętam początek lat dwutysięcznych, kiedy pracowałem w "Sygnałach dnia", gdzie premier przychodził regularnie. Ale świat był wtedy inny: było radio, telewizja i niewiele więcej. Dziś porannych rozmów jest mnóstwo, a politycy mają bezpośredni kontakt z odbiorcą i coraz częściej komunikują się ze społeczeństwem z pominięciem dziennikarzy. Mogą wrzucić posta i zyskać cytowania.

Ma Pan jakąkolwiek sprawczość wobec 17 regionalnych spółek Polskiego Radia?

Nie.

To bez sensu. Czy nie byłoby łatwiej, gdyby działały razem z centralą?

Byłoby. Taki przykład z życia wzięty: teraz jako Polskie Radio jeszcze bardziej rozbudowujemy własną sieć korespondentów.

Czyli centrala zatrudnia korespondentów, choć są regionalne spółki?

Tak. Często trudno było nam współpracować z rozgłośniami lokalnymi. Podczas powodzi w 2024 roku wysłaliśmy w jej rejony 20 dziennikarzy. Trzeba też pamiętać, że materiały naszych korespondentów trafiają do wspólnego systemu, z którego… mogą korzystać lokalne stacje.

To przez 357 i Radio Nowy Świat nie udało się przywrócić Trójce dawnej pozycji perły w koronie Polskiego Radia?

Nie tylko. To proces, którego nie da się przeprowadzić w rok czy dwa, choć z Agnieszką Szydłowską byliśmy przekonani, że tyle wystarczy. Zmieniliśmy cały program, ale zaufanie było mocno nadwyrężone. W 2020 roku wokół Polskiego Radia wydarzyło się tyle złego, że wciąż odczuwamy skutki. Podczas badań jakościowych pół roku temu ludzie mówili: "To upolitycznione radio, przecież wyrzucili Manna i Niedźwieckiego". Nie wiedzą nawet, że wszystko się zmieniło.

Między słuchalnością Polskiego Radia a stacji komercyjnych jest dziś przepaść. Czy nadawca publiczny może zacząć zbliżać się do ich poziomu?

Przez 25 lat słuchalność Polskiego Radia spadała, bo nie potrafiliśmy odpowiednio odpowiadać na potrzeby słuchaczy. Mam wrażenie, że teraz udało się ten trend odwrócić. Odbudowa wymaga jednak konsekwencji.

Jeśli co cztery lata zmienia się wszystko, żadne radio, także komercyjne, sobie z tym nie poradzi. Z naszych ostatnich badań jakościowych wynika, że potencjał Jedynki to około 15 procent, podczas gdy dziś jej słuchalność wynosi 5–6 procent.

Jak pracuje się z "datą przydatności", którą może być termin wyborów i ewentualnej zmiany władzy?

Nie można tak myśleć. Ludziom, którzy pytają mnie, co będzie po wyborach za rok, mówię: skupcie się na tym, co jest teraz. Jak piłkarze – na najbliższym meczu.

Gdybym cały czas myślał o tym, co wydarzy się za rok, równie dobrze mógłbym zrezygnować, bo zmarnowałbym ten czas. Kiedy się czegoś podejmuję, angażuję się w stu procentach. Świat poza pracą niemal wtedy nie istnieje, przez co mam sporo problemów w rodzinie. Najważniejsze, by wiedzieć, że robi się coś dobrze. Skupianie się wyłącznie na tym, co będzie po wyborach, prowadzi donikąd. I to mówię pracownikom.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

TVN pokonał Polsat. Rosną wyniki TVN24 i TVP Info [TOP 20 kanałów]

TVN pokonał Polsat. Rosną wyniki TVN24 i TVP Info [TOP 20 kanałów]

Trzy miesiące temu przeszedł z Gońca do "Wyborczej". Już nie pracuje w Agorze

Trzy miesiące temu przeszedł z Gońca do "Wyborczej". Już nie pracuje w Agorze

Producent odpowiada na kontrowersje wokół pasiastego stroju

Producent odpowiada na kontrowersje wokół pasiastego stroju

RMF MAXX ma nowe studio. "Najnowocześniejsze w Polsce"

RMF MAXX ma nowe studio. "Najnowocześniejsze w Polsce"

1,5 mln zł za organizację Małopolskiego Festiwalu Smaku

1,5 mln zł za organizację Małopolskiego Festiwalu Smaku

Finał "The Floor" z nami. Znamy wyniki oglądalności

Finał "The Floor" z nami. Znamy wyniki oglądalności