Nie mam nic do Leny Polanski. Ale promowanie jej w mediach to zło [OPINIA]

Lena Polanski, największa gwiazda OnlyFans w Polsce, odbywa tournée po mediach. Każdy ma prawo zarabiać na życie jak chce, ale wpuszczanie takich postaci do medialnego mainstreamu jest po prostu złe.

Rafał Badowski
Rafał Badowski
Udostępnij artykuł:
Nie mam nic do Leny Polanski. Ale promowanie jej w mediach to zło [OPINIA]
Program z Leną Polanski w programie WojewódzkiKędzierski.

Nie jestem pruderyjny. I choć nie pochwalam takiej formy "pracy" jak na OnlyFans, to jeśli ktoś chce się w ten sposób utrzymywać, ma do tego prawo. Skoro są chętni, by to oglądać i płacić miliony, droga wolna. Po to mamy w Polsce demokrację od 37 lat, by każdy mógł robić to, co dozwolone w granicach prawa. Nawet jeśli dużej części społeczeństwa się to nie podoba.

Jednak są granice, których odpowiedzialne media nie powinny przekraczać. Chodzi o wpuszczanie do mainstreamu postaci, które chwalą się tym, że zarobiły fortunę na treściach dla dorosłych. I propagują to wśród milionów dziewczyn w Polsce.

Moja redakcyjna koleżanka nie chciałaby, aby jej córeczka kiedyś zastanawiała się, po co ma się uczyć, skoro za występy na OnlyFans można utrzymywać się na poziomie niewyobrażalnym dla człowieka z przeciętnym wynagrodzeniem. Albo nawet kilka razy wyższym niż przeciętne.

Przyznaję jej rację. Mnóstwo młodych dziewczyn czerpie wzorce z Instagrama czy TikToka. Eksponują swoją kobiecość, naśladując influencerki z milionowymi zasięgami. Niebezpieczeństwo polega na tym, że Lena Polanski też tam jest, z setkami tysięcy followersów. Przekazuje pewne wzorce zachowań. A media takie jak Onet czy Kanał Zero po prostu zapraszają ją do programu, jak każdego innego gościa. Właśnie tu widzę naruszanie kolejnych granic.

Ta 21-letnia influencerka dotąd zarobiła na niebieskiej platformie ponad 7 mln dolarów. Pochwaliła się tym w rozmowie z raperem Winim na jego kanale na YouTube, który ma 331 tys. subskrybentów.


Jej wcześniejsze dokonania można znaleźć na stronach, których nazw i specyfiki nie warto przytaczać. Każdy wie, o co chodzi. Polanski twierdzi, że żałuje dawnych filmów.

Jednak teraz staje się bohaterką innych popularnych programów wideo prowadzonych przez media, które są punktem odniesienia dla milionów osób w Polsce. To media należące do informacyjnego mainstreamu.


Najpierw wystąpiła w Kanale Zero, o czym informowaliśmy. Uśmiechnięta, atrakcyjna młoda kobieta pochwaliła się, że zarabia 240 tys. dolarów miesięcznie. – Dla większości dziewczyn to jest szansa na wyjście na prostą. Mam jednego zakochanego fana, który kupił mi samochód – wyznała.


Niech każdy sobie odpowie, jaka jest szansa, że choć jedna z milionów młodych dziewczyn zastanowi się po tych słowach nad swoją przyszłością zawodową.

Teraz pojawiła się w podcaście "WojewódzkiKędzierski" w Onecie (276 tys. subskrybentów na YouTube). A więc zyskała jeszcze większy rozgłos, bo duża część Polek i Polaków wciąż zwyczajnie jej nie kojarzy. I to był ciąg dalszy wynurzeń o kosmicznych kwotach, jakie zarabia.

Influencerka ponownie mówiła o swoich zarobkach, odnosząc się do porównań z Fagatą z OnlyFans. Padły konkretne kwoty, znane już z Kanału Zero, a także informacja o miesięcznym podatku sięgającym 100 tys. zł. To robi wrażenie i pobudza wyobraźnię — skoro tyle oddaje państwu, to ile musi zarabiać?

Jak zachowywali się prowadzący: Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski? To doświadczeni dziennikarze. Musieli więc spodziewać się określonych reakcji, a konkretnie oburzenia, po występie Leny Polanski. Starali się je rozbrajać już w trakcie programu. Na koniec Wojewódzki rzucił, że "dostanie im się" za podjęcie tematu i ponadgodzinną rozmowę z influencerką. Próbował po swojemu lawirować: z jednej strony zadawał nacechowane krytycznie pytania, z drugiej podlewał to swoim charakterystycznym rubasznym sosem.

Nie kupuję tego. Każdy dziennikarz czy marketingowiec wie, że zasada "nieważne, jak o tobie mówią, ważne, by mówili" obowiązuje także w mediach, które robią wiele dla zasięgów. I oczywiście dotyczy to także Leny Polanski.

Wojewódzki dopytywał więc, ile kosztuje ampułka śliny Leny, majtki i legginsy po siłowni. Bywał też poważny, gdy twierdził, że chroniczne oglądanie pornografii prowadzi do uzależnienia i poważnych skutków w przyszłości.

Pytał, czy Polanski nie czuje dyskomfortu, gdy mówi o niebieskiej platformie jako pracodawcy. I przytoczył porównanie do swojego pracodawcy, mówiąc o OnlyFans jako o handlu ludzkimi ciałami.

Znacznie mniej aktywny z duetu Piotr Kędzierski sugerował, że Polanski seksualizuje TikToka i dopytywał, jak uregulować dostęp do treści erotycznych, by dzieci nie miały z nimi kontaktu.

Dobrze, że te pytania się pojawiły, ale nie zmieniają one samego faktu prawie 1,5-godzinnej rozmowy z twórczynią treści dla dorosłych. Bo to on był tu najważniejszy. To nie powinno mieć miejsca. Powód, dla którego zaproszono Lenę Polanski, mógł być tylko jeden: zasięgi za wszelką cenę. Wiem, że czasy dla mediów bywają trudne, ale jeśli chcą uchodzić za poważne, w takich momentach powinny zdjąć nogę z gazu.

Rozmowa z Leną Polanski po trzech dniach ma 200 tys. wyświetleń i wbrew pozorom jest jedną z najsłabiej oglądanych na kanale. Dla porównania wywiad z premierem Tuskiem zyskał dotąd ponad 700 tys. wyświetleń, a kontrowersyjna rozmowa z Krzysztofem Stanowskim – ponad 2,1 mln odsłon.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Roman Rogowiecki na kanale Krzysztofa Ziemca

Roman Rogowiecki na kanale Krzysztofa Ziemca

Grzywna za obowiązkowy depozyt, zwroty za odwołane koncerty. Urząd karze Live Nation

Grzywna za obowiązkowy depozyt, zwroty za odwołane koncerty. Urząd karze Live Nation

wPolsce24 reaguje na zmiany w Republice. Dłuższe programy rano i po południu

wPolsce24 reaguje na zmiany w Republice. Dłuższe programy rano i po południu

Zondacrypto bez nadzoru. Odchodzący menedżerowie: wyszły na jaw istotne rozbieżności

Zondacrypto bez nadzoru. Odchodzący menedżerowie: wyszły na jaw istotne rozbieżności

Od 0 do 100 tys. zł. Ile naprawdę zarabia influencer?

Od 0 do 100 tys. zł. Ile naprawdę zarabia influencer?

Szkoła dawała 3,5 tys. zł rabatu za wizerunek dzieci. UODO zabiera głos

Szkoła dawała 3,5 tys. zł rabatu za wizerunek dzieci. UODO zabiera głos