Nie jestem pruderyjny. I choć nie pochwalam takiej formy "pracy" jak na OnlyFans, to jeśli ktoś chce się w ten sposób utrzymywać, ma do tego prawo. Skoro są chętni, by to oglądać i płacić miliony, droga wolna. Po to mamy w Polsce demokrację od 37 lat, by każdy mógł robić to, co dozwolone w granicach prawa. Nawet jeśli dużej części społeczeństwa się to nie podoba.
Jednak są granice, których odpowiedzialne media nie powinny przekraczać. Chodzi o wpuszczanie do mainstreamu postaci, które chwalą się tym, że zarobiły fortunę na treściach dla dorosłych. I propagują to wśród milionów dziewczyn w Polsce.
Moja redakcyjna koleżanka nie chciałaby, aby jej córeczka kiedyś zastanawiała się, po co ma się uczyć, skoro za występy na OnlyFans można utrzymywać się na poziomie niewyobrażalnym dla człowieka z przeciętnym wynagrodzeniem. Albo nawet kilka razy wyższym niż przeciętne.

Przyznaję jej rację. Mnóstwo młodych dziewczyn czerpie wzorce z Instagrama czy TikToka. Eksponują swoją kobiecość, naśladując influencerki z milionowymi zasięgami. Niebezpieczeństwo polega na tym, że Lena Polanski też tam jest, z setkami tysięcy followersów. Przekazuje pewne wzorce zachowań. A media takie jak Onet czy Kanał Zero po prostu zapraszają ją do programu, jak każdego innego gościa. Właśnie tu widzę naruszanie kolejnych granic.
Ta 21-letnia influencerka dotąd zarobiła na niebieskiej platformie ponad 7 mln dolarów. Pochwaliła się tym w rozmowie z raperem Winim na jego kanale na YouTube, który ma 331 tys. subskrybentów.
Jej wcześniejsze dokonania można znaleźć na stronach, których nazw i specyfiki nie warto przytaczać. Każdy wie, o co chodzi. Polanski twierdzi, że żałuje dawnych filmów.

Jednak teraz staje się bohaterką innych popularnych programów wideo prowadzonych przez media, które są punktem odniesienia dla milionów osób w Polsce. To media należące do informacyjnego mainstreamu.
Najpierw wystąpiła w Kanale Zero, o czym informowaliśmy. Uśmiechnięta, atrakcyjna młoda kobieta pochwaliła się, że zarabia 240 tys. dolarów miesięcznie. – Dla większości dziewczyn to jest szansa na wyjście na prostą. Mam jednego zakochanego fana, który kupił mi samochód – wyznała.
Niech każdy sobie odpowie, jaka jest szansa, że choć jedna z milionów młodych dziewczyn zastanowi się po tych słowach nad swoją przyszłością zawodową.
Teraz pojawiła się w podcaście "WojewódzkiKędzierski" w Onecie (276 tys. subskrybentów na YouTube). A więc zyskała jeszcze większy rozgłos, bo duża część Polek i Polaków wciąż zwyczajnie jej nie kojarzy. I to był ciąg dalszy wynurzeń o kosmicznych kwotach, jakie zarabia.

Influencerka ponownie mówiła o swoich zarobkach, odnosząc się do porównań z Fagatą z OnlyFans. Padły konkretne kwoty, znane już z Kanału Zero, a także informacja o miesięcznym podatku sięgającym 100 tys. zł. To robi wrażenie i pobudza wyobraźnię — skoro tyle oddaje państwu, to ile musi zarabiać?
Jak zachowywali się prowadzący: Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski? To doświadczeni dziennikarze. Musieli więc spodziewać się określonych reakcji, a konkretnie oburzenia, po występie Leny Polanski. Starali się je rozbrajać już w trakcie programu. Na koniec Wojewódzki rzucił, że "dostanie im się" za podjęcie tematu i ponadgodzinną rozmowę z influencerką. Próbował po swojemu lawirować: z jednej strony zadawał nacechowane krytycznie pytania, z drugiej podlewał to swoim charakterystycznym rubasznym sosem.

Nie kupuję tego. Każdy dziennikarz czy marketingowiec wie, że zasada "nieważne, jak o tobie mówią, ważne, by mówili" obowiązuje także w mediach, które robią wiele dla zasięgów. I oczywiście dotyczy to także Leny Polanski.
Wojewódzki dopytywał więc, ile kosztuje ampułka śliny Leny, majtki i legginsy po siłowni. Bywał też poważny, gdy twierdził, że chroniczne oglądanie pornografii prowadzi do uzależnienia i poważnych skutków w przyszłości.
Pytał, czy Polanski nie czuje dyskomfortu, gdy mówi o niebieskiej platformie jako pracodawcy. I przytoczył porównanie do swojego pracodawcy, mówiąc o OnlyFans jako o handlu ludzkimi ciałami.
Znacznie mniej aktywny z duetu Piotr Kędzierski sugerował, że Polanski seksualizuje TikToka i dopytywał, jak uregulować dostęp do treści erotycznych, by dzieci nie miały z nimi kontaktu.

Dobrze, że te pytania się pojawiły, ale nie zmieniają one samego faktu prawie 1,5-godzinnej rozmowy z twórczynią treści dla dorosłych. Bo to on był tu najważniejszy. To nie powinno mieć miejsca. Powód, dla którego zaproszono Lenę Polanski, mógł być tylko jeden: zasięgi za wszelką cenę. Wiem, że czasy dla mediów bywają trudne, ale jeśli chcą uchodzić za poważne, w takich momentach powinny zdjąć nogę z gazu.
Rozmowa z Leną Polanski po trzech dniach ma 200 tys. wyświetleń i wbrew pozorom jest jedną z najsłabiej oglądanych na kanale. Dla porównania wywiad z premierem Tuskiem zyskał dotąd ponad 700 tys. wyświetleń, a kontrowersyjna rozmowa z Krzysztofem Stanowskim – ponad 2,1 mln odsłon.














