Z naszych informacji wynika, że ankietę na temat sytuacji w spółkach Agory wypełniło 75 pracowników zrzeszonych w "Solidarności" (Agora twierdzi, że 73, a w organizacji jest ich około 200). Było to 53 proc. członków związku z "Gazety Wyborczej" oraz 19 proc. z Gazeta.pl. O jej wynikach poinformowała w wewnętrznym komunikacie Aleksandra Szyłło, szefowa "Solidarności" w Agorze.
Aż 53 procent respondentów uznało, że plan zarządu na dalszy rozwój spółki jest dla nich całkowicie niejasny. To ocena "1" w skali od 1 do 5.
Przyczyny zwolnień grupowych były "słabo" lub "średnio" zrozumiałe dla dwóch trzecich badanych. Z ankiety wynika też między innymi, że 74 proc. myślało poważnie o zmianie pracy w ciągu ostatniego pół roku.
Prawie połowa badanych (49 proc.) nigdy nie poleciłaby pracy w swojej spółce przyjacielowi. Aleksandra Szyłło przytoczyła też uzasadnienia tej wypowiedzi:

"Nie mam komu polecić pracy za tak małe pieniądze"; "Niepewność zatrudnienia, ewentualnie dla ludzi bezrobotnych"; "Wyborcza nie ma perspektyw na rynku w dłuższej perspektywie, podwyżki są właściwie niemożliwe", "Nie życzę pracy w 'Wyborczej' największemu wrogowi"; "Praca bez przyszłości, za kilka lat firma upadnie" – to tylko niektóre z opinii przytoczone w ankiecie związkowców.
Zarząd: trudno znaleźć logiczne wyjaśnienie
Co na to zarząd Agory? – Trudno mi znaleźć jakiekolwiek logiczne wyjaśnienie dla zachowania tych związkowców z "Solidarności", którzy robią ankietę wewnątrz firmy, by w pierwszej kolejności dystrybuować jej wyniki na zewnątrz, dzielić się nimi z mediami i opinią publiczną. Przy takim podejściu trudno o współpracę i dialog – mówi nam Mikołaj Chrzan, członek zarządu Wyborczej i Agora.pl.
Podkreśla też, że zarząd nie zna wyników tej ankiety i zastosowanej metodologii.
– Trudno nam zatem oceniać w ogóle wiarygodność przedstawianych danych czy cytatów. Obie spółki zatrudniają ponad 700 osób, a ankieta była skierowana do związkowców i – jak podały media – wypełniły ją 73 osoby, co może stawiać pod znakiem zapytania reprezentatywność jej wyników – ocenia.

Przypomnę, że zwolnienia były poprzedzone programem dobrowolnych odejść. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego osoby, dla których praca w "Wyborczej" czy Gazeta.pl jest tak ogromnym ciężarem, nie skorzystały z tej opcji. W czasie dużych zmian, a takie obecnie przeprowadzamy - obawy w zespołach są naturalne. Potrzeba czasu, by się z nimi oswoić. To zrozumiałe. Ale jednocześnie deklarujemy, że pojedynczy frustraci nie zatrzymają nas. Realizujemy zaplanowane działania, wykorzystujemy synergie, zaczynamy poprawiać wyniki. O tym wszystkim informujemy na bieżąco zespół.
Anna Marucha, dyrektorka komunikacji korporacyjnej i rzeczniczka prasowa Agory, podkreśla, że firma zatrudnia ok. 2,5 tys. pracowników etatowych, w jej strukturach znajduje się wiele spółek z różnych obszarów biznesowych.
– Formułowanie ogólnych wniosków na temat satysfakcji z pracy w Agorze, zadowolenia z zarobków, skłonności do polecenia miejsca pracy czy oceny działań zarządu na podstawie – jak podano w mediach – wypowiedzi 73 respondentów z afiliacją związkową, wywodzących się głównie z jednej spółki, jest dużym nadużyciem, a może nawet próbą manipulacji opinią publiczną – dodaje Anna Marucha.
Czuchnowski: "nie rozumiem, po co dalej pracują w tej redakcji"
Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" również jest krytyczny, zwłaszcza wobec przytaczanych w ankiecie wypowiedzi (m.in. niezadowolenia respondentów z zarobków).

– Znam tę ankietę i uważam, że nie jest ona reprezentatywna. Odpowiedzi udzielali związkowcy i to mniej niż połowa członków związku. Związkowcy, zwłaszcza w mediach, to pracownicy specyficzni, bardziej roszczeniowi, dla których ta praca niekoniecznie jest pasją, misją albo służbą – mówi dziennikarz w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.
Dla mnie szczególnie zaskakujące są opinie typu "nie poleciłbym pracy w 'Gazecie Wyborczej' nawet wrogowi". Nie rozumiem w takim razie, po co ludzie dalej pracują w tej redakcji. Przecież nikt ich do tego nie zmusza i można sobie wybrać inne miejsce. Trwanie w pracy, której się nie lubi, w sytuacji gdy naprawdę są możliwości pracy w innych mediach jest dla mnie niezrozumiałe, a nawet szkodliwe dla takiej osoby, która – jak rozumiem – trwa w dyskomforcie.
Dziennikarz zdecydowanie staje w obronie swojego miejsca pracy:
– Według mnie "Gazeta Wyborcza" jest najlepszym miejscem dla dziennikarza piszącego, któremu zależy na pracy przy poważnych tematach. Pracowałem wcześniej w kilku redakcjach i nigdzie nie spotkałem się z tak dużym poszanowaniem dziennikarskiej niezależności, dbałością o wolność słowa, demokrację oraz interes publiczny. Nie znam redakcji, która tak odważnie tropiłaby nadużycia władzy, przeciwstawiała się naciskom i podejmowała trudne tematy.

– To dla takich wartości się tutaj pracuje. Gdzie indziej można zarabiać większe pieniądze. Ale takich warunków: komfortu pracy, niezależności i poczucia, że robi się coś ważnego, nie ma nigdzie – dodaje.
Zdaniem Czuchnowskiego na podejściu osób, które odpowiadały krytycznie w ankiecie cierpi też sama redakcja, gdyż jakość pracy kogoś, "kto jest tak bardzo niezadowolony", jest dyskusyjna.
Co na to związkowcy z Agory? – Nie mogę teraz rozmawiać – ucięła Aleksandra Szyłło, a na kolejną próbę kontaktu nie odpowiedziała.

W ramach zwolnień grupowych ogłoszonych w grudniu 2025 roku, Agora poinformowała o zamiarze rozwiązania umów ze 166 pracownikami, co stanowiło 6,56 proc. wszystkich zatrudnionych.
Kilka dni temu na naszych łamach pisaliśmy, że ostatecznie proces redukcji zatrudnienia objął nieco mniejszą liczbę pracowników. Spółka Gazeta.pl pożegnała się z 46 osobami, Wyborcza – z 56, Eurozet Consulting – z 13, a w innych spółkach redukcja w sumie objęła 25 osób.











