Kiedyś, gdy dziennikarz otrzymywał nagranie, podsłuch, rozpoznawalne głosy stanowiły mocny dowód. Obecnie, przy możliwościach takich narzędzi jak ElevenLabs, nagrania można bardzo wiarygodnie podrobić.
– Gdybym dziś otrzymał takie nagranie, nie odważyłbym się go opublikować bez bardzo dokładnej weryfikacji. Prawdopodobnie nie zrobiłbym tego nawet wtedy, gdyby osoba nagrana potwierdziła autentyczność swojego głosu. Podobnie jest ze zdjęciami. Niedawno widziałem obrazy wygenerowane przez AI i wiele osób było przekonanych, że są autentyczne – mówi dziennikarz śledczy Szymon Jadczak z Wirtualnej Polski.
Prognozuje: – Coraz bardziej dociera do mnie, że podobnych sytuacji będzie przybywać. Podejrzewam, że w przyszłości redakcje będą współpracować z wyspecjalizowanymi firmami technologicznymi, które będą pomagały weryfikować materiały przy najważniejszych publikacjach.

Nowa definicja "szczególnej staranności"
W erze sztucznej inteligencji zadaniem dziennikarza nie jest już tylko weryfikowanie źródeł i informatorów. Coraz częściej musi on również sprawdzać autentyczność zdjęć, nagrań i dokumentów, które mogły zostać wygenerowane lub zmanipulowane przez AI. To wyzwanie, które może wymagać nowego spojrzenia na przepisy prawa prasowego.
Kluczowym pojęciem w procesach o ochronę dóbr osobistych jest wymóg zachowania przez dziennikarza szczególnej staranności i rzetelności przy zbieraniu materiałów. Jak ten standard ma się do rzeczywistości, w której cyfrowe falsyfikaty są niemal doskonałe?
Adwokat Krzysztof Czyżewski, wspólnik w kancelarii Czyżewscy Kancelaria Adwokacka, podkreśla, że mechaniczne podejście do weryfikacji odeszło do lamusa.
Myślę, że nie chodzi o to, czy to mają być dwa czy trzy źródła. To nie średniowieczny proces karny, gdzie zeznania dwóch świadków–szlachciców były ważniejsze od zeznań całej wsi chłopów. A już na poważnie: sądy wielokrotnie potwierdzały, że nie chodzi o to, że dziennikarz ma pisać tylko tym, co sprawdził na sto procent i tylko o tym, co się udało na te sto procent potwierdzić. To byłby efekt mrożący. Nikt o niczym by nie pisał.

Jednocześnie mecenas Czyżewski zaznacza, że sądy nie będą tolerować staranności pozornej: – Z drugiej strony też te same sądy mówią, że ta staranność nie może być teoretyczna, formalna. Często np. dziennikarz dzwoni do osoby, o której pisze historię, po to tylko żeby zadzwonić, ale nie daje jej czasu na odpowiedź.
– Mam nadzieję, że w nowej rzeczywistości sądy będą jeszcze uważniej analizować, co dziennikarz zrobił, by zweryfikować posiadane informacje, z jakich źródeł korzystał i jak rzetelnie je sprawdził. Oczywiście dopiero praktyka pokaże, jakie podejście ostatecznie przyjmą – dodaje mec. Czyżewski.
Szymon Jadczak uważa, że tradycyjny warsztat wciąż pozostaje tarczą obronną przed manipulacją. Jego zdaniem tworzenie fałszywych materiałów przy pomocy AI może być skuteczne tylko na krótką metę.

– Jeśli zachowujesz podstawowe zasady weryfikacji i nie publikujesz czegoś od razu bez sprawdzenia, takie manipulacje da się wykryć. Kiedyś trudniej było podrobić zdjęcia czy nagrania, dziś jest to łatwiejsze, ale nadal obowiązuje ten sam proces dziennikarski. Jeśli dostajesz kompromitujące zdjęcie polityka, przed publikacją konfrontujesz go z materiałem. Jeśli twierdzi, że to fałszywka, musisz to zweryfikować – wyjaśnia reporter Wirtualnej Polski.
I wskazuje na inny, systemowy problem, płynący z rozwoju technologii: – Większym zagrożeniem wydaje mi się nie samo tworzenie fałszywych materiałów, ale wykorzystywanie AI do podważania lub blokowania ustaleń dziennikarskich.
AI zmienia nie tylko fałszerstwa, ale ich wykrywanie
Mateusz Cholewa, autor książki "Fake Off. Wyłącz dezinformację ze swojego życia", przyznaje, że dostępne dziś narzędzia do wykrywania fałszerstw nie dają stuprocentowej pewności. Dodaje, że odróżnienie autentycznych materiałów od tych wygenerowanych przez AI jest obecnie znacznie trudniejsze niż jeszcze kilka lat temu.

Zwłaszcza przeróbki głosowe stanowią problem, bo artefakty przy generowaniu wideo i obrazów są potencjalnie łatwiejsze do wykrycia. A niska jakość nagrania zawsze może zostać uargumentowana ukrytym pod ubraniem mikrofonem. Oczywiście są dostępne narzędzia pozwalające wykrywać manipulacje z użyciem sztucznej inteligencji, ale przy bardzo dobrze przygotowanych przeróbkach może być to trudne. Zresztą narzędzia mają swoje ograniczenia i już niejednokrotnie nazywały coś, co było prawdziwe jako twór AI.
Z kolei Anna Gielewska, redaktor naczelna Frontstory, zwraca uwagę, że niedoskonałość narzędzi wykrywających materiały wygenerowane przez AI prowadzi do kolejnego poziomu dezinformacji: – W naszych testach wciąż często zdarza się, że narzędzia do wykrywania AI błędnie oznaczają prawdziwe materiały jako zmanipulowane albo odwrotnie. Możemy więc mieć do czynienia z kolejnym poziomem zafałszowania rzeczywistości – przez narzędzia służące do wykrywania manipulacji i popełniające błędy.
Gielewska podkreśla również, że wyrafinowanie współczesnych operacji dezinformacyjnych (np. rosyjskich operacji wpływu, które Kreml rozwija systemowo od 2019 roku) polega na unikaniu oczywistych fałszerstw: – Najtrudniejsze do wykrycia nie są dziś materiały całkowicie wygenerowane przez AI, ale te, które bazują na autentycznych zdjęciach czy nagraniach i zawierają jedynie częściową manipulację. Takie subtelnie zmodyfikowane materiały są trudniejsze do wykrycia niż klasyczne deepfake'i.

W naszej pracy regularnie zajmujemy się analizą rosyjskiej propagandy i operacji wpływu, dlatego widzimy, że cała infrastruktura dezinformacyjna coraz częściej wykorzystuje deepfake'i i narzędzia AI do tworzenia fałszywych treści, materiałów wideo i audio. Technologia stale się rozwija, przez co weryfikacja staje się coraz trudniejsza. Jednocześnie tych materiałów jest coraz więcej, więc ich sprawdzanie wymaga coraz większych zasobów, czasu i kompetencji.
Anna Gielewska dodaje, że dobrze było to widać choćby po publikacji akt Epsteina. Pojawiła się ogromna liczba fałszywych materiałów dotyczących sprawy. Sam tekst źródłowy liczy miliony stron i tysiące plików, w tym video, więc dezinformatorzy łatwo mogli podszywać pod ten ogrom danych spreparowane treści. To pokazuje skalę wyzwania, z którym się dzisiaj mierzymy.
Wyścig zbrojeń i instytucjonalna próżnia
Największym problemem praktycznym okazuje się brak zaplecza technologicznego i eksperckiego, na którym dziennikarze mogliby polegać. Radosław Gruca, dziennikarz śledczy i polityczny, wprost diagnozuje tę instytucjonalną lukę w Polsce stwierdzając, że obecnie nie istnieją szybkie i jednoznaczne metody pozwalające stwierdzić, czy materiał jest deepfake'em czy nie.
Niedawno został on zwolniony z Iberionu , wcześniej opublikował teksty, w których sugerował zaangażowanie prezydenta oraz jego otoczenia w proceder pedofilski. Prokuratura w Legnicy twierdzi, że stenogramy rozmów opisanych w portalu zostały sfałszowane.

Przy okazji sprawy stenogramów powstała analiza oparta na modelach językowych, która z bardzo wysokim prawdopodobieństwem potwierdzała ich autentyczność. Prokuratura jednak całkowicie ją zignorowała. Uznała, że stylometria jest to metodą, która nie daje stuprocentowej pewności. I jest niewystarczająco rozpowszechniona, więc zamiast skorzystać z innych nowoczesnych narzędzi, których dostępność zwiększa się każdego roku, zdecydowano się uznać materiał za sfabrykowany. To pokazuje ogromny rozdźwięk między wiedzą specjalistów od informatyki śledczej a wiedzą organów ścigania. Dla ekspertów był to mocny argument, dla prokuratury praktycznie nie miał znaczenia. Moim zdaniem problem polegał również na tym, że śledczy zwyczajnie nie rozumieli mechanizmu i zastosowanej metody. Nie potrafili ocenić jej wartości dowodowej, a wielu dziennikarzy przyjęło ocenę niedostatecznie biegłych informatycznie prokuratorów za prawdę objawioną.
Polskie sądy, zawalone sprawami, nie zawsze radzą sobie z cyfrowymi dowodami, o czym wspomina mec. Krzysztof Czyżewski. Twierdzi on, że ciężko mówić o jakiejś jednej zbiorowej świadomości:
– Są na pewno sędziowie, którzy są biegli również na tym polu, ale umówmy się, ogrom pracy, pękające w szwach szafy z aktami i chroniczny brak czasu nie pozwalają sędziom na bardzo drobiazgowe śledzenie takich niuansów. Szczególnie jak do pozwu czy pisma załączone są kiepskiej jakości wydruki zdjęć lub klatek z filmów.
Duża tu jednak rola pełnomocników stron, by naświetlać i wyjaśniać podejrzane sytuacje. Wiemy na pewno jedno, że obecnie nie można bezgranicznie już wierzyć w żadne pismo, zdjęcie, nagranie.

Krzysztof Czyżewski sceptycznie podchodzi jednak do teorii, że AI stanie się masowym narzędziem do nękania dziennikarzy pozwami typu SLAPP przez celowe podrzucanie fałszywek: – Nie sądzę. Jednak sąd opinii publicznej jest groźniejszy i szybszy niż sąd powszechny. Pamiętajmy, że na przeprosiny, nawet przy dość oczywistym procesie, możemy czekać i 3-5 lat. Podrzucona dziś fałszywka, podana dalej przez dziennikarza, potrafi za to zrujnować firmę lub reputację niemal w sekundę.
– Te szkody są prawie zawsze nie do odwrócenia. Wręcz uważam, że tu jest miejsce do usprawnienia procesów – tak by te AI nieprawdy jakoś można w miarę szybko ujawniać i prostować – precyzuje adwokat.
Nowa higiena pracy i powrót do korzeni
W obliczu zagrożenia sfałszowanymi podsłuchami (np. przy użyciu narzędzi takich jak ElevenLabs) i dokumentami, kluczowa staje się zmiana codziennej metodologii pracy redakcyjnej.

Dziennikarzom śledczym nie muszę mówić jak ważne jest to, aby korzystać z wielu źródeł na potwierdzenie swoich tez. Na pewno warto mieć z tyłu głowy to, że pojedyncze nagranie lub zdjęcie może w tej chwili nie wystarczyć jako dowód na to, że dana sytuacja miała miejsce. Ponadto przy wszelkich wątpliwościach warto konsultować się ze specjalistami.
Z kolei Szymon Jadczak wskazuje, że sztuczna inteligencja, odpowiednio użyta, może działać jako tarcza obronna. Sam nie wyobraża sobie dziś pracy bez niektórych narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.
Proces weryfikacji oczywiście się zmienia i dostosowuje do nowych realiów. Dobrym przykładem są fałszywe dokumenty. Ostatnio, gdy opisywaliśmy sytuację finansową Telewizji Republika, w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia i faktury mające świadczyć o pobycie Tomasza Sakiewicza w Monako. To właśnie AI pomogło wykazać, że dokumenty były sfałszowane: nie zgadzały się stawki VAT i inne szczegóły. AI może więc służyć zarówno do tworzenia fałszywek, jak i do ich wykrywania.
Przed sądem liczyć się będzie twarda, fizyczna dokumentacja całego procesu weryfikacji. Mecenas Krzysztof Czyżewski zaleca tradycyjne podejście do gromadzenia dowodów własnej rzetelności. Uważa, że metodologia pracy dziennikarza nie zmienia się co do zasady.

Zawsze w takich sytuacjach namawiam, żeby zaopatrzyć się w papierniczym w segregator i trzymać tam wszystko to co weryfikowaliśmy, co badaliśmy. Wydruki lub zapisy plików z danej daty, nagrane rozmowy z ludźmi. Myślę, że coraz częściej redakcje będą posiłkować się też specjalistami od technologii, którzy posiadają know how pozwalające im na wykrywanie takich oszustw. AI w końcu może pomóc łapać inne AI za rękę.
Systemowy kryzys mediów
Problem tkwi jednak głębiej niż w samej technologii – dotyka on strukturalnych słabości współczesnych mediów, które gonią za klikalnością kosztem rzetelności.
Jak zauważa Anna Gielewska coraz większym wyzwaniem jest jednak czas: – Weryfikacja wymaga ludzi, kompetencji i zasobów, a jednocześnie media funkcjonują pod presją ciągłego cyklu newsowego. Mimo tego powinien to być absolutny priorytet dla każdego medium.
Wtóruje jej Radosław Gruca, wskazując na brak mechanizmów samokontroli i autorefleksji w polskich redakcjach: – Media są pod coraz większą presją produkowania jak największej liczby materiałów jak najmniejszym kosztem i w jak najkrótszym czasie. W takich warunkach ryzyko publikowania fałszywych treści rośnie. Problem pogłębia fakt, że polskie media bardzo rzadko prostują własne błędy. Jeśli pojawi się fałszywa informacja, często zostaje ona po prostu przykryta kolejnymi publikacjami. W efekcie odbiorcy zapamiętują nieprawdę i nigdy nie dowiadują się, że została ona obalona.

Paradoksalnie, ratunkiem dla zawodu może okazać się całkowity powrót do korzeni i budowanie osobistej marki, zaufania opartego na człowieku, a nie korporacyjnym logo.










