Tomasz Kisielewicz, występujący publicznie jako Tomasz Wiejski, przedstawia się jako dziennikarz, felietonista i publicysta. Według danych z 1 września 2026 r. jego kanał "Okiem Wiejskiego" obserwowało 158 tys. osób. Znajdowało się na nim 2 990 filmów, które zostały odtworzone łącznie blisko 109 mln razy. Konto Wiejskiego na platformie X śledziło natomiast ponad 22,4 tys. użytkowników.
Droga do tych zasięgów nie prowadziła przez pracę w dużej redakcji, wielomiesięczne śledztwa ani serię publikacji ujawniających wcześniej nieznane dokumenty. Wiejski zdobywał popularność przede wszystkim jako aktywny użytkownik Twittera, bezwarunkowy przeciwnik PiS, obrońca Romana Giertycha i krytyk tych, których uznawał za symetrystów, "kryptopisowców" albo część "kawiorowej lewicy". W świecie Wiejskiego są tylko dwa rodzaje ludzi: ci, którzy się z nim zgadzają oraz zdrajcy, czyli ci, którym nie jest z nim po drodze.

Z czasem przestał być tylko autorem konfrontacyjnych wpisów. Media związane z Janem Pińskim najpierw nazywały go blogerem i specjalistą, następnie publicystą, wreszcie dziennikarzem i redaktorem. Wiejski zaczął występować w programach internetowych, wydał książkę i rozpoczął rozmowy z parlamentarzystami.
Sama nietrafiona prognoza albo pomyłka nie czyni nikogo zagrożeniem dla debaty publicznej. Każdy dziennikarz popełnia błędy, zresztą sam autor tego tekstu wie to doskonale. Znaczenie ma jednak wzór działania: czy autor weryfikuje informacje przed publikacją, czy wyraźnie oddziela fakt od domysłów, jak reaguje na czytelników starających się zweryfikować jego błędy i czy tym błędom towarzyszą oskarżenia wobec konkretnych ludzi.
W przypadku wypowiedzi Wiejskiego powtarza się ten sam mechanizm. Najpierw pojawia się kategoryczna teza. Gdy inni wykazują błąd, spór szybko zmienia się w konflikt z "hejterami", dziennikarskim układem, politycznym środowiskiem albo służbami. Dzięki zasięgom nie jest to już jedynie ekscentryczność internauty. Niezweryfikowana informacja może szybko dotrzeć do tysięcy odbiorców i otrzymać pieczęć "dziennikarskiego ustalenia".

Ten mechanizm przypomina zjawisko opisane przez medioznawcę Szymona Ossowskiego w artykule pt. "Dziennikarz – celebryta, czyli bohater własnego show" opublikowanym w czasopiśmie naukowym "e-Politikon". Ossowski analizował przede wszystkim telewizyjną publicystykę, nie internetowe kanały polityczne, ale uchwycił proces, który dobrze pasuje do tej historii: dziennikarz przestaje być pośrednikiem między wydarzeniem a odbiorcą i sam staje się najważniejszym elementem przekazu.
Od blogera do redaktora
Publicznie dostępna biografia Wiejskiego sprzed działalności na Twitterze jest bardzo skąpa. W opisie kanału na YouTubie sam podaje, że alias Tomasz Wiejski przyjął po przeprowadzce na wieś, że dużo podróżował oraz "studiował prawo, psychologię i teologię". Nie wskazuje jednak nazw uczelni, ukończonych kierunków ani uzyskanych dyplomów. Nie podaje ani wcześniejszych pracodawców, ani doświadczenia zawodowego, które potwierdzałoby przygotowanie dziennikarskie, kompetencje w zakresie analizy danych lub wiedzę o służbach specjalnych.

Najwcześniejszym możliwym do odtworzenia etapem jego publicznej działalności nie jest więc praca w redakcji, ale aktywność na Twitterze. Wiejski banowany na tej platformie był często, korzystał więc z szeregu profili.
Jeszcze w 2021 r. serwis Wieści24 przedstawiał Wiejskiego jako "popularnego na Twitterze blogera". Portal opublikował wtedy jego obszerny tekst o symetrystach. Autor sam zaznaczał, że nie jest dziennikarzem i dlatego może kształtować opinie bez oglądania się na wydawców oraz środowisko zawodowe.
W następnych miesiącach Wieści24 i portal SłużbySpecjalne.com publikowały albo przytaczały kolejne "analizy Wiejskiego". Dotyczyły Polskiego Ładu (według tej analizy Polska gospodarka miała się załamać w trzy miesiące), Pegasusa, rosyjskich służb i wycieku korespondencji polityków PiS. Nie były to oczywiście materiały reporterskie. Portale przejmowały blogowe lub twitterowe rozważania, opatrywały je sensacyjnym tytułem i przedstawiały jako ustalenia "znanego blogera" albo "specjalisty od bezpieczeństwa".

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl dr hab. Tomasz Olczyk, socjolog z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego, zastrzega, że przemiany Wiejskiego nie należy nazywać celebrytyzacją dziennikarstwa w ścisłym sensie. O takim procesie można byłoby mówić, gdyby Wiejskiego zatrudniło instytucjonalne medium na stanowisku dziennikarza lub redaktora. Zasięgi pozostają jednak kluczowe, ponieważ zarówno ekonomia mediów, jak i logika polityki opierają się dzisiaj na widoczności i rozpoznawalności.
Wiejski teksty publikuje więc od lat, ale jako "bloger" nigdy nie przejmował się standardami dziennikarskimi. Nie musiał.
Nazwanie się dziennikarzem to obietnica dla czytelnika
Karta Etyczna Mediów wymienia m.in. zasadę prawdy, obiektywizmu, oddzielania informacji od komentarza oraz odpowiedzialności. Zgodnie z dokumentem autorzy powinni dokładać starań, aby informacje były zgodne z prawdą, sumiennie przedstawiały fakty w odpowiednim kontekście, a po rozpowszechnieniu błędu zostały niezwłocznie sprostowane. Odbiorca powinien też móc odróżnić fakt od opinii i poglądu.

Karta nie jest ustawą, a jej tekst nie jest orzeczeniem Rady Etyki Mediów. Stanowi jednak użyteczny punkt odniesienia, zwłaszcza dla kogoś, kto używa wobec siebie określenia "dziennikarz". Problemem opisanych dalej przypadków nie jest to, że autor posiada wyraziste poglądy. Problem zaczyna się wtedy, gdy pogląd zostaje przedstawiony jak informacja, domysł jak ustalenie, a korektę zastępuje atak na osobę wskazującą błąd.
Do zarzutów wobec Tomasza Wiejskiego dochodzi także sprawa tekstu opublikowanego w 2022 roku w magazynie "Historia Bez Cenzury". Autor bloga "Kompromitacje", piszący pod pseudonimem Ebenezer Rojt, zestawił artykuł Wiejskiego "Polska mekka terrorystów" z publikacją historyka Przemysława Gasztolda-Senia "Międzynarodowi terroryści w PRL - historia niewymuszonej współpracy", która ukazała się dziewięć lat wcześniej w naukowym czasopiśmie "Pamięć i Sprawiedliwość". Rojt zarzucił Wiejskiemu, że obficie korzystał z wcześniejszej publikacji, nie wskazując jej autora ani źródła.

Autor "Kompromitacji" zestawił kolejne fragmenty obu tekstów. W jednym z przypadków cały opis zadań poszczególnych departamentów MSW oraz Biura Paszportów został w artykule Wiejskiego powtórzony niemal słowo w słowo za tekstem Gasztolda-Senia. W innym Wiejski powtórzył opis Połączonego Systemu Ewidencji Danych o Przeciwniku, zmieniając jedynie użyte przez historyka określenie "główny komputer" na "główny serwer".
Rojt wskazał również przypadki, w których zmiany wprowadzone przez Wiejskiego nie ograniczały się do stylistyki, ale zmieniały sens informacji.
Patron
Najważniejszą osobą w rozwoju medialnej pozycji Wiejskiego jest Jan Piński. To jego serwisy publikowały analizy blogera, na jego kanale youtube'owym przedstawiano go jako dziennikarza, a powiązane środowisko wydawnicze wydało książkę Wiejskiego.

Obaj wielokrotnie występowali razem. Z czasem dołączył do nich Tomasz Szwejgiert, były funkcjonariusz służb i autor publikacji przygotowywanych z Pińskim. Wspólnie zaczęli prowadzić cykl "Bez litości", reklamowany hasłami "bez cenzury" i "bez unikania trudnych pytań". Poszczególne programy osiągały po kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń.
WIDEO
Krzysztof Boczek w opublikowanym na łamach "Press" tekście "Ukryte kamery. Jan Piński oskarża dziennikarzy, że są współpracownikami służb" opisał model działalności Pińskiego oparty na dużej liczbie publikacji, sensacyjnych oskarżeniach i przekształcaniu kolejnych konfliktów w oglądalność. Piński bez przedstawienia wiarygodnych dowodów przypisywał współpracę z CBA, UOP lub SB m.in. Robertowi Mazurkowi, Wojciechowi Czuchnowskiemu, Patrykowi Słowikowi i Szymonowi Jadczakowi.

Taka działalność przynosi Pińskiemu duże zasięgi i pieniądze. Według przytoczonych przez Boczka danych profil Emocje w Sieci uznał Pińskiego za najbardziej angażującego internetowego dziennikarza i publicystę 2025 r., przypisując jego kanałom 113,6 mln wyświetleń. Łukasz Skalik, prezes Video Brothers, oszacował natomiast jego przychody z YouTube’a na co najmniej 80–100 tys. zł miesięcznie.
Momentem symbolicznego awansu Wiejskiego był styczeń 2025 roku. Jego kanał przekroczył 100 tys. subskrybentów. Z tej okazji Piński przygotował benefis "znanego redaktora" i "jednego z pionierów oporu przeciwko PiS". Program obejrzało ponad 33 tys. osób.
Ossowski w swoim tekście przywołuje za Pierre’em Bourdieu pojęcie "konsekracji za pomocą liczb i widoczności w mediach". W przypadku Wiejskiego próg 100 tys. subskrybentów nie był już tylko statystyką. Stał się argumentem na rzecz tytułów "redaktora" i "pioniera oporu", a więc dowodem pozycji użytym do dalszego wzmacniania tej pozycji.

Jeśli tu mowa o jakimkolwiek autorytecie to wynika on raczej z faktu, że posiadacz tego kapitału zbudował więź emocjonalną i społeczną z dużą zbiorowością ludzi, którzy angażują się emocjonalnie w tę relację, a więc do pewnego stopnia tworzą coś w rodzaju społeczności fanów. Jest to autorytet vox populi.
Piński nie tylko udostępniał materiały Wiejskiego, lecz także promował jego książkę i powtarzał tezy. Kiedy Wiejski zasugerował możliwe związki dziennikarza Andrzeja Gajcego ze służbami, Wieści24 rozwinęły tę spekulację. Wiejski proponował przesłuchanie Gajcego i sprawdzenie, czy ABW albo CBA wypłacały mu wynagrodzenie. Nie przedstawił dowodu, że do takiej współpracy dochodziło. Portal opisał jednak te pytania jako głos "znanego publicysty".
Wsparcia udzielała Wiejskiemu również Eliza Michalik. Wystąpiła razem z Pińskim na kanale "Okiem Wiejskiego", a w październiku 2025 roku nazwała obu "znakomitymi i popularnymi twórcami", pominiętymi w rankingu dziennikarzy politycznych na YouTube.

Wiejskiego regularnie zapraszała też internetowa telewizja Idź Pod Prąd, przedstawiająca go jako redaktora. Występował również u Ilony Arte, współpracującej z Pińskim i byłym funkcjonariuszem Piotrem Wrońskim.
To działanie pozwoliło na stworzenie obiegu wzajemnej legitymizacji: te same osoby zapraszały się do programów, promowały kanały i książki oraz potwierdzały swoją wiarygodność. Wiejskiego legitymizowało środowisko korzystające z podobnego mechanizmu komunikacyjnego: najpierw oskarżenie zapewniające zasięg, dopiero później pytania o dowody, sprostowania oraz reakcje zaatakowanych osób. Teorie o służbach, układach i agentach nie były w tym modelu ubocznym efektem działalności. Stały się jednym z jej głównych produktów.
Zdaniem Olczyka powstający w ten sposób autorytet nie ma charakteru instytucjonalnego. Nie wynika ze stanowiska, pracy według zasad redakcji ani podporządkowania się zawodowym procedurom, lecz z emocjonalnej i społecznej więzi z dużą grupą odbiorców. Medioznawca określa go jako autorytet "vox populi", bardziej charyzmatyczny niż instytucjonalny. Paradoksalnie brak powiązania z tradycyjnymi mediami może zwiększać wiarygodność twórcy, ponieważ przy niskim zaufaniu do dziennikarzy i redakcji zaczyna być odbierany jako dowód jego autentyczności.
Olczyk zwraca również uwagę, że w warunkach polaryzacji coraz trudniej odróżnić uznanie zawodowe od środowiskowego. Logika algorytmów premiuje radykalne poglądy i skrajne narracje, a wraz z postępującą plemiennością zanika zgoda co do reguł wyznaczających profesjonalizm. Kryterium wiarygodności w coraz większym stopniu staje się wówczas przynależność do "naszej" grupy.
Tomasz Lis polubił. Roman Giertych zaprosił
W budowaniu pozycji Wiejskiego pomagały również gesty rozpoznawalnych dziennikarzy. Najczęściej przywoływany jest Tomasz Lis, który lajkował i podawał dalej jego wpisy. Te gesty miały znaczenie symboliczne: pokazywały odbiorcom Wiejskiego, że jego treści docierają do byłego redaktora naczelnego "Newsweeka" i jednej z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskich mediów. Znacznie ważniejszym politycznym sojusznikiem Wiejskiego jest Roman Giertych. W 2026 roku obaj poprowadzili dwa programy "Polityczny grill" na oficjalnym kanale posła. Pierwszy obejrzało około 40 tys. osób, drugi blisko 50 tys.
WIDEO
Wiejski zapraszał do siebie też innych parlamentarzystów: posłankę KO Bożenę Lisowską, Izabelę Bodnar czy Sławomira Ćwika. Wcześniej Izabela Leszczyna zadeklarowała, że sprawdzi możliwość wprowadzenia Wiejskiego i jego syna na zaprzysiężenie Sejmu.
Kontakty te pokazują, że Wiejski przestał funkcjonować wyłącznie na obrzeżach internetu. Uzyskał dostęp do ludzi, których urząd i rozpoznawalność nadają jego marce dodatkową powagę.
Olczyk uważa, że kierunek tej legitymizacji może być odwrotny, niż początkowo się wydaje. To politycy i dziennikarze, chwaląc internetowego twórcę lub występując w jego programie, szukają możliwości dotarcia do zbudowanej przez niego społeczności. Zyskują widoczność, bezpośredni kontakt z publicznością i aurę autentyczności. Sam twórca otrzymuje jednocześnie kolejne potwierdzenie swojego znaczenia, choć nie musi ono oznaczać potwierdzenia jego kompetencji dziennikarskich.
Socjolog zastrzega, że nie zna youtubowej twórczości Wiejskiego, wskazuje jednak ogólny mechanizm popularności podobnych kanałów. Dostarczają one interpretacji wydarzeń w atrakcyjnym emocjonalnie opakowaniu. Opowieści odpowiadają oczekiwaniom publiczności, potwierdzają jej obraz świata, rezonują z emocjami i zapewniają poczucie wspólnoty. Nie jest to klasyczne dziennikarstwo rozumiane jako relacjonowanie rzeczywistości, weryfikowanie faktów i ich możliwie neutralne przedstawianie, aby odbiorcy mogli na tej podstawie podejmować racjonalne decyzje.
Sieć 400 KV
W styczniu 2023 roku Wiejski napisał o rzekomo kwitnącym na wsiach procederze kradzieży prądu poprzez podłączanie gospodarstw do "głównych linii przesyłowych".
Energetyk i dziennikarz Jakub Wiech odpowiedział ironią, że sam podłączył się do linii 400 kV, dzięki czemu w lodówce osiąga temperaturę zera absolutnego. Za żartem kryło się konkretne sprostowanie: gospodarstwo domowe nie jest w stanie technicznie podłączyć bezpośrednio do sieci przesyłowej najwyższych napięć, a obowiązujące wówczas przepisy przewidywały zamrożenie cen energii w określonych limitach, w tym wyższy limit dla rolników.
Wiejski oczywiście nie wycofał się ze swoich słów. Nazwał Wiecha "pisowskim czopkiem". Gdy później Wiech użył słowa "zbiorkom", Wiejski próbował doszukiwać się rosyjskich tropów w jego życiorysie. W tej wymianie pojawił się "schemat Wiejskiego": najpierw niezweryfikowana lub błędna teza, później agresja wobec osoby, która ją prostuje, a na końcu sugestia, że za krytykiem mogą stać polityczne albo zagraniczne powiązania.
Zasięgu pierwotnej publikacji nie można już wiarygodnie odtworzyć, ponieważ pochodziła z wcześniejszego profilu. Można natomiast ocenić reakcję: sprostowanie nie doprowadziło do korekty, lecz do personalnego ataku na autora sprostowania.
Rosyjska flaga na pogrzebie
W czerwcu 2023 r. Wiejski podzielił się materiałem, który był wprost zmanipulowany. Opublikował fotomontaż, na którym polscy politycy rzekomo trzymali rosyjską flagę. I napisał, że zdjęcie powinno zawisnąć na banerach w całej Warszawie.
W rzeczywistości fotografia została wykonana podczas pogrzebu Benedykta XVI, a widoczni na niej politycy trzymali polską flagę. Sprawę opisały NASK i Demagog. Po usunięciu pierwszej publikacji Wiejski ponownie zamieścił przerobione zdjęcie, tym razem z podpisem "Rosyjska agentura w komplecie". Na fałsz zwrócił mu uwagę widoczny na fotografii poseł PSL Władysław Teofil Bartoszewski.
Dzisiaj nie można już odczytać liczby wyświetleń usuniętych wpisów. Można natomiast wykazać, że fałsz wydostał się poza profil Wiejskiego. Podał go dalej Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej", a sprawę opisywały serwisy fact-checkingowe i media.
Krytyk jako część układu
Problem nie kończy się na samych błędach. Istotne jest również to, co dzieje się po ich ujawnieniu. W grudniu 2023 roku Wiejski wykorzystał zdjęcie nieżyjącej dziennikarki Anny Karbowniczak w poście wymierzonym w Blankę Aleksowską.
Po zwróceniu mu uwagi usunął fotografię i przeprosił rodzinę. Przeprosiny wyświetlono około 8,4 tys. razy. Chwilę później Wiejski zaatakował Patryka Słowika, który nagłośnił sprawę. Nazwał go "bezczelnym żurnalistą" i zagroził, że dziennikarz może dołączyć do pozwu przeciwko Aleksowskiej. Ten wpis osiągnął około 20,7 tys. wyświetleń – niemal dwa i pół raza więcej niż przeprosiny.
Ten sposób reagowania widać także w licznych sporach Wiejskiego z dziennikarzami. Michała Szułdrzyńskiego z "Rzeczpospolitej" nazywał "kryptopisowcem", Dominikę Sitnicką i Agatę Szczęśniak z OKO.press zaliczał do "warszawskiej banieczki towarzysko-medialnej kawiorowej lewicy" (zdarzało mu się publikować zdjęcie zrobione Sitnickiej na swoim profilu), a teksty Szymona Jadczaka i Karoliny Wysoty określał jako "paszkwile" napisane pod gotową tezę.
Konflikty raczej nie szkodzą, przyciągają uwagę i angażują społeczność. Jeśli chodzi o błędy to zależy. Drobne błędy i potknięcia budują i potwierdzają wrażenie autentyczności, warsztatowa doskonałość może być postrzegana jako sztuczna i intencjonalnie perswazyjna.
Ostry język sam w sobie nie odróżnia Wiejskiego od wielu innych uczestników politycznych sporów. Bardziej charakterystyczne jest szybkie przejście od krytyki materiału do sugestii dotyczących lojalności, układów lub służb.
Bartosza Węglarczyka publicznie pytał, czy dziennikarz Andrzej Gajcy współpracuje z CBA i czy za jego pośrednictwem naciskano na redaktora naczelnego Onetu. Nie przedstawił dowodów na istnienie takiej współpracy. Annę Mierzyńską przedstawiał jako uczestniczkę ataków na "niezależnego dziennikarza" Jana Pińskiego, a Słowikowi zarzucał organizowanie hejtu na Tomasza Lisa.
Konflikt z Wojciechem "Żubrem" Bolińskim, publicystą i twórcą programu "Gilotyna", pokazał, jak łatwo internetowy spór może zostać przeniesiony na poziom prawny. Wiejski nazwał Bolińskiego "stalkerem/hejterem", powiązał go z Partią Razem i w październiku 2023 roku poinformował o złożeniu zawiadomienia do prokuratury.
Zapowiadał również prawne konsekwencje wobec innych osób z jego otoczenia. Boliński później potwierdzał, że zawiadomienie rzeczywiście zostało złożone, ale publicznie kwestionował, czy wszczęto przeciwko niemu jakiekolwiek postępowanie. Wpis Wiejskiego o tym, że Boliński i inne osoby "niebawem spotkają się z prawem i sprawiedliwością", osiągnął około 17,8 tys. wyświetleń. A to tylko jeden tweet, z wielomiesięcznej walki.
Warto zaznaczyć, że niepotwierdzony zarzut może przynosić Wiejskiemu zasięg więcej niż raz. Najpierw pojawia się na Twitterze, później trafia do tytułu filmu na YouTube jako ustalony fakt, a kiedy pojawiają się pytania o dowody, krytyka staje się tematem następnego programu. Na jego kanale widać to wprost:
- "Tak specsłużby kupowały dziennikarzy – ujawnia red. Jan Piński" – 58 tys. wyświetleń;
- "Trwa medialny lincz na Janie Pińskim, który ujawnił listę dziennikarzy pracujących dla CBA" – 50 tys.;
- "Skandal w OKO Press! Zmanipulowano wywiad z Tomaszem Mrazem. Zareagował Roman Giertych" – 35 tys.;
- "Afera fałszowania wyborów nabiera tempa, Giertych walczy" – 28 tys.
Łącznie tylko te cztery materiały osiągnęły około 171 tys. wyświetleń. Najbardziej wymowny jest przypadek oskarżeń o pracę dziennikarzy dla CBA: materiał przedstawiający zarzuty i późniejszy program o rzekomym "medialnym linczu" zdobyły razem 108 tys. wyświetleń. Jak wcześniej pisaliśmy, Krzysztof Boczek w "Press" opisał przy tym błędy i braki w dokumencie mającym potwierdzać część tych oskarżeń. Brak wiarygodnej weryfikacji nie zatrzymał więc zasięgu. Przeciwnie – spór o dowody stał się paliwem dla następnego filmu.
We wspominanym wcześniej tekście Ossowski wyjaśnia, że komercjalizacja mediów prowadzi do osłabienia znaczenia pogłębionej wiedzy i merytorycznego przygotowania na rzecz atrakcyjnej formy. Przeniesiony na YouTube ten mechanizm zostaje wzmocniony przez tempo publikacji, chwytliwy tytuł i potrzebę podtrzymania uwagi odbiorców. Stanowczość może więc zostać nagrodzona szybciej niż ostrożność, nawet jeśli później konieczna jest korekta.
Wiejski niezłomny
W opowieściach Wiejskiego często pojawia się jeszcze jeden element: osobiste zagrożenie. W zachowanym zrzucie dawnego wpisu przekonywał, że polityczni przeciwnicy skrzywdzili wiele dzieci, w tym jego. I zapowiadał, że tego nie daruje.
Podobnie wyglądał konflikt z lokalną działaczką PiS Sylwią Leyk. Wiejski twierdził, że po sporze z Marcinem Horałą kobieta zagroziła jemu i jego żonie. Leyk temu zaprzeczyła, a Wiejski odpowiadał, że "nie da się zastraszyć".
W 2024 roku głośne stało się natomiast nagranie dotyczące dwóch paczek z kaszubskimi przetworami i nalewkami, które Wiejski wysłał Janowi Pińskiemu i Tomaszowi Szwejgiertowi. Pierwsza dotarła następnego dnia. Druga zniknęła z systemu InPostu, a po około dwóch i pół dniach nieznany mężczyzna zostawił ją przed domem Szwejgierta. Adresat łączył zdarzenie z obserwacją domu, natomiast Wiejski publicznie napisał, że nie można wykluczyć działania "na polecenie organów śledczych". Patryk Słowik sugerował później, że Rafał Brzoska powinien zareagować na takie sugestie Wiejskiego pozwem.
Wiejski potrafił również budować internetowe "śledztwo" na podstawie podobieństwa twarzy. W czerwcu 2023 roku porównywał fotografię mężczyzny z Kurska ze zdjęciem uczestnika demonstracji w Poznaniu, a znaleziony profil na Facebooku uznał za kolejny trop. Wpis osiągnął blisko 24,7 tys. wyświetleń.
Kiedy zasięg zastępuje kompetencje
Internetowe drwiny z Wiejskiego są normą. Na X funkcjonował hashtag "WiejskoPosting", na Wykopie powstał tag poświęcony jego wpisom, a użytkownicy Reddita pytali, czy jest dziennikarzem, czy internetowym trollem. Część otwarcie przyznawała, że obserwuje go "dla beki".
Wielu dziennikarzy nie chce natomiast komentować działalności Wiejskiego. Boją się, że zapewnią mu w ten sposób rozgłos i zasięgi. Pytanie jednak, czy ten statek nie odpłynął już dawno temu, skoro "dziennikarz" może się pochwalić milionami wyświetleń na YouTube i ilością subskrypcji dwukrotnie większą od podcastu "Dwie Lewe Ręce". Wiejski ma więcej subskrybentów od Tomasza Raczka (139 tys.), Łukasza Warzechy (81 tys.), Tomasza Lisa ( 69 tys.), Marcina Mellera (24 tys.) czy Karoliny Korwin Piotrowskiej (13 tys.).
Działalność Wiejskiego może być niebezpieczna, ponieważ łączy duży zasięg, status dziennikarza, polityczne kontakty i powtarzający się brak ostrożności w formułowaniu oskarżeń.
To niebezpieczeństwo nie wynika z pojedynczej pomyłki, a z powtarzalności.
Nie wszyscy odbiorcy muszą uwierzyć we wszystko. Wystarczy, że część z nich potraktuje kolejne sugestie o agentach, służbach, finansowanych trollach lub zdradzie jak sprawdzone ustalenia. Gdy do wspólnych programów zapraszają autora rozpoznawalni politycy i przedstawiciele mediów, asymetria się pogłębia, ponieważ użyczają mu części własnej wiarygodności.
Popularność Wiejskiego nie powstała pomimo konfliktów. Wyrosła z nich. W jego przekazie przeciwnik nigdy nie jest po prostu internautą albo dziennikarzem mającym odmienne zdanie. Jest "kryptopisowcem", przedstawicielem medialnej banieczki, hejterem, współpracownikiem politycznego środowiska albo osobą, której związki ze służbami zostaną niedługo ujawnione.
Jednocześnie Wiejski pozostaje centralną postacią własnych historii. To on ma chronić rodzinę, wspierać prześladowanych dziennikarzy, rozliczać PiS, odkrywać operacje służb, bronić Romana Giertycha i mobilizować rządzących. Jeżeli zostaje wyśmiany, drwiny mogą zostać przedstawione jako zorganizowana nagonka. Jeżeli ktoś podważa jego ustalenia, zapewne jest elementem opisywanego układu. Zresztą ten tekst na pewno zostanie wykorzystany przez Wiejskiego w ten sam sposób - jako potwierdzenie, że jest dziennikarzem niewygodnym.
Cisza
Wysłaliśmy Tomaszowi Wiejskiemu około 30 pytań z prośbą o odniesienie się do zarzutów przedstawionych w tym artykule. Do momentu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Jan Piński również nie odniósł się do pytań dotyczących jego współpracy z "redaktorem".












