Lokowanie produktu zwykle łatwo rozpoznać. Bohater filmu sięga po napój określonej marki, pokazuje telefon albo przez chwilę opowiada o sponsorze. Taką scenę można przewinąć lub wyciąć, a reszta materiału nadal będzie zrozumiała.
MrBeast (516 mln subskrybentów na YouTube) i Google podeszli do tego inaczej. W "We Survived The Most Extreme Places On Earth" narzędzie Gemini nie pojawia się wyłącznie na chwilę. Sztuczna inteligencja Google pomaga uczestnikom podejmować decyzje, rozpoznawać zagrożenia i radzić sobie z kolejnymi wyzwaniami w ekstremalnych warunkach.
W prostych słowach: reklamowany produkt stał się częścią zabawy. Gdyby usunąć z filmu wszystkie fragmenty z Gemini, ucierpiałaby również sama historia. To właśnie odróżnia tę współpracę od klasycznego lokowania produktu.
WIDEO

Marka wpisana w pomysł na film
W tradycyjnej reklamie marka dołącza do już istniejącego formatu. Tutaj pomogła stworzyć jego mechanikę. Można to porównać do teleturnieju zbudowanego wokół konkretnej aplikacji: uczestnicy muszą z niej korzystać, żeby wykonywać zadania i posuwać akcję naprzód.
Nie oznacza to oczywiście, że materiał przestaje być reklamą. Przeciwnie – promocja jest obecna przez znaczną część filmu. Została jednak połączona z rozrywką w taki sposób, że widz nie może jej łatwo pominąć bez utraty części opowieści.
Google podpisał z firmą MrBeasta wieloletnią umowę. Jak informował The Verge, współpraca ma objąć nie tylko Gemini, ale także rozwiązania Google Health i urządzenia Fitbit.
Czy to naprawdę nowy rodzaj reklamy?
Samo włączanie produktu do fabuły nie jest zupełnie nowym pomysłem. Filmy, programy telewizyjne i internetowi twórcy robią to od lat. Ciekawa jest jednak skala przedsięwzięcia oraz to, jak mocno działanie produktu powiązano z formatem materiału.

Przypadek MrBeasta i Gemini pokazuje więc nie tyle koniec tradycyjnego lokowania produktu, ile jego bardziej zaawansowaną wersję: marka nie pojawia się obok historii – staje się jednym z elementów, które tę historię napędzają.












