Andrzej Grygierczyk o swoim odejściu ze stanowiska redaktora naczelnego "Sportu" poinformował w piątkowym wydaniu. – Na dniach kończę moją aktywność, przede wszystkim jako redaktor naczelny "Sportu", w dalszej kolejności – choć nie zarzekam się, że tak na amen, tak definitywnie – jako dziennikarz – stwierdził.
– Przyczyna? Banalna! Wiek, zdrowie i takie tam... W tym coraz słabsze przystosowanie do dzisiejszych wymogów dziennikarstwa, na czele z koniecznością pojawiania się na fejsbukach, tłiterach, iksach, insta coś tam, tik-tokach czy też tic tacach – wyliczył.
Dodał, że ma za sobą 48 lat pracy jako dziennikarz, a odejście ze "Sportu" to wyłącznie jego decyzja. – Koniecznie muszę dodać, że i teraz nikt mnie nie wyganiał, nie wyzywał od niedzisiejszych starców, nie nakłaniał do odejścia tekstami w rodzaju: "Idź i w końcu zajmij się wnukami". Jak widać, otoczenie było i jest dla mnie tolerancyjne – zaznaczył.

– Może jakbym się uparł – i zdrowie pozwoliło – to dotrwałbym do złotych dziennikarskich godów. Ale czuję, że już najwyższa pora oddać stery i miejsce w ukochanej redakcji innym, młodszym, lepiej przystosowanym do dzisiejszych wymogów, lepiej rozumiejącym współczesny świat, w tym współczesne media – wyjaśnił Grygierczyk.
Redaktorem naczelnym "Sportu" będzie teraz Tomasz Mucha, poprzednio redaktor prowadzący.










