Pierwszymi klientami są bank Ally i organizacja Project Management Institute.
Miesiąc temu "Time" zaczął przerabiać swoje strony internetowe na uproszczoną wersję tekstową (tzw. markdown) – bez zdjęć, kolorów i grafik, za to bardzo łatwą do "przeczytania" przez sztuczną inteligencję. Chodziło o to, żeby częściej pojawiać się w odpowiedziach generowanych przez narzędzia typu ChatGPT, kiedy ktoś o coś pyta.
Serwis "Digday" zwraca uwagę, że problem w tym, że nikt jeszcze nie wie, czy to naprawdę pomoże wydawcom utrzymać ruch na stronie, skoro coraz więcej osób pyta o wiadomości bota zamiast wchodzić na stronę samemu. Dlatego "Time" postanowił nie czekać i zacząć zarabiać na tym już teraz – sprzedając reklamy w tych uproszczonych, tekstowych wersjach stron. Pomaga mu w tym firma Mobian, która tworzy takie strony i generuje reklamy skierowane do botów.

Jak wygląda taka reklama?
Reklama dla bota AI wygląda jak lista pytań i odpowiedzi (FAQ) o danej marce – np. "Co oferuje bank Ally?", "Jakie ma opinie?" – z wyraźnym oznaczeniem, że to treść sponsorowana.
Chodzi o to, by w sytuacji, gdy sztuczna inteligencja szuka informacji o jakiejś marce, natrafiła właśnie na taką "ściągawkę" przygotowaną przez samą markę – i żeby potem powtórzyła te informacje użytkownikowi, który o coś zapytał.
Dlaczego to działa? Cytowany przez "Digiday" szef Mobian, Jonah Goodhart, tłumaczy to prosto: przekonanie do siebie jednego człowieka to wpływ na jedną osobę. Ale jeśli uda się wpłynąć na to, co o Twojej marce mówi ChatGPT – to wpływasz potencjalnie na miliony rozmów naraz, bo wszyscy dostają tę samą odpowiedź.
Innymi słowy: to nowy sposób na kontrolowanie własnego wizerunku w świecie, w którym coraz więcej osób pyta o rekomendacje bota, a nie szuka informacji samodzielnie w Google.

Skąd "Time" wie, że to się opłaca
Szef działu operacyjnego "Time", Mark Howard, przyznaje, że nie chce zdradzać dokładnych liczb, ale mówi, że boty AI odwiedzają teraz stronę "Time" częściej niż większość innych dużych portali. W niektóre dni na stronę magazynu zagląda więcej botów niż prawdziwych ludzi – co pasuje do ogólnych danych pokazujących, że ponad połowa całego ruchu w internecie to już nie ludzie, tylko automatyczne programy.
Skoro tego ruchu jest tak dużo, Time uznał, że szkoda go marnować – i najlepiej zamienić w kolejne źródło przychodów, tak jak wcześniej robił to ze zwykłymi reklamami na stronie.
Jak to działa krok po kroku? Marka przesyła brief – czyli informacje o sobie i to, co chce przekazać. Mobian tworzy z tego reklamę w formacie pytań i odpowiedzi. Następnie reklama trafia do klienta do akceptacji (w formie zwykłego PDF-a). Po publikacji te same pytania są testowane na wyszukiwarkach AI, żeby sprawdzić, czy bot faktycznie "zauważył" markę i czy mówi o niej dobrze.
Ceny takich reklam mają być wysokie – bo według "Time" miejsc, w których bot AI zetknie się z wiarygodną, sprawdzoną treścią, jest niewiele, więc są one cenne.

Co może pójść nie tak
Nikt tak naprawdę nie wie, jak sztuczna inteligencja zareaguje na reklamy ukryte w tekście dla botów. Może je zignorować. Może potraktować podejrzliwie – tak jak wyszukiwarka Google od lat karze strony, które próbują oszukiwać algorytm, pokazując robotom co innego niż ludziom (to tzw. cloaking, jedna z zakazanych sztuczek SEO).
"Time" na wszelki wypadek już teraz wyraźnie oznacza te reklamy jako sponsorowane – mimo że nikt tego jeszcze od niego nie wymaga.











