Tomasz Lis w RMF i Radiu Zet

Tomasz Lis opowiada m.in. o tym co zamierza robić po odejściu z tvn

Redakcja Wirtualne Media
Redakcja Wirtualne Media
Udostępnij artykuł:

Wywiad w RMF FM - 11.02.2004

Tomasz Skory: Byłeś wczoraj zaskoczony decyzją zarządu TVN-u?

Tomasz Lis: Nie, dlatego, że to co się stało 15 dni temu wskazywało, że tak może być i prawdopodobnie tak będzie.

Tomasz Skory: W pewnym sensie sam wywołałeś taką a nie inną reakcję TVN-u. Mówiłeś: nie wyobrażam sobie, żebym się pojawił w "Faktach", które podważyły moją wiarygodność, jak królik z cylindra.

Tomasz Lis: To była jasna sugestia, że w programie, którego wiarygodność razem z grupą ludzi budowałem przez lata, moją wiarygodność podważono. I że mój powrót do "Faktów", do TVN-u wymagałby jakiegoś gestu z drugiej strony, ale to absolutnie nie świadczyło o tym, że ja miałem jakieś iluzje co do tego, czy rzeczywiście taki gest nastąpi. Już na początku, 15 dni temu, złożyłem deklarację, że chcę jasno powiedzieć na antenie TVN-u, w "Faktach": chcę być dziennikarzem, jestem dziennikarzem, obowiązuje mnie kontrakt, który chcę wypełnić do końca. Nie dano mi prawa głosu, przez 15 dni nie prowadzono ze mną absolutnie żadnych rozmów.

Tomasz Skory: Kompletnie żadnych? Nikt nie zadzwonił?

Tomasz Lis: Nie było żadnych rozmów, nie było żadnego telefonu; były tylko oświadczenia rzecznika, który nieustannie powtarzał, że trwają rozmowy, których nie było.

Tomasz Skory: Jakiego gestu w takim razie oczekiwałeś? Teraz, w ostatnich dniach z tych 15, które spędziłeś na takim osobliwym "bezrobociu", czego się spodziewałeś?

Tomasz Lis: Zupełnie szczerze powiem, że mało prawdopodobne wydawało mi się szczęśliwe zakończenie tej całej historii, ale wydawało mi się, że jeśli druga strona wykaże choćby odrobinę dobrej woli, którą ja wykazałem w punkcie wyjścia 15 dni temu, to możemy usiąść do rozmów, możemy zacząć rozmawiać, dyskutować, debatować nad treścią jakiegoś oświadczenia. Możemy sobie pewne sprawy powyjaśniać, a jak sobie powyjaśniamy, to okno nie jest do końca domknięte; jest jeszcze jakaś szansa. Ale żeby taką szansę wykorzystać, to trzeba podjąć jakąkolwiek próbę, trzeba dać Panu Bogu szansę, a jak się próby nie podejmie, to się musi skończyć tak, jak się skończyło.

Tomasz Skory: A tymczasem, czytamy w komunikacie, swoimi działaniami w innych mediach doprowadził do kryzysu zaufania z kierownictwem TVN-u Rozumiem, że te relacje polegały tak naprawdę na działalności w innych mediach?

Tomasz Lis: Działalność w innych mediach to może za dużo powiedziane, bo jeśli słyszę po kątach na korytarzach i w gabinetach, że popełniłem straszne nadużycie, występując w programie Kuby Wojewódzkiego, to przepraszam, mogę się już tylko uśmiechnąć albo wybuchnąć śmiechem. To jest zupełnie kuriozalne.

Tomasz Skory: Masa ludzi chciałaby takie nadużycie popełnić.

Tomasz Lis: W każdej stacji uznano by to za darmową reklamę i to w konkurencyjnej stacji, więc coś tak naprawdę bezcennego. Jeśli ja rzeczywiście, jak słyszę w tym oświadczeniu, bez przerwy naruszałem tę umowę - tak, tak tam piszą - to ja się pytam, gdzie są te upomnienia na piśmie? Jest u nas prawo pracy, to jest państwo prawa podobno, gdzie są te nagany?

Tomasz Skory: Na razie na piśmie jest oświadczenie Piotra Waltera, który wyjaśnia, że władze TVN-u oczekiwały od ciebie oświadczenia o zdementowaniu tak ładnie zapowiadającej się kariery politycznej w "Newsweeku", nie gdzie indziej.

Tomasz Lis: Ja - dziennikarze "Newsweeka" pewnie mają to nagrane - mówiłem paredziesiąt razy, że nie mam żadnych planów politycznych, taką samą deklarację chciałem złożyć w "Faktach". Co więcej, i są na to tysiące świadków w największych miastach w całej Polsce, gdzie miałem spotkania autorskie od października, i na każdym z tych spotkań, jeśli tylko padało pytania, a często padało, czy ma pan jakieś plany polityczne, odpowiadałem: nie, kategorycznie nie. Ludzie, pogadajmy o Polsce, pogadajmy o tym, co w tym kraju jest nie tak. To naprawdę być może jest jakąś wskazówką, jak chora jest nasza demokracja, że wystarczy, że ktoś napisał książkę o Polsce, by uznano, że on musi mieć jakieś aspiracje polityczne. Nie miałem, nie mam - podkreślałem to. I teraz ja rozumiem oczywiście, że stacja TVN mówi: oczekiwaliśmy w "Newsweeku"!. Trzeba tak powiedzieć, bo trzeba jakoś wytłumaczyć to, że zignorowano moją propozycję, by powiedzieć o tym w "Faktach".

Tomasz Skory: Mówisz: porozmawiajmy o Polsce, piszesz: porozmawiajmy o Polsce. Czy w tej Polsce mieści się takie zjawisko, jak - powiedzmy brzydko - uwalanie ewentualnego zagrożenia dla pani prezydetnowej, która może zostać prezydentem? Czy to jest możliwy motyw działania władz stacji, w której już nie pracujesz?

Tomasz Lis: Żeby powiedzieć, że tak było, trzeba by mieć dowody. Ja dowodów nie mam, więc tak nie powiem.

Tomasz Skory: Ale ten wniosek sam się narzuca.

Tomasz Lis: Jest to sugestia, która pojawiła się wielokrotnie i która z założenia nie wydaje mi się totalnie absurdalna, ale podkreślam - nie wiem na pewno, więc nie mogę tego powiedzieć. Myślę, że cała ta historia, to co się zdarzyło, to, jak się zdarzyło, takie drobiazgi typu - może to jest drobiazg - ale myślę sobie, że po 6 latach i 5 miesiącach jak ktoś haruje jak wół, 11 godzin dziennie, 5 razy w tygodniu, to jest chyba taki zwyczaj, że mówi mu się "dziękuję", prawda?

Tomasz Skory: Chciałbyś dostać złoty zegarek z wygrawerowanym: "Dziękuję Ci, Tomku"?

Tomasz Lis: Nie, chciałbym usłyszeć proste "dziękuję" i szkoda, że nie usłyszałem.

Tomasz Skory: A co mówisz ludziom, którzy na spotkaniach autorskich, związanych z promocją twojej książki, mówią: "Panie Tomku, niech pan kandyduje. Teraz ma pan już pewną wygraną"?

Tomasz Lis: To pytanie pada i padało w ostatni piątek w Kielcach. Odpowiadam: chciałem być dziennikarzem, chcę być dziennikarzem, chcę mówić o Polsce, bo takie jest mój obywatelski obowiązek i dziennikarskie prawo i nie trzeba do mówienia o Polsce zasiadać w Pałacu Prezydenckim, czy być w Kancelarii Premiera. Można to robić nawet, jak się jest dziennikarzem, choć jak widać w tym wypadku czasem trzeba ponieść za to konsekwencje. Ja zawsze byłem niezależny i będę niezależny, jak trzeba będzie ponosić konsekwencje, to będę je ponosił.

Tomasz Skory: I dziś 11 lutego, co z tym Lisem? Co dalej?

Tomasz Lis: Teraz kurz opadnie. Będę miał trochę czasu na zastanowienie, ale ja jestem genetycznie niezdolny do poddania się, więc będę walczył. Formalnie jestem jeszcze zatrudniony, ale niepracujący.

Tomasz Skory: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad w Radiu Zet - 11.02.2004

Monika Olejnik: Gościem Radia Zet jest Tomasz Lis, były prezenter „Faktów”. Witam, Monika Olejnik.

Tomasz Lis: Dzień dobry.

Monika Olejnik: No i co?

Tomasz Lis: No i nic.

Monika Olejnik: Tomasz Lis, który przez sześć lat prowadził „Fakty” nie będzie już ich prowadził, a to dlatego że „nie zdeklarował się politycznie”.

Tomasz Lis: A to był cytat.

Monika Olejnik: Tak. Dlaczego w wywiadzie z „Newsweek – iem” nie powiedziałeś wprost, że nie będziesz kandydował w wyborach prezydenckich?

Tomasz Lis: Mówiłem to kolegom z „Wprost”. Mówiłem to na różne sposoby. Zresztą już przy kilkudziesięciu okazjach, na każdym spotkaniu autorskim, których było kilkanaście. I albo od tego zaczynałem, albo gdy pojawiało się pytanie generalnie o plany polityczne – mówiłem, że takich nie mam. Kolegom z „Newsweek–a” też to mówiłem za którymś razem.

Monika Olejnik: Ale prawda jest taka, że na okładce „Newsweek–a” pojawił się tytuł – „To jest dla mnie szok”.

Tomasz Lis: Bo to jest dla mnie szok.

Monika Olejnik: Kiedy wygrywałeś w rankingu z Jolantą Kwaśniewska, prawie wygrywałeś, powiedziałeś – to jest dla mnie szok, zastanowię się.

Tomasz Lis: ...że muszę to przemyśleć. Oczywiście. Tak. To byłby dla każdego szok i musiałem to przemyśleć jak każde wydarzenie, które ma miejsce.

Monika Olejnik: Ale jesteś dziennikarzem i wiesz, że kiedy polityk mówi - muszę to przemyśleć - to pojawia się następne pytanie - a kiedy pan przemyśli? Proszę powiedzieć: „tak” czy „nie”? Kiedy jest się dziennikarzem, to trzeba rozdzielić, czy chce się być dziennikarzem czy politykiem.

Tomasz Lis: Absolutnie. Próbujesz mnie teraz przekonać, że dwa plus dwa jest cztery, więc ja mężnie powiadam, że dwa plus dwa to jest cztery. Te role powinny być zawsze rozgraniczone i to mówiłem i mówię. Podkreślałem kilkadziesiąt, jeśli nie kilkaset, razy, że chcę być dziennikarzem i jestem dziennikarzem. Na poprzednim etapie swojego życia mówiłem, że jestem związany kontraktem z TVN–em i chcę ten kontrakt wypełnić do końca. I to są mniej więcej te słowa, których chciałem użyć w oświadczeniu, które z kolei szesnaście dni temu chciałem złożyć w „Faktach”. Nikt specjalnie nie był tym zainteresowany.

Monika Olejnik: Może trzeba było złożyć jednoznaczną deklarację w „Newsweek–u”: nie będę kandydować w wyborach prezydenckich?

Tomasz Lis: Może trzeba było, ale te deklaracje były szalenie jednoznaczne. Jeśli jest problem z taką deklaracją, to ja w tym momencie zgłaszam: OK., panowie, uważacie, że za mało? Zróbmy to. Dzisiaj. Składam taką propozycję i w tym momencie zostaję zwolniony z obowiązków świadczenia pracy i zaczyna się cały korowód. Pojawia się oświadczenie, które podważa w programie moją wiarygodność. Dokładnie w tym programie, w którym razem z grupą ludzi tę wiarygodność tworzyłem. Nie daje mi się głosu, nie wyjaśnia się widzom, o co, tak naprawdę, chodziło. Po tym pojawiają się następne oświadczenia w ciągu kolejnych dni, że toczą się rozmowy, chociaż żadnych, absolutnie żadnych, nie było. Zresztą jest to wszystko dość zabawne, bo piętnaście – szesnaście dni temu rzecznik TVN–u uparcie twierdził, że przedstawiono mi jakieś oświadczenie, które odrzuciłem. Powiedziałem, że to było kłamstwo, że nic takiego nie było, a teraz jest następna wersja, że tak naprawdę to chodziło o to, że w „Newsweek–u” miała paść taka deklaracja. Pytam się więc czy kłamstwo pada teraz czy TVN kłamał piętnaście dni temu?

Monika Olejnik: No dobrze, ale żałujesz, że nie złożyłeś tej deklaracji w „Newsweek–u”?

Tomasz Lis: Ja bardzo wyraźnie mówiłem dziennikarzom „Newsweek–a” – nie mam żadnych planów politycznych i bardzo wyraźnie mówię to teraz – nie mam planów politycznych. Chcę być dziennikarzem. Tyle, że dzisiaj nie mówię, że chcę być dziennikarzem TVN–u, tylko że muszę sobie znaleźć pracę.

Monika Olejnik: Piotr Walter, mówi, że „w rażący sposób naruszył warunki umowy”. Szef TVN-u ma do ciebie pretensje, że występowałeś w TOK FM, że występowałeś w Polsacie.

Tomasz Lis: Szkoda, że to jest radio, a nie telewizja. Żałuję, że słuchacze nie widzą tego uśmiechu w twoich oczach, który jest komentarzem do tego co mówisz. To są rzeczy kuriozalne. Zarzuca mi się, że rażąco naruszyłem umowę występując w TOK FM, gdzie występowałem, bodajże od maja. Raz mi zwrócono na to uwagę, po czym napisałem pismo – panowie, o co chodzi? To jest kompletna paranoja. Zakaz pojawiania się w TOK FM - nie prowadzenie tych audycji, a występowanie w nich - mógłby wynikać tylko z jakiejś absurdalnej, rozszerzającej wykładni tej umowy. Napisałem to i jest na kartce, którą mogę pokazać. Na to żadnej odpowiedzi już nie było. Usłyszałem tylko – mam nadzieję, że ojciec już nie będzie do tego wracał.

Monika Olejnik: Tak powiedział Piotr Walter?

Tomasz Lis: Tak. To jest jedna historia, a druga: jeśli słyszę gdzieś...

Monika Olejnik: ...słuchają Państwo Radia Zet.

Tomasz Lis: ...tak. Jak słyszę na korytarzach, w gabinetach, że złamałem umowę występując w programie Kuby Wojewódzkiego, to jest to już absolutny kabaret. Tym razem będę adwokatem diabła – załóżmy, że rażąco łamałem tę umowę. To gdzie są te upomnienia, te nagany? Podobno jest to państwo prawa, w którym obowiązują pewne procedury. Było to tak strasznie rażące, że nie upomniano mnie na piśmie, nie dano nagany – standardowe procedury, nic więcej.

Monika Olejnik: Przez sześć lat Tomasz Lis budował „Fakty”. Czy ktoś ingerował w twoje programy czy mogłeś robić - ty i twój zespół, bo „Fakty” to nie tylko ty - to co chciałeś?

Tomasz Lis: Generalnie robiliśmy to, co wynikało z naszego sumienia dziennikarskiego. Nie jest, jak sądzę, istotne co się dzieje między dyrektorem teatru, reżyserem przedstawienia i aktorami przed przedstawieniem. Istotne jest to, co się dzieje kiedy kurtyna idzie w górę. I za to wszystko co się działo, gdy kurtyna szła w górę biorę odpowiedzialność – za wszystko dobre i za wszystko złe.

Monika Olejnik: Czy materiały były cenzurowane, były zdejmowane? Jak to bywa w telewizji polskiej?

Tomasz Lis: Był, zdaje się, jeden materiał zdjęty.

Monika Olejnik: ...czyli bardzo komfortowa sytuacja.

Tomasz Lis: Tak. Nie narzekałem. Gdyby była niewygodna i niekomfortowa, to bym tam nie pracował aż sześć lat.

Monika Olejnik: Czy widzisz siebie w telewizji publicznej?

Tomasz Lis: Nie wiem. Nie jestem na tym etapie rozważań. Mam parę miesięcy na zastanawianie się. Jakieś propozycje już są – i nie mówię tu o telewizji polskiej. Nie muszę tej decyzji podejmować dzisiaj. Chcę się z tym przespać, na co będę miał trochę czasu. Kurz opadnie – zobaczymy.

Monika Olejnik: Zastanawiam się jakbyś widział siebie w telewizji publicznej, kiedy „Fakty” bardzo często demonstrowały niechęć do „Wiadomości” - widoczną na antenie.

Tomasz Lis: Nie. Tu kategorycznie protestuję. To nie byłą niechęć do programu pod tytułem „Wiadomości” czy „Panorama” czy do telewizji polskiej. To była niechęć do instytucji zarządzanej przez osiem lat przez zielono – czerwonych komisarzy. Nie było żadnej niechęci do telewizji polskiej, lecz do sposobu sprawowania władzy i do tego co serwowano publiczności. Tak naprawdę była to obrona telewizji polskiej, która to misja, mam nadzieję szczęśliwie, nie tylko ze strony „Faktów”, ale i innych mediów, dobiega końca, bo jest to szansa, ze będzie to prawdziwa telewizja polska.

Monika Olejnik: Ale było widać niechęć do prezenterów „Wiadomości”.

Tomasz Lis: O nie! Bzdura. Jak już powołujemy się na Kubę Wojewódzkiego, to dodam, że ostatnio byłem zapytany o prezenterów, gdzie jasno mówiłem, że ich lubię - tak po prostu.

Monika Olejnik: Czyli wyobrażasz sobie pracę z Kamilem Durczokiem, z Jolantą Pieńkowską?

Tomasz Lis: To jest zawoalowana sugestia, że pewnie będę pracować w „Wiadomościach”, a ja w ogóle nie jestem na etapie rozważania gdzie będę pracował. Wyobrażam sobie pracę z każdym, ale to jest kompletna abstrakcja na tym etapie.

Monika Olejnik: Czy nie zrobiłeś jakichś nadziei ludziom, z którymi się spotykasz, że ty – człowiek nieuwikłany w politykę - będziesz teraz kreował politykę? Promujesz swoją książkę „Co z tą Polską”, spotykasz się ze studentami...

Tomasz Lis: Ludzie pytają czy to rozważam, ale ja kategorycznie - od października, bo wtedy miało miejsce pierwsze spotkanie, mówię, że jestem dziennikarzem i chcę nim być. Nie mam wrażenia, że ludzie są zawiedzeni, gdy takie stwierdzenie pada na początku każdego ze spotkań. Zapraszam. W piątek jestem w Piotrkowie Trybunalskim. To są poważne rozmowy o Polsce. Przychodzą poważni ludzie. Nie pytają o puder w telewizji, o make–up – pytają o to, co się dzieje w tym kraju.

Monika Olejnik: Żeby zostać politykiem to, twoim zdaniem, trzeba przejść drogę przez Sejm, Senat czy można z fotela prezentera stać się nim?

Tomasz Lis: Jeśli ktoś chce się nim stać, to musi odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Monika Olejnik: To jest pytanie do Tomasza Lisa.

Tomasz Lis: Tak, ale skoro ja nie mam takich planów, to nie muszę na takie pytanie odpowiadać.

Monika Olejnik: To jest pytanie ogólne czy, według ciebie, politykiem można zostać wtedy, gdy zdobędzie się jakąś praktykę?

Tomasz Lis: Ostatnio czytałem, że, zdaje się, Pat Cox wszedł do polityki z fotela prezentera telewizyjnego i jest szefem Parlamentu Europejskiego. Różne są drogi i nie ma na to reguły. Natomiast, tu masz absolutnie rację, że role są rozdzielne – albo – albo.

Monika Olejnik: Bronisław Wildstein napisał duży esej na temat Tomasza Lisa w „Rzeczpospolitej”...

Tomasz Lis: Artykuł.

Monika Olejnik: Napisał, że zostałeś zdjęty z prowadzenia „Faktów”, bo zagroziłeś Jolancie Kwaśniewskiej.

Tomasz Lis: Słyszałem tę opinię w ostatnich dniach wielokrotnie.

Monika Olejnik: Od kogo?

Tomasz Lis: Od różnych osób. Od obserwatorów, sąsiadów, znajomych...

Monika Olejnik: : Bierzesz pod uwagę, że mogło się to stać właśnie z tego powodu?

Tomasz Lis: Powiem zupełnie szczerze. TVN nie sprawiał wrażenia, że chciał rozwiązać sprawę. Nie podjęto żadnych rozmów. Nie dano mi prawa głosu. Zastanawiam się więc – to nie jest stwierdzenie – snuję domysły, czy nie zdarzyło się gdzieś w tle coś co jest istotniejsze niż „Fakty”, media, zasady, itd.

Monika Olejnik: Może tak jest, że gdy się pracuje w telewizji publicznej, to właściciel jest polityczny, a kiedy się pracuje w telewizji komercyjnej, to właściciel jest prywatny i on ma prawo do dziennikarza?

Tomasz Lis: Tak. Ma prawo i ja tego prawa nie kwestionuję. W telewizji prywatnej można zrobić wszystko. Jak ktoś ma kaprys – to można zamknąć ten kram na kłódkę, z czego nie wynika, jak sądzę, że w tej telewizji prywatnej nie powinny obowiązywać rozmaite zasady. Zdaniem moich prawników, już zwalniając mnie z obowiązku świadczenia pracy – złamano prawo. Być może istotniejsze są dla mnie zasady zwykłej przyzwoitości. Uważam, że po sześciu latach i sześciu miesiącach pracy – dziękuję - to byłby wyraz takiej przyzwoitości.

Monika Olejnik: A może trzeba było napisać zobowiązanie - nie będę kandydował?

Tomasz Lis: Nikt nie chciał tego zobowiązania. Nikt nie podjął ze mną na ten temat dyskusji.

Monika Olejnik: Musimy tu postawić kropkę nad „i”.

Tomasz Lis: Jedno zdanie tylko. Chciałem się pożegnać z widzami. Bardzo Państwu dziękuję za ponad sześć lat i za wszystkie słowa sympatii i otuchy. Robię to tutaj, bo gdzie indziej nie mogę.

Monika Olejnik: To były „fakty”. Tomasz Lis, TVN.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Polsat Media bez wyłączności na sprzedaż reklam w Republice. Jest nowa umowa

Polsat Media bez wyłączności na sprzedaż reklam w Republice. Jest nowa umowa

Grupa Polsat Plus przekaże 575 tys. zł dla olimpijczyków

Grupa Polsat Plus przekaże 575 tys. zł dla olimpijczyków

Rainbow Tours chwali się rezerwacją wycieczek. Wzrosty przed atakiem USA na Iran

Rainbow Tours chwali się rezerwacją wycieczek. Wzrosty przed atakiem USA na Iran

Irańczyk wycofał się z zarzutów wobec reporterki TVP Info

Irańczyk wycofał się z zarzutów wobec reporterki TVP Info

Orły ponownie w TVP. Z nowym prowadzącym

Orły ponownie w TVP. Z nowym prowadzącym

Friz reklamuje KFC. W kampanii specjalne menu

Friz reklamuje KFC. W kampanii specjalne menu