Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.
Jak opisał Michał Janczura z Wirtualnej Polski, postępowanie wszczęto po zawiadomieniu senatora Tomasza Lenza. W czerwcu policja działająca na zlecenie prokuratury zwróciła się do redakcji o wskazanie źródeł kwietniowej publikacji dotyczącej zabiegu jego syna. WP odmówiła, powołując się na obowiązek ochrony informatorów.
We wrześniu do redakcji dotarła informacja o przesłuchaniu w charakterze świadka Mariusza Trojanowskiego, dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim. Po przesłuchaniu prokurator miał zażądać wydania jego telefonu. W postanowieniu znalazły się dane Janczury i numer telefonu dziennikarza. WP uważa, że śledczy wcześniej przeanalizowali bilingi dyrektora i ustalili, że kontaktował się z reporterem.
Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska potwierdziła portalowi zabezpieczenie telefonu, który zdaniem śledczych mógł posłużyć do przekazania informacji. Prokuratura zapewniła zarazem, że nie sprawdzano bilingów dziennikarza. Nie ujawniła zakresu analizy zabezpieczonego urządzenia ani informacji o ewentualnym badaniu innych telefonów.

Janczura: chodzi o bezpieczeństwo informatorów
W rozmowie z Wirtualnemedia.pl Janczura podkreśla, że sprawa ma znaczenie dla wszystkich osób przekazujących mediom informacje o nieprawidłowościach.
– Nie chodzi o mnie. To nie mnie ktoś zabrał telefon, a moi informatorzy są bezpieczni. Chodzi o to, że prokuratura w ten sposób wywołuje strach u innych osób przed rozmową z dziennikarzami. To zamach na wolność mediów i skandaliczna sytuacja, którą trzeba nagłaśniać. Kto za chwilę zgłosi nieprawidłowości dziennikarzom, jeżeli będzie wiedział, że prokuratura może "na rympał" zabierać telefony bez żadnych dowodów na to, że ktoś coś przekazał? – mówi Janczura.
– Nie chodzi o Michała Janczurę, tylko o rolę mediów i bezpieczeństwo ludzi, którzy chcą informować o nieprawidłowościach – dodaje.
Ekspert HFPC wskazuje na ochronę tajemnicy dziennikarskiej
Adwokat Konrad Siemaszko, koordynator Programu Wolność Słowa w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, ocenił działania śledczych jako próbę obejścia tajemnicy dziennikarskiej.

– Na pewno jest to działanie, które dotyka tajemnicy dziennikarskiej i które z tego powodu wiąże się ze szczególnymi gwarancjami. Te gwarancje aktualizują się niezależnie od sposobu dotarcia do materiału objętego tajemnicą dziennikarską przez organ ścigania – powiedział WP.
W ocenie Siemaszki ochrona obejmuje również materiały znajdujące się na telefonie osoby kontaktującej się z dziennikarzem, a dostęp śledczych do takich treści powinien zostać poprzedzony kontrolą sądową. Prokuratura argumentuje natomiast, że obowiązek zachowania tajemnicy dziennikarskiej dotyczył dziennikarza.
Warto zaznaczyć, że kontakty Janczury z Trojanowskim dotyczyły także innych tematów, m.in. podziału środków z Krajowego Planu Odbudowy. Redakcja WP wyraziła obawę, że informacje o jej pracy mogły znaleźć się w aktach dostępnych senatorowi jako stronie postępowania.

– Stanowczo protestujemy przeciwko działaniom prokuratury w sprawie naszej publikacji – przekazali Łukasz Kijek, Barbara Kasprzycka i Mateusz Cieślak z Wirtualnej Polski.
Zapytany o możliwą reakcję branży, Janczura wskazuje na solidarność redakcji.
– Wszystkim nam zależy na wolności mediów. Nie bronię tutaj swojego interesu. Musimy wspólnie pokazać, że zależy nam na tym, żeby nieprawidłowości wychodziły na jaw. A będą wychodziły tylko wtedy, kiedy ludzie będą mieli poczucie, że dziennikarze są dla nich gwarancją anonimowości – mówi dziennikarz.

Przypomnijmy, że sprawa miała swój początek po publikacji WP z 7 kwietnia, która dotyczyła zabiegu, do którego doszło 15 marca w publicznym szpitalu. Późniejsza kontrola NFZ wykazała nieprawidłowości, a na placówkę nałożono karę 134 tys. zł. Równolegle prokuratura prowadziła postępowanie dotyczące samego zabiegu. Redakcja podaje, że mimo złożenia zawiadomienia śledczy nie zwrócili się do jej dziennikarzy w tej sprawie.
Wsparcie dla stanowiska Wirtualnej Polski w tej sprawie w środę rano na platformie X wyraziło wielu dziennikarzy, a także niektóre osoby ze świata biznesu i polityki. – Pierwszy raz podaję dalej wpis Jadczaka. Bo ma rację. Tajemnica adwokacka, tajemnica spowiedzi i tajemnica dziennikarska są święte. I warto aby prokuratura o tym pamiętała – stwierdził poseł Koalicji Obywatelskiej Roman Giertych.

– Naprawdę trudno mnie przekonać abym popierał jakieś działania WP i Jadczaka. Prokuraturze to się udało – dodał.
Obowiązek ochrony źródeł dziennikarskich
Obowiązek ochrony źródeł dziennikarskich wynika z art. 15 prawa prasowego. Przepis nakazuje zachowanie w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację informatorów, którzy zastrzegli sobie anonimowość.
Dodatkowe gwarancje dla źródeł przewiduje też art. 180 kodeksu postępowania karnego, który zaznacza, że przesłuchanie dziennikarza w sprawach objętych tajemnicą zawodową wymaga zgody sądu.

Ochronę źródeł gwarantuje również art. 10 Europejskiej konwencji praw człowieka, w którym wskazano na konieczność uprzedniej kontroli sądu lub innego niezależnego i bezstronnego organu nad dostępem do materiałów mogących ujawnić informatorów.











