Wszystkie role Michała Brańskiego. "Jestem od tego, by podnosić ciśnienie i czasem robić freak show"

Michał Brański to kolorowy ptak branży digitalowej. O żadnym z bohaterów tego cyklu wywiadów nie słyszałem tylu anegdot i znaków zapytania. Postanowiłem zbić je wszystkie z samym zainteresowanym. Ale wbrew pozorom to bardzo przyziemna rozmowa o nim samym, Audiotece, Wirtualnej Polsce, branży mediów i biznesie turystycznym, którym właśnie zaczął zarządzać w Niemczech.

Michał Mańkowski
Michał Mańkowski
Udostępnij artykuł:
Wszystkie role Michała Brańskiego. "Jestem od tego, by podnosić ciśnienie i czasem robić freak show"
Michał Brański.

Ten wywiad jest częścią cyklu rozmów z prezesami, właścicielami, redaktorami naczelnymi polskich spółek z branży medialnej. Dla pełnej transparentności informujemy, że Wirtualna Polska Holding jest właścicielem portalu Wirtualnemedia.pl, ale ten fakt nie miał żadnego wpływu na przebieg rozmowy.

Nie męczy Cię Twój mózg?

Dlaczego?

Dzieje się w nim bardzo dużo różnych rzeczy. Wystarczy spojrzeć na to, co postujesz.

Nie, jestem uszczęśliwiony. Dziwię się, że ludzie nie pochłaniają więcej. Jest duża wartość w syntezowaniu obserwacji z różnych dziedzin, które pozornie nie mają nic wspólnego z tym, czym się zajmujemy.

Połowa pewnie nawet nie rozumie tego, co wrzucasz. Tak różna i nietypowa to tematyka.

Jak znajduję coś jest ciekawego, to się tym dzielę, ale wiem, że mój sposób wyrażania jest idiosynkratyczny i dla części osób niezrozumiały. Nie robię tego dla zasięgów, bo te posty mają często zerowe lub znikome reakcje, ale mam grupę osób, z którymi stale wchodzę w dyskusję.

A nie wpadasz przez to trochę w łatkę "filozofa nowych czasów"?

Podważanie obecnego stanu sprawia mi satysfakcję. Większość zmian na świecie jest ekscytująco-przerażająca, ale w przestrzeni publicznej opowiadamy sobie głównie bezpieczne bajki, żeby nie budzić lęków. 

Jesteś trochę szalony?

Chyba nie. Jeśli już to w moich podróżach po świecie cyfrowym, ale gdy oderwę się od telefonu czy komputera, to żyję wyjątkowo bezpiecznie i bez ekscesów, wręcz nudno. Nie wystawiam się na ryzyko. Nie kształcę się na pilota, nie zjeżdżam rowerem z gór, nie idę w wysokie góry, nie biegam w "biegach rzeźnika". Świadomie unikam sytuacji, które mogą zagrażać życiu, nie wsiadam na motocykl czy do awionetki. 

Popytałem w branży. Wiesz, że masz wokół siebie trochę ten vibe "szalonego geniusza"?

Wiem, ale to jest postrzeganie mojej osoby, którym w ostatnich latach trochę zacząłem się brzydzić.

Dlaczego?

Bo ten wizerunek odbierał mi sprawczość. Czegokolwiek bym nie powiedział, to było odbierane "no tak, tak, Michał, to takie fajne, wizjonerskie", ale jak przykładali to do prawdziwego życia i wyzwań w pracy, to nikt nie ma czasu i głowy się tym zająć.

Nawet najlepsze pomysły bez egzekucji są niewiele warte. 

Byłem jak buksujące koła: dużo energii, mało ruchu. Cierpiałem na tę ułomność, ale chyba wyciągnąłem wnioski. Staram się kultywować element ciekawego, szalonego dziecka, ale jednocześnie jestem wyznawcą twardej dyscypliny i szorstkiego pragmatyzmu. Romantyzm w pracy może się zdarzać, ale nie może przesłaniać prawdy o tym, co trzeba zrobić: z rynkiem, ludźmi, produktami. 

To co trzeba?

W branży cyfrowej wykształciliśmy masę złych nawyków. Ludzie mieli przekonanie, że pracujemy w wyjątkowym segmencie – ponad innymi, wybawcy z okowów starego świata, prorocy nowego porządku biznesowego. Że gdzieś indziej ludzie są głuptaskami, a to my jesteśmy wyrafinowani i śmiało do przodu.

Przypisywaliśmy sobie samym nie swoje ogromne zasługi, a nagle się okazało, że branża zwolniła, a wzrosty się znormalizowały. Nic nie spada już samo na kolanka, o każdy kawałek ziemi musimy walczyć. I nagle się okazuje, że jesteśmy słabi i wydumani: odlecieliśmy, nie potrafimy naciskać, nie jesteśmy dobrymi negocjatorami, nie rozumiemy twardej gry.

To jakie nawyki Cię wkurzają?

Mam bardzo negatywny stosunek do pracy zdalnej, która wprowadza marazm i degenerację. Ale jeszcze gorszy mam do frywolności i złych proporcji między zajmowaniem się kolorową przyszłością, a tym, co trzeba zrobić tu i teraz. Czasami trzeba podnieść telefon i cold callować, wysłać ileś maili, mieć jakąś rytmikę pracy.

Trzeba się poddać nadzorowi narzędzi, uporządkować i nie gubić tematów. To starotestamentowe zasady biznesowe, które w topowych firmach są standardem, a u nas były postrzegane jako "zabieracie nam wolność, jesteśmy kolorową branżą, mamy fajne pomysły". No nie, musimy wygrywać egzekucją.

A takie zachowanie: ktoś rzuca się na pomysł, mobilizuje wszystkich do realizacji, a za dwa tygodnie już go nie pamięta, bo ma kolejny i wrzuca go zespołowi?

To jest fatalne z dwóch powodów. Albo zła alokacja zasobów, która nie posunęła tego do przodu, albo pomysł nie był wart zrywu, bo nie został sprawdzony.

Sęk w tym, że gdy pytałem parę osób, jak się z tobą pracuje, niezależnie od siebie powiedzieli, że dokładnie tak.

Posypię głowę popiołem, nie byłem od tego wolny. Parę lat temu to mogła być prawda o mnie, ale teraz staram się być kontrą do takiego działania. Wciąż potrafię się zapalić do dziwnych pomysłów, choć to już jakiś margines.

Potrzebujesz konsensusu, gdy masz swój pomysł?

W ogóle go nie potrzebuję, w głowie mam wyłączoną taką opcję. Niektórzy mówią, że ktoś jest "w spektrum, bo nie zwraca uwagi, czy uraża swojego rozmówcę". Ja mam gdzieś, czy kogoś urażę, jeśli w coś wierzę. 

Ale lubisz, jak ktoś się z Tobą pokłóci?

Jest taka obiegowa opinia o Holendrach, że mają ogromny szacunek do tych, którzy ich poprawią i pozwolą dotrzeć do prawdy. I ja mam tak samo, jeśli ktoś wyprowadzi mnie, gdy idę jak łoś na manowce. Wszyscy jesteśmy niedoskonali w decyzjach, dlatego najgorzej, gdy ktoś nie powie co myśli, bo się boi lub jeszcze gorzej, nie chce kogoś urazić.

Trochę sobie zaprzeczasz.

Jest różnica między tym, że nie potrzebuję konsensusu a tym, że potrafię przyjąć czyjeś argumenty, jeśli do mnie trafią. Szczególnie jeśli są to argumenty spoza utartych, normatywnych ścieżek myślenia.

Ile czasu dziennie spędzasz na telefonie?

Bardzo dużo.

Sprawdzimy w ustawieniach?

Czemu nie. (...) Średnia dzienna to sześć godzin.

Zaskoczony?

Tak, że tak mało.

Ja mam trzy i myślałem, że to dużo. Gdzie siedzisz najwięcej?

Twitter, ale coraz więcej ciekawych rzeczy jest dystrybuowanych w dobrze prowadzonych grupach na Whatsappie, gdzie wszyscy zachowują się honorowo. W tych dwóch miejscach są najszczersze rozmowy.

Dużo czytasz?

Pochłaniam bardzo dużo treści. Mam dobrze skonfigurowanego Twittera, masę newsletterów, subskrypcji. 

Ile miesięcznie wydajesz na subskrypcje?

Myślę, że obijam się o około 4 tysiące złotych, wliczając w to nie tylko media, ale też streamingi czy LLM-y.

A książek ile czytasz?

Staram się przeczytać około całych 20 rocznie, napoczynam pewnie około 20 kolejnych. Nie mam na to tyle czasu, ile bym chciał, dlatego nauczyłem się szybko porzucać te, które mnie nie wciągają. 

Tylko? Spójrz jak wygląda twój gabinet. Podobno kiedyś trzeba było zakleić w nim szyby, bo ludzie myśleli, że to taki pokój socjalny-czytelnia, do którego wchodzili i brali sobie książki.

(śmiech) Tak było, to prawda. Jestem zbieraczem. Nasza dyrektor finansowa żartuje, że to przepakownia Amazonu. To zbieractwo objawia się i w wystroju gabinetu, i domu, który jest wręcz upieprzony książkami, komiksami i różnymi rzeczami. To się posunęło do tego etapu, że wstydzę się przynosić więcej do domu, więc w bagażniku samochodu chowam kilkadziesiąt książek. 

© Licencjodawca
© Licencjodawca

A dostrzegasz ironię, że przy tym wszystkim jesteś prezesem… Audioteki?

Tak, ale chyba właśnie dlatego nim zostałem – wszyscy wiedzą, jak bardzo kocham książki. Jednak dzisiaj więcej pochłaniam już słuchając, niż czytając.

Twoje książkowe TOP1?

Oj… Coś od Iana M. Banksa, Charlesa Strossa lub Kurta Vonneguta, generalnie science fiction. Zaraz w drugiej linii są Dukaj oraz Huxley.

Jesteś prezesem Audioteki na kilka rynków, masz pod sobą WP Pilota, od niedawna podlega ci całe wideo w Wirtualnej Polsce, a teraz zostałeś jeszcze prezesem niemieckiego e-commerce’u turystycznego Ab-in-den-Urlaub. Nie za dużo tego?

Na szczęście nie obejmowałem wszystkiego na raz. 

Ale wciąż jest tego tak dużo, że każdy z tych zakresów mógłby być samodzielnym stanowiskiem. 

Udało mi się wpoić zespołom zasady do dalszego działania. Żadna firma nie działa na autopilocie, ale w pewnym momencie udaje się jej wgrać kod, w którym wszyscy wiedzą, co jest tolerowane, a co nie. Jeśli masz za sobą zarząd i kluczowych interesariuszy, którzy ten kod kulturowy kupili, to jest już łatwiej replikować to dalej po organizacji. I kulturowo, i w sposobie myślenia o produkcie. 

Nie planujesz odpiąć któregoś z tych orderów?

Nie. Każda z tych firm jest stosunkowo prosta w porównaniu do mediów. Media są biznesem spaghetti, w którym przeplatają się złożone zjawiska po stronie sprzedaży, technologii i treści. W porównaniu do tego Audioteka potrzebuje "tylko" fajnych treści i dobrego marketingu. Może za wcześnie na takie wnioski, ale jak patrzę na ten niemiecki biznes turystyczny, który teraz objąłem, to tam tych dźwigienek i pokręteł też jest mniej w porównaniu do mediów. Prostymi decyzjami da się rozstrzygnąć, czego nie robić. Zawsze jest długi welon rzeczy ciągnących się za każdą firmą, a ja jestem dobry w odcinaniu tego gównianego nawisu. 

Skąd się wziąłeś w tej turystyce? Nie można się znać na wszystkim.

Przy rozwijaniu Audioteki i WP Pilota bardzo się zorientowałem na kompetencje performance marketingowe: customer journey i ścieżki konwersyjne. To jest przekładalne na każdy biznes online, który sprzedaje coś konkretnego – subskrypcję albo wycieczkę. Nie ma dużych różnic. Można się kłócić o szczegóły, ale poza tym to podobny mechanizm, choć przy innej wartości koszyka zakupowego. Rozumiem, jak firma powinna działać od strony performance marketingu. Język perswazji jest podobny: podnoszenie temperatury w copywritingu, żeby było ekscytująco. Nie chcesz płacić za coś, co nie wywołuje ekscytacji – chcesz mieć "banana na twarzy". I być może jestem dobry w tym, żeby copywriting gwarantował tego banana.

Jacek Świderski działa od 1,5 roku operacyjnie w mediach, Krzysztof Sierota też. Ty teraz jeszcze rozszerzasz zakres. Dlaczego? 

Nie chcę nikogo dotknąć osobiście, dlatego skupiam się na nie działających procesach. Nasze firmy – choć są od tego chlubne wyjątki, w tym Wakacje.plSuperauto.pl – cierpiały na słaby przepływ informacji, brak klarownego ownershipu działań, kryzys przywództwa, lękliwość, kluczowe momenty w customer journey były dowożone na takim poziomie "meh". To są proste rzeczy. A teraz w ab-in-den-Urlaub, firmie bardzo zyskownej, ale nie nr 1 na swoim rynku, chcemy powtórzyć sukces Wakacji.pl z naszego rynku, gdzie mamy 20% i jesteśmy liderem.

To czemu nie wysłać tam ekipy z Wakacji.pl, która robi dokładnie ten biznes?

Nie ukrywam, że będę się podpierał dobrą radą Darka Górznego i jego zespołu. Ale zabieranie go z Wakacji.pl nie byłoby dobrą opcją. Ja mam łatwiejsze zadanie, bo choć Niemcy, Szwajcarzy, i Austriacy mają różne nawyki turystyczne, to wciąż mówią tym samym językiem i mają wspólnotę kulturową. Darek musi jednocześnie wyskalować Wakacje na kilka zupełnie różnych rynków w całym CEE. 

Mówisz po niemiecku?

Tak, na powrót. Uczyłem się 12 lat, staram się to odgrzebać i powoli wraca do mnie ten język. 

Polacy niosą Niemcom kaganek e-commerce’u?

Jak miałem cztery lata, mój śp. tata-inżynier jeździł pracować do Lipska, pracować tam w przemyśle ciężkim – wtedy rodzice narzucili mi, że mam uczyć się języka europejskiego hegemona. Teraz moja córka ma cztery lata i to ja jeżdżę do tego samego Lipska, ale w nieco innej roli. Polscy menedżerowie mają w sobie pozytywną drapieżność i świeżość. Pracownik powie, że są "nerwowi, ofensywni, pchają do przodu", ale bez tego pchania firma gnije – w stagnującej firmie płace się nie poprawiają, zwalnia się zamiast zatrudniać, ludzie chodzą z nosem na kwintę. 

Jaki masz dzisiaj stosunek do założonego przez Was O2.pl i wymyślonego przez Ciebie Pudelka?

Może dziwnie to zabrzmi, ale do O2 nie mam szczególnego sentymentu, chociaż ostatnio zrobiliśmy sporą zmianę, która może pozwoli marce się odbudować. Z kolei wykres mojego stosunku do Pudelka wygląda jak podkowa: bardzo duży na początku, potem osłabł, gdy przez 6-8 lat rzadko tam zaglądałem, a teraz wraca mi duma. 

Trochę nie wiadomo po co dziś istnieje O2?

Trudno mieć zasoby psychiczne i emocjonalne na wszystko. Ale O2 ma swoich wyznawców i nie jest to tylko moja mama, która ma O2 ustawione jako stronę startową, lecz audytorium idące w miliony.

A czy jako właściciel do marek kupionych, jak Wirtualna Polska i Audioteka, można mieć tak emocjonalny stosunek jak do tych stworzonych przez siebie? 

Kocham Audiotekę, Pilota i Wirtualną Polskę. Dziś muszę się czasami zastanowić, żeby przypomnieć sobie, że przecież my nie jesteśmy założycielami Wirtualnej Polski, tylko jednymi z gości, którzy w pewnym momencie przejęli pałeczkę. 

"Było nas trzech, w każdym z nas inna krew, ale jeden przyświecał nam cel". Cel jest jasny, a jaka krew płynie w Tobie w Waszym tercecie?

Jacek jest prezesem i świetnie rozumie tę metagrę finansów, prawa, dynamik rynkowych, świata polityki. Krzysiek jest bardzo techniczny, matematyczny, wizja technologiczna, ale też genialna egzekucja bez nawisu korpo – stworzył moim zdaniem jedno z najciekawszych środowisk.


A ja dziś jestem trochę od tego, żeby robić show, podnieść ciśnienie, czasem nawet freak show. Podkręcanie temperatury, zawracanie ludziom w głowie, a wreszcie zakwestionowanie tego, co robią – to moje mocne cechy. Granatowe marynareczki z koszulami przy szklanym stole to nie moje klimaty.

A nie miałeś wyłapywać sektorów, w które warto wejść akwizycyjnie?

Kiedyś tak, ale dziś byłoby to przeciwskuteczne, bo mamy dużo do zrobienia w sektorach, w których jesteśmy. Wolę pracować nad tym, żeby z Polski wyszedł znaczący gracz paneuropejski w turystyce, niż uczyć się w tym czasie na boku nowego sektora. To nie miałoby sensu.

Czyli hamulec w akwizycjach?

Nie. Myślimy o sobie jak o krokodylu, który wystawia oczy i czeka u wodopoju. Jak coś się pojawi, to na pewno to rozważymy, ale to muszą być duże rzeczy przesuwające nas o kilkadziesiąt-kilkaset milionów EBITDA, a nie o kilka. Lubimy wchodzić w takie sytuacje, jak na przykład przy Audiotece: konflikt właścicielski, oddawanie rynku zagranicznym platformom jak Storytel i BookBeat, brak wiary, że można odzyskać palmę pierwszeństwa. 

Pamiętasz moment, w którym w swoich głowach przestaliście być "chłopakami w krótkich spodenkach"?

Zawsze mówiłem, że moment przejęcia Wirtualnej Polski i wejście private equity, ale z perspektywy lat myślę, że dopiero ostatnie trzy-cztery lata wymusiły totalną dojrzałość. Gdy rynek przechodzi z wzrostu 20%+ do wzrostów jednocyfrowych, trzeba się mocno przeorientować i zdecydować, co jest kluczowe dla sukcesu. Zmienić strategię, model działania, priorytety. To są porządne menedżerskie spodnie.

Czy macie dżentelmeńską umowę dotyczącą ewentualnego exitu któregoś z Was? Był moment, kiedy Ty byłeś bardziej poza holdingiem.

Byłem wtedy zaangażowany głównie w procesy M&A i zarządzanie "przez rady nadzorcze". To było brzdąkanie i podpowiadanie decyzji. Z perspektywy czasu źle wspominam ten czas. Uważam, że to była stracona pięciolatka.

Ale macie taką umowę czy nie macie?

Nie mamy. Może kiedyś u kogoś pęknie ta wola walki, ale na razie nikt nawet nie rozważał takiej sytuacji, więc jest super. Może mogłaby to zmienić jakaś nagła sytuacja prywatna lub zdrowotna, ale poza tym myślę, że dojedziemy do 90-tki jak Rupert Murdoch. 

Czy to prawda, że nie chcesz, by stronę główną wydawali ludzie?

Tak. Poza 2-3 elementami, które zostaną do ręcznego ustawienia. Oczywiście nie mówię o specjalnych momentach jak np. wybory czy powódź, które zasługują na przeobrażenie strony głównej. Natomiast na co dzień uważam, że 97% strony powinno być dopasowanie one-to-one do konkretnego użytkownika i jego zachowań. A te pozostałe 3% to agenda redakcji i nasze najbardziej prestiżowe materiały. 

Trochę to smutne. Zaraz zrobi się z tego taka bańka informacyjna, a są wydarzenia o różnej skali ważności. 

Nie zgadzam się z tezą o bańkach. Badania tego nie potwierdzają, to była chwilowa narracja techno-pesymizmu. Większość ludzi ma styczność z treściami o różnej narracji. Wydawcy są pod presją mediów algorytmicznych i walczą o uwagę z TikTokiem, Facebookiem, Instagramem, X-em. Nie uda się z nimi wygrać stroną wydawaną przez 15 mądrych ludzi, którzy chcą czytelnikom mówić z ambony, co jest ważne. 

To przewidujesz jeszcze jakieś zwolnienia grupowe w mediach?

Na dzisiaj dałbym się pokroić, że nie. Jeśli już, to będą przesunięcia zasobów i wymiany w kierunku osób, które mniej czasu spędzają za biurkiem, a więcej w terenie. A także w kierunku ludzi, którzy robią dobry użytek z nowych narzędzi AI-owych.

Czy w Wirtualnej Polsce trwa polowanie na tych, którzy nie przychodzą do biura?

Tak i nie. Byłem jedną z pierwszych osób, które zgorzkniały w kwestii pracy zdalnej, bo widziałem, jak marnieje jakość pracy. Oczywiście są wyjątki, każdy dział i człowiek jest inny, niektórzy pewnie kwitną pracując z domu. Ale ja będę z pracą zdalną walczył, także z działami HR, bo dobra praca wymaga popatrzenia sobie w oczy, wymiany korytarzowej, szybkich interakcji i wymian. Praca zdalna stoi w poprzek do tego. 

Kurs holdingu spadł tak mocno przez pracę zdalną i dlatego teraz ten odwrót?

Po części na pewno, chociaż praca zdalna zaczęła się wcześniej niż spadek kursu. Widzieliśmy, że wypuszczamy na produkcję rzeczy, które są… No takie, że to nie jest poziom 2025-2026 roku. I proste pytania padały: "nikt tego nie widział? nie przegadaliście? nie przyszło wam do głowy, że to nie jest odpowiedni poziom?".

No i okazywało się, że nie, bo każdy jest zdalnie, po wideocallu się rozchodzili i takie były efekty. W ostatnich dwóch latach organizacje trzeba było zawrócić. Musieliśmy spojrzeć krytycznie na zjawiska, przekazać to ludziom, czasem skruszyć opór własnych HR-ów. Firmy nie mogą być pluszowe.

Podobno zespół wkurza się, jak mówisz, że "Audioteka to usługa dla panów w budce ochroniarskiej".

Audioteka jest usługą uniwersalną dla wszystkich. Pan w budce będzie słuchał czegoś innego niż kobieta korzystająca z niej np. do zasypiania bądź treningu lub zawodowy kierowca w trakcie trasy. Mam wrażenie, że jeszcze do wszystkich nie dotarło, jak wielki to będzie rynek. Nasze głowy są tak złaknione stymulacji, chcą mieć głos, który będzie do nich mówił przez kilka godzin dziennie.

Ile ludzi dziś płaci za Audiotekę miesięcznie? 

Dolne kilkaset tysięcy.

Dolne 100 czy dolne 400?

Z Pilotem łącznie jest dobrze ponad pół miliona i rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie.

Ile książek słucha przeciętny użytkownik?

Od 2,5 do 3 miesięcznie. Zależy od długości, bo są takie i po 6 godzin, i po 20. 

A macie dane o książkach porzuconych w trakcie słuchania?

Nie skupiamy się na tym, bo patrzymy na łączny czas słuchania per książka czy słuchowisko.

O jakich wolumenach mówimy? Kiedy uznajecie, że coś dobrze się przesłuchało?

Słuchowisko jest sukcesem, jeśli w konsumpcję wejdzie dolne kilkadziesiąt tysięcy osób i przesłucha się około 10 milionów minut. To dla nas grube ilości, usprawiedliwiające produkcję, bo wiemy, że zwróci się w trzy lata.

Jakie gatunki są najbardziej "grzejące"?

Zawsze kryminał i thriller. Także wojenne i science fiction. Każda platforma ma swoją specyfikę. 

To w czym kuleje Audioteka?

Wiem, że mamy obszary deficytowe np. mniejszy udział romansów, szczególnie dla kobiet przed 35. rokiem życia. To nie jest jeszcze nasza mocna strona.

A czego zazdrościsz Storytelowi albo BookBeatowi?

Tego, że grają na większej liczbie rynków i koszt zbudowania tych przyczółków już ponieśli. Uważam, że dziś wygrałbym na każdym rynku, na którym byśmy byli. Jesteśmy liderem na Litwie, w Polsce, w Czechach. Atakujemy Niemcy. Niedługo pójdziemy tam szeroką ofensywą, bo rynek jest skostniały i mniej zaawansowany niż polski. 

O co grasz w Audiotece? O poprawę rentowności czy o gaz do dechy w wydatkach na produkcje i marketing w myśl zasady "fake it until you make it"?

To nie są dwa różne cele, tylko jeden wspólny. Tak, wydajemy dużo pieniędzy. Jak obejmowałem Audiotekę powiedziałem, że w pierwszym roku zrobię wynik ciut gorszy niż w poprzednim, ale 2025 będzie już agresywniejszy i istotnie lepszy. I tak było. W 2025 wyprodukowaliśmy bodajże 36 słuchowisk, w tym będzie to 50. Jedno na tydzień. To są drogie rzeczy, które nie tanieją. Tak samo Netflix przechodził przemianę z platformy dystrybucyjnej do portfolio własnych produkcji, które są niedostępne nigdzie indziej. 

Słuchowiska to Twój największy zakład?

Tak. Każda autorska produkcja będzie naszym zasobem do końca świata, na którym będziemy mieli dużą marżę, bo w porównaniu do książek będą tam niskie tantiemy czy opłaty licencyjne. 

Jak wyglądają Wasze rozliczenia z wydawcami? Za co i ile płacicie? 

Rozliczamy się za za przesłuchane minuty, każda jedna jest odpowiednio zarachowana. 

Czyli trochę jak Spotify z twórcami?

Tak. Jesteśmy w modelu spotify’owym.

A dlaczego za niektóre książki trzeba płacić mimo posiadania abonamentu?

To w 95% przypadków decyzja wydawców. Nie wszyscy chcą, żeby wszystko było ogólnie dostępne, albo oczekują stawki minutowej nieuzasadnionej względem tego, ile pobieramy od użytkownika.

Ile kosztuje taka superprodukcja?

Kilkaset tysięcy złotych.

Kilkaset tysięcy razy 50 produkcji. Spore te koszty.

Tak. Mógłbym tego nie robić i podbić wynik, ale wtedy nie miałbym portfolio 150-200 autorskich produkcji. To skala, której rywale nie dogonią, bo robią po kilka rocznie. 

Co jest dziś popularniejsze w Audiotece: książki czy słuchowiska?

Oczywiście wciąż książki.

Produkujecie to wszystko sami?

Myślę, że ok. 35% robimy sami, a resztę zlecamy na zewnątrz, bo przy tej skali już byśmy nie podołali.

Czy jest możliwy scenariusz, w którym przyjdzie do Was młody scenarzysta ze swoim pomysłem na audioserial i to zrobicie?

Oczywiście. 

Gosztyła czy Rozenek? Czy może masz innego ulubionego lektora?

Nie potrafię wskazać, nie preferuję nikogo. 

Czemu tak mało kobiet jest lektorkami?

Takie są preferencje odbiorców.

Ile płacicie lektorom za nagranie książki?

Kilka tysięcy złotych.

Ile trwa produkcja? 

Zależy od długości książki. Sama praca lektorska to nie więcej niż dwukrotna długość książki i tydzień nagrywek. Potem jeszcze montaż. 

A jaka jest najdroższa produkcja w historii Audioteki?

Powstała jeszcze zanim przyszedłem do spółki. To było górne kilkaset tysięcy złotych i długo jeszcze tego nie przebijemy.

Co to było?

"Ogniem i mieczem".

A najdroższa pomyłka produkcyjna?

Chyba nic bym nie wskazał.

Może to "Ogniem i mieczem"?

Nie, nie, to spełnia swoją rolę. O, wiem. Zbudowaliśmy półkę pięciu "młodzieżowych", czyli poniżej 35. roku życia, produkcji, ale to nie chwyciło. Warsztatowo było to dobre, ale nie mamy tego odbiorcy. Natomiast i tak bym to drugi raz wyprodukował, bo musimy mieć to w ofercie. Trzeba tylko nauczyć się marketingu do tej grupy i poprawić działanie aplikacji, żeby lepiej dopasowywała się do profilu użytkownika. 

Zapłaciłbyś lektorowi za prawa do jego głosu i nagrywał AI-em? 

Nie. To złamanie kontraktu społecznego, w którym ludzie płacą Audiotece za coś, co napisał i przeczytał człowiek. 

Ale to nadal będzie ten sam głos lektora, tylko nagrany szybciej i łatwiej.

To jest nieludzkie i odhumanizowane. Byłoby wielkim naruszeniem kontraktu z odbiorcą. Mimo wszystko pracujemy w kulturze.

Do Wirtualnej Polski też przychodzą czytelnicy, żeby przeczytać to, co napisał człowiek, a ponad 40% treści powstaje przy użyciu AI.

Tak, ale to dotyka głównie treści krótkich, a nie najlepszych materiałów opiniotwórczych, reportażowych czy śledczych. A Audioteka jest odpowiednikiem właśnie tego.

To może chociaż tłumaczyć na zagraniczne rynki?

Rozważaliśmy to. Jestem entuzjastą sztucznej inteligencji i nowych LLM-ów, ale akurat w tym biznesie wydaje mi się to niesmaczne i ryzykowne dla odbioru platformy audiobookowo-słuchowiskowej. Gra nie jest warta świeczki. Niech inni zbiorą strzały w plecy, ja nie chcę być liderem zastępowania lektorów i autorów.

Masz jeszcze jakiś szalony mediowy pomysł, który chciałbyś zrealizować?

Chciałbym, żebyśmy zrobili zajebistą telewizję internetową. Myślę, że powoli ten dywan rozwiniemy. Pierwsze puzzle rozrzuciliśmy już na podłodze i zaczynamy je układać. Nikt nie docenia, jak dobrzy będziemy we wrześniu i październiku i że to zmieni układ sił na YouTubie.

Media mają problem z rekrutacją lub budowaniem własnych osobowości? 

Takie osobowości jak Kuba Wojewódzki czy Krzysiek Stanowski są wyjątkowe i pojawiają się raz na dekadę. Mamy już bardzo mocnych ludzi na pokładzie, ale ich nie rodzi się aż tylu i to jest największe wąskie gardło skalowania takich biznesów. Taka osoba musi być głodna wiedzy, wychodzić poza formułki, być ciekawa, umieć zaskoczyć, być trochę pytającym błaznem, gdy trzeba, płynnie przechodzić od powagi do śmiechu i luzu. To trudne połączenie: inteligentny błazen, rozumiejący wagę rzeczy. Bardzo trudno to powtórzyć, ale będziemy próbowali. Takich ludzi trzeba brać do organizacji, nie bać się i wokół nich robić show. Ludzie chcą ruchu, chaosu, nieprzewidywalności i ja walczę o tą nieprzewidywalność.

Skoro mowa o przepalonych pieniądzach. Ile kosztowała Cię przygoda ze Stomilem Olsztyn, który w pewnym momencie kupiłeś?

Górne kilka milionów złotych.

Żałujesz?

Absolutnie nie, nawet dla samej nauki było warto. Ta przygoda odmieniła moje spojrzenie na sportowców i na to, jak można tydzień do tygodnia chcieć być lepszym. Poza sportem nie zawsze rozumiemy, czym jest ciągła wysoka presja. Jak miażdżące psychicznie jest konkurowanie nawet w samym klubie o pozycję. 

Odkochałeś się już w polskiej piłce?

Uwielbiam polską piłkę. Nie mam teraz przestrzeni, żeby do niej wracać, ale myślę, że za kilka lat w jakiejś konfiguracji będę chciał to zrobić.

To może Legia Warszawa? Patrząc na to, co się dzieje, może Dariusz Mioduski ma już dość?

Tak! 

Chciałbyś kupić Legię?

Mówię poważnie. Natychmiast bym w to wszedł z grupą właściwych ludzi.

PRACA.WIRTUALNEMEDIA.PL

NAJNOWSZE WIADOMOŚCI

Ogień na planie programu Gessler. Strażacy apelują, TVN milczy

Ogień na planie programu Gessler. Strażacy apelują, TVN milczy

Piętnastka portali. Interia na czele, Wp.pl i Onet.pl przyciągają na dłużej

Piętnastka portali. Interia na czele, Wp.pl i Onet.pl przyciągają na dłużej

Republika zapłaci pełną ratę koncesyjną? Sakiewicz ostrzega przed końcem MUX-8

Republika zapłaci pełną ratę koncesyjną? Sakiewicz ostrzega przed końcem MUX-8

Zuzanna Krzątała na czele redakcji "Harper’s Bazaar"

Zuzanna Krzątała na czele redakcji "Harper’s Bazaar"

Skoki narciarskie hitem igrzysk. Tylu widzów miały transmisje z Włoch

Skoki narciarskie hitem igrzysk. Tylu widzów miały transmisje z Włoch

Dotychczasowa naczelna "Glamour" pokieruje magazynem "Elle"

Dotychczasowa naczelna "Glamour" pokieruje magazynem "Elle"