SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Co może powstrzymać hossę

Dynamiczne wzrosty na głównych giełdach świata opierają  się na przekonaniu, że ożywienie w globalnej gospodarce nadejdzie w drugiej połowie roku. Na naszym parkiecie takiej wiary jest znacznie mniej. Zagrożenie wynikające z dłuższego niż się oczekuje czasu powrotu dobrej koniunktury, jest bardzo realne.

Co może powstrzymać hossę

Co może powstrzymać hossę

Dynamiczne wzrosty na głównych giełdach świata opierają  się na przekonaniu, że ożywienie w globalnej gospodarce nadejdzie w drugiej połowie roku. Na naszym parkiecie takiej wiary jest znacznie mniej. Zagrożenie wynikające z dłuższego niż się oczekuje czasu powrotu dobrej koniunktury, jest bardzo realne.


Od wybuchu globalnego kryzysu finansowego i rozpoczęcia będącego jego skutkiem załamania w gospodarce, mija już prawie pięć lat. Szczyt boomu w naszej gospodarce wypadł w ostatnim kwartale 2007 r. Od tego czasu PKB kreśli już drugi cykl, w ramach którego po ożywieniu jesteśmy ponownie w fazie silnego spowolnienia. Ścieżka, jaką idzie w ciągu tych lat polska gospodarka jest jednak zdecydowanie odmienna niż w strefie euro i Stanach Zjednoczonych. Wszędzie tam po pierwszej fali załamania, tempo wzrostu gospodarczego w ciągu około dwóch lat powróciło do poziomu sprzed krachu. Nasza gospodarka, choć od 2008 do 2009 roku zaliczyła spadek analogiczny, jak w latach 2000-2001, jesienią 2010 roku zdołała osiągnąć tempo wzrostu stanowiące zaledwie dwie trzecie osiągniętego w czasie poprzedniego szczytu koniunktury. Drugą cechą negatywnie odróżniającą naszą sytuację od panującej w otoczeniu, jest o wiele bardziej wyraźne pogorszenie głównych ekonomicznych parametrów w obecnej fazie cyklu. Jego przebieg negatywnie odstaje od tego, z którym mieliśmy do czynienia po krachu spowodowanym pęknięciem internetowej bańki, czyli w latach 2000-2004.

Dynamika tempa wzrostu polskiej gospodarki (w proc.)
 
Źródło: GUS.

Po załamaniu z lat 2000-2001 powrót na poziom szczytu z ostatniego kwartału 1999 r. zajął naszej gospodarce cztery lata. Cztery lata po apogeum boomu z końca 2007 r. nasz PKB wszedł na przyspieszoną ścieżkę spadku, która doprowadziła PKB do poziomu najniższego od dna załamania z 2001 i 2009 r. Choć w strefie euro obecnie znów można mówić o recesji, to jednak jej skala jest nieporównanie mniejsza niż tej z 2009 r. Wówczas PKB zniżkował w najgorszym momencie o 4,8 proc., obecnie spadek nie przekracza 1 proc. Dynamika zmian w cyklu obserwowanym w naszym kraju, jest zdecydowanie mniej korzystna, mimo że nie mamy do czynienia z recesją.

Porównanie czasu trwania poszczególnych faz poprzednich cyklu koniunktury, wskazuje że możemy oczekiwać rychłego przełomu i poprawy sytuacji. Od szczytu koniunktury z 1999 r. do dołka z 2001 r. oraz analogicznych poziomów z 2007 i 2009 r. mijało około dwóch lat. Ostatni lokalny szczyt nasz PKB osiągnął w trzecim kwartale 2010 r. Zakończenia tej fazy cyklu powinniśmy wypatrywać w drugiej połowie ubiegłego roku. Tymczasem w rzeczywistości dołek koniunktury wypada w najlepszym razie w pierwszym kwartale 2013 r. i wcale nie ma gwarancji, że to już twarde dno, od którego należy spodziewać się odbicia. Wiele zależeć będzie od sytuacji w strefie euro. Poprzednia recesja trwała tam pięć kwartałów. Obecna ciągnie się już od czterech. Według tej analogii, powinna zakończyć się więc w pierwszym kwartale 2013 r. Nie wróżą tego wskaźniki wyprzedzająca, choćby takie jak PMI, które wciąż pozostają w obszarze sygnalizującym spowolnienie.

Biorąc pod uwagę zarówno większość parametrów ekonomicznych, jak i prognoz dla gospodarki polskiej i światowej, trudno być optymistą w kwestii szybkiego powrotu na ścieżkę wzrostu i dynamiki poprawy sytuacji. Powrót tempa wzrostu do „akceptowalnego” poziomu po dołkach koniunktury z poprzednich kryzysów następował dość szybko. W latach 2001-2002 tempo PKB w ciągu trzech kwartałów podniosło się z 0,5 do 1,9 proc., powrót z 0,4 do 1,7 proc. zajął dwa kwartały w 2009 r. Choć wciąż można oczekiwać zapowiadanej przez większość ekspertów poprawy w drugiej połowie roku, to jednak trudno liczyć, że w ostatnim kwartale tempo wzrostu podskoczy w okolice 2 proc.

Tym samym trzeba liczyć się z opóźnionym nadejściem spodziewanej trwałej poprawy sytuacji na giełdach. Obecnie z coraz większym prawdopodobieństwem można oczekiwać głębszej korekty na światowych parkietach, po której jesienią mógłby nastąpić powrót hossy.



Roman Przasnyski, Open Finance

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Co może powstrzymać hossę

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl