SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Czy Disney i Marvel zrewolucjonizowali telewizję swoimi serialami?

Jesteśmy już po finale pierwszego sezonu serialu „Loki” w Disney+. Była to trzecia z kolei seria Marvela należąca do MCU. Można więc już wyrobić sobie opinię o tym, czy Disney wprowadził medium seriali na zupełnie nowy poziom.

Article

Plany Marvela i Disneya są oczywiście ambitne od samego początku. Marvel Cinematic Universe zmieniło oblicze kina rozrywkowego, choć jest to na dobrą sprawę model przeniesiony prosto z komiksów, które w podobny sposób przeplatały i łączyły opowieści o różnych herosach już od lat 40. czy 50. na dobrą sprawę. Nikomu jednak wcześniej nie udało się zrobić tego w formie audiowizualnej. MCU to na dobrą sprawę filmy kinowe, które przeszyły zabieg serializacji. Niemalże taśmowa produkcja kolejnych odsłon serii była pełnometrażowymi odcinkami większej całości prowadzącymi do konkretnych finałów. Fazy MCU można więc niejako przyrównać do sezonów seriali.

Dla wielu ta serializacja kinowych blockbusterów jest tym, co tak bardzo wciągnęło wielu ludzi w binge’owanie filmów, a nie, jak to ma zwykle miejsce, seriali. Jednak jest też grupa ludzi, która nie jest w stanie przebrnąć przez wszystkie „odcinki” sagi MCU i przez to ma przed sobą barierę wejścia i nie bardzo jest w stanie obejrzeć film Marvela tak po prostu, dla rozrywki, bez potrzebny zgłębiania się we wcześniejsze wydarzenia.

Podobnie jest z serialami od Marvela.

Studio rozpoczęło swe ambitne, choć wówczas jeszcze nie do końca sprawnie przeprowadzone oraz niekonsekwentne, plany rozciągnięcia MCU z kina do telewizji niedługo po premierze filmu „Avengers”.

Pierwszym serialem Marvela był „Agenci T.A.R.C.Z.Y.”, który zadebiutował w 2013 roku w telewizji ABC.

Miał to być nowy rozdział w historii kina rozrywkowego łączący film i seriale, ale nie do końca się udało. Na dobrą sprawę jedynym łącznikiem pomiędzy kinową inkarnacją MCU a serialem była postać agenta Phila Coulsona oraz co jakiś czas wspominane wydarzenia z filmów. Tym niemniej „Agenci...” wydawali się zupełnie odrębnym bytem. Późniejsze produkcje Marvela, realizowane tym razem ze wsparciem dystrybucyjnym Netfliksa, czyli m.in. „Daredevil”, „Luke Cage”, „Punisher” czy ”Jessica Jones” skupiały się już na bardziej znanych postaciach superbohaterów i czasem wspominały o wydarzeniach z filmów, ale też wydawały się trzymać na dystans względem kinowego MCU.

Plan Disneya i Marvela zakładał więc symbiozę filmów i seriali w MCU, ale ostatecznie powstały dwie odrębne frakcje.

Wydaje się, że dopiero teraz, wraz ze startem czwartej fazy (sezonu) MCU seriale Marvela zaczęły być traktowane poważnie i zostały przyłączone do „rodziny”.

Mowa to o „Wandavision”, „Falcon and the Winter Solider” oraz „Lokim”. Pytanie czy to podejście Marvela zmieniło się przez pandemię, która mocno dała w kość filmom prezentowanym w kinach, czy może studio od początku miało taki plan, by te konkretne seriale były już bardziej zespolone z resztą MCU. Z pewnością ich wyróżnikiem jest fakt, że nie przedstawiały w większości nowych głównych bohaterów, a skupiały się fabularnie na dalszych losach (post-„Avengers: Koniec gry”) postaci znanych z filmów. Już same tytuły seriali właściwie mówią wszystko. „Wandavision”, która swą premierę miała w styczniu 2021 roku, to historia Wandy Maximoff (w tej roli Elizabeth Olsen) oraz androida Vision (w tej roli Paul Bettany).

„Falcon and the Winter Solider” to z kolei dalsze losy Bucky’ego i Sama Wilsona, a „Loki” to przygody... Lokiego.

Jak zapowiadają twórcy, seriale te stanowią też pomosty pomiędzy filmami w MCU, czyli ich wątki, w części albo w całości będą kontynuowane m.in. w kinowych odsłonach wielkiego serialu Marvela.

Jest to przedsięwzięcie jakiego dotąd jakkolwiek pojmowana telewizja dotąd nie widziała. Chodzi mi tu o to zespolenia filmów i seriali. A i same wspomniane wyżej trzy seriale Marvela są interesujące w swej różnorodności formalnej i gatunkowej. „Wandavision” to w ogóle jeden z bardziej awangardowych seriali jakie widziałem ostatnio. W każdym odcinku twórcy przedstawiali widzom stylistykę wziętą prosto z kilku wcześniejszych dekad rozwoju telewizji. Począwszy na latach 50. i 60., przez lata 80. i 90., po współczesność. Przy tym wszystkim jeszcze spinając całość angażującą fabułą. „The Falcon and the Winter Solider” to z kolei bodaj największe, jeśli chodzi o rozmach, widowisko jakie widział format seriali. Imponująca superprodukcja na poziomie jakiego dotąd próżno było szukać w telewizji. „Loki” z kolei wydaje się sporo skromniejszy, choć też ma zakusy na wielki rozmach, ale fabularnie zdecydowanie jest najciekawszy i wprowadza do całego MCU sporo fabularnych twistów.

Mamy więc na razie trzy seriale, każdy z nich kontynuuje historie z filmów kinowych, ale też każdy jest kompletnie odmienną przygodą. Można więc spokojnie stwierdzić, że plan Marvela i Disneya w końcu się udał. Tylko teraz pytanie czy mamy tu do czynienia z przełomem w historii seriali? Czy produkcja MCU na Disney+ wprowadzają nową jakość, trochę tak jak to miało miejsce przy okazji filmów kinowych studia? Nie do końca. To nadal jest ciekawy i, jak wspomniałem wyżej, udany eksperyment, ale wydaje się co najwyżej po prostu krokiem naprzód, ale w żadnym razie nie jest trzęsieniem ziemi. Marvel z Disneyem udowodnili, że można połączyć ze sobą światy filmów i seriali, niekoniecznie kosztem poziomu realizacyjnego, a nawet przekonując do głównych ról w rzeczonych seriach aktorów filmowych i tych, których na początku zatrudniano po kątem filmów.

Dla reszty branży jednak niewiele to zmienia.

By można było sobie pozwolić na takie „eksperymenty” i tak trzeba wcześniej zbudować zaangażowanie oraz świat przedstawiony w filmach bądź serialach i potem kombinować z połączeniem tego wszystkiego. Na pewno sporo ułatwia też fakt, że dane studio filmowe posiada swój własny serwis streamingowy lub/i telewizję. W innym wypadku będzie to na pewno trudniejsza przeprawa.

I choć formalnie seriale Disney+ i Marvela są różnorodne oraz pod każdym względem co najmniej udane, to jednak jako seriale same w sobie nie przecierają nowych szlaków prezentując oryginalne fabuły czy wybitne kreacje aktorskie. Oczywiście w sumie trudno tego oczekiwać od wielkiej rozrywkowej sagi na podstawie komiksów superbohaterskich, ale dla porządku należy to odnotować.

Wspomniane przeze mnie zabawy z formą „Wandavison” czy niezwykły rozmach „The Falcon and the Winter Solider” to też wynik dobrodziejstwa inwentarza oraz opasłego skarbca Disneya, który wcześniej zarobił miliardy na dystrybucji kinowej filmów MCU. Także bogatym o wiele łatwiej sprawić sobie drogie „zabawki”.

Tym niemniej może to być wstęp do jeszcze ciekawszych zabawą z formą zarówno filmów i seriali. Zobaczymy jak historia popkultury opisze działania Marvela i Disneya w przyszłości.

Dołącz do dyskusji: Czy Disney i Marvel zrewolucjonizowali telewizję swoimi serialami?

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
P
Ale wodolejstwo, gdzie niby ta nowa jakość i w czym ? Tyle akapitów, a praktycznie brak konkretów. A seriale i filmy - od to samo co Szybcy, samochody i cycki. Taśmowa produkcja dla młodzieży i za dużych chłopców. Wartości w tym większej nie ma, jak ktoś ma za dużo czasu, brak większych pasji, a nie czyta książek to wybiera N, kino czy ww.
odpowiedź