SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Popularność "Squid Game" zaskoczyła nawet Netfliksa. Skąd ten sukces? "Serial idealnie trafił w swój moment"

Nigdy wcześniej żaden serial na Netfliksie nie miał tak licznej widowni jak "Squid Game". Jego fani chcą drugiego sezonu, reżyser nie ma jeszcze pomysłu na kolejną serię, a Netflix naciska na twórców, by kontynuowali prace nad nowymi odcinkami. - Po co to psuć? Wszystko zostało już powiedziane, a ewentualne niedopowiedzenia czynią tę historię tylko atrakcyjniejszą - komentują dziennikarze piszący o serialach.

Article

Trzy jedynki zebrał "Squid Game". Nie są to noty recenzentów, tylko statystyki Netfliksa. Serial w niespełna miesiąc okazał się największym hitem w historii platformy. Obejrzało go co najmniej 111 mln abonentów Netfliksa.

Premierę miał 17 września. Tydzień później branżowe media informowały, że ma szansę być najchętniej oglądaną produkcją Netfliksa w tym roku. Po kilku dniach podbito stawkę. Pisano już, że "Squid Game" jest na dobrej drodze, by stać się najpopularniejszym nieanglojęzycznym serialem w historii Netliksa, bo to południowokoreańska produkcja.

13 października przecięto spekulacje. W samo południe platforma potwierdziła na Twitterze, że "Squid Game" jest najpopularniejszym tytułem w historii Netfliksa i obejrzano go co najmniej w 111 mln gospodarstw domowych subskrybujących platformę.

Serial przebił oglądalnością pierwsze sezony "Bridgertonów", "Wiedźmina" i "Lupin", które 30 dni po premierze notowały wyniki w granicach 76-82 mln odsłon przypadających na jedno konto. Serwis uściślił, że przyjmuje za wyznacznik obejrzenia minimum dwie minuty poświęcone danemu tytułowi.

"Widz lubi być zaskakiwanym"

Skąd ten sukces "Squid Game", skoro serial nie jest amerykański i nie był przed premierą szeroko promowany w mediach? Zdaniem Marty Wawrzyn, redaktorki serwisu Serialowa.pl, serial idealnie trafił w swój czas. - "Squid Game" pojawił się w takim momencie naszej historii, gdy wydaje się, że sprawy zmierzają w bardzo mrocznym kierunku, a desperacka gra o przetrwanie nie zdaje się czymś aż tak nierealnym, choć w serialu jest to bardzo ekstremalna metafora - uważa Marta Wawrzyn.

"Squid Game" opowiada historię ludzi z Korei Południowej pogrążonych w wielkich długach. Mają szansę je spłacić dzięki udziałowi w tytułowej grze. Squid Game to seria różnych konkurencji opartych na grach dla dzieci. Zasada jest prosta: kto przegra, ten ginie. Zwycięzca może być tylko jeden i to on wygra miliardy.

- "Squid Game" łamie schematy obecne w dotychczasowych serialach. Daje widzowi poczucie, że nikt nie jest bezpieczny i każdy może zginąć. Takie produkcje zazwyczaj przyciągały rzesze widzów, jak choćby w "Zagubionych" czy "Grze o tron". Widz lub być zaskakiwanym, a "Squid Game" dostarcza pewną dozę adrenaliny, której wielu szuka w produkcjach telewizyjnych - ocenia Dawid Muszyński, redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl.

Marta Wawrzyn przypomina, że twórca serialu mówił w wywiadach, że przez 10 lat dobijał się do różnych drzwi, zanim dostał zielone światło na realizację tego projektu. - Mam wrażenie, że to nie przypadek, że dostał je od Netfliksa i właśnie w tym momencie. Serial kręcono w czasie pandemii, która była ciężkim okresem dla nas wszystkich, ale najtrudniejszym dla tych, którzy zarabiają najmniej. Podziały społeczne pogłębiły się i zaostrzyły, nawet dostęp do czegoś tak podstawowego, jak szczepionka, jest uzależniony od tego, czy mieszkasz w kraju bogatym czy biednym - dodaje redaktorka serwisu Serialowa.pl.

I przypomina: - Tak jak kiedyś "Breaking Bad" idealnie trafiło ze zdesperowanym Walterem White'em na czas kryzysu gospodarczego 2008 r., tak teraz naszym bohaterem jest Seong Gi-hu, facet, który tak bardzo nie jest w stanie poradzić sobie w czasach bezwzględnego kapitalizmu, że decyduje się na udział w grze na śmierć i życie. A jeśli jeszcze do tego dochodzi oszołomienie niezwykłym stylem wizualnym i wyjątkowym sposobem, w jaki serial miksuje różne konwencje, serwując nam krwawą jatkę na kolorowym placu zabaw, mamy hit, który zobaczyć chcą wszyscy.

"Wszyscy jesteśmy odbiorcami"

Czy faktycznie tak jest? Pytam rozmówców, kim są odbiorcy "Squid Game". - W dużej mierze to osoby które nie boją się eksperymentować z serialami zagranicznymi i wychodzą poza strefę komfortu, jaką są produkcje amerykańskie. Duża w tym zasługa takich seriali jak "Dark", "Dom z papieru" i "Lupin". To one przetarły szlak dla gigantycznego sukcesu "Squid Game". Subskrybenci powoli zaczęli się otwierać na seriale w innych językach. Co ciekawe, również amerykańscy widzowie zaczęli eksperymentować - uważa Dawid Muszyński.

Marta Wawrzyn podkreśla, że "Squid Game" to mainstreamowy serial. - To jest właśnie piękne w tym fenomenie, że odbiorcami jesteśmy wszyscy. Do każdego to w mniejszym lub większym stopniu trafia, każdy jest w stanie to zrozumieć, a nawet identyfikować się z tym do pewnego stopnia i każdego wciągnie ta historia, niezależnie od tego, co widział i co lubi oglądać - mówi redaktorka serwisu Serialowa.pl.

Serial podbija TikTok

A przykładów na to, że historia wciąga widzów jest aż nadto. Jeden z popularnych amerykańskich YouTuberów, Jimmy "MrBeast" Donaldson, chce przenieść serialową rzeczywistość do prawdziwego życia. 23-latek zapowiedział na TikToku, że zorganizuje w realu zawody i rozgrywki, w których biorą udział bohaterowie serialu. Postawił jednak warunek: jego klip miał zebrać 10 mln lajków. YouTuber bez problemu uzyskał wymaganą liczbę polubień.

TikTok to zresztą to medium społecznościowe, które najbardziej wspiera promocję serialu. Niedawno hitem na tej platformie stały się filmiki, w których użytkownicy pokazywali, jak zrobić ciastka, które wykonywali bohaterowie "Squid Game". Młodzi ludzie dzielili się w sieci przepisami i sposobami, jak je jeść, by nie uszkodzić zaznaczonego w jego środku kształtu. Niedługo później wycinanie ciastek z serialu stało się trendem na TikToku.

Producenci serialu postanowili wykorzystać ten potencjał i w pierwszy weekend października otwarto w Paryżu sklep pop-up z atrakcjami dla fanów "Squid Game". W ciągu dwóch dni jego miłośnicy mogli tam kupić pamiątki, zrobić zdjęcia i zagrać w gry znane z serialu. Przed sklepem ustawiały się kolejki.

Skąd ten fenomen "Squid Game"?

To wcale nie dziwi Marty Wawrzyn. Dziennikarka przyznaje jednocześnie, że po raz pierwszy usłyszała o "Squid Game" dopiero pod koniec września, gdy Ted Sarandos, wiceszef platformy, powiedział na konferencji, że ten serial może być największym hitem w historii Netfliksa.

- Oni sami się nie spodziewali takiego sukcesu. Serial nie był w żaden sposób promowany, nie było ani jednej informacji prasowej, polskiego zwiastuna, jakiegokolwiek wyróżnienia na liście wrześniowych premier. Tak jest często z hitami Netfliksa, że wielkie, drogie, promowane projekty, jak "Altered Carbon" albo "Rozłąka", nie zawsze się udają, za to co jakiś czas pojawia się "Dom z papieru", "Gambit królowej" czy "Squid Game", które przebija się pomimo braku jakiejkolwiek promocji - komentuje Marta Wawrzyn.

Redaktor naczelny serwisu naEkranie.pl również nie spodziewał się, że serial osiągnie globalny sukces. - To widzowie pocztą pantoflową przekazywali sobie informację o wciągającej koreańskiej produkcji, którą należy obejrzeć - uważa Dawid Muszyński.

I dodaje, że "Squid Game" to pierwsza koreańska seria, która zajęła czołowe miejsce na amerykańskiej i brytyjskiej liście najczęściej oglądanych programów telewizyjnych. - To na pewno przełom w tym znaczeniu, że szersza grupa widzów zapozna się z koreańskim kinem. Wcześniej większość kojarzyła z nim tylko nagrodzony Oscarem "Parasite". Teraz to się zaczyna zmieniać - ocenia Dawid Muszyński.

Nieco inne zdanie w tej kwestii ma Marta Wawrzyn. - Nie sądzę, żeby to był wielki przełom, jeśli chodzi o koreańskie seriale, tak jak "Parasite" nie spowodował wielkiego boomu na koreańskie kino. Warto zauważyć, że "Squid Game" jest serialem bardzo amerykańskim jak na produkcję azjatycką. To zabawa światową popkulturą, w której widać naleciałości zarówno japońskich komiksów, na które powołuje się twórca, jak i filmów Quentina Tarantino czy hitów światowego kina w stylu "Igrzysk śmierci" - mówi redaktorka serwisu Serialowa.pl. - Nie sądzę, żeby po "Squid Game" publika Netfliksa miała masowo sięgnąć po koreańskie dramy, które są dużo bardziej hermetyczne niż "Squid Game". Ale na pewno koreańskie seriale będą miały teraz trochę łatwiej, a Netflix będzie je chętniej zamawiał z myślą o mainstreamowym widzu. Czyli jeśli dobrze pójdzie, fenomen "Squid Game" może zrobić dla koreańskich seriali to, co "Dom z papieru" zrobił dla produkcji hiszpańskich.

Drugi sezon? "Po co to psuć?"

Świetne wyniki oglądalności tylko zachęciły właścicieli Netfliksa, by podsycać nadzieje fanów na drugi sezon. Wielu z nich twierdzi, że zakończenie premierowej serii składającej się z dziewięciu odcinków może sugerować, że zaplanowano kontynuację serialu.

Na razie jednak oficjalnie nie potwierdzono, czy powstanie drugi sezon "Squid Game", a sam reżyser Hwang Dong-hyuk przyznał otwarcie w wywiadzie dla serwisu Variety, że nie ma jeszcze opracowanego scenariusza na kolejną serię "Squid Game". - Myślenie o tym jest dość męczące. Ale gdybym miał stworzyć drugi sezon, to na pewno nie zrobiłbym tego sam. Rozważałbym zatrudnienie grupy scenarzystów i chciałbym mieć przy sobie wielu doświadczonych reżyserów - powiedział reżyser "Squid Game".

Nasi rozmówcy są zgodni: drugi sezon nie jest potrzebny. - Pierwsza część powstawała bardzo długo i wątpię, by Netflix dał twórcy tyle samo czasu, by dopracować kontynuację. Raczej będą chcieli kuć żelazo póki gorące, a to nigdy nie kończy się dobrze. Hwang Dong-hyuk nie ma nawet pomysłu na kontynuację, a pisanie czegoś na szybko tylko zdenerwuje fanów. Po co to psuć? - pyta Dawid Muszyński.

Marta Wawrzyn też nie jest entuzjastką kręcenia kolejnych odcinków "Squid Game", choć jest pewna, że powstanie drugi sezon tego serialu.

- Grzechem byłoby nie wykorzystać tego fenomenu, a Netflix takich grzechów nie popełnia. Jako krytyczka czy też wybredna widzka uważam jednak, że tam nie ma materiału na drugi sezon. Wszystko zostało już powiedziane, a ewentualne niedopowiedzenia czynią tę historię tylko atrakcyjniejszą. Pomysły, o których mówił twórca, typu: więcej o Liderze, więcej o graczu 001, brzmią jak próba odcinania kuponów - uważa Marta Wawrzyn. - Dobrze mogłaby wypaść nowa historia, z zupełnie innymi postaciami, grającymi w inną wersję morderczej gry, ale na to nikt w Netfliksie się nie odważy. Bo z biznesowego punktu widzenia bezpieczniej jest iść tą samą drogą, którą poszedł "Dom z papieru" i wycisnąć serial do samego końca, aż wszyscy go znienawidzimy za kilka lat.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Popularność "Squid Game" zaskoczyła nawet Netfliksa. Skąd ten sukces? "Serial idealnie trafił w swój moment"

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Szejber
Czekam tylko na recenzję serialu, którą napisze Andrzej Duda i opublikuje na Twitterze lub TikToku
odpowiedź