"Blikk" to najpoczytniejszy węgierski dziennik. Według danych z 2025 roku, nakład wynosił około 35 000 egzemplarzy. Choć jest to znaczny spadek z poziomu ok. 150 000 w 2013 roku, wciąż pozostaje to największy wynik wśród płatnych dzienników na Węgrzech.
Według danych European Federation of Journalists dziennie po gazetę (w wersji papierowej lub cyfrowej) sięga nawet pół miliona osób. Jednak wydanie jest tylko niewielką częścią jego wpływu. Bo internetowy blikk.hu dociera do około 3 milionów użytkowników miesięcznie. To sporo jak na to, że Węgry zamieszkuje około 9,5 mln ludzi.
"Blikk" jako tabloid dociera do tzw. trudnego elektoratu, czyli grup społecznych, które zazwyczaj nie interesują się polityką i nie śledzą partyjnych mediów. Są to często mieszkańcy prowincji i osoby starsze – kluczowy demograficznie elektorat dla Fideszu.

Przejęcie "Blikka" tuż przed wyborami
Przejęcie "Blikka" na przełomie października i listopada nieprzypadkowo nastąpiło na kilka miesięcy przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na kwiecień 2026 roku. Pod koniec 2025 roku grupę medialną Ringier Hungary, wydającą "Blikk", przejęła grupa Indamedia, powiązana z rządem Viktora Orbána.
Współwłaścicielem Indamedia jest Miklós Vaszily, prezes stacji TV 2 i biznesmen powiązany z Fideszem. Indamedia konsekwentnie skupuje węgierskie firmy medialne, by zamieniać je w tuby propagandowe rządu.
Dlaczego więc Ringier Hungary go sprzedało? Mówi się, że Indamedia zaproponowała znacznie wyższą cenę od rynkowej.

Przejęcie nastąpiło w momencie, gdy Orbán mierzy się z rosnącym poparciem dla opozycyjnej partii Tisza. Warto dodać, że według ostatniego sondażu pracowni Median Tisza utrzymuje 20-procentową przewagę nad Fideszem, ale wśród zdecydowanych wyborców.
Kierowane przez Petera Magyara najważniejsze ugrupowanie opozycyjne cieszy się obecnie 42-procentowym poparciem, podczas gdy Fidesz może liczyć na 31 procent.
Jednak przejęcie kontroli nad "Blikkiem" pozwala na serwowanie rządowego przekazu tuż przed głosowaniem.
Iván Zsolt Nagy, były redaktor naczelny tego węgierskiego dziennika trafił na bezrobocie. Z dziennikarzem rozmawiał magazyn Press. Jak czytamy, o sprzedaży tabloidu "Blikk" poinformował go na lotnisku szef węgierskiego oddziału Ringiera, i to zaledwie kilkanaście godzin przed wydaniem oficjalnego komunikatu.

To było bardzo nieprzyjemne uczucie. Prezes węgierskiego oddziału Ringiera kilkakrotnie mnie przepraszał, że zostałem postawiony w takiej sytuacji
Dowiedział się wtedy, że straci pracę, choć nic wcześniej na to nie wskazywało.
– W ciągu niecałego miesiąca od mojego odejścia Viktor Orbán udzielił dwóch krótkich wywiadów pismu "Blikk" – dodaje Nagy. Zaledwie kilka dni po sprzedaży dziennik towarzyszył Orbánowi w Waszyngtonie, gdzie doszło do spotkania z Trumpem.
Nagy'a zastąpił Balázs Kolossváry. To doświadczony dziennikarz i menedżer mediów. Dla niego to powrót na to stanowisko (pełnił je już wcześniej w latach 2014–2016 oraz 2020–2025). Karierę w gazecie zaczynał w 1999 roku jako dziennikarz sportowy. Przeszedł przez niemal wszystkie szczeble redakcyjne
"Blikk" tubą Orbána i Fideszu
Krytycy, w tym lider opozycji Péter Magyar, określają to jako próbę domknięcia kontroli nad rynkiem medialnym i dotarcia z rządową propagandą do mniej politycznie zaangażowanych czytelników.

Organizacje takie jak Media Freedom Rapid Response oraz International Press Institute naciskały na nowo powołaną Europejską Radę ds. Usług Medialnych, by ta zbadała przejęcie "Blikka" jako przypadek "media capture" (przejęcia mediów przez państwo).
Po przejęciu dziennik już nie kryje się z nową linią polityczną. "Blikk" działa pełną parą jako element rządowego przekazu, skupiając się na umacnianiu narracji Fideszu.
Pojawiają się teksty przedstawiające Viktora Orbána jako jedynego gwaranta bezpieczeństwa Węgier przed "falami" z Zachodu, jednocześnie dyskredytujące opozycję, w tym partię Tisza, która zagrażała 16-letnim rządom Fideszu.

Są też szczegółowe relacje z konferencji Viktora Orbána, w których premier przedstawia wybory jako alternatywę między "drogą węgierską" a "drogą brukselską", odrzucając debatę z opozycją.
Czy przejęcie największego węgierskiego dziennika pomoże Viktorowi Orbánowi jeszcze raz odnieść zwycięstwo? Odpowiedź poznamy już za niecały miesiąc, 12 kwietnia.










