SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Kryzys wizerunkowy Anny Lewandowskiej. "Grożenie sądem przez prawników obnaża hipokryzję trenerki"

Po tym, jak Anna Lewandowska została skrytykowana przez aktywistkę Maję Staśko za umieszczenie w social mediach filmiku, na którym jest przebrana w strój imitujący figurę osoby otyłej, jej prawnicy zażądali usunięcia krytykujących wpisów grożąc sądem. Zdaniem ekspertów od wizerunku takim postępowaniem Anna Lewandowska traci wizerunek sympatycznej dziewczyny na rzecz zadufanej w sobie celebrytki, której wydaje się, że stoi ponad innymi. W ich ocenie obnaża to hipokryzję trenerki, która uważa, że może krytykować innych, ale inni jej już nie. - Nikt nigdy nie wysłał żadnego pozwu, a taka narracja jest prowadzona - twierdzi z kolei management Anny Lewandowskiej.

Anna Lewandowska w stroju grubej osoby, fot. instagram Article

Nagranie, w którym Anna Lewandowska tańczy w stroju imitującym duży brzuch i pośladki, pojawiło się na jej profilu instagramowym, obserwowanym przez 2,9 mln internautów. - Very #BodyPositive! Za chuda, za duża - jak teraz Wam się podobam? - spytano w opisie.

Lewandowską za ten filmik skrytykowało wielu internautów, zarzucano jej przede wszystkim wyśmiewanie osób z nadwagą i otyłością. - Filmik @annalewandowskahpba , w którym przebiera się za grubą kobietę, jest wyrazem totalnego braku empatii. Żarty z grubych osób są tak samo śmieszne jak żarty z gwałtów. Grube osoby to ludzie, nie obiekt żartów czy inwektywa. A Lewandowska nazywa swój filmik #bodypositive. To jest przeciwieństwo ciałopozytywności! - oceniła Maja Staśko na swoim profilu facebookowym.

- Lewandowska nie widzi swoich przywilejów – jako szczupła, bogata osoba nie musiała się zmagać z mnóstwem problemów. Dla niej strój grubej to śmieszna odmiana. Dla innych to ciało, w którym żyją. Ciało, przez które lekarze ignorują choroby, mówiąc „schudnij”; przez które nie dostają pracy; przez które ludzie ich poniżają i uznają za gorszych - dodała.

- Trenerki zgarniają wielkie pieniądze na tym, że grubość jest stygmatyzowana. Obiecują lepsze życie po schudnięciu. Takie, jakie prowadzą one: wystawne, z kochającymi (i bogatymi) partnerami, pełne podróży i szczęśliwe. Linie kosmetyków, przekąsek, kolejne płyty z treningami - odpowiednio uformowane ciało ma dawać przepustkę do lepszego życia. Oczywiście, nie daje jej - to tylko chwyt reklamowy - skomentowała.

 

Lewandowska przeprosiła, jej prawnicy chcą usunięcia wpisu z krytyką

W obronie Anny Lewandowskiej stanęły w mediach społecznościowych m.in. aktorki Maja Bohosiewicz i Olga Frycz. Natomiast sama Lewandowska w zeszłym tygodniu przeprosiła za nagranie w stroju grubej osoby.

- Kochani, kto mnie zna nie od dziś, albo kto mnie zna od niedawna, wie, że nigdy przenigdy nie miałam złych intencji. Nigdy przenigdy nie dodaję złych, negatywnych emocji. Nigdy przenigdy nie oceniam ludzi, a tym bardziej się z nich nie śmieję. Pracuję z kobietami i z ich problemami od wielu lat i to jest całe moje życie, to jest moja praca - zapewniła.

- Ostatnia sytuacja, która ma miejsce w mediach i na moich social mediach.... Chciałabym też przeprosić raz jeszcze osoby, które poczuły się dotknięte moim filmikiem. Nie to było moim zamiarem. Nie dzielmy się, tylko się po prostu wspierajmy - stwierdziła w nagraniu na Instagramie.

W piątek Maja Staśko poinformowała, że dostała od prawniczki Anny Lewandowskiej wezwanie do usunięcie trzech wpisów krytykujących celebrytkę: dwóch z Instgrama i jednego z Facebooka. Adwokat zaznaczyła, że w przeciwnym razie Lewandowska wytoczy proces, w którym będzie domagała się 50 tys. zł na cel społeczny.

W piśmie podkreślono, że Anna Lewandowska od lat wspiera działania edukacyjne dotyczące zdrowego żywienia, jest prezesem Olimpiad Specjalnych Polska i współpracuje z Centrum Zdrowia Dziecka. Natomiast Maja Staśko w swoich wpisach zarzuciła jej brak empatii i chęć naśmiewania się z innych, co według prawniczki miało na celu zdyskredytowanie działalności Lewandowskiej. Adwokat zaznaczyła, że może to stanowić naruszenie przepisu z Kodeksu cywilnego o dobrach osobistych i z Kodeksu karnego o znieważeniu.

- Jednym słowem: nie powinnam pisać, że celebrytka popełniła błąd. Bo grozi mi za to 50 000 zł. Nie mam takich pieniędzy. A gdybym miała, wydałabym na terapię dla osób po gwałcie, którym codziennie pomagam. Dlatego nie napiszę tu nic o braku empatii. Nic a nic - skomentowała to Maja Staśko.

- Kurcze, każdy może popełnić błąd. Wtedy wystarczy przeprosić osoby, które się skrzywdziło. Lewandowska mogła wyciągnąć wnioski z krytyki i np. zaprosić grubą osobę do rozmowy albo udostępnić kilka postów aktywistek w temacie. Zamiast tego jej prawnicy zaczęli wysyłać groźby pozwów do osób, które skrytykowały celebrytkę. To nawet PR-owo jest potężna klapa - oceniła.

Staśko zaznaczyła, że nie zamierza zastosować się do wezwania prawniczki Lewandowskiej. - Nie może być tak, że bogaci dyktują o czym można, a o czym nie można mówić. Po prostu nie. To nie jest kwestia jednego posta - tylko wolności słowa, wolności do wspierania wykluczanych osób i zmiany świata na sprawiedliwszy. Nie mam zamiaru z tego rezygnować. Jeśli mam przez to trafić do sądu - trudno. Przeżyję - stwierdziła.

 

Lewandowska zasłużyła na krytykę

Tomasz Sikorski, account director w United PR Grabowski Zaborowska mówi wprost, że za żartowanie z wyglądu innych Anna Lewandowska zasłużyła na krytykę. - Nie bardzo wiadomo, na co trenerka liczyła publikując nagranie, bo raczej można było się spodziewać, że nie wszystkich rozbawi. Jednak zrównywanie jej filmu z żartami z gwałtów jest kompletnym nieporozumieniem i przesadą. Na pewno w tej sytuacji właściwym zachowaniem ze strony Anny Lewandowskiej byłyby przeprosiny i niepopełnianie podobnych błędów w przyszłości – uważa ekspert. Dodaje, że sprawa może rozeszłaby się po kościach, gdyby nie zupełnie nieprzemyślana decyzja o zastraszeniu Mai Staśko za pośrednictwem prawników. Według Tomasza Sikorskiego takie działanie po pierwsze stawia pod znakiem zapytania szczerość przeprosin, a po drugie – obnaża hipokryzję trenerki. - Ona może krytykować, inni nie - podkreśla nasz rozmówca.

W ocenie eksperta na zaistniałej sytuacji Anna Lewandowska traci dużo. - Wizerunek sympatycznej dziewczyny, swoim przykładem i pracą motywującej innych do ćwiczeń, zamieniła na zadufaną w sobie celebrytkę, której wydaje się, że stoi ponad innymi. Lewandowska zdaje się nie rozumieć, że popełniła błąd i że jej status jako osoby publicznej nie daje immunitetu na krytykę. Wręcz przeciwnie, a wysyłając żądania do Staśko zadziałała na swoją szkodę, bo powinno jej zależeć na pokazywaniu się jako fajna, tolerancyjna osoba, z którą łatwo się utożsamiać - uzasadnia Tomasz Sikorski.

- Rzeczywiście Anna Lewandowska popełniła błąd emitując film, którego intencji odbiorcy nie zrozumieli. To kolejna wpadka w środowisku influencerek - co pokazuje, że nawet doświadczone osoby budujące swój wizerunek w internecie mogą łatwo zaliczyć gafę komunikacyjną. Okazuje się, że treści przekazywane na profilach społecznościowych wymagają przemyślenia i dopracowania, a sama komunikacja z odbiorcami to niełatwa sztuka. Dobrze, że Anna Lewandowska przeprosiła i rzeczywiście niepotrzebnie podejmowała kroki prawne wobec blogerki ją krytykującej. To sprzeczne sygnały - bo jeśli przeprosiny są szczere i autentyczne, to należy także otwarcie odpowiedzieć na krytykę. Nie sądzę, by ta wpadka istotnie wpłynęła na wizerunek Lewandowskiej, która i tak wielokrotnie musi walczyć z hejtem opartym na tym, że jest ładna czy bogata. Myślę, że powinna raczej przemyśleć formułę swojej publicznej aktywności i zamiast oferowania batonów czy treningów skupić się na aktywnej działalności charytatywnej - dodaje Eliza Misiecka, dyrektor GENESIS PR.

Reakcja prawników to jeszcze większy kryzys wizerunkowy

Także w ocenie Karoliny Siudyły, szefowej agencji MagnifiCo Marketing&PR Consultants żądania związane z usunięciem postów i grożenie sądami to niepotrzebne działanie. Jej zdaniem wystarczyło przeprosić, okazać skruchę i wytłumaczyć intencje, jakie kierowały Anną Lewandowską w czasie zamieszczania postu. Nasza rozmówczyni przyznaje, że nie rozumie zasadności tworzenia tego typu filmików. -  Może nie jestem w grupie docelowej tej komunikacji. Jeśli jednak znaleźli się odbiorcy, którzy czuli się urażeni mieli prawo do krytyki. Pani Anna nie może oczekiwać, że będzie spotykać się tylko z aprobatą, bez względu na to co robi. Popełniła błąd, została skrytykowana. I na tym powinna się skończyć ta historia - podpowiada. Zgadza się, że w działaniach Anny Lewandowskiej i jej prawników widać sprzeczność: celebrytka przeprasza, a prawnicy równolegle grożą sądem.

- Albo przyznajemy się do błędu i okazujemy skruchę przyjmując z pokorą krytykę, albo przepraszamy pod  publiczkę i zatrudniamy sztab prawników, by rozpętać kolejną burzę - komentuje Siudyła. Zastanawia się także, dlaczego sztab PR i prawników Państwa Lewandowskich doradził taką strategię narażając ich tym samym na jeszcze większy kryzys wizerunkowy.

- Na pewno pozostanie niesmak po całej sytuacji. Znajdzie się grupa fanów, którzy po tej aferze po prostu przestaną wierzyć w szczere intencje Anny Lewandowskiej - uważa Karolina Siudyła. I dodaje, że groźby prawników zamiast wyciszyć zaistniałą sytuacje, tylko ją zaogniają. - Albo przepraszamy i z pokorą przyjmujemy krytykę czekając aż sprawa się naturalnie wyciszy albo przepraszamy i grozimy sądami i pozwami. Tylko czy w tym drugim wypadku ktoś uwierzy w szczerość słowa przepraszam? Ktoś na pewno, ale ja nie - zaznacza ekspertka.

Prawnicy myślą paragrafami, a nie pod kątem strat wizerunkowych

Z kolei Dariusz Tworzydło, prof. Z Uniwersytetu Warszawskiego zwraca uwagę, że prawnicy zawsze patrzą przez pryzmat paragrafów. Zwykle nie potrafią ocenić i przewidzieć konsekwencji wizerunkowych pisma, wezwania, czy innego podjętego przez nich działania, które z punktu widzenia prawnego może być w pełni uzasadnione i merytorycznie dobrze przygotowane.

- Ale często nie są oni w stanie przewidzieć skutków odbioru określonego wezwania, dlatego w podobnych sytuacjach warto, aby działania konsultować na poziomie PR - kancelaria prawna. Może się okazać, że czasem lepszym rozwiązaniem jest odpuścić, próbować porozumieć się z drugą stroną polubownie, bez angażowania prawników, niż brnąć w wezwania lub sprawę sądową. Ona trwa najczęściej latami, a efekty wizerunkowe mogą okazać się mizerne - podkreśla prof. Dariusz Tworzydło.
W ocenie eksperta, Anna Lewandowska nie straci wizerunkowo na tej sytuacji. Uzasadnia, że siła jej pozytywnego odbioru w otoczeniu jest zbyt duża, aby ten kryzys spowodował istotne obniżenie jej wizerunkowego potencjału. - Za kilka tygodni o sprawie nie będzie nikt mówił. Czasem tylko case będzie przywoływany jako przykład działań na które warto zwrócić uwagę - podkreśla ekspert.

Management Anny Lewandowskiej przekazał portalowi Wirtualnemedia.pl we wtorek oświadczenie na temat sprawy. Jego treść publikujemy poniżej w całości (podkreślenia od redakcji).

"Warto podkreślić jedną zasadniczą rzecz i odróżnić pismo, które wzywa do zaprzestania publicznego szerzenia kłamstw na temat zawodowej i społeczno-edukacyjnej działalności Anny Lewandowskiej od pozwu. Nikt nigdy nie wysłał żadnego pozwu, a taka narracja jest prowadzona. Osoba publiczna jak każdy z nas ma prawo się bronić, przed kłamstwem na swój temat, bo de facto nie o film tu chodziło, a o złamanie prawa. Tylko, żeby to zauważyć warto pochylić nad tym tematem obiektywnie i rzetelnie. Najważniejsze, że odbyła się rozmowa, zresztą bardzo miła, ważne, żeby skupiać się na pozytywnych działaniach, a nie na podziałach, które zaczęły w tej dyskusji mieć miejsce. Ufam, że w przyszłości w innych sytuacjach dotyczących osób publicznych posłuchanie i poznanie intencji obu stron przez media będzie kluczowe".

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Kryzys wizerunkowy Anny Lewandowskiej. "Grożenie sądem przez prawników obnaża hipokryzję trenerki"

23 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Dno ludzkie
Otwieram lodówkę a tam na pampersach morda lewandowskiej
60 9
odpowiedź
User
A może
A może prawnikom to na rękę.
Pokazali uzasadnienie swojej pracy.
PR owcy młode buńczuczne wilczki do zmiany. Nie pomyśleli o interesie AL. Żal mi jej. Tyle hajsu i zero profesjalnego wsparcia obok.
54 6
odpowiedź
User
Babcia Mówi
Profesorek myśli, że afera przeprosinowa ucichnie szybko. Nie rozumie, że w social mediach zawsze znajdzie się ktoś kto przy okazji i bez okazji może przypomnieć aferkę, plus MS ona będzie przeżywała jeszcze z pół roku.
37 1
odpowiedź