SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Grzegorz Szczepański: public relations polskiej władzy od wielu lat trąci amatorszczyzną

Setki polityków dało się w ostatnich latach uwieść sile płytkich propagandowych manipulacji, w uproszczeniu nazywanych przez nich PR-em, które co prawda odnosiły skutek w krótkim terminie, ale w dalszej perspektywie odsłaniały słabość nadawcy, podobnie jak dzieje się to obecnie w odniesieniu do oceny polityki polskiego rządu przez zagraniczne media, a za nimi przez tamtejsze społeczeństwa - ocenia dla Wirtualnemedia.pl Grzegorz Szczepański, CEO agencji H+K Strategies.

Grzegorz SzczepańskiArticle

W ostatnich dniach uwagę branżowych mediów przyciągnęła informacja opublikowana w brytyjskim „Financial Times”, że polski rząd poszukuje pomocy w poprawie swojego wizerunku za granicą, wśród angielskich agencji public relations. Dyskutujemy czy to jest normalne, czy to dobre posunięcie, czy tego zadania nie mogłyby wykonać równie dobrze polskie agencje, etc.. A ja w tym miejscu zadaję sobie podstawowe pytanie: dlaczego to się dzieje dopiero teraz? Jak można planować realizację polityki zagranicznej naszego kraju bez uprzedniego przygotowania planów komunikacji stanowiska polskiego rządu w społeczeństwach krajów kluczowych dla Polski i we współpracy z doświadczonymi profesjonalistami z tamtych krajów? To tak jakby planować swój pierwszy start w maratonie bez uprzedniego skonsultowania programu przygotowania z zawodowym trenerem.

Jeżeli miałbym wskazać jeden kluczowy obszar w polityce polskiej władzy, który od lat śmierdzi amatorszczyzną (bez względu na to, czy są to obecne rządy Prawa i Sprawiedliwości, czy też poprzedni okres władztwa Platformy Obywatelskiej) to bez wątpienia będzie to sfera public relations. Zastanawiam się jak to się stało, że setki polityków dało się w ostatnich latach uwieść sile płytkich propagandowych manipulacji, w uproszczeniu nazywanych przez nich PR-em, które co prawda odnosiły skutek w krótkim terminie (według reguły, że łajno rzucane na przeciwnika z wystarczająco dużą częstotliwością z czasem zamieni go w kupę g…), ale w dalszej perspektywie odsłaniały słabość nadawcy, podobnie jak dzieje się to obecnie w odniesieniu do oceny polityki polskiego rządu przez zagraniczne media, a za nimi przez tamtejsze społeczeństwa.

Skoro cała awantura skupia się obecnie wokół dyskusji na temat statusu Trybunału Konstytucyjnego, to przyjrzyjmy się temu oczywistemu przykładowi w odniesieniu do polityki informacyjnej Prawa i Sprawiedliwości i Rządu. Dokonując pewnych uproszczeń można przyjąć, że cała argumentacja władzy w pierwszych tygodniach przewrotu konstytucyjnego skupiała się na poszukiwaniu uzasadniania dla konieczności zmian w przeszłości (zamiast w przyszłości), a dokładnie w błędach poprzedniej władzy. Wszyscy słyszeliśmy setki oświadczeń polityków PiS, w których pojawiały się odniesienia do błędu poprzedniej władzy („co prawda psujemy prawo, ale psujemy je by naprawić to co zepsuła Platforma”), a wręcz do odwetu za nadużycia przeciwnika („kto sieje wiatr, ten..”). A przecież to miała być dobra zmiana. A przecież nie znajdujemy też w teorii Public Relations reguły, która nakazuje oczernianie przeciwnika. Zatem to nie był PR, to była czysta propaganda. W tym miejscu pozwolę sobie przypomnieć, że Public Relations to sztuka kształtowania - opartych na szacunku i prawdzie - trwałych relacji pomiędzy współzależnymi podmiotami występującymi w domenie publicznej. PR nie ma nic wspólnego z manipulacją faktami, przeinaczaniem rzeczywistości, oczernianiem konkurentów lub politycznych przeciwników, czy wychwalaniem nieprawdziwych zalet produktów, usług, partii czy osób publicznych. PR to nauka upowszechniająca zasady rzetelnej wymiany informacji pomiędzy osobami i firmami.

Zadajmy sobie w tym miejscu prosty test, jak odebralibyśmy decyzję PiSu o zmianach w Trybunale Konstytucyjnym, gdyby nie była ona w żaden sposób odniesiona do błędów i nadużyć poprzedniej władzy, a cała argumentacja opata byłaby na prawdziwych i szczerych (choć kontrowersyjnych) przesłankach. Czyli wyobraźmy sobie sytuację, w której wszyscy politycy władzy wskazują na potrzebę zastosowania nadzwyczajnych środków, które umożliwią im przebudowę państwa. I tyle, kropka. Które podejście jest bardziej skuteczne? Jak napisałem jest to stanowisko kontrowersyjne, ale szczere i przez to prawdziwe. To jest właśnie prawdziwe public relations, tak właśnie ma działać skuteczna komunikacja. Ma służyć budowaniu zrozumienia dla prawdziwych motywów podejmowanych decyzji, a nie wykorzystywać wyszukane sztuczki manipulacyjne, dla pozyskania krótkoterminowej akceptacji.

W tym przykrótkim wywodzie starałem się wykazać, że więcej pożytku dla skuteczności polityki informacyjnej każdego rządu zawsze przyniesie zastosowanie rzetelnych działań public relations w miejsce (atrakcyjnych tylko z pozoru) zabiegów propagandowych. I tak powinno się to odbywać w Polsce od samego początku tej kadencji, czyli od zaprzysiężenia Premier Beaty Szydło 16 listopada 2015 roku, a nie awaryjnie od teraz. Wybrano inną drogę, czyli działania propagandowe oparte o komunikację partyjnych „przekazów dnia”, które krótkoterminowo zadziałały w kraju (por. przychylne sondaże), ale spektakularnie rozbiły się o profesjonalną barierę informacyjną zagranicznych mediów.

I w ten sposób dojechaliśmy do dnia, w którym ekipa władzy zdecydowała się skorzystać z pomocy zagranicznych profesjonalistów. Czy to dobrze? Jasne, że dobrze! Dziesięciolecia naukowych prac behawiorystów z całego świata dowodzą, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od niekontrolowanej projekcji. Ale w tym miejscu znów nasuwa się pytanie, czy obóz władzy jest już gotowy do zastosowania zasad profesjonalnego public relations, czyli do rzetelnego przekazania opinii publicznej w krajach Unii Europejskiej swojego stanowiska i prawdziwych motywów działania? Jeśli tak, to ten ruch może zakończyć się powodzeniem, czyli zrozumieniem dla obecnej polityki zagranicznej Polski, niekoniecznie powiązanym z jej akceptacją. Jeśli nie, to możemy w najbliższym czasie obserwować tani teatr wychwalających polskie władze popisów, pozbawiony grama wiarygodności, które nie przysporzą nam ani zrozumienia, ani przychylności i utrwalą separatystyczny kierunek naszej polityki zagranicznej.

Na koniec odniesienie do zagadnienia, czy to wymagające zadanie byłaby w stanie wykonać polska agencja? Odpowiedź najlepiej odwrócić w następujące pytanie: czy np. amerykańska agencja public relations byłaby w stanie przeprowadzić w Polsce samodzielnie skuteczną kampanię promującą korzystanie z czeków płatniczych amerykańskiego banku X? W obydwu przypadkach oczywista odpowiedź to „nie”. Nie potrafię sobie wyobrazić, by jakakolwiek polska agencja PR posiadała odpowiednie „rozeznanie” we wpływach i sentymentach zagranicznych dziennikarzy publikujących w prasie ukazującej się na ważnych dla nas rynkach europejskich, podobnie jak nie wyobrażam sobie, by jakakolwiek zagraniczna agencja PR legitymowała się zrozumieniem polskich mediów na poziomie porównywalnym do rodzimych agencji.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Grzegorz Szczepański: public relations polskiej władzy od wielu lat trąci amatorszczyzną

3 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Stefan Ławski
Jak produkt jest słaby to żadna agencja, albo najlepsze opakowanie nic tu nie dadzą. Jak patrze na produkt, to widać, że jest po prostu słaby. A wydać pieniądze publiczne, które niczemu nie będą służyć to zawsze można.Tylko po co ? Public relations jest skuteczna, gdy zajmują się nimi ludzie inteligentni i utalentowani to fakt, ale bez produktu na przyzwoitym poziomie, nie może być mowy o dobrym PR-ze.
odpowiedź
User
Expert
Pewnie Headlines Potter Novelli
odpowiedź
User
Headlines Porter Novelli
Dziękujemy za rekomendację :)
odpowiedź