SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Kurski o „mailach Dworczyka”: KPRM nie ma wpływu na władze TVP, nie należymy do kręgu towarzyskiego Morawieckiego

Każdy, kto zna w elementarnym zakresie bieg spraw publicznych w Polsce, wie, że KPRM nie ma najmniejszego, ale to najmniejszego wpływu, na kierownictwo Telewizji Polskiej - powiedział w środę na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu prezes TVP Jacek Kurski.

Jednym z niezaszczepionych polityków jest Jacek Kurski (fot. Akpa)Article

Posiedzenie Komisji zostało zwołane na wniosek grupy posłów. Komisja zajmuje się przedstawieniem przez szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michała Dworczyka, prezesa TVP Jacka Kurskiego, przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witolda Kołodziejskiego, przewodniczącego rady programowej Telewizji Polskiej Wojciecha Skurkiewicza "informacji i wyjaśnień na temat ujawnionego w mediach wpływu przedstawicieli rządu na treść programów informacyjnych oraz publicystycznych emitowanych oraz publikowanych w kanałach telewizyjnych lub portalach internetowych nadawcy publicznego – Telewizji Polskiej S.A.".

Kurski o „mailach Dworczyka” ws. TVP: nie ma odpowiedzi mojej czy dyr. Olechowskiego

Podczas posiedzenia, w którym uczestniczył zdalnie, Jacek Kurski nie zgodził się z tezą posłanki PO Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, że maile ujawnione przez Poufną Rozmowę na temat Telewizji Polskiej świadczą o łańcuchu zależności i poleceń łączących kancelarię premiera z TVP.

- Jest jeden problem: w tym łańcuchu w ogóle nie ma Telewizji Polskiej, nie występuje Jacek Kurski czy dyrektor Olechowski jako podmiot. Mamy do czynienia z korespondencją wewnątrz kancelarii premiera, jeżeli w ogóle te maile miałyby polegać na prawdzie - stwierdził prezes Telewizji Polskiej.

- W żadnym z maili, które ukazały się w mediach, jeśli w ogóle uznać, że one polegają na prawdzie i są prawdziwe, bo do końca tego nie wiemy, jeśli nawet założyć, że one są prawdziwe, to tam nigdzie nie ma żadnej odpowiedzi mojej czy dyrektora Olechowskiego. Po prostu paru kolegów z jednego środowiska, z jednego kręgu a ściślej mówiąc: harcerze z jednego hufca  między sobą wymieniają jakieś maile, poprawiają sobie samopoczucie, że mają jakiś wpływ na telewizję, jest tylko jeden problem to wszystko nie dotyczy Telewizji Polskiej i nie ma żadnego wpływu na działanie kierownictwa Telewizji Polskiej" - stwierdził Jacek Kurski.

Jak mówił, "ani prezes TVP, ani dyrektor Telewizyjnej Agencji Informacyjnej nie utrzymują stałych kontaktów z doradcami czy PR-owcami premiera Morawieckiego". - Nie należymy też do jego kręgu towarzyskiego - podkreślił Kurski, zaznaczając, że w styczniu 2018 roku "osobiście zwolnił dyrektora TAI", który miał utrzymywać pozamerytoryczne stosunki z ministrami KPRM, czego przejawem miało być zapraszanie ich przez dyrektora do gabinetu po programie "Gość Wiadomości". - Te maile to rodzaj terapii wobec bezsilności. Równie dobrze pan Mariusz Chłopik mógłby zameldować, że rozmawiał z hejnalistą na Wieży Mariackiej - podsumował Kurski.

Zaznaczył, że "TVP nie zna źródła opublikowanych maili, nie ma też pewności, jak wspomniałem, czy są one w ogóle prawdziwe".

Kurski nie pamięta żadnych maili od kancelarii premiera

"Ani ja, ani dyrektor Olechowski nie przypominamy sobie byśmy kiedykolwiek z tego rodzaju mailami się zapoznawali. Jeśli w ogóle były one wysłane być może od razu trafiły do skrzynki przeznaczonej na SPAM" - przekonywał prezes TVP.

Zapewniał, że "treść ewentualnej korespondencji między urzędnikami i PR-owcami KPRM, w której poprawiają sobie samopoczucie powołując się na rzekome ustalenia z telewizją, nie mają najmniejszego wpływu, ani związku z rzeczywistością i najwyraźniej nie dotyczą Telewizji Polskiej".

"Każdy, kto zna choćby w elementarnym zakresie bieg spraw publicznych w Polsce, w naszym kraju, wie, że Kancelaria Premiera nie ma najmniejszego, ale to najmniejszego wpływu, na kierownictwo Telewizji Polskiej" - powtórzył Kurski.

 Zbieżność tematów w mailach i TVP: „to wynikało z agendy TAI”

Jacek Kurski był też pytany przez członków komisji sejmowej o to, że kilka tematów i sposobów ich opisania przez Telewizję Polską, które sugerowano w domniemanych mailach współpracowników premiera Mateusza Morawieckiego, niedługo po wymianie maili rzeczywiście pojawiły się w programach informacyjnych i publicystycznych TVP.

- To wynikało po prostu z agendy Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, która o takich sprawach jak skandaliczne wyroki sędziowskie informuje bardzo często, kilkaset razy, bez żadnych maili. Czy otwarcie jakiejś ważnej fabryki na Dolnym Śląsku - zawsze informujemy i nie trzeba nas w tym poganiać ani ustawiać, bo robimy to po prostu na podstawie własnych obowiązków i prawidłowego rozumienia misji publicznej - tłumaczył prezes TVP.

>>> Praca.Wirtualnemedia.pl - tysiące ogłoszeń z mediów i marketingu

Kurski wytyka byłemu szefowi TAI relacje z kancelarią premiera

W jego ocenie "te maile są wynikiem bezsilności, dlatego, że Telewizja i kierownictwo telewizji publicznej, nie dają sobą powodować, również kierownictwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej". - Te maile są rodzajem terapeutycznej metody pocieszania się polityków czy PR-owców z Kancelarii Premiera, w sytuacji, kiedy nie mają realnego wpływu na telewizję publiczną - wskazał.

Dodał, że w styczniu 2018 r. sam zwolnił szefa TAI, "który miał niezdrowe inklinacje układania sobie relacji z politykami, w szczególności z Kancelarią Premiera". - Miał zwyczaj, żeby po każdym „Gościu Wiadomości” polityków opcji rządzącej, w szczególności ministrów KPRM zapraszać do siebie na III piętro i budować swoje relacje z tymi politykami" - opowiadał Kurski.

Na początku 2018 roku ze stanowiskiem dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej pożegnał się Klaudiusz Pobudzin. Był szefem TAI od maja 2017 roku, przed nim za kadencji Jacka Kurskiego Agencją zarządzali kolejno Mariusz Pilis i Piotr Lichota.

Przewodniczący Rady Mediów Narodowych Krzysztof Czabański przekazał podczas posiedzenia komisji, że raz zetknął się z próbą oddziaływania na program telewizyjny. - Dostałem informację od prezesa Kurskiego o takiej próbie. (...) To jest sprawa sprzed paru lat. Wtedy po mojej interwencji te próby oddziaływania, jak rozumiem z informacji od prezesa Kurskiego, się skończyły i to jest jedyna rzecz, którą mogę w tym kontekście powiedzieć - opisał.

Z kolei nieobecny na posiedzeniu przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji przekazał komisji pismo, w którym podkreślił, że KRRiT "nie ma żadnej wiedzy na temat częstotliwości kontaktów urzędników, pracowników lub kierownictwa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów z władzami Telewizji Polskiej".

- KRRiT nie może zatem wskazać, czego dokładnie dotyczyły rzeczone kontakty. Stąd też KRRiT nie może wypowiadać się zgodnie z porządkiem obrad komisji w zakresie: informacji i wyjaśnień na temat ujawnionego w mediach wpływu przedstawicieli rządu na treści programów informacyjnych oraz publicystycznych emitowanych oraz publikowanych w kanałach telewizyjnych lub portalach internetowych nadawcy publicznego Telewizji Polskiej S.A. Wymienione powyżej kwestie nie mieszczą się w ustawowych zadaniach KRRiT oraz nie podlegają analizom wykonywanym w KRRiT w ramach realizacji jej prawnych zobowiązań - dodał przewodniczący KRRiT.

Posłowie spierali się ws. maili dot. TVP

W trakcie dyskusji poseł PiS Marek Suski przypomniał, że posługiwanie się wykradzionymi w sposób nielegalny mailami, podsłuchami czy nagraniami w polskim prawie jest karane. Podał przykład Natalii Płażyńskiej-Nitek, która nagrała wypowiedź swojego byłego pracodawcy Hansa G., przedsiębiorcy z Niemiec, który prowadząc firmę na Pomorzu, wyrażał się sposób bardzo obraźliwy o Polakach. Jednak sąd uznał wtedy, że nagrywanie jest karalne.

"Przypominam sobie pana wypowiedzi, wypowiedzi pana kolegów, waszą obecność w mediach, kiedy zostały ujawnione taśmy Sowa & Przyjaciele. Wtedy wam nie przeszkadzało, że prawo zostało złamane" - powiedziała posłanka KO Małgorzata Kidawa-Błońska. Jej zdaniem, "te maile są bardzo poważne, bo ani ze strony rządu, ani z ust poszczególnych polityków nie usłyszeliśmy wyjaśnień, tylko lekceważenie" - dodała. "Nie jest chyba przypadkiem, że w każdej sytuacji, która dla was jest trudna, pojawia się mail i dzień po tym w telewizji publicznej, dokładnie jest taki materiał, o jakim rozmawiano" - podkreśliła.

Odnosząc się do wypowiedzi Kurskiego powiedziała: "oczywiście te maile nie przychodzą do pana, ale daje pan przyzwolenie na to, żeby pańscy pracownicy wykonywali taką pracę".

- Proszę sobie przypomnieć atak na migrantów, na nauczycieli, na mniejszości, nawet na domy pomocy społecznej, kiedy był problem w szczycie zachorowań, mówiono wtedy o tym, że to są domy samorządowe, prywatne i to nie jest problem państwa polskiego - mówiła. - Czyli zawsze, jak macie problem, świetnie potraficie znaleźć wroga i tego wroga pokazywać - wskazała Kidawa-Błońska.

Krzysztof Piątkowski (KO) odnosząc się do słów Suskiego powiedział: "Pan poseł Suski z dużą łatwością mówi o wykradzionych mailach, o jakiś tam mailach napisanych w Rosji. W każdym normalnym kraju, demokratycznym państwie na świecie, minister po tym, kiedy ujawniono na jego temat jakąś kompromitującą informację, a źródłem takiej informacji kompromitującej może być na przykład niefortunnie ujawniony mail, miałby odwagę cywilną stanąć przed dziennikarzami i powiedzieć: +to nie jest prawda+, +to jest prawda+. A jeśli to jest kłamstwo pewnie mógłby nawet podać kogoś do sądu. Ale u nas tak się nie dzieje, u nas dowiadujemy się, że pan minister nie może nic powiedzieć, albo politycy mówią, że nie można tego komentować, bo to jest jakiś atak, maile pochodzą gdzieś ze Wschodu".

Poseł PiS Jarosław Zieliński wskazywał, że politycy PO przyzwyczaili się do tego, że "wszystkie media prezentują ich punkt widzenia, wszystkie media im służą". "Mimo że już nie sprawujecie państwo władzy od 6 lat, nie możecie się pogodzić z tym, że jest teraz na szczęście trochę inaczej, że powstaje bardziej spluralizowany rynek medialny i że nie wszystkie media mówią waszym językiem, nie wszystkie media was chwalą, że są też inne media, które mają swój punkt widzenia, inny od waszego. Na tym chyba powinien polegać pluralizm w mediach, którego tak bardzo nam brakowało przez prawie 30 lat" - ocenił Zieliński.

Przypomniał, że misją mediów publicznych jest "to, żeby m.in. służąc prawdzie, demaskować kłamstwo, które pojawia się i jest lansowane przez inne środki przekazu czy przez polityków, którzy funkcjonują na naszej scenie politycznej". "Tutaj nie można robić jakiegokolwiek zarzutu medi9om publicznym, wręcz przeciwnie to jest bardzo ważna rola" - dodał.

TVP od sześciu lat zarządzana przez Kurskiego

Jacek Kurski jest prezesem Telewizji Polskiej od stycznia 2016 roku. W marcu 2020 roku został nieoczekiwanie odwołany, ogłoszono to na konferencji prasowej, na której prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki mówili m.in. o podpisaniu przez prezydenta nowelizacji budżetu dającej TVP i Polskiemu Radiu 1,9 mld zł rekompensaty budżetowej (z czego zdecydowana większość trafiła do TVP).

Na stanowisko prezesa TVP Jacek Kurski wrócił na przełomie maja i czerwca 2020 roku, a na prezesa został wybrany na początku sierpnia. Tak samo jak o wcześniejszym odwołaniu, zdecydowała o tym Rada Mediów Narodowych, w której większość stanowi trójka polityków PiS.

W pierwszych trzech kwartałach 2021 roku przychody marketingowe TVP mocno wzrosły rok do roku: te z reklam - z 428,2 do 489,4 mln zł, a ze sponsoringu - z 79,9 do 86,7 mln zł. Przy czym nadawca spodziewał się więcej: 514,6 mln zł z reklam i 91,3 mln zł ze sponsoringu. W sprawozdaniu przekazanym Radzie Mediów Narodowych tłumaczy, że wynika to „z niepewnej sytuacji na rynku reklamy w związku z pandemią”.

Łączne przychody publicznego nadawcy zmalały rok do roku o 9,2 proc. do 2,36 mld zł, a przy wzroście kosztów operacyjnych o 24 proc. do 2,15 mld zł zysk netto zmniejszył się z 702,6 do 164,4 mln zł. Wyniki są lepsze od planu TVP.

W 2020 roku Telewizja Polska osiągnęła wzrost przychodów o 330 mln zł do 3,04 mld zł, a koszty jej działalności zwiększyły się o 120 mln zł do 2,82 mld zł. Wpływy nadawcy z reklam i sponsoringu zmalały o 12 proc. do 740 mln zł, natomiast z abonamentu rtv i zeszłorocznej rekompensaty wyniosły 2,04 mld zł (to 584 mln zł więcej niż w 2019 roku). Spółka osiągnęła 198 mln zł zysku netto.

Na koniec 2020 roku w Telewizji Polskiej było 2 867 pracowników etatowych, o 42 więcej niż rok wcześniej. Każdy zarabiał średnio 9 832 zł brutto (bez nagród i odpraw), wynagrodzenie zarządu wyniosło 2,17 mln zł. Łączne nakłady na wynagrodzenia zwiększyły się o 6,2 proc. do 545,19 mln zł.

W planie finansowym na 2021 r. TVP zakładała wzrost przychodów o 5,4 proc. do 3,2 mld zł oraz spadek wyniku netto ze 198,3 mln zł zysku do 250 mln zł straty. Rentowność nadawcy obniżyły m.in. koszty obsługi Euro 2020 i igrzysk oraz uruchomienia nowych stacji.

Doradca premiera interweniował ws. treści w TVP

W styczniu Poufna Rozmowa ujawniła kilka domniemanych wymian maili ze skrzynki Michała Dworczyka dotyczących Telewizji Polskiej. Według jednej z nich Mariusz Chłopik, od paru lat nieformalnie doradzający Mateuszowi Morawieckiemu w zakresie komunikacji, w styczniu 2019 roku sugerował innym współpracownikom szefa rządu kontakt z Jackiem Kurskim i Jarosławem Olechowski, żeby „Wiadomości” poinformowały o ogłoszeniu budowy fabryki Mercedes-Benz w Jaworze.

Mail trafił także do Mateusza Morawieckiego. Szef rządu pochwalił pomysł Chłopika, ocenił, że posłanka PiS Elżbieta Witek (od sierpnia 2019 roku marszałek Sejmu) „przezachwycona i bardzo nam wdzięczna i J. także”. Elżbieta Witek pochodzi z dolnośląskiego Jawora, przez lata pracowała tam jako nauczycielka i dyrektorka w szkołach, a także wiceprezes lokalnego klubu sportowego.

Seria maili współpracowników premiera ws. TVP

Kilka tygodni wcześniej Poufna Rozmowa opublikowała kilka innych korespondencji mailowych z udziałem Mariusza Chłopika i Michała Dworczyka dotyczących Telewizji Polskiej. W mailach z początku marca 2019 roku Mariusz Chłopik miał nakazać Tomaszowi Matyni, od jesieni 2018 roku szefowi Centrum Informacyjnego Rządu, żeby następnego dnia rano zadzwonił do Jarosława Olechowskiego, a Dworczykowi - żeby zatelefonował do Jacka Kurskiego.

- Oni musza mieć presję ze ktoś patrzy im na ręce. Jutro jest kluczowy dzień - czytamy w mailu od Chłopika. Ze screena wynika, że Michał Dworczyk odpisał 5 marca po godz. 8. - Nie wiem jak Olechowski ale Kurski wczoraj przysięgał że będzie pięknie - rozmawiałem z nim jeszcze raz wczoraj wieczorem… - czytamy w mailu. - Rozmawiałem z Olechowskim. Potwierdził ustalenia, mają działać, Info, wiadomości, itd. - stwierdził Tomasz Matynia godzinę później.

W serwisie Poufna Rozmowa nie zamieszczono więcej maili na ten temat, dlatego nie wiadomo, jakiej sprawy dotyczyły ustalenia.

Z kolei 29 listopada 2019 roku Mariusz Chłopik miał wysłać do Mateusza Morawieckiego, Michała Dworczyka, rzecznika rządu Piotr Müllera, Tomasza Matyni i trzech innych osób z kancelarii premiera wiadomość zatytułowaną „Piotr Kudzia - TAI”.

- Jestem po spotkaniu. Gość jest sztywny, wieloletnie doświadczenie w mediach. Zna się na robocie. Najważniejsze ze nie pęknie na robocie - czytamy w screnie maila opublikowanym przez Poufną Rozmowę.

Chłopik opisał też, jak można zaaranżować zatrudnienie Piotra Kudzi w TVP:
„- Dworczyk wprowadza go do Kurskiego.
- w gabinecie Kurskiego on dostaje umowę i da podpisuje
- pojawia się potem Olechowskim”.

Do maila dołączono szczegółowe CV Piotra Kudzi. Dziennikarz przed listopadem 2019 roku pracował już w Telewizji Polskiej - od połowy 2017 roku do końca października 2018 roku był szefem „Teleexpressu”. Rozstał się z TVP za porozumieniem stron, równocześnie Aneta Kołodziej po ponad dwóch latach odeszła ze stanowiska szefowej „Panoramy”. Oboje rozstali się z nadawcą krótko po wyborach samorządowych.

Piotr Kudzia był zatrudniony w TAI między 2017 - 2018 rokiem. Z pracy zwolnił go Jarosław Olechowski. Kudzia nigdy już nie wrócił do TAI - natomiast do Telewizji Polskiej wrócił w połowie 2020 roku, zostając wicedyrektorem TVP Polonia. -

- W mailu do kolegów można napisać wszystko. Ale to nie znaczy, że ma to jakikolwiek związek z rzeczywistością - skomentował szef TAI na Twitterze.

Olechowski zapewnił, że mail z jesieni 2018 r. był fejkiem lub trafił do spamu

Z kolei w nocy z 26 na 27 września 2018 roku Mariusz Chłopik miał wysłać maila na służbowe adresy Jacka Kurskiego i Jarosława Olechowskiego, jako odbiorcę wskazując też prywatną skrzynkę mailową Michała Dworczyka.

- Jacek, Jarek podsyłam poniżej efekt narady kilku znamienitych osób łapiących pewne linki w sądownictwie i powiązań między sędziami a różnymi sprawami. Po rozmowach mamy prośbę by jutro TVP bardzo ładnie zaatakowało te osoby, które taki wyrok wydały i generalnie warszawski sąd apelacyjny według topowych kancelarii w Warszawie to stajnia augiasza - napisał Chłopik do menedżerów z Telewizji Polskiej.

Zaznaczył, że „takie pytania do posłów PiS będących jutro w studiach TVP będzie można spokojnie zadawać”. - My z Michałem Dworczykiem musimy wiedzieć kto idzie a następnie go odpowiednio przygotujemy - dodał Mariusz Chłopik. - Wyrok sądu tak the facto może stać się dobry dla naszej formacji. Myślę, że ten materiał jest bardzo bardzo dobry aby także podgrzać publicystycznie - ocenił.

- Nie kojarzę takiego maila. Albo wpadł do spamu albo to po prostu fejk - skomentował na Twitterze Jarosław Olechowski.

W mailu Chłopika chodzi o prawomocny wyrok wydany przez warszawski Sąd Apelacyjny w trybie wyborczym (trwała wówczas kampania przed wyborami samorządowymi). Sąd nakazała Morawieckiemu zamieszczenie w TVN i TVP Info sprostowania jego wypowiedzi z wiecu wyborczego, który odbył się dwa tygodnie wcześniej w Świebodzinie.

Premier został pozwany przez grupę polityków Platformy Obywatelskiej za słowa, że za swoich rządów politycy PO i PSL mówili „budujmy mosty i drogi, a nie politykę”, tymczasem „nie było ani dróg, ani mostów”.

W pierwszej instancji sąd oddalił pozew przedstawicieli PO, którzy się odwołali, a kilka dni później Sąd Apelacyjny w Warszawie zmienił orzeczenie, przychylając się do ich powództwa. W konsekwencji sprostowanie 27 września wyemitowano przed głównym wydaniem „Faktów” w TVN i po godz. 19 w TVP Info.

W sprostowaniu Morawiecki musiał przyznać, że na wiecu w Świebodzinie podał nieprawdziwe informacje, że „w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat”.

Chłopik instruował TVP, jak atakować sędziów

W mailu wysłanym do Kurskiego i Olechowskiego Mariusz Chłopik szczegółowo opisał, jak można atakować warszawski Sąd Apelacyjny za wyrok nakazujący Morawieckiemu sprostowanie. Przypomniał, że sędzia Przemysław Kurzawa, który był przewodniczącym składu orzekającego w tej sprawie, za rządów PO-PSL pracował na stanowiskach dyrektorskich w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Tę informację 28 września podała „Gazeta Polska Codziennie”, co zrelacjonowano w depeszy PAP. „GPC” opisała też inny wątek sprawy wskazany przez Chłopika: w procesie wyborczym wytoczonym Morawieckiemu w kolejnych instancjach zapadły trzy różne orzeczenia.

Chłopik proponował też, żeby przypomnieć wcześniejsze wyroki warszawskiego Sądu Apelacyjnego mogący wzbudzić oburzenie społeczne (m.in. uchylenie wniosków o areszt dla oskarżonych w aferze reprywatyzacyjnej, zmniejszenie kary skazany w aferze FOZZ) i sugerować stronniczość polityczną (uniewinnienie byłej posłanki PO Beaty Sawickiej, skazanie Jarosława Marka Rymkiewicza za słowa o „Gazecie Wyborczej”). - Warszawski Sąd Apelacyjny to bastion kasty - podkreślił nieformalny doradca premiera w śródtytule maila.

Ponadto zwrócił uwagę na wypowiedź ówczesnego szefa PO Grzegorza Schetyny, że opinia publiczna musi zapamiętać nazwiska sędziów orzekających w procesie wytoczonym Morawiekiemu. - Schetyna zastraszał sędziów - skomentował Chłopik.

27 września 2018 roku w głównym wydaniu „Wiadomości” pojawił się materiał Marcina Szypszaka. Dziennikarz przytoczył część krytycznych informacji i opinii o warszawskim Sądzie Apelacyjnym, które pojawiły się w mailu Mariusza Chłopika.

Dziennikarze i media w mailach Dworczyka

W mailach z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka pojawiło się wcześniej wiele wątków dotyczących mediów, najszerzej komentowano te związane z Krzysztofem Skórzyńskim i prezesem Polskiej Agencji Prasowej Wojciechem Surmaczem.

W drugiej połowie września Poufna Rozmowa opublikowała screen maila, w którym Michał Dworczyk miał pytać Krzysztofa Skórzyńskiego, wówczas dziennikarza „Faktów” TVN, o opinię na temat odpowiedzi na pytania zadawane przez dziennikarkę OKO.Press. - Nigdy nie wymieniałem w tej sprawie maili z ministrem Dworczykiem. Nigdy także, w żaden, podkreślam - w żaden sposób - nie „doradzałem” ani ministrowi Dworczykowi, ani jakiemukolwiek innemu politykowi - zapewniał początkowo Skórzyński.

Jednak parę dni później ujawniono kolejne maile, z których wynikało, że Skórzyński miał poprawiać dla Dworczyka komunikat o szczepieniu seniorów na koronawirusa. Stacja zawiesiła dziennikarza w obowiązkach służbowych, a jego program zniknął z anteny.

Po przeprowadzeniu postępowania wyjaśniającego ogłoszono, że Krzysztof Skórzyński pozostaje w TVN Grupie Discovery, natomiast nie będzie już zajmował się tematyką polityczną. Dziennikarz dołączył do zespołu reporterskiego relacjonującego Puchar Świata w skokach narciarskich, który od niedawna jest transmitowany także w głównym TVN.

W październiku ujawniono serię maili, w których prezes PAP Wojciech Surmacz z Mateuszem Morawieckim, Michałem Dworczykiem i ówczesnym prezesem PKO BP Zbigniewem Jagiełło omawiał m.in. uruchomienie anglojęzycznego serwisu PAP, odpowiedź na publikacje "Gazety Wyborczej" o aferze GetBack oraz wywiad z prezydentem Andrzejem Dudą w czasie zeszłorocznej kampanii wyborczej.

Surmacz złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Redakcja Poufnej Rozmowy podkreśliła, że zareagowała na to śmiechem i będzie „nadal ujawniać tajemnice polskiej polityki”. Pod koniec października prezes PAP złożył wyjaśnienia w tej sprawie przed Radą Mediów Narodowych (dwóch członków Rady domagało się jego dymisji).

Myślecki i Sasin potwierdzili autentyczność kilku maili

Screeny maili z prywatnej skrzynki Michała Dworczyka są ujawniane od czerwca br. - początkowo w rosyjskim komunikatorze Telegram, a obecnie w serwisie Poufna Rozmowa. Politycy obozu rządzącego konsekwentnie nie komentują treści publikowanych maili, tłumaczą, że część może być sfabrykowana. Nie zakwestionowano jak dotąd prawdziwości żadnego z tych maili.

Natomiast Wojciech Myślecki, wieloletni znajomy Mateusza Morawieckiego, który po przejęciu władzy przez PiS trafił do rad nadzorczych kilku państwowych firm, jesienią ub.r. w wypowiedzi w reportażu „Czarno na białym” w TVN24 potwierdził, że wymiana maili zapisana w skrzynce Michała Dworczyka, w której brał udział, jest autentyczna.

Z kolei pod koniec listopada minister aktywów państwowych Jacek Sasin potwierdził prawdziwość ujawnionego maila z jesieni 2018 roku, w którym Mateusz Morawiecki kazał jemu i Markowi Syskiemu wezwać na rozmowę ambasadora Niemiec w związku z artykułem w „Fakcie” (Ringier Axel Springer Polska).

Dołącz do dyskusji: Kurski o „mailach Dworczyka”: KPRM nie ma wpływu na władze TVP, nie należymy do kręgu towarzyskiego Morawieckiego

18 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Terier
Może jeszcze powie, że dziennikarze są nie zależni, a każda partia ma tyle samo czasu w tak zwanej telewizji publicznej? Prezesie, takie dyrdymały, jakie opowiadasz, to ciemny lud kupi o 19:30, jasno myślący widzą jak jest.
odpowiedź
User
kilof
Co za kanalia.... to nie moja ręka....brak słów
odpowiedź
User
fs
Na pewno jest to wartościowsza telewizja od tego co było za Dworaka.
odpowiedź