SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Jaki jest fiskalny klif Polski

Choć w Polsce nie grozi automatyczne zwiększenie podatków i cięć wydatków, to możemy mieć do czynienia z podobnym mechanizmem. Powodem jest to, że może się okazać iż budżet skonstruowano w oparciu o zbyt optymistyczne założenia.

<!-- 0.5092s -->

Gdy pod koniec pierwszej połowy grudnia dyskutowano w Sejmie nad projektem budżetu na 2013 rok, jak zwykle przy tego typu okazjach, zgłoszono kilkaset wniosków i propozycji poprawek. Przyjęto tylko niewielką ich część. Żadna z nich nie dotyczyła jednak kwestii zasadniczych, czyli realności budżetowych założeń, na których cała jego koncepcja się opiera. Pojawiają się obawy, że już za kilka miesięcy może być konieczna jego nowelizacja.

Trudno się tym głosom dziwić, skoro jedną z podstaw budżetowej konstrukcji jest założenie, że w 2013 roku dynamika wzrostu polskiej gospodarki wyniesie 2,2 proc. Szanse, że okaże się ono trafne wydają się być zdecydowanie mniejsze niż 50 proc. Nawet pomijając najbardziej pesymistyczne prognozy, nie sposób wykluczyć, że PKB wzrośnie w 2013 roku jedynie o 1,5-1,7 proc. Gdyby tak się stało, osiągnięcie większości założonych parametrów okaże się iluzoryczne. Dotyczy to przede wszystkim pozycji po stronie przychodów budżetowych. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób dochody podatkowe miałyby zwiększyć się przy spowalniającej gospodarce o 5,1 proc., na co liczy rząd. Także spora część dochodów nie podatkowych zależna jest w znacznej mierze od gospodarczej koniunktury. W skład tej kategorii wchodzą na przykład przychody z dywidend ze spółek, w których skarb państwa ma wpływ na tego typu decyzje. Trudno liczyć na wielkie zyski firm w czasie, gdy gospodarka słabnie. Analitycy Pekao szacują, że w przypadku gdy wzrost PKB wyniósłby 1,7 proc., w państwowej kasie powstanie nieplanowany niedobór, sięgający 20 mld zł. Zakładana przez rząd wielkość deficytu budżetowego wynosi nieco ponad 35 mld zł.

Zanim dojdzie do ewentualnej nowelizacji ustawy budżetowej, rząd będzie starał się wszelkimi sposobami nierównowagę w dochodach i wydatkach zniwelować. Z jednej strony konieczne będą więc cięcia wydatków, z drugiej zaś poszukiwanie dodatkowych przychodów, z pewnością głównie podatkowych. Czyli zjawisko analogiczne do osławionego amerykańskiego klifu fiskalnego. W naszym przypadku raczej nie będzie dylematu, czy zwiększyć podatki wszystkim, czy tylko bogatym. Jeśli zawiodą sztuczki księgowe, a wzrost zadłużenia okaże się zbyt ryzykowny, pozostanie zwiększenie stawek VAT i akcyzy. To właśnie przychody z tego podatku wydają się najbardziej zagrożone, patrząc na alarmujący spadek dynamiki sprzedaży detalicznej, czy szerzej patrząc, konsumpcji prywatnej. Słabość w tym zakresie potwierdzają też dane dotyczące tempa wzrostu wynagrodzeń oraz pogarszająca się sytuacja na rynku pracy. Nadmiernie optymistyczne wydaje się też budżetowe założenie wzrostu zatrudnienia o 0,2 proc. w 2013 roku.

Obecna sytuacja przypomina tę z 2009 r. Wówczas także przy konstruowaniu budżetu przyjęto zbyt optymistyczne założenie, dotyczące kondycji i perspektyw gospodarki. Rząd po raz drugi w ciągu zaledwie czterech lat staje przed identycznymi dylematami. Cięcia wydatków i podatkowe duszenie słabnącej konsumpcji gospodarce nie pomoże, a zwiększenie deficytu i zadłużenia państwa dobrym rozwiązaniem także nie jest. Analogia do klifu jest jak najbardziej uzasadniona, a strategii „na przeczekanie” zastosować się raczej nie da.



Roman Przasnyski, Open Finance

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Jaki jest fiskalny klif Polski

0 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl