SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Stereotypy o feministkach i informatykach w kampanii Panoptykonu. Sprzeciw wobec inwigilacji Polaków przez służby

Fundacja Panoptykon rozpoczęła kampanię o nazwie „Podsłuch jak się patrzy”. Organizacja wysłała do aktywistów i aktywistek oraz dziennikarek i dziennikarzy listy z Agencji Bezpieczeństwa Narodowego - instytucji, która nie istnieje. W liście informuje, że adresat lub adresatka byli poddani kontroli operacyjnej przez służby specjalne. W ten sposób Panoptykon chce pokazać, jaką informację powinny dostawać osoby, które były inwigilowane przez policję i służby specjalne. - To będzie „długi marsz”, a na ewentualne efekty działań takich jak nasza obecna kampania przyjdzie długo poczekać - przyznaje w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Wojciech Klicki z Panoptykona.

Article

W kampanii „Podsłuch jak się patrzy” fundacja Panoptykon chce zwrócić uwagę na problem inwigilacji Polaków ze strony służb specjalnych, która zdaniem organizacji nie podlega dostatecznej kontroli.

Listy od Agencji Bezpieczeństwa Narodowego

Panoptykon alarmuje, że w Polsce policjant potrzebuje zaledwie 2 minuty, żeby bez uzyskiwania niczyjej zgody sprawdzić lokalizację konkretnego obywatela z ostatnich 12 miesięcy.

Według organizacji na niekontrolowaną inwigilację najbardziej narażone są osoby zaangażowane społecznie: dziennikarki i dziennikarze, aktywiści i aktywistki, działaczki i działacze opozycyjni, prawnicy i prawniczki, polityczki i politycy oraz ich bliscy.

W ramach kampanii fundacja wysłała do aktywistów i aktywistek oraz dziennikarek i dziennikarzy listy z Agencji Bezpieczeństwa Narodowego - instytucji, która w rzeczywistości nie istnieje.

Czytaj także: Mariusz Gierszewski i Dominika Długosz-Gierszewska złożyli zażalenie na umorzone postępowanie ws. inwigilacji po aferze podsłuchowej

W liście informuje, że adresat lub adresatka byli poddani kontroli operacyjnej przez służby specjalne. W ten sposób Panoptykon chce pokazać, jaką informację powinny dostawać osoby, które były inwigilowane przez policję i służby specjalne.

- Ta informacja nam się po prostu należy - podkreśla Wojciech Klicki, ekspert z fundacji Panoptykon. - Takie rozwiązania funkcjonują w innych państwach, na przykład niemieckie służby informują o inwigilacji 12 miesięcy po zakończeniu działania służb.

Panoptykon informuje, że w Polsce jest 9 instytucji uprawnionych do prowadzenia tzw. czynności operacyjno-rozpoznawczych, m.in. zakładania podsłuchów. Służby współpracują z operatorami telekomunikacyjnymi, którzy nie mają prawa im odmawiać - i specjalnie dla policji i służb przechowują przez 12 miesięcy szczegółowe informacje o tym, gdzie byliśmy i z kim rozmawialiśmy.

Korzystają również m.in. z oprogramowania Pegasus, które umożliwia przejęcie kontroli nad czyimś telefonem i wszystkimi znajdującymi się w nim informacjami, czy Remote Control System, który służy do przejęcia kontroli nad komputerem.

W 2019 r. służby 1,35 mln razy pobrały informacje o tym, gdzie byliśmy w ciągu ostatniego roku i do kogo w tym czasie dzwoniliśmy. W 2019 r. policja założyła 8065 podsłuchów. Tylko w 16 proc. spraw (z 1303 podsłuchów) uzyskano dowody do procesu karnego.

Czytaj także: Prokuratura wznowi śledztwo ws. inwigilacji dziennikarzy po aferze podsłuchowej

- Profesjonalna obserwacja jest niewidoczna. To mit, że patrząc w szybę w kiosku Ruchu, widzimy funkcjonariuszy czających się za drzewami - podkreśla Piotr Niemczyk, były zastępca szefa wywiadu, wieloletni ekspert komisji ds. służb specjalnych. - Smartfona można aktywować bez wiedzy i zgody użytkownika. Wtedy podsłuchuje nie tylko, kiedy z kimś rozmawiam, ale także wtedy, kiedy sobie leży gdzieś na stole, przy którym ludzie omawiają jakieś polityczne czy gospodarcze kwestie – które można później wykorzystać przeciwko nim. W państwach demokratycznych, które nie mają złudzeń, że w policji pracują wyłącznie anioły, tworzy się instytucje kontroli poza administracją rządową. Niemieckie komisje parlamentarne, które kontrolują czynności operacyjno-rozpoznawcze, kontrolują je nie tylko z punktu widzenia legalności, ale również efektywności. Sprawdzają, czy grupa przestępcza, która jest nimi objęta, rzeczywiście jest tak groźna, że trzeba stosować aż tak drogie i skomplikowane środki operacyjne.

Konieczna kontrola

Jak wyjaśnia Panoptykon celem kampanii jest uświadomienie jak największej liczbie osób, że kontrola nad służbami to element sprawnie funkcjonującego państwa. Władza w dojrzałym systemie demokratycznym, szanującym prawa człowieka, powinna chronić swoich obywateli i swoje obywatelki przed zagrożeniami zewnętrznymi czy przestępczością, ale też przed sobą samą - przed nadużyciami władzy - za pomocą specjalnie powołanych instytucji, które kontrolują np. działanie policji i służb.

Według organizacji Polska odstaje od innych państw Unii Europejskiej czy od Ukrainy, która niedawno wprowadziła mechanizmy silnej kontroli nad służbami. Niebawem zapadnie wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie skargi m.in. aktywistów Panoptykonu, którzy zaskarżyli zasady inwigilacji w Polsce. Przegrana postawi Polskę - jeśli chodzi o brak nadzoru nad służbami - w jednym rzędzie państw z Węgrami i Rosją.

W rozmowie z Wirtualnemedia.pl Wojciech Klicki podkreśla wagę kwestii związanych z inwigilacją, zdaje sobie jednak sprawę z tego jak trudna jest walka o swobody obywatelskie w tym zakresie.

- Panoptykon od dawna zwracał uwagę na to, jak istotna jest kwestia inwigilacji obywateli w niedostatecznie kontrolowany sposób – przypomina Wojciech Klicki. - Sprawa dotyczy wszystkich ekip rządzących, które niezależnie od swojego politycznego rodowodu nie są chętne do rezygnacji ze swobodnego posługiwania się narzędziami inwigilacji i poddawaniu tych narzędzi społecznej kontroli. W wypadku obecnej kampanii chodzi przede wszystkim o uświadomienie Polkom i Polakom, a szczególnie osobom aktywnym publicznie, że inwigilacja może ich dotknąć w każdej chwili, nawet jeśli w ich własnym pojęciu nie robią niczego nagannego czy złego. Chcielibyśmy wytworzyć rodzaj społecznego nacisku na władze, które powinny dostrzec, że inwigilacja jest jednym z najważniejszych problemów który powinien zająć ich uwagę. Zdajemy sobie jednak sprawę z tego, że walka z niekontrolowaną inwigilacją ze strony służb to „długi marsz”, a na ewentualne efekty działań takich jak nasza obecna kampania przyjdzie długo poczekać.

W ramach kampanii „Podsłuch jak się patrzy” Panoptykon zamieścił w sieci 4 spoty. Odwołują się one do krzywdzących stereotypów, które budzą zdecydowany sprzeciw oglądających. Kreacja wykorzystuje zwierzęcy kostium i narrację wścibskiego policjanta z pasją do pochopnego wyciągania wniosków i szufladkowania, by pokazać, jak może zacząć się inwigilacja, gdy nie ma nad nią kontroli. Spot kończy plansza z napisem „Nikt ci nie powie, kiedy będą cię podglądać” i wezwanie do sprzeciwu wobec braku kontroli nad inwigilacją w Polsce.

W ramach nowych działań na stronie kampanii Panoptykon udostępnił także petycję, w której wzywa polskie władze do zmiany obecnych liberalnych przepisów regulujących kwestie związane z inwigilowaniem Polaków przez służby. W momencie publikacji tego tekstu pod dokumentem zebrano 386 podpisów na zakładany tysiąc.

 

 

 

 

Za koncept kreatywny kampanii odpowiada Ineksprymable Nieagencja, za produkcję „Historii inwigilowanych” - Twin.Digital Collective, zaś wsparcie PR zapewniła Pacyfika.

Kampania została realizowana z dotacji programu Aktywni Obywatele – Fundusz Krajowy, finansowanego z Funduszy EOG.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Stereotypy o feministkach i informatykach w kampanii Panoptykonu. Sprzeciw wobec inwigilacji Polaków przez służby

12 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Lili
Teczowi aktywiści tacy jak Lempart czy Staszewski maja coś do ukrycia, ze tak panikują ?
odpowiedź
User
dlg
A skąd środki na taką akcję? Akcja chwalebna, ale widać, że kosztowna
odpowiedź
User
pół miliona
darmożerów pasie się w tym kraju na grantach dotacjach ulgach we wszelkiej maści fundacyjkach instytutach agencjach, a część jeszcze dodatkowo chłonie kasę od podejrzanych zagranicznych wujków, pozornie prywatnych... gdyby te pieniądze przekierować np na to, żeby każde dziecko było w Polsce leczone za darmo, w każdy sposób, jaki jest możliwy, również nowymi terapiami i poprzez operacje w USA czy Szwajcarii, można by uratować tysiące istnień rocznie. Zamiast tego napychamy brzuchy bogatym
odpowiedź