SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Ruszył proces lekarki przeciw TVP ws. „egzotycznych podróży”. Kossakowski i Pereira przerzucają się odpowiedzialnością

Przed warszawskim Sądem Okręgowym rozpoczął się proces, który lekarka rezydentka Katarzyna Pikulska wytoczyła Telewizji Polskiej za artykuł Ziemowita Kossakowskiego na portalu TVP.info opisujący jej udział w misji humanitarnej jako egzotyczne wakacje. Kossakowski mówił, że został użyty przez TVP „jak narzędzie” i obarczał odpowiedzialnością przełożonych, zupełnie inną wersję przedstawia szef TVP.info Samuel Pereira.

Ziemowit Kossakowski i Katarzyna Pikulska Article

Pikulska była jedną z aktywniejszych uczestniczek protestu rezydentów w 2017 roku. W październiku 2017 roku na portalu TVP.Info ukazał się tekst Ziemowita Kossakowskiego pt. „Kontrowersje wokół rezydentów. Narzekają na zarobki, jedzą kanapki z kawiorem”. Opisano w nim podróże zagraniczne niektórych strajkujących lekarzy-rezydentów (w tym Katarzyny Pikulskiej), oraz zwrócono uwagę, że lekarze skarżący się na niskie zarobki i przepracowanie podróżowali w egzotyczne zakątki i „jedli kanapki z kawiorem”.

Okazało się, że zdjęcie Pikulskiej użyte w tekście nie pochodziło z wakacji, lecz z zagranicznej misji w Kurdystanie, w jakiej uczestniczyła lekarka. Dwa dni po publikacji artykułu Kossakowski został zawieszony, a redaktor naczelny TVP.Info Samuel Pereira przeprosił Katarzynę Pikulską. Rezydentka nie przyjęła jednak przeprosin i skierowała sprawę do sądu.

Proces ruszył we wtorek. Pikulska domaga się przeprosin w głównym wydaniu „Wiadomości” oraz wpłaty 30 tys. zł. na rzecz fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej (to z nią Katarzyna Pikulska wyjechała na zagraniczną misję, z której pochodziła fotografia użyta na TVP.Info).

Kossakowski: polecenie i materiały do tekstu od wydawcy

Na pierwszej rozprawie zeznawał Ziemowit Kossakowski. - Wydawca portalu Tomasz Owsiński zlecił mi napisanie tego tekstu. Podesłał wszystkie potrzebne materiały, linki. Twierdził, że są zweryfikowane. Zgłaszałem wątpliwości w newsroomie, ale dostałem odpowiedź, że materiał jest wiarygodny - opowiadał Kossakowski. - Jako dziennikarz podlegam wydawcy i szefowi serwisu. Ja oddałem produkt, to w ich kompetencji było dalsze nadzorowanie tekstu - dodał.

Przywołał też maile od Samuela Pereiry, w których miał dostać instrukcje, jak tekst ma wyglądać. Mówił też o tym, że został wykorzystany przez TVP jako „narzędzie do ataku na rezydentów”.

Samuel Pereira nie zgadza się z tym i odpowiada w rozmowie z „Gazetą Stołeczną”, że w jego odczuciu Kossakowski próbuje winą obciążyć wydawcę i szefa portalu, a w dniu publikacji jego nie było w pracy. - Wydawca został przez Kossakowskiego oszukany. Zlecając tekst zaufał mu i uwierzył jego zapewnieniom, że sprawdził zgodność z prawdą podawanych informacji. Każdemu może się zdarzyć błąd, ale o dojrzałości człowieka świadczy zdolność do przyznania się i uderzenia we własne, a nie w cudze piersi - powiedział Pereira.

- GW i Oko (czyli OKO.press - przyp.) ws. Pikulskiej dały wiarę insynuacjom Kossakowskiego, nie próbując się nawet ze mną skontaktować (!). Nie, nie zatrudniałem go, on już był w redakcji, gdy objąłem kierowanie portalem. Wyleciał po 2,5 mies. - dodał Samuel Pereira wieczorem na Twitterze. - Rezydentom radzę: miejcie świadomość z kim idziecie ręka w rękę - zaznaczył.

W odpowiedzi Ziemowit Kossakowski zamieścił zarzut ekranu z mailem, o którym mówił w sądzie.

Pikulska nie chce ugody

Pełnomocniczka TVP złożyła na pierwszej rozprawie wniosek o oddalenie powództwa w całości i zasądzenia kosztów sądowych, twierdząc, że nie otrzymała jednego z pism procesowych. Domagała się także przeprowadzenia dowodów materiału dowodowego przekonując, że artykuły zaprezentowane przez pełnomocnika Katarzyny Pikulskiej są nieprzydatne dla naruszenia praw osobistych.  

 

Pikulska zdecydowanie odrzuca możliwość ugody. - Jedyną opcją jest wyrok sądu, na który będziemy spokojnie oczekiwać. Będę walczyć o prawdę i lekarską godność - powiedziała lekarka portalowi Gazetalekarska.pl.

W czasie pierwszej rozprawy przed sądem zebrali się lekarze i rezydenci, wyrażając poparcie dla Katarzyny Pikulskiej. Udzielali wywiadów, przemawiali na sądowych schodach, rozdawali ulotki i sprzedawali koszulki z napisem „Walczymy o godność polskich medyków”.

Kossakowski po zawieszeniu wrócił na kilka miesięcy do TVP

Sprawę artykułu Ziemowita Kossakowskiego skierowano też do Komisji Etyki Telewizji Polskiej, która oceniła, że tekst był nierzetelny i naruszono w nim szereg zasad etyki dziennikarskiej obowiązujących w TVP. Natomiast Jacek Kurski w grudniu ub.r. zapowiedział, że zawieszony Kossakowski wróci do pracy w TVP Info.

Dziennikarz z TVP Info rozstał się ostatecznie w połowie ub.r., nie przedłużono z nim wygasającej umowy. Niedługo potem udzielił wywiadu „Plusowi Minusowi”, w którym stwierdził, że to Samuel Pereira zlecił mu napisanie artykułu o zagranicznych podróżach strajkujących lekarzy. - Po publikacji dzwonił, że świetna robota, dwa dni później mnie zawiesił, a potem uciekł jak tchórz i do dzisiaj nie starczyło mu odwagi, żeby wyjaśnić ze mną sprawę w cztery oczy - opisał.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Ruszył proces lekarki przeciw TVP ws. „egzotycznych podróży”. Kossakowski i Pereira przerzucają się odpowiedzialnością

22 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Lilly from the valley
powodzenia dla pani doktor, chłopcy brzydko się bawią i niszczą nasz piękny zawód.
73 8
odpowiedź
User
a
Kossakowski: „Ja tylko wykonywałem rozkazy!” Kiedyś już to słyszałem...
68 4
odpowiedź
User
brysio
O Ziemek, kolejny który tylko wykonywał rozkazy!
54 4
odpowiedź
User
I bardzo dobrze
I niech im jeszcze dowala z milion za straty moralne. Jak dostal zlecenie, to niech powie, kto z gory to zlecil
65 3
odpowiedź
User
1245
Niestety, ale w pracy (szczególnie w mediach) wykonuje się polecania przełożonych. Jeśli się tego nie zrobi, prędzej czy później pracę tę się traci. Dawno temu nie zgodziłem się napisać i wyemitować tematu, który zaszkodził by firmie (wydawca tego nie rozumiał, bo nie miał pojęcia o swojej pracy, był za to kolegą dyrektora). No i wydawca sam to napisał, a po 15 minutach dzwoniła kancelaria sejmu. Wydawca został zawieszony na miesiąc. W tym czasie został zmieniony regulamin pracy. Wydawcami zostali sami redaktorzy !!!!!! (czyli redaktor sam proponuje temat i sam go realizuje) a wydawcy tylko kontrolują prace (czyli de facto biorą kasę za nic). Po powrocie rzeczonej osoby zacząłem być "ostrzeliwany" i na koniec (ok. 3 miesiące) zwolniony.
29 7
odpowiedź