SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Rząd nie radzi sobie na żadnym polu w drugiej fali pandemii. „Chaos decyzyjny, regulacyjny i komunikacyjny”

Liczba nowych zakażeń koronawirusem w Polsce lawinowo rośnie. Rządzący podejmują kolejne decyzje, które mają zahamować epidemię, dla większości jednak mocno niezrozumiałe. Według ekspertów od wizerunku i marketingu politycznego działania te dalekie są od strategii z wiosny, gdy działano szybko i sprawnie. Uważają, że dziś mamy do czynienia z chaosem decyzyjnym, regulacyjnym i komunikacyjnym, a wielowątkowy kryzys wydaje się przerastać osoby nim zarządzające. Minister zdrowia Adam Niedzielski, który mógłby wziąć na siebie ciężar komunikacji, nie ma ich zdaniem charyzmy ani wystarczającego autorytetu.

Mateusz Morawiecki, fot. FacebookArticle

W środę Ministerstwo Zdrowia poinformował o blisko 25 tys. nowych zakażeń koronawirusem w Polsce. To najwyższy wskaźnik od początku wybuchu pandemii w naszym kraju. Tymczasem dzień wcześniej minister zdrowia Adam Niedzielski podczas konferencji prasowej, na której przedstawił nowe założenia strategii walki z COVID-19 stwierdził, że „dane wskazują na pewne wyhamowanie pandemii”. Tak skomentował informacje o ponad 19 tys. nowych zakażeń, o których poinformowano we wtorek. Uzasadnił, że tydzień wcześniej dobowy przyrost nowych przypadków był znacznie wyższy.

W środę popołudniu premier Mateusz Morawiecki ogłosił nowe obostrzenia, które wchodzą w życie w najbliższą sobotę i będą obowiązywać do 29 listopada br. To m.in. wprowadzenie nauki zdalnej dla klas 1-3, zamknięcie kin, teatrów, muzeów, częściowe zamknięcie galerii handlowych (poza m.in. sklepami spożywczymi, aptekami, drogeriami), ograniczenie liczby klientów w sklepach.

Podczas konferencji premier powiedział też wprost, że jeśli liczba zachorowań będzie nadal rosnąć, konieczna będzie „narodowa kwarantanna” i całkowity lockdown.

Dwa dni wcześniej niż poprzednio

Tym razem konferencja premiera odbyła się w środę, a nie jak to miało miejsce w ostatnich tygodniach w piątek. Warto w tym miejscu przypomnieć, że podczas ubiegłotygodniowych wystąpień szefa rządu, Polacy dowiadywali się o kolejnych ograniczenia dosłownie na kilka godzin przed ich wprowadzeniem. Tak było chociażby z informacją o zamknięciu restauracji, pubów, siłowni, basenów (komunikat w piątek o tym, że zasady zaczynają obowiązywać w sobotę). Tak też było z kwestią dotyczącą funkcjonowania cmentarzy 1 listopada. Jeszcze w czwartek 29 października liczni przedstawiciele obozu rządzącego zapewniali, że nie ma mowy o żadnym zamknięciu cmentarzy w Święto Zmarłych. Tymczasem w piątek 30 października po g. 15 Mateusz Morawiecki ogłosił, że od soboty 31 października do 2 listopada obowiązuje zakaz odwiedzania cmentarzy.

Czy nowa strategia informowania o wprowadzanych ograniczeniach to skutek licznych uwag pod adresem rządu, że ten nie traktuje obywateli poważnie i de facto nie daje im żadnych szans na przygotowanie się do tego, z czym muszą się mierzyć?

Od wielu dni w kraju trwają protesty przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej. Swoje niezadowolenie wobec decyzji rządu okazują też rolnicy, taksówkarze, branża fitness, gastronomia. W sondażach poparcie dla PiS znacząco maleje. Widać to m.in. w najnowszym sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej”:  na PiS/Zjednoczoną Prawicę głos oddałoby 28 proc. respondentów, co oznacza  spadek o 8 pkt proc. względem wyników z września i 12 proc. spadek względem maja br.

Premier uaktywnia się w social mediach

Problem zdaje się dostrzegać sam Mateusz Morawiecki, który od kilku dni jest szczególnie aktywny na Facebooku. Od weekendu, codziennie zamieszcza szereg różnych informacji na temat aktualnej sytuacji związanej z pandemią. Wczoraj wieczorem, o g. 20 zorganizował na Facebooku czat, podczas którego odpowiadał na pytania internautów razem z ministrem zdrowia Adamem Niedzielskim.

Kilka dni wcześniej, w  sobotę zaprezentował na swoim profilu rozwiązania, jakie rząd przygotował dla tych przedsiębiorców, którzy ponieśli straty w związku z zamknięciem cmentarzy. W poniedziałek w materiale wideo przekonywał „Razem stawimy czoła koronawirusowi”.

 

We wtorek przed południem premier opublikował spot, w którym pokazano, jak dostarcza zakupy starszej kobiecie i zachęcał do udziału w akcji „Wspieraj seniora”.

 

Spot został skrytykowany przez wielu internautów. Ci, a także media, zwracali uwagę, że w początkowych kadrach premier – idąc klatką schodową - nie ma ze sobą żadnych zakupów, a gdy starsza pani otwiera mu drzwi, nagle ma w rękach trzy pełne torby.

Wszyscy zaprzeczają sobie nawzajem

Barbara Krysztofczyk, trener medialny i szefowa agencji szkoleniowej Krystal Point przyznaje wprost, że gdy myśli o wizerunku rządzących, to na myśl przychodzi jej jedno słowo: chaos.

- Każdy mówi co innego, zmienia zdanie, poszczególni komunikatorzy zdają się zaprzeczać sobie nawzajem, a zgniłą wisienką na politycznym torcie jest tu Jarosław Kaczyński, który zachowuje się jakby kompletnie z nikim nie konsultował swoich ruchów i działał w ramach jednoosobowej działalności partyjnej na dodatek z ograniczoną odpowiedzialnością - komentuje nasza rozmówczyni.

Zaznacza jednak, że daleka jest od nazywania obecnej sytuacji rządu wizerunkową równią pochyłą. - Nasz rząd jest jak kot, który ma co najmniej 9 PR-owych żyć i za każdym razem, gdy wydaje się, że skacze na główkę i skręci kark o temat np. protestu nauczycieli, Kurskiego w TVP, odwoływanych wyborów prezydenckich itd. - kot ten wstaje, otrząsa się i dumnie kroczy dalej - uważa Barbara Krysztofczyk.

Podkreśla w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że pamięć wyborców jest krótka i chwiejna – wierzą w to, w co jest im dobrze wierzyć „tu i teraz". - Tak, jak zapomnieli o poprzednich „sytuacjach bez wyjścia" tak mogą zapomnieć i tym razem. Zwłaszcza, że politycy rządu przesuwają granicę tego co „wolno" stopniowo, raz po razie znieczulając wyborców na kolejne zagrywki. W efekcie rzeczy, które jeszcze kilka lat temu społeczeństwo oceniałoby jako naganne – dziś są w miarę akceptowalne – mówi szefowa Krystal Point.

W jej opinii rządzący stoją dziś przed wyborem pomiędzy „złym" a „gorszym". Jej zdaniem pandemii i wylanego mleka protestów nie da się już zatrzymać czy zetrzeć. - Jedyne co mogą zrobić, to przetrzymać. Łagodzić nastroje, pokazywać zaangażowanie (co próbuje robić swoimi aktywnościami w social mediach premier Morawiecki) i trzymać kciuki, by udało im się dojechać do momentu wprowadzenia szczepionki na COVID. Wtedy bowiem złaknieni dobrych emocji wyborcy chętniej zapomną o wszystkich traumatycznych wydarzeniach jesieni i zimy 2020. Ludzie nie chcą rozpamiętywać takich sytuacji, dla własnego poczucia komfortu psychicznego. Jeśli PIS dotrwa do tego momentu, będzie miał szansę zbudować na takiej szczepionkowej platformie zupełnie nową strategię komunikacji, z emocjami takimi jak duma  (z powodu „pokonania" choroby)  oraz nadzieja (na odrodzenie) w tle. A to mogą być dla nich bardzo silne drivery wyborcze - twierdzi ekspertka.

Przysłowiowa zbyt krótka kołdra

Dla dr Krystiana Dudka, właściciela Instytutu Publico, eksperta ds. wizerunku i marketingu politycznego obecny stan wydaje się być efektem niewykorzystanej pauzy w pandemii. Uważa, że okres wakacyjny, gdy liczba zakażeń spadła - należało przeznaczyć na przygotowanie się do zapowiadanej przez specjalistów drugiej, większej fali.

- Dzisiaj sytuacja przypomina przysłowiową, zbyt krótką kołdrę. Jakkolwiek, by jej nie naciągać, zawsze z jakiejś strony brakuje. Wielowątkowy kryzys wydaje się przerastać osoby nim zarządzające. To, co może dziwić najbardziej, to podjęcie w szczycie pandemii tematu tak głęboko dotykającego kobiety, a tym samym dolanie oliwy do ognia. PiS potrafiący przewidywać reakcje społeczne (bo to stanowi klucz do sukcesów wyborczych), sprowokował tą decyzją protesty, a ich skala zaskoczyła wszystkich. Ponadto radykalizacja postaw, jaką prezentuje minister Czernek nie wpływa dobrze na spokój społeczny – uważa dr Krystian Dudek.

Zdaniem naszego rozmówcy nowa strategia Mateusza Morawieckiego, który próbuje łagodzić i ocieplać wizerunek, przeprasza, pokazuje się w kontekście pomagania seniorów może okazać się niewystarczająca. - Skala emocji przekroczyła już nieosiągane wcześniej granice. A pojednawcze gesty, realizowane w pośpiechu nie zawsze są dopracowane i wiarygodne. Mocno komentowany jest np. spot z zakupami dla seniorki, w którym premier idzie ulicą i schodami bez reklamówek, a gdy staje pod drzwiami starszej pani zakupy nagle pojawiają się znikąd – zwraca uwagę ekspert Instytutu Publico.

W jego ocenie, to czy dla obecnego rządu będzie to równia pochyła zależy od dwóch rzeczy: postawy opozycji, która do tej pory nie potrafiła zdyskontować żadnej z wpadek rządu, a także pamięci wyborców, którzy dzisiaj protestują, ale pytanie czy swoje emocje będą pamiętać za kilka lat podejmując decyzję o tym czy i jak głosować. - Póki co sondaże pokazują spadek poparcia dla PiS, ale nie tak duży, by rządząca partia straciła pozycję lidera. To wymowny sygnał dla wszystkich aktorów naszej sceny politycznej – zaznacza dr Krystian Dudek.

Rząd działa ad hoc, nie przewiduje konsekwencji

Adam Mitura, właściciel agencji InPlus Media przypomina, że podczas pierwszej, wiosennej fali pandemii rząd nie uniknął błędów, jednak na początku działał szybko i zdecydowanie. Jego zdaniem mogliśmy mieć poczucie, że wszystko jest pod kontrolą, nawet jeśli tak nie było.

- Nie bez powodu minister Szumowski zyskiwał na popularności, a to przekładało się też na dobre notowania rządu. Podczas drugiej fali mamy do czynienia z diametralnie inną sytuacją. Od samego początku panuje chaos decyzyjny, regulacyjny i komunikacyjny.   Wszystko wskazuje na to, że rząd nie ma żadnej strategii komunikacji, planu, działa ad hoc, nie przewiduje konsekwencji swoich decyzji. Zupełnie nieczytelne i niezrozumiałe są kryteria wydawania kolejnych obostrzeń. Rząd zamyka siłownie, te się otwierają. Podejmuje decyzję o zamknięciu cmentarzy, to powoduje lawinę odwiedzin w piątek przed Świętem Zmarłych. Notabene okazuje się, że na niektóre cmentarze bez problemu można wejść i nikt tego nie kontroluje.  Część szkół jest zamknięta, część otwarta, w zasadzie nie wiadomo dlaczego. Z drugiej strony do obywateli docierają informacje, że w szpitalach jest zapas łóżek a sytuacja, choć trudna, jest pod kontrolą. Jeśli dodamy do tego masowe protesty na ulicach, to widać, że rząd nie tylko traci zaufanie i kontrolę, ale też nie ma żadnej recepty na odzyskanie tego zaufania - analizuje Adam Mitura.

Dodaje, że premierowi Morawieckiemu, który sili się w social mediach, mimo tych wysiłków, trudno ufać. - Przecież niedawno mówił, że pandemia jest w odwrocie. Minister Niedzielski, który mógłby wziąć na siebie ciężar komunikacji, nie ma charyzmy ani wystarczającego autorytetu. Pandemia może być gwoździem do trumny dla PiS, tym bardziej, że w samej partii, która wydawała się do niedawna monolitem, widać coraz większe pęknięcia – zwraca uwagę nasz rozmówca.

W podobnym tonie obecną strategię rządu ocenia Marek Gieorgica, partner zarządzający w Clear Communication Group, który uważa, że dziś rząd nie ma już narzędzi do ograniczenia pandemii. - I skończy się to narodową kwarantanną. Konsekwencją będzie oczywiście bardzo poważny kryzys gospodarczy. Każdy odczuje tego skutki - mówi nasz rozmówca.

Linia obrony- zrzucanie odpowiedzialności

Jego zdaniem, gdyby temat aborcji został odłożony na inny czas, nie czas szalejącej pandemii, bylibyśmy dziś w zupełnie innej rzeczywistości. To orzeczenie wyzwoliło w ludziach złość, frustrację i gniew. - Mamy efekt kuli śniegowej – kolejne grupy osób wychodzą na ulice i protestują w „sowich” sprawach. Bo czują, ze to jest jedyna droga i jedyny sposób, aby zostali zauważeni. W tym kontekście prośba o przeniesienie protestów z ulic do internetu brzmi dla mnie niestety jak żart. W sytuacji, w której się znajdujemy potrzebne są natychmiastowe działania. Jeśli premier liczy, że jego prośba załatwi sprawę, to obawiam się, że niestety nastąpi to zderzenie ze ścianą, o którym na konferencji mówił prof. Horban - zaznacza Marek Gieorgica.

Uważa, że rządzący powinni jak najszybciej zrobić coś, aby ludzie przestali protestować. - Są oczywiście dwie drogi – siłą lub odwagą. Pierwsza droga nie pomoże na dłuższą metę i na pewno pożar tylko nieco przygaśnie, aby wybuchnąć ze zdwojoną siłą w trudnym do określenia momencie. Druga droga to po prostu jasny komunikat, że orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego nie zostanie opublikowane i po pandemii rozpoczną się prace nad nowymi przepisami, które będą szeroko konsultowane. Sytuacja jest nadzwyczajna i to wymaga nadzwyczajnych działań – podpowiada ekspert z CCG.

Mówi też wprost, że odpowiedzialność spoczywa na rządzących – czy tego chcą, czy nie. - Jakiekolwiek zrzucanie winy na ludzi nie spowoduje, że oni uznają – no tak, rzeczywiście, to nasza wina. Moim zdaniem w sytuacji, w jakiej dziś się znajdujemy, odpowiedzialne byłoby wyciszenie wszelkich działań, które mogłyby dalej powodować gniew ludzi. Potrzebna jest zmiana narracji, przykład z góry i jasny sygnał, że dziś wszyscy muszą się zjednoczyć w walce z pandemią. Stwierdzenie Ministra Niedzielskiego, że każdy powinien odpowiedzieć sobie na pytanie, co on może zrobić w walce z pandemią, a nie co rząd ma z tym zrobić oceniam jako swego rodzaju krzyk rozpaczy - podkreśla Marek Gieorgica.

Twierdzi też, że wzmożone ostatnio aktywności Mateusza Morawieckiego w social mediach nic tu nie zmienią. - Potrzebna jest odwaga i odpowiedzialność za kroki nadzwyczajne. Różnego rodzaju działania podejmowane obok protestów naprawdę nie pomogą jeśli tego problemu rządzący nie rozwiążą. Muszą dziś kupić sobie czas, z każdym dniem zwłoki cena tej transakcji jest coraz wyższa – podsumowuje nasz rozmówca.

Potrzebny uczciwy dialog

- Każda polska władza prędzej lub później zapada na te same choroby, tak było ze wszystkimi rządami po roku 1990. Najpierw jest jeszcze trochę pokory i próba sprawnego działania. Później przychodzi łapczywość i arogancja a co za tym idzie lekceważenie i dezinformowanie ludzi. Kolejnym etapem jest wejście ludzi władzy we własny świat równoległy, który nie ma nic wspólnego z prawdziwym. To z kolei doprowadza do chaosu w każdej dziedzinie. Od momentu kiedy władza zda sobie sprawę z tego chaosu następuje etap represyjny: zakazów, nakazów, dekretów, kar, szukania winnych, zaś dezinformacja przekształca się w coraz brutalniejszą manipulację. Wygląda na to, że teraz właśnie jesteśmy w tym ostatnim etapie – komentuje z kolei Piotr Czarnowski, prezes agencji First PR.

Dodaje, że każdemu etapowi mutacji władzy towarzyszą równoległe reakcje społeczne, one też ewoluują odpowiednio, od wspierania i biernego obserwowania, przez próby współudziału w rządzeniu, dialogu i usprawnienia, aż po protesty - i tu też jesteśmy na ostatnim wymienionym etapie.

- W obu wymiarach następne etapy mogą być coraz bardziej dramatyczne, chyba, że władza spróbuje odbudować zaufanie i uczciwy dialog, ale nie przez pozorowane gesty tylko przez prawdziwe i długotrwałe działania. Im dalej w chorobę, tym, bardziej dramatyczne muszą być działania lecznicze. Co do tego, czy obecny establishment potrafi jeszcze zdobyć się na takie wyjście, mam ogromne wątpliwości. Obecną sytuację różni od poprzednich konsekwentna, wieloletnia dezinformacja, której efektem jest trwały, może na kolejne pokolenia, podział społeczny. To powoduje z jednej strony, że mutowanie władzy jest łatwiejsze, a z drugiej, że działania korekcyjne są o wiele trudniejsze. Ponieważ nikt w Europie, a nawet na świecie z pominięciem kilku dyktatur, nie przeprowadził eksperymentów społecznych na taką skalę jak w Polsce, nie mamy punktu odniesienia i przewidywanie kolejnych etapów jest bardzo trudne - podkreśla Piotr Czarnowski.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Rząd nie radzi sobie na żadnym polu w drugiej fali pandemii. „Chaos decyzyjny, regulacyjny i komunikacyjny”

29 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
YKK
Tylko ćwierćinteligenci mogą ufać ćwierćinteligentom.
odpowiedź
User
taKa
Sklepów nie powinno się zamykać, tylko zmniejszyć liczbę klientów. Zbliża się okres świąteczny, sklepy zawalone towarem. Jak otworzą spowrotem w grudniu, to ludzie się rzucą, każdy będzie szukał prezentów,ubrań itd
Niech lepiej cały czas są czynne, ale ograniczyć liczbę osób w sklepie
odpowiedź
User
Figo Fagot
Sklepów nie powinno się zamykać, tylko zmniejszyć liczbę klientów. Zbliża się okres świąteczny, sklepy zawalone towarem. Jak otworzą spowrotem w grudniu, to ludzie się rzucą, każdy będzie szukał prezentów,ubrań itd
Niech lepiej cały czas są czynne, ale ograniczyć liczbę osób w sklepie

Tylko za co kupią te prezenty?
odpowiedź