SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

„Biały Lotos” Mike’a White’a po raz kolejny przygląda się kaście uprzywilejowanych narcyzów. Recenzja serialu HBO

Drugi sezon serialu „Biały Lotos” od HBO, opowiada historię zupełnie nowych postaci, które przyjeżdżają na Sycylię, do Taorminy, na wakacje.  Podobnie jak za pierwszym razem, otrzymujemy ironiczny reportaż z życia zamożnej klasy wyższej, intrygę kryminalną i sporo satyry na styl życia amerykańskiej society.

„Biały Lotos", HBOArticle

„Biały Lotos” był wielkim odkryciem 2021 roku, a w tegorocznym sezonie nagród, zgarnął rekordową liczbę dziesięciu statuetek Emmy. Na nowe odcinki nie musieliśmy zbyt długo czekać. Wiadomo też, że trzeci sezon jest już w planie Mike’a White’a. Pomysł jest prosty i genialny – grupa zamożnych ludzi przyjeżdża do malowniczego miejsca na wakacje, a my obserwujemy ich codzienność, rozmowy, intrygi, poznajemy plany na życie i ambicje. Jesteśmy też z nimi w momencie, gdy coś w nich pęka. W pierwszym sezonie najbardziej uderzający był rozdźwięk między deklarowanymi poglądami, a rzeczywistymi działaniami postaci. Tym razem jest nieco inaczej.

„Biały Lotos” czyli rozterki zamożnych

Poznajemy dwie pary, które przyjeżdżają razem na wakacje – Daphne (Meghann Fahy) i Camerona (Theo James) oraz Harper (Aubrey Plaza) i Ethana (Will Sharpe), ci ostatni przyjeżdżają na zaproszenie tych pierwszych. Poza nimi, śledzimy też poczynania trzech pokoleń mężczyzn z rodziny Di Grasso – dziadka Berta (F. Murray Abraham), syna Dominika (Michael Imperioli) i wnuka Albiego (Adam DiMarco). Przyjeżdżają na Sycylię w ramach podróży sentymentalnej śladami swoich przodków. W roli krnąbrnej i chimerycznej diwy, czyli Tanyi powraca wspaniała Jennifer Coolidge. Oczywiście będzie też jakiś trup, jak zawsze. A może nawet więcej niż jeden. Od odnalezienia zwłok zaczyna się cała historia, a następnie śledzimy retrospekcje.

Mocną stroną tego serialu jest scenariuszowa spostrzegawczość i wnikliwa diagnoza ludzkiej natury. Tym razem także mamy popis rozmaitych osobowości i fenomenalne punktowanie ich pragnień. Wszyscy tutaj czegoś bardzo chcą. Mimo że posiadają tak wiele, ciągle sięgają po więcej. Mają też swoje mroczne sekrety. Najwięcej czasu spędzamy z dwiema parami i rodziną DiGrasso. W przypadku wakacji młodych małżeństw widzimy wyraźne różnice między nimi. Daphne i Cameron są weseli, rozgadani, ćwierkający, zakochani – oczywiście z czasem okazuje się, że nic nie jest tak piękne jak może się z pozoru wydawać. Z kolei, Harper i Ethan są zdystansowani, konkretni, powściągliwi, ale w swojej relacji bardzo szczerzy. To też ma swoje konsekwencje. Przyglądamy się relacjom między bohaterami, ale i grze w którą – początkowo nieświadomie – zaczynają grać. Wszyscy są bardzo oceniający i przekonani, że to oni żyją w ten właściwy sposób. Harper patrzy z dystansem na parę znajomych i dziwi się, jak oni mogą tak funkcjonować. A później sama wpada w pułapkę swoich przekonań i założeń.

W rodzinie DiGrasso pozornie dzieje się dobrze, ale i tam każdy ma swoje tajemnice. Zwłaszcza przedstawiciel średniego pokolenia. Dominik, wydaje się poukładanym, inteligentnym pięćdziesięciolatkiem, które dobrze radzi sobie w życiu. Jak sam mówi – jest feministą i jest świadomy praw kobiet, a równocześnie wiemy, że dał powody, aby żona nie chciała mieć z nim już nic wspólnego.

Scenariuszowa ekwilibrystyka

Rozmowy bohaterów to zdecydowanie atut serialu. To właśnie między słowami odkrywamy prawdę o postaciach. Poznajemy także personel hotelu i lokalne dziewczyny szukające swojej szansy na sukces. Mimo wszystko, coś w drugim sezonie (widziałam przedpremierowo pięć odcinków z siedmiu) nie gra tak dobrze, jak w pierwszym. Na pewno odpadł już element zaskoczenia, który świetnie zadziałał za pierwszym razem. Teraz wiemy już, z kim się spotykamy i czego możemy się po tych ludziach spodziewać. W dalszym ciągu niewiadomą jest zagadka kryminalna, czyli kto stracił życie i dlaczego? Podejrzanych mamy kilku.

Napięcie między Harper a Cameronem i nieporozumienia pomiędzy Harper a jej mężem, budowane stopniowo, uwalniają w postaciach najgorsze instynkty. Na wielu polach czują się spełnieni, a mimo to wciąż zagubieni, być może nawet samotni. Spostrzegawcze oko twórcy naprowadza nas na problemy uprzywilejowanych Amerykanów i wyłomy w ich pozornie idealnych biogramach. Momentami naiwnych (Tanya i jej pragnienie zaznania szczęścia za wszelką cenę), ślepych i zbyt zajętych sobą, żeby rozumieć dramat kogoś tuż obok (np. chwila niezręczności między Albim a eskortką Luci, gdy dociera do niego, że musi zapłacić za usługę).

W tym sezonie zabrakło jednak zniuansowania opowieści. Ona działa dokładnie tak samo jak za pierwszym razem, co jest równocześnie wadą i zaletą. Wadą, bo tę płytę dobrze już znany, a zaletą bo wciąż jest świetna. Wprowadzenie postaci innych niż tylko zamożni i znudzeni frustraci, byłoby z pewnością ożywcze. Taką bohaterką mogła być Portia (Haley Lu Richardson), czyli asystentka Tanyi, ale dziewczyna zbyt szybko wikła się we własny dramat. Początkowo była stojącą z boku obserwatorką, ale zatraciła tę cechę sprowadzając sobie na głowę problemy. Równocześnie outsiderkami są Włoszki, Luci i Mia. Luci pracuje jako eskortka, a Mia szuka okazji żeby śpiewać w hotelowej restauracji. W ich przypadku zabrakło pogłębionego rysu osobowości, funkcjonują tylko w oparciu o relacje z głównymi bohaterami i reagują na ich zachowania.

Kto zabił, czyli intryga kryminalna

Czas z bohaterami spędzamy we wnętrzach pięknego hotelu. Z relacji obsady wynika, że podczas prac nad serialem ekipa spała w tym samym miejscu więc nie było okazji do ucieczki przed historią z „Białego Lotosu”. Zarówno korytarze hotelowe, jak i restauracja, czy – podobno – niekonsekrowany kościół, budują atmosferę tajemnicy i stanowią zapowiedź kłopotów, które niebawem spadną na głowy bohaterów.

Świetna czołówka, zdjęcia, wspaniałe plenery, aktorstwo najwyższej próby i wciągająca historia sprawiają, że chcemy w Taorminie zostać jak najdłużej. W pierwszych odcinkach (nie widziałam dwóch ostatnich) odczuwam jednak niedosyt emocjonalnego rollercoastera, który White zafundował nam poprzednio. Na pewno zabrakło tak wyrazistej postaci jak Armond (w tej wspaniałej roli wystąpił Murray Bartlett). Tym razem ekipa hotelowa jest bezbarwna, a przecież w poprzedniej odsłonie to Armond był osią całej historii, od początku do końca. Bez niego pozostali nam tylko samotni, zdesperowani, bajecznie bogaci frustraci i ich problemy. No cóż…

Kto zginie, kto zabił, czy spadnie na niego kara? Odpowiedzi na te pytania poznamy za siedem długich tygodni. Mimo wszystkich wątpliwości, warto czekać.

Serial "Biały Lotos 2" od 31 października dostępny jest na HBO i HBO Max. Co poniedziałek pojawiać się będzie nowy odcinek.

Dołącz do dyskusji: „Biały Lotos” Mike’a White’a po raz kolejny przygląda się kaście uprzywilejowanych narcyzów. Recenzja serialu HBO

1 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Tokio
Eskortką? To jakieś nowe słowo w języku polskim? Nie mamy ich wystarczająco na to zajęcie....
odpowiedź