Decyzja o wdrożeniu cyfrowych znaków wodnych to bezpośrednia odpowiedź na unijny Kodeks postępowania w zakresie przejrzystości treści generowanych przez sztuczną inteligencję (Code of Practice on Transparency of AI-Generated Content), powiązany z przełomowym rozporządzeniem – Aktem o Sztucznej Inteligencji (EU AI Act).
Unijne regulacje nakładają na dostawców zaawansowanych modeli AI jasne obowiązki: treści stworzone lub zmodyfikowane przez algorytmy muszą być łatwe do zidentyfikowania.
Głównym celem unijnego kodeksu jest ograniczenie rozprzestrzeniania się dezinformacji oraz tzw. deepfake’ów. Aby zachować zgodność z prawem UE, Anthropic zdecydował się na wprowadzenie nowej polityki globalnie. Oznacza to, że znakowanie dotyczy wszystkich modeli i produktów firmy (w tym narzędzi Claude Code oraz Claude Cowork) i nie ma od niego ucieczki – użytkownicy nie posiadają możliwości wyłączenia tej funkcji (opt-out).

Rewolucja w pracy dziennikarzy. Cyfrowy ślad w tekstach
Jak w praktyce działa nowe rozwiązanie? Teksty generowane przez sztuczną inteligencję Claude zawierają niewidzialny dla ludzkiego oka kod kryptograficzny, który "podróżuje" wraz z treścią, nawet jeśli zostanie ona skopiowana i wklejona w innym miejscu. Z kolei pliki graficzne czy kod komputerowy otrzymują cyfrowo podpisane metadane.
Dla dziennikarzy, publicystów i redaktorów oznacza to poważną zmianę układu sił. Wiele redakcji nie traktuje sztucznej inteligencji jako fabryki gotowych artykułów, lecz jako cyfrowego asystenta – narzędzie do korekty, sprawdzania literówek czy redakcji stylistycznej. W nowej rzeczywistości granica ta ulega jednak niebezpiecznemu zatarciu.
Krytykę wśród dziennikarzy wywołał fakt, że system nie odróżnia pisania artykułu od zera od zwykłego szlifowania własnego tekstu. Jeśli dziennikarz napisze autorski reportaż, a następnie użyje Claude’a wyłącznie do wyeliminowania błędów gramatycznych lub poprawy płynności zdań, system i tak oznaczy cały dokument jako stworzony przez sztuczną inteligencję.

Głos w sprawie zabrał m.in. znany amerykański dziennikarz radiowy i publicysta Erick Erickson, wskazując na absurdy nowego rozwiązania:
"Używałem Claude’a zamiast Grammarly do korekty tekstu, ponieważ robi to lepiej. Teraz jednak materiały, które sam napisałem, zostaną oznaczone tak, jakby to Claude wykonał całą pracę. To niedorzeczne" – napisał w serwisie X.
Burzliwa dyskusja miała też miejsce w serwisie Reddit. Użytkownik twierdził, że to ludzie – a nie algorytmy – powinni przypisywać sobie autorstwo materiałów tworzonych przez modele generatywne:
"To ja dostarczyłem instrukcje, kontekst, podejmowałem decyzje i wprowadzałem niezliczone poprawki. Claude był tylko narzędziem" – argumentował.
Komentatorzy o odmiennych poglądach ripostowali, że wprowadzenie znaku wodnego wcale nie oznacza, iż Claude "przypisuje sobie zasługi", lecz jedynie sygnalizuje odbiorcy, że dana treść powstała przy użyciu sztucznej inteligencji.

Pojawiły się również głosy, że zatajanie udziału AI jest po prostu nieetyczne:
"Claude stworzył to dzieło, a jedyne, co zrobiłeś, to wydałeś instrukcje. Gdyby przełożony zlecił Ci projekt, podając wytyczne, a po Twoim wykonaniu pracy przypisałby sobie 100 proc. zasług, miałbyś pełne prawo czuć się oburzony. Dlaczego? Bo on dał tylko polecenie, podczas gdy Ty wykorzystałeś swoją wiedzę, ekspercką wiedzę i odwaliłeś całą koderską robotę" – napisał jeden z internautów.












