Jesteś z branży mediów, marketingu i PR? Obserwuj nas na LinkedIn.
Sprawa dotyczy zabezpieczenia przez prokuraturę telefonu Mariusza Trojanowskiego, dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, w związku z przekazaniem Wirtualnej Polsce informacji o zabiegu syna senatora Tomasza Lenza.
Jak opisała WP, w postanowieniu o wydaniu telefonu znalazły się dane dziennikarza Michała Janczury, w tym jego numer telefonu. Prokuratura potwierdziła zabezpieczenie urządzenia, ale zaprzeczyła sprawdzaniu bilingów dziennikarza. Redakcja zarzuciła śledczym próbę obejścia tajemnicy dziennikarskiej.
Sprawą z urzędu zajął się Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpił do prokuratury w Bydgoszczy o wyjaśnienia. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował z kolei, że wspólnie z Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem podjął działania mające ustalić, czy doszło do naruszenia praw i wolności obywatelskich.

Wraz z Prokuratorem Krajowym Dariuszem Kornelukiem podjęliśmy działania, aby zbadać, czy nie doszło do naruszeń praw i wolności obywatelskich
Stawką jest zaufanie kolejnych informatorów
Janczura w rozmowie z Wirtualnemedia.pl podkreśla, że konsekwencje takich działań wykraczają poza jedną publikację i jedną redakcję. Dotyczą także przyszłych tematów, które mogą nie trafić do mediów, jeśli potencjalni rozmówcy będą obawiali się ujawnienia kontaktu z reporterem.
– Nie chodzi o mnie. To nie mnie ktoś zabrał telefon, a moi informatorzy są bezpieczni. Chodzi o to, że prokuratura w ten sposób wywołuje strach u innych osób przed rozmową z dziennikarzami. To zamach na wolność mediów i skandaliczna sytuacja, którą trzeba nagłaśniać – mówi Janczura.
Anna Seremak, dziennikarka TVN24, stwierdziła na swoim profilu na X jednoznacznie: żeby dziennikarstwo mogło istnieć, informatorzy nie mogą się bać. – Tajemnica dziennikarska jest jedna i jest świętością. I tu nie chodzi o dobro Janczury czy Iksińskiego, ale (...) demokracji – dodała.

Kto za chwilę zgłosi nieprawidłowości dziennikarzom, jeżeli będzie wiedział, że prokuratura może "na rympał" zabierać telefony bez żadnych dowodów na to, że ktoś coś przekazał? Nie chodzi o Michała Janczurę, tylko o rolę mediów i bezpieczeństwo ludzi, którzy chcą informować o nieprawidłowościach
W rozmowie z Wirtualnymimediami prawniczka dr Dominika Bychawska-Siniarska wyjaśnia, że ochrona źródeł nie może zależeć wyłącznie od tego, czy organy państwa sięgają po telefon dziennikarza, czy po urządzenie jego rozmówcy. Jeśli celem pozyskania danych jest identyfikacja informatora lub ujawnienie poufnej komunikacji, działania te trzeba oceniać z uwzględnieniem gwarancji wolności prasy.
– W przeciwnym razie ochrona tajemnicy dziennikarskiej byłaby iluzoryczna. Organy ścigania mogłyby ominąć zakaz żądania ujawnienia informatora, analizując bilingi, historię lokalizacji albo wiadomości jego potencjalnych rozmówców – wskazuje ekspertka.
Do ustalenia źródła nie zawsze potrzebna jest sama treść rozmowy. Jak zaznacza Bychawska-Siniarska, wystarczyć mogą dane o czasie, częstotliwości i lokalizacji połączeń, pozwalające odtworzyć relację między reporterem a informatorem.

– Musimy wspólnie pokazać, że zależy nam na tym, żeby nieprawidłowości wychodziły na jaw. A będą wychodziły tylko wtedy, kiedy ludzie będą mieli poczucie, że dziennikarze są dla nich gwarancją anonimowości – podkreśla.
Źródło ryzykuje więcej niż utratę pracy
Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej" zwraca uwagę, że osoby przekazujące mediom wewnętrzne informacje lub dokumenty mogą narażać się także na odpowiedzialność karną.
– Źródło czy informator, który przekazuje dokumenty lub wewnętrzne informacje mediom, często popełnia jednocześnie przestępstwo. Jest przez to zagrożony nie tylko konsekwencjami w pracy, ale też prawnymi – mówi Wirtualnemedia.pl Czuchnowski. Jak wyjaśnia, ochrona rozmówcy może wymagać więcej niż pominięcia jego nazwiska. Dziennikarze starają się również zacierać wskazówki pozwalające ustalić, od kogo pochodziły informacje.

Nawet jeżeli informator, ujawniając pewne rzeczy, na przykład materiały ze śledztwa, popełnia przestępstwo, to po pierwsze obowiązuje nas tajemnica dziennikarska, a po drugie zakładamy, że działa w interesie społecznym, sygnalizując niepokojące sprawy
Bychawska-Siniarska również zastrzega, że kontakt z dziennikarzem nie daje informatorowi immunitetu od postępowania karnego. Jeżeli jednak podejmowane czynności mogą ujawnić źródło, organy muszą uwzględnić dodatkową ochronę wynikającą z wolności prasy.
Tajemnica dziennikarska i ochrona tożsamości informatora nie są przy tym pojęciami tożsamymi. Pierwsza obejmuje także inne informacje uzyskane w pracy, których ujawnienie mogłoby naruszyć chronione prawem interesy osób trzecich. Tożsamość źródła, które zastrzegło anonimowość, korzysta z dalej idących gwarancji.
Jak wyjaśnia prawniczka, sąd może zwolnić dziennikarza z tajemnicy zawodowej, gdy wymaga tego dobro wymiaru sprawiedliwości, a danej okoliczności nie można ustalić na podstawie innego dowodu. Takie zwolnienie co do zasady nie obejmuje jednak danych identyfikujących anonimowego informatora. Szczególny wyjątek dotyczy informacji o przestępstwach wymienionych w art. 240 par. 1 kodeksu karnego.

Żakowski: pomylenie ról
Jacek Żakowski zwraca uwagę, że obok ochrony poufności kontaktów dziennikarskich istotna jest społeczna rola osób ujawniających nieprawidłowości.
Jeżeli aparat państwa dąży do ujawnienia tożsamości sygnalisty, to narusza cały sens tej roli. A to jest bardzo ważna rola systemowa
Żakowski zastrzega, że decyzji konkretnego prokuratora nie należy automatycznie utożsamiać ze strategią całej instytucji. Sam kierunek opisanych działań ocenia jednak krytycznie.
– Nie wiem, czy to jest strategia prokuratury, bo decyzję podjął konkretny prokurator. W prokuraturze są ludzie, którzy zwalczają ściganie nadużyć zamiast ścigać nadużycia. To jest moim zdaniem zupełne pomylenie ról – komentuje.

Wskazuje również na nieufność wobec państwa jako jeden z powodów przenoszenia rozmów do komunikatorów. Zaznacza, że obawy dotyczą nie tylko obecnej władzy, ale także tego, kto może sprawować ją w przyszłości.
– Mniej więcej 40 proc. komunikacji mam już w komunikatorach, a około 20 proc. rozmów prowadzę przez komunikatory zamiast zwykłych połączeń. Właśnie z tego względu, że jak nie ten rząd, to następny – mówi Żakowski.
Ciekawym przykładem jest sposób, w jaki Szymon Jadczak zachęca swoich potencjalnych informatorów. Poza oficjalnym kontaktem podaje dodatkowo skrzynkę Proton Mail znaną z ochrony prywatności lub Threema, komunikator bazujący na maksymalnej prywatności.

Kontrola musi nastąpić przed ujawnieniem źródła
Jak wyjaśnia Bychawska-Siniarska, zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Sanoma Uitgevers przeciwko Holandii, zanim śledczy otrzymają materiały mogące ujawnić tożsamość dziennikarskiego informatora, ich działania powinien ocenić niezależny organ, np. sąd. Musi on sprawdzić, czy dostęp do tych materiałów jest rzeczywiście niezbędny, czy dowodów nie można zdobyć w inny sposób i czy ingerencja jest proporcjonalna do celu śledztwa.
Powinien też mieć możliwość odmowy udostępnienia materiałów lub ograniczenia dostępu do nich. W wyjątkowo pilnych sytuacjach taka kontrola może nastąpić później, ale zawsze zanim śledczy zapoznają się z treścią materiałów lub je wykorzystają.
Późniejsze zażalenie co do zasady nie zapewnia równoważnej ochrony. Jeżeli tożsamość informatora została już ustalona, nawet stwierdzenie bezprawności działania przez sąd nie przywróci mu anonimowości
Ekspertka wskazuje również na art. 4 Europejskiego aktu o wolności mediów (EMFA). Jego gwarancje obejmują nie tylko żądanie ujawnienia źródła, ale także m.in. przeszukania, przejęcie materiałów i przechwytywanie komunikacji służące identyfikacji informatorów. Ochrona rozciąga się również na określone osoby pozostające w regularnych lub zawodowych relacjach z dziennikarzem bądź redakcją.

Zdaniem Bychawskiej-Siniarskiej kluczowe jest stosowanie tych gwarancji także przy pozyskiwaniu bilingów i danych telekomunikacyjnych. Potrzebne są również procedury zabezpieczające poufne materiały przed ich analizą oraz środki prawne pozwalające zareagować, zanim źródło zostanie ujawnione.
Jak zabezpieczać kontakt z informatorem
Obok gwarancji prawnych pozostają codzienne zasady pracy. Żakowski wskazuje na nieufność wobec państwa jako jeden z powodów przenoszenia komunikacji do komunikatorów. Obawy wiąże przy tym nie tylko z obecną władzą, ale także z tym, kto może sprawować ją w przyszłości.
Praktyczne zalecenia po publikacji WP przedstawił na X Niebezpiecznik. Serwis rekomenduje przyjmowanie poufnych sygnałów przez Signal lub Session, w konwersacjach z włączonym automatycznym usuwaniem wiadomości. Odradza zarazem opieranie takiego kontaktu na samym korzystaniu z poczty Proton.

Samo korzystanie z szyfrowanej poczty nie gwarantuje bowiem anonimowości informatora. Proton w swojej dokumentacji wyjaśnia, że ma dostęp do części metadanych korespondencji, m.in. adresów nadawcy i odbiorcy, tematów wiadomości oraz czasu ich wysłania i odebrania. Dane te mogą pomóc w ustaleniu kontaktów dziennikarza, nawet bez poznania treści rozmowy.
Znaczenie ma również to, z jakiej poczty korzystają obie strony. Wiadomości między użytkownikami Proton Mail są domyślnie szyfrowane od nadawcy do odbiorcy. Zwykły mail wysłany z Protona na skrzynkę innego dostawcy nie ma automatycznie takiej ochrony. Wymaga ona dodatkowego rozwiązania, np. wiadomości chronionej hasłem lub dodatkowego szyfrowania PGP.
Proton zastrzega też, że na podstawie wiążącego nakazu szwajcarskich władz może zostać zobowiązany do rejestrowania adresu IP konkretnego użytkownika. Szyfrowanie poczty nie rozwiązuje zarazem problemu przejętego konta lub urządzenia, na którym można odczytać korespondencję.

W przypadku spotkań osobistych portal zaleca pozostawienie smartfona poza miejscem spotkania. Zaznaczył, że chodzi o fizyczną nieobecność urządzenia, a nie tylko jego wyłączenie. Taką samą zasadę powinien przyjąć informator.
Niebezpiecznik wskazał też na zabezpieczenie telefonu hasłem alfanumerycznym. Polecił najnowszego, zaktualizowanego iPhone’a oraz rozważenie włączenia trybu Lockdown. Jako alternatywę dla osób z większą wiedzą techniczną wymienił GrapheneOS.
Redakcja portalu zaznaczyła zarazem, że to jedynie część środków, o które należy zadbać. Zalecenia dotyczyły zarówno bezpieczeństwa samego dziennikarza, jak i osoby przekazującej mu informacje.
Solidarność branży i zaufanie
Gdy pytam rozmówców, co branża może zrobić, aby walczyć o swoje prawa – wszyscy mówią jedno: nagłaśniać nieprawidłowości. Janczura podkreśla też znaczenie solidarności między redakcjami.
– Musimy wspólnie pokazać, że zależy nam na tym, żeby nieprawidłowości wychodziły na jaw. A będą wychodziły tylko wtedy, kiedy ludzie będą mieli poczucie, że dziennikarze są dla nich gwarancją anonimowości – mówi.
Bychawska-Siniarska wskazuje, że konsekwencji ujawnienia źródła nie da się w pełni naprawić.
– Jeżeli państwo ustali tożsamość informatora, późniejsze odszkodowanie czy wyrok stwierdzający naruszenie prawa nie przywrócą zaufania, które jest fundamentem dziennikarstwa śledczego – podsumowuje.









