"W dniu wczorajszym nasza Fundacja otrzymała wezwanie od radcy prawnego, który reprezentuje Panią Jagodę G., do okazania licencji, zaniechania naruszeń, usunięcia skutków naruszeń oraz zapłaty z tytułu naruszenia praw autorskich!" – piszą na swoim profilu przedstawiciele Fundacji na Rzecz Zwierząt Marzenia Zwierzaków.
Podobne wpisy zamieściły inne organizacje pozarządowe, które w kwietniu zamieściły wpisy z kondolencjami oraz zdjęcie profilowe Łukasza Litewki.

Jak wynika z dokumentacji, fotografka, która je wykonała, domaga się okazania licencji na wykorzystanie zdjęcia, a w przypadku jej nieposiadania – zapłaty 1000 zł odszkodowania, 500 zł zadośćuczynienia za brak oznaczenia imienia i nazwiska oraz bezprawne wykorzystanie utworu oraz 500 zł zadośćuczynienia za nieuprawnioną ingerencję w integralność utworu polegającą na kadrowaniu. Razem 2000 zł.
"Nie była to reklama. Nie sprzedawaliśmy produktu. Nie zarabialiśmy na jego wizerunku. Było to zwyczajne, ludzkie pożegnanie zmarłego człowieka.
Do wpisu wykorzystaliśmy zdjęcie Łukasza, które funkcjonowało publicznie w mediach społecznościowych i – według naszej wiedzy – było również używane jako jego zdjęcie profilowe. Przy fotografii nie znajdowała się informacja wskazująca jej autora ani komunikat pozwalający przeciętnemu użytkownikowi ustalić, że jej dalsze wykorzystanie może wiązać się z koniecznością uzyskania licencji" – czytamy we wpisie Fundacji z rąk do rąk, która pismo również otrzymała.

"Chcemy powiedzieć bardzo jasno: rozumiemy prawa autorskie. Fotograf ma prawo do swojej pracy. Autor ma prawo oczekiwać poszanowania swoich praw. Organizacje pozarządowe również nie stoją ponad prawem. Ale poza przepisami istnieje jeszcze coś takiego jak kontekst, proporcja, zdrowy rozsądek i zwykła ludzka przyzwoitość. Bo naprawdę trudno nam pogodzić się z sytuacją, w której organizacje społeczne publikujące pożegnalne wpisy po śmierci człowieka otrzymują następnie tego rodzaju wezwania finansowe" – piszą przedstawiciele fundacji.
Do sprawy odniosła się również Fundacja Łukasza Litewki, która nadal publikuje posty na profilu zmarłego polityka:
"Jest nam niezmiernie przykro, że w obliczu tak wielkiej tragedii mierzymy się razem z Państwem z tą sytuacją. Uważamy, że w tych okolicznościach takie roszczenia po prostu nie powinny mieć miejsca, zwłaszcza wobec organizacji prozwierzęcych – tak bliskich Łukaszowi i nam, co też w dzisiejszej rozmowie przekazaliśmy autorce zdjęcia, starając się polubownie wyjaśnić sprawę. Poprosiliśmy o przeprosiny i wycofanie się z żądań" – czytamy w opublikowanym przez nich poście.

Walka z naruszeniem czy wykorzystywanie okazji?
Pismo, które otrzymały organizacje, pokazaliśmy Krzysztofowi Czyżewskiemu z Kancelarii Adwokackiej Czyżewscy. Adwokat potwierdził jego autentyczność. Wskazał, że podpisany pod dokumentem radca prawny istnieje.
– W internecie dostępny jest rejestr adwokatów i radców prawnych. Po nazwisku można wyszukać każdego przedstawiciela zawodu. Ten konkretny mecenas praktykuje w Krakowie, co do tego nie ma wątpliwości – komentuje Czyżewski.
Czyżewski zwraca uwagę na firmę, która występuje w imieniu fotografki. To Picfollow, czyli firma, która zajmuje się, między innymi, skanowaniem przestrzeni cyfrowej umożliwiając wykrycie, jak czytamy w opisie na stronie, "każdej publikacji twoich zdjęć".
Czyżewski zna sposób działania podobnych firm na rynkach zagranicznych:

– Istnieją firmy, które przeszukują internet w poszukiwaniu konkretnego zdjęcia i wyłapują przypadki jego bezprawnego wykorzystania. Jeśli takowe znajdą, wysyłają wezwania do okazania licencji – tłumaczy, dodając, że wielu ludzi, którzy otrzymali tego typu pismo, na pewno się wystraszy. – I pewnie będą chcieli to szybko załatwić – komentuje mecenas.
– Zakładam, że do naruszenia doszło, choć z praktyki wiem, że w podobnych przypadkach zdarzają się też i pomyłki, a niekiedy i próby wprowadzenia w błąd odbiorców takich pism – zastanawia się Czyżewski, zaznaczając, że kwota roszczenia wydaje się wysoka.
– Mój domysł jest taki, że to działanie jest nastawione na to, że większość ludzi nie pójdzie do sądu, tylko wystraszy się i zapłaci – komentuje.
– Modele, które znam z zagranicy, nastawione były na to, że wyślą, przykładowo, tysiąc wezwań. Niech 70 osób zapłaci – to i tak będzie zysk. Pozostałe sprawy pewnie i tak nie trafią do sądu, choć mogłyby. Z drugiej strony, to, moim zdaniem byłoby nieopłacalne dla obu stron. 2000 zł to kwota duża, jak za zdjęcie, ale zbyt mała, żeby cały mechanizm procesowy wdrożyć i przez kilka lat "siedzieć" w sądzie – zauważa Czyżewski.

Na pytanie, czy fakt, że zdjęcie zostało wykorzystane niekomercyjnie i w szczególnych okolicznościach, prawnik odpowiada, że, co do zasady, nie ma to znaczenia.
– Dana organizacja może złożyć kondolencje i nie potrzebuje do tego zdjęcia. Zdjęcie jest dla upiększenia, dla przyciągnięcia uwagi. Oczywiście, rozumiem, że zostało wykorzystane niekomercyjnie. Ale komercyjność nie ma wpływu na to, czy istnieje naruszenie. Można było użyć innego zdjęcia. W tym przypadku nie widzę prawnego uzasadnienia wykorzystania tego zdjęcia – komentuje, dodając, że nawet w przypadku wykorzystania "aktualnych zdjęć reporterskich" należy się wynagrodzenie dla twórcy, choć wtedy można użyć zdjęcia nie informując go o tym fakcie.
Swoją interpretację przypadku przedstawił we wpisie na LinkedIn radca prawny Tomasz Palak.

"Istnieje jednak coś takiego jak dozwolony użytek – w uproszczeniu zestaw wyjątków i sytuacji, gdy można publikować bez zgody autora. Wśród scenariuszy jest i pożyczenie książki mamie, i zacytowanie wiersza w swoim artykule i pojawienie się czyjegoś muralu na moim zdjęciu z wakacji. Czy pasuje też nekrolog na Facebooku?" – zastanawia się Palak.
Prawnik zwraca też uwagę na "informacyjny i niezarobkowy charakter postów" takich jak te, którym towarzyszyło zdjęcie litewki.
"Możliwe, że fundacja oznaczyłaby też autorkę, gdyby była w stanie ją ustalić. Zdjęcie mogło też stanowić część większego utworu, jakim był cały wpis – zwłaszcza, gdy jego treść była twórcza, indywidualna. No i oczekiwane kwoty mogą być niewspółmierne" – wylicza Palak, dodając, że jego zdaniem fundacje, otrzymujące pisma mogłyby mieć szansę w sądzie.












