Media prawicowe rozpisują się o tzw. aferze pedofilskiej w Kłodzku, w której brała udział Kamila L., była działaczka lokalnej Platformy Obywatelskiej. Przywoływane są jej wspólne zdjęcia z wicemarszałek Sejmu Moniką Wielichowską z KO.
I o to próbował dopytywać Wielichowską dziennikarz Republiki Janusz Życzkowski właściwie w biegu. Wicemarszałek Sejmu szła z posłem KO Piotrem Borysem.
– 18 lat, takie było oczekiwanie prokuratury. Ta osoba została skazana na 6,5 roku. Jak pani marszałek to skomentuje? – pytał Życzkowski. Wielichowska go ignorowała i szła dalej. W jej obronie stanął poseł z jej ugrupowania.
– Tam są dzieci, które trzeba chronić. Rozumie pan? – odpowiadał parlamentarzysta.
– My nie mówimy o dzieciach. Ja jestem w kontakcie z rodziną i rodzina chce wyjaśnienia tej sprawy, chce nagłośnienia tej sprawy – mówił dalej Życzkowski.

– Pani marszałek, proszę powiedzieć, dlaczego milczy pani w tej sprawie? Czy może pani stanąć przed kamerami i odpowiadać na te wszystkie pytania? – nie odpuszczał reporter.
– Jest pan ohydny – mówił do reportera Republiki.

– Ja nie jestem ohydny. Proszę mnie nie bić. Stosuje pan przemoc fizyczną, uderzył mnie pan. Proszę tego nie robić – mówił Janusz Życzkowski, gdy Borys zdecydowanie stanął przed nim, próbując nie dopuścić przedstawiciela Republiki do Wielichowskiej.
– Zachowuje się pan w sposób niedopuszczalny. Pani marszałek, mamy do pani wiele pytań. 2023 rok, dlaczego milczeliście? Dlaczego nic pani z tym nie zrobiła? – pytał jeszcze dziennikarz, ale Monika Wielichowska wsiadła do samochodu i odjechała.
Wielichowska: nie utrzymywałam kontaktów z Kamilą L.
Przypomnijmy, że Monika Wielichowska wydała na początku kwietnia oświadczenie, w którym odcięła się od Kamili L., oświadczając, że nie utrzymywała z nią prywatnych kontaktów. Stwierdziła, że nigdy nie była jej współpracownicą ani asystentką.
Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało po tym oświadczeniu wniosek o odwołanie Wielichowskiej ze stanowiska. Posłowie PiS powoływali się na wspólne zdjęcia Kamili L. i Moniki Wielichowskiej z przeszłości.

– Widzimy mnóstwo zdjęć z różnych prywatnych wydarzeń, okoliczności, gdzie panie, ewidentnie widać, ze sobą współpracują, także nawet z różnych zewnętrznych protestów czy spotkań, gdzie są filmy jak stoją ramię w ramię, a później czytamy oświadczenie, z którego ma rzekomo wynikać brak jakichkolwiek prywatnych kontaktów, to rzeczywiście jest to absolutnie kuriozalne wyjaśnienie – mówił poseł PiS Michał Woś.












