Twarde dane pokazują: w marcu w grupie wszystkich widzów liderem była Republika, która miała średnio 5,58 proc. udziału w rynku. To pozwoliło jej na dobre rozgościć się w czołówce wszystkich kanałów informacyjnych w kraju.
Tomasz Sakiewicz nie ogranicza się jednak tylko do szklanego ekranu. Na portalu Republika.pl użytkownicy spędzili średnio blisko godzinę. To wynik, który pozostawia w tyle gigantów serwisów stacji newsowych. Do tego wyniki na YouTube: 1,6 mln subskrybentów, 73 mln wyświetleń w marcu. I sukces nowego podcastu "13 Piętro", który w półtora miesiąca zgarnął 4,5 mln odsłon.
To wszystko pokazuje, że widzowie stacji Sakiewicza mają ogromny apetyt na treści. Problem w tym, że apetyt ten dotyczy polityki, a telewizja uparcie próbuje serwować im mydło i powidło.
Kredyt czy szwindel? Co z tym SAFE?

Lifestyle i sport
Strategia "łapania stu srok za ogon" zaczyna trzeszczeć w szwach, a widzowie – choć lojalni – dają jasno do zrozumienia, że nie na wszystko dadzą się nabrać. Najlepszym dowodem na to, że polityczna widownia nie kupiła lifestylowej waty cukrowej, jest ostatnia kapitulacja w porannym paśmie.
Jak podawaliśmy, od 13 kwietnia z anteny zniknie program "Republika wstajemy!". Śniadaniówka, w której Rafał Patyra i Anna Popek próbowali czarować widzów opowieściami o gotowaniu, kulturze i podróżach, ostatecznie przegrała z twardą informacją. To sygnał ostrzegawczy: tożsamość stacji jest zbyt silna, by rozmywać ją w formacie "kawowym".
Jeszcze gorzej wygląda romans telewizji ze sportem. Próba wejścia w rynek commentary na YouTube bez posiadania praw do transmisji, to walka z wiatrakami, która budzi raczej uśmiech politowania niż emocje kibica.

Formuła, w której dziennikarze wraz z gośćmi siedzą w studiu i opisują to, co widzą na ekranie (którego widz widzieć nie może z powodów prawnych), sprawdzała się jeszcze przy jesiennych meczach reprezentacji z Maltą czy Holandią, gdy popularność audycji wystrzeliła. Jednak ostatnie wyniki są dla sportowej redakcji bolesnym zderzeniem z rzeczywistością.
Czytaj także: Ruszyły zgłoszenia do konkursu IDOL
Kluczowe mecze barażowe naszej reprezentacji do mistrzostw świata z Albanią i Szwecją przyciągnęły mniejszą widownię – odpowiednio 6,4 tys. oraz 9,4 tys. odsłon. W przypadku ostatniego spotkania nie pomogła obecność w studiu Danuty Holeckiej, największej gwiazdy stacji.
Okazuje się, że nawet najpotężniejsze nazwisko nie wygra z faktem, że kibic woli widzieć piłkę w siatce, a nie tylko reakcję dziennikarza politycznego na ten fakt.
Reprezentacyjny Wtorek w Republice | Klub Sportowy | Prowadzą: Rafał Patyra i Mateusz Nowak

Do tego mamy Blask Online, serwis plotkarski, który od ponad roku próbuje walczyć o uwagę fanów show-biznesu. Efekt? W najnowszym zestawieniu za luty 2026 portal nie znalazł się nawet w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych serwisów tego typu.
W starciu z gigantami pokroju Pudelka czy Pomponika, Blask Online wygląda jak zgaszona zapałka. Przez rok istnienia zdołał przebić się do szerszej świadomości tylko raz, dzięki zdjęciom Krzysztofa Stanowskiego w klubie go-go. To trochę mało, jak na rok intensywnej pracy i potężne zaplecze telewizyjne.
Biznes czy bardziej bazar?
Jednak prawdziwy "rozmach" i zarazem największy chaos widać w ambicjach e-commerce. Republika od lat romansuje z handlem. Zaczynała od odzieży patriotycznej i kubków sprzedawanych wspólnie z "Gazetą Polską" w internecie i w sklepie w stolicy. Ale to, co dzieje się od kilku miesięcy, to skok na głęboką wodę. Platforma Goryla.pl ma rzucić wyzwanie Allegro, Amazonowi czy Temu.

Tymczasem obecnie po wejściu na stronę główną witamy się z estetycznym "grochem z kapustą". Widok biografii Jana Pawła II sąsiadującej z płynem do mycia podłóg i młynkiem do przypraw sprawia wrażenie internetowego lumpeksu, a nie nowoczesnego marketplace’u, który ma konkurować z gigantami wspieranymi przez sztuczną inteligencję (jak chociażby InPost).
Liczby nie kłamią: zasięgi Goryla w mediach społecznościowych to wciąż margines błędu statystycznego, rzadko przekraczający tysiąc obserwujących. Czekamy na pierwsze wyniki zasięgowe.
Jakby tego było mało, stacja postanowiła zostać... dostawcą energii. Projekt "Republika Energetyczna" promuje instalacje fotowoltaiczne jako alternatywę dla standardowych dostawców. To moment, w którym widz może poczuć się już kompletnie zagubiony. Czy ogląda telewizję informacyjną, czy teleshopping?

Można oczywiście chwalić Tomasza Sakiewicza za próby dywersyfikacji przychodów i szukanie pieniędzy wszędzie tam, gdzie leżą na ziemi. Ale w tym biznesowym szaleństwie ucieka gdzieś sedno.
Równo rok temu opublikowaliśmy analizę, z której wynikało, że gdy media ujawniają kolejne wpadki i afery rządu Donalda Tuska, próżno szukać tam nazwisk dziennikarzy śledczych Republiki. W ostatnich miesiącach niewiele się zmieniło. Stacja wciąż żyje z mielenia bieżącej publicystyki, reaktywnego komentowania rzeczywistości i bazowania na emocjach swoich odbiorców.
Pytanie pozostaje otwarte: czy taktyka łapania stu srok za ogon ma sens w dłuższej perspektywie? Widownia Republiki jest lojalna, ale ta lojalność wynika z głodu polityki, a nie chęci zakupu nawozu do roślin czy śledzenia wyników sportowych bez obrazu.

Może zamiast rozdrabniać się na dziesiątki wątpliwych projektów, warto byłoby w końcu rozwinąć się dziennikarsko? Bo na razie Republika wygląda jak potężny silnik informacyjny, do którego ktoś uparcie próbuje doczepić przyczepę z watą cukrową i stoisko z garnkami. Silnik jeszcze ciągnie, ale z każdym kolejnym "projektem" może być mu coraz trudniej.












