Jak podawaliśmy ostatnio, w maju liczba użytkowników portalu Kanału Zero zmalała poniżej 450 tys. Spadł też średni czas korzystania przez każdego z nich, za to liczba odsłon poszła w górę miesiąc do miesiąca o 30 proc. Zdecydowanie najwyższą odwiedzalność witryna notowała zaraz po starcie.
Dlaczego Zero.pl zmaga się z wyzwaniami w budowaniu szerokich zasięgów? Grzegorz Marczak, redaktor naczelny Antyweb, wskazuje na dwa kluczowe problemy: – Po pierwsze, strona główna jest skrajnie monotematyczna, dominuje polityka. Często tworzy się dziewięć czy dziesięć artykułów na jeden temat przewodni. W teorii brzmi to jak świetna akcja, ale w praktyce, jeśli ktoś nie chce czytać o problemach w służbie zdrowia, to danego dnia na portal po prostu nie wejdzie.
Druga sprawa to przemęczenie odbiorcy. Nastrój tych tekstów jest krytyczny i pesymistyczny. To jest "ciężki gatunek". Sam doceniam jakość niektórych tekstów, ale nie zaglądam tam często, bo nie chcę dostawać "obucha negatywności" w głowę.

Istotnym czynnikiem jest także technologia i widoczność w wyszukiwarkach. Według Marczaka, "portalu Stanowskiego praktycznie nie ma w wyszukiwarce Google. Google jest bardzo wyczulony na swoje algorytmy, w tym sekcję Discovery. Zwracałem uwagę na kluczowe parametry techniczne, tzw. core web vitals, po których Google ocenia serwisy."
Dodaje: – W tym przypadku są one bardzo słabe. Gdy ostatnio sprawdzałem, trzy z pięciu wskaźników były na czerwono.
Marczak uważa, że sprawa rozbija się o "planowanie contentu oraz kwestie techniczne", a po ich poprawie wyniki mogą być znacznie lepsze.
Łatwiej portal czy kanał?
Wyniki Zero.pl nie są jednak odosobnionym przypadkiem. To sygnał zmian w konsumpcji mediów, który stawia wyzwania nie tylko przed nowymi graczami, ale i całą branżą dziennikarską.
Choć wielu twórców liczy na sukcesy w sieci, medioznawca Adam Szynol zauważa, że rynek nowych projektów, szczególnie tych o profilu konserwatywnym, jest już przepełniony treścią. Ma na myśli kanały youtubowe. Pytanie, czy podobny problem nie dotyczy portali.

– Kanały na YouTube to łatwiejsza droga niż portal. Taką "telewizję internetową" można postawić z dnia na dzień, bez wielkich inwestycji. Aczkolwiek widać, że inne próby, jak kanały Krzysztofa Ziemca czy Igora Jankego (Kanał Otwarty), nie wywołały już takiego poruszenia, jak Kanał Zero – wskazuje medioznawca. Sugeruje, że niektórzy twórcy mogą żywić nadzieję na powrót do finansowania opartego na spółkach Skarbu Państwa i dlatego nie rezygnują z walki o YouTube.
Mam wrażenie, że wielu twórców liczy na to, że nastąpi kolejna zmiana polityczna, która przełoży się na powodzenie ich projektów. Może to być oczekiwanie naiwne, ale patrząc na to, jak "pompowano" media w latach 2015-2023, niektórzy pewnie liczą na powrót do modelu finansowania ze spółek Skarbu Państwa czy fundacji rządowych.
Strategia "małego okrętu" kontra "wielki tankowiec"
Współczesna rzeczywistość medialna, zdominowana przez AI i zmieniające się nawyki konsumpcyjne, faworyzuje mniejsze, autorskie projekty. Tak uważa Grzegorz Szymanik, redaktor naczelny Android.com.pl.
Wystarczy założyć kanał na TikToku czy YouTube, zebrać dwie osoby i można budować małe medium. Uważam, że to trudny moment dla typowo biznesowych projektów medialnych.

Sugeruje więc zmianę strategii: – Pomysł "małego okrętu" jest dziś bezpieczniejszy, bo jest bardziej zwrotny niż wielki tankowiec.
Podobnego zdania jest Damian Szymański, redaktor naczelny Biznes Enter, który wieszczy koniec ery wielkich portali horyzontalnych: – Moim zdaniem era tworzenia portali horyzontalnych "dla wszystkich i o wszystkim" bezpowrotnie minęła. Ten tort został w Polsce już dawno podzielony między głównych graczy, a bariery wejścia w tym segmencie są dziś wręcz zaporowe.
Rynek portali horyzontalnych w Polsce ukształtował się dekadę temu. Szynol podkreśla: – Wielka trójka lub czwórka: Onet, Wirtualna Polska, Interia oraz Gazeta.pl, to hegemonie, w które wbicie się z nowym projektem jest ogromnie trudne, jeśli nie niemożliwe w krótkim czasie. Oczekiwania, że jakikolwiek nowy portal w ciągu kilku miesięcy "wedrze się na szczyt" między te giganty, były od początku na wyrost.

I dodaje: – Oczywiście, Stanowski musiał podsycać napięcie wokół debiutu Zero.pl, żeby zbudować zainteresowanie. Ale myślę, że sam doskonale zdawał sobie sprawę, że to gra na lata, a nie na krótką metę.
Wyzwania: uwaga czytelnika i BigTechy
Dla nowych projektów największym wyzwaniem jest dziś walka o uwagę odbiorcy. – Nie technologia, kapitał na start czy nawet zbudowanie odpowiedniego zespołu osób, wyzwaniem jest walka o ułamek uwagi skrajnie przebodźcowanego czytelnika – zauważa Szymański.
Czytaj także: Awans na kierownika działu społecznego PAP
Sytuację pogarsza asymetryczna relacja z platformami technologicznymi.
Wielkie platformy zachowują się jak cyfrowi latyfundyści. Mają dowolność w zmianach pola gry. Portale mogą jedynie się dopasowywać.

Szymański dodaje jednak: – Wielkie grupy medialne są zakładnikami swojego długu technologicznego i przyzwyczajeń redakcyjnych. My nie mamy tego balastu.
Jak rysuje się przyszłość? – Przyszłość mediów, zwłaszcza tych zyskownych i mających realny wpływ na rzeczywistość, leży w wysoce wyspecjalizowanych, jakościowych serwisach tematycznych – uważa redaktor naczelny Biznes Enter.
W podobnym tonie wypowiada się Grzegorz Szymanik, podkreślając wagę autentyczności i pasji, które pod "parasolem" większych marek mogą stać się receptą na przetrwanie w trudnych czasach.











